**Couture Clash** autorstwa Hamisha Bowlesa i Katherine Betts po raz pierwszy ukazał się w kwietniowym numerze Vogue z 1997 roku. Aby zobaczyć więcej najciekawszych materiałów z archiwów Vogue, zapisz się do naszego newslettera Nostalgia.

Couture Clash: Dziennik 1 — Agenci prowokatorzy
Czy szokujący brytyjski talent to iskra, której potrzebuje haute couture? Czy też spowoduje katastrofę? Katherine Betts relacjonuje rozgrywający się dramat.

NOWY JORK, WTOREK, 14 STYCZNIA
„Czy to prawdziwa kobieta?” – pyta niska matka dwójki dzieci w obszernym swetrze Gap, patrząc na zdjęcie modelki z lat 50. autorstwa Avedona. „Oczywiście” – z przekonaniem odpowiada jej przyjaciółka. „Spójrz na tę szyję”.

Jesteśmy w Instytucie Kostiumologii w piwnicy Metropolitan Museum of Art, jest tłoczno, głównie od kobiet przyciskających się do szyb, by podziwiać wykwintnie kobiece suknie Christiana Diora z lat pięćdziesiątych. Publiczność wzdycha i mamrocze z zachwytu, podziwiając, jak tkanina aerodynamicznie opływa biodro lub jak cekiny i perełki zdają się wybuchać z talii starannie skrojonego stanika.

„Słyszałaś, że można je było założyć tylko raz, bo były tak delikatne?” – pyta jedna kobieta drugą. Karty informacyjne wyjaśniają umiejętność Diora w aktualizowaniu historycznych stylów – nie inaczej niż u Johna Galliano. Kiedy pytam, odwiedzający nie rozpoznają nazwisk John Galliano czy Alexander McQueen. Nie mają pojęcia, że właściciel Diora, Bernard Arnault, postawił ogromny zakład na dwóch buntowniczych londyńskich projektantów i że za zaledwie pięć dni ten zakład albo spektakularnie się powiedzie, albo całkowicie zawiedzie. Presja jest ogromna, a w nowojorskich kręgach mody krążą plotki, że Galliano już zdenerwował szwaczki Diora, prosząc je o odtworzenie kilku vintage'owych sukien.

PARYŻ, ŚRODA, 15 STYCZNIA
Trzynasta wizyta u Alexandra McQueena w Givenchy. Bardzo ekscytujące. To niewątpliwie najgorętszy temat w Paryżu w tej chwili – pomysł, że ten wygadany Londyńczyk próbuje ożywić głęboko nudny Dom Givenchy, jest wysoce zajmujący. W taksówce na Avenue George V zauważam na ulicy Clarę Saint, wieloletnią współpracowniczkę Yves'a Saint Laurenta, która z zadumą spogląda na budynek Givenchy.

W środku McQueen, w tenisówkach i spodniach cargo, mówi mi, że nie ma zamiaru zostać kolejnym Yves'em Saint Laurentem. Jak na 27-latka ma niezwykłą odwagę. Siedzimy w wielkim salonie, eleganckim pomieszczeniu, które widziało lepsze dni, z wazonami zwiędłych kwiatów na brzydkim prowizorycznym stoliku kawowym. McQueen wydaje się zadowolony z postępów, zwłaszcza w atelier. „Pracowałem dla Marca Bohana, kiedy był w Hartnell, i to było najgorsze doświadczenie w moim życiu. Był taki niegrzeczny dla atelier. Myślę, że oni tam naprawdę mnie lubią” – mówi, wskazując w stronę sufitu i pracowni Givenchy na górze. „Nie postrzegają mnie jako jakiegoś głupiego dzieciaka z Londynu, który zawraca głowę długością spódnic”.

Szefowa atelier, Catherine DeLondre, wydaje się naprawdę lubić McQueena, nawet po 33 latach lojalności wobec Givenchy. „Na początku nie byliśmy pewni, ale kiedy zobaczyliśmy, co wychodzi z atelier, pomyśleliśmy: 'To jest prawdziwe haute couture'”.

„Byli dość zszokowani, że ubrania były tak szykowne i tak 'McQueenowskie'” – dodaje McQueen. Co to znaczy? „Do noszenia” – śmieje się. „Różnica między McQueenem a Givenchy jest taka, że Givenchy nie dotyczy postawy; dotyczy stylu życia”. Zaczyna brzmieć jak Donna Karan.

Mówi mi, że tematem kolekcji jest Poszukiwanie Złotego Runa i że wszystko będzie w kolorze białym i złotym, jak stare metki haute couture Givenchy. Prawie każda kreacja zawiera gorset, niektóre z ponad 200 fiszbinami. „Mamy nadzieję, że stworzyliśmy kilka kształtów, których nigdy wcześniej nie widziano” – mówi z zapałem. Mam nadzieję, dla jego dobra, że to prawda. Kiedy pokazuje mi białą suknię z adamaszku w stylu Marii Callas... Z wbudowanym gorsetem i dużymi balonowymi rękawami, widzę, że ta kolekcja zmierza w jednym z dwóch kierunków: albo bardzo prosta i szykowna, albo rodzaj Muglera na XXI wiek. Dzwonię do Thierry'ego Muglera, żeby zobaczyć zapowiedź. Mówią, że mogę obejrzeć ich próbę fryzur i makijażu, ale nic więcej. Typowe.

Ralph i Ricky Lauren byli w mieście, rozglądając się za rzeczami do kupienia – swetrami, apartamentami, firmami? Krążą pogłoski, że Azzedine Alaïa zatrudnił absolwenta Central St. Martins i zaprezentuje małą kolekcję w przyszłym tygodniu w swojej sali pokazowej. Ta plotka pojawia się co sezon, ale Alaïa twierdzi, że ma lojalną grupę klientów. Najpierw zaoferowano mu stanowisko w Diorze, ale on nie pracuje pod czyimś nazwiskiem. Wniósł własny wkład w modę i nie zamierza tego kompromitować.

„Przyznajmy, po New Look Dior nie był niczym specjalnym” – mówi mi jeden paryski insider. „Nikt tych ubrań nie kupował”.

CZWARTEK, 16 STYCZNIA

„To bardzo Dior, ale nie w sposób nachalny” – mówi Galliano. Jest późne popołudnie, a on dopasowuje na trzecim piętrze w studiu Diora u Diantę, szesnastoletnią sensację z Frankfurtu, do frędzlowanego kostiumu w kratę Prince of Wales. Z trzy dni do pokazu miejsce jest w nieładzie: szklane koraliki, pióra i zwoje tkanin porozrzucane są po pikowanych skórzanych sofach pozostawionych przez Gianfranco Ferré. Z głośnika rozbrzmiewa dżunglowa wersja utworu Alanis Morissette; kilku asystentów pochyla się nad stołami, starannie nawlekając koraliki na wymyślne, inspirowane Masajami kołnierze; inny układa liście organzy na manekinie – to suknia ślubna.

„Są tu całkiem technicznie odlotowi” – mówi John, oglądając białą skórzaną kurtkę tak misternie skrojoną, że wygląda jak koronka. Mówi, że inspirują go kobiety, które inspirowały Diora, zwłaszcza Mizza Bricard. „Była Coco przed Coco, zawsze ubrana w fiolet, a kiedy ludzie pytali, mówiła: 'Cartier jest moim kwiaciarzem'”.

Dobre powiedzonko. Bricard, Boldini, orchidee, afrykańskie lilie – wszystko to chodzi Johnowi po głowie. Ale przede wszystkim myśli o Christianie Diorze. „Kiedy zaczynał, Dior nie wiedział, jak zdobyć modelki, więc dał ogłoszenie w gazecie i stawiła się każda prostytutka w Paryżu”. Ta historyjka została wpleciona w kolekcję, więc jedna sekcja dotyczy prostytutek, inna seksownych, krótkich garniturów „Miss Dior”, a jeszcze inna jest bardzo chińska. Wielka niespodzianka: Claudia Schiffer ucharakteryzowana na Chinkę z małą czarną grzywką.

John wydaje się bardzo skupiony. On i jego asystent, Steven Robinson, pracowali nad kolekcją osiem tygodni bez przerwy. Wzięli jeden dzień wolnego na Boże Narodzenie i próbowali świętować, piekąc indyka, ale zapomnieli włączyć piekarnik. „To było okropne. Byliśmy tak zmęczeni, że po prostu zamówiliśmy pizzę” – mówi Steven, przewracając oczami. Zabrali też McQueena na kolację, żeby „przywitać go w Paryżu”. Ale to wszystko, co mają do powiedzenia o McQueen.

Krążą pogłoski, że McQueen mówi, iż zamknie drzwi sali Beaux-Arts w poniedziałek o 16:00 i zacznie pokaz Givenchy punktualnie. Zapytany o spóźniających się ważnych redaktorów magazynów, miał odpowiedzieć: „Mam to gdzieś”.

Dzisiaj w Le Figaro cytują go, jak mówi, że „nie ma szacunku dla Huberta de Givenchy”. A co z Bernardem Arnaultem? „To Gabriel i diabeł. To biznesmen, który może robić, co chce. Kiedy poprosił mnie o tę pracę, zrobiłem to, bo kocham modę. Nie obchodzą mnie pieniądze. A kiedy poprosił o kupno części mojej londyńskiej firmy, powiedziałem: nie ma mowy”.

PIĄTEK, 17 STYCZNIA

Dzisiaj zakradłam się za linię wroga, żeby zajrzeć do Chanel. Karl wcale nie wydawał się przestraszony młodzieżową rewolucją w Diorze i Givenchy, mówiąc tylko, że jego zdaniem McQueen jest trochę nieuszanowany wobec pana Givenchy.

Amanda Harlech, która przeszła od Galliano do Chanel, zapytała o Johna i ubolewała nad faktem, że on... Nie oddzwania. Przytaczam analogię do związku: kiedy się z kimś zrywa, przez jakiś czas się z nim nie rozmawia – pozwala się ranie zagoić. Ona chce masła i pieniędzy za masło, jak to mówią we Francji.

SOBOTA, 18 STYCZNIA

Nastrój jest dziś znacznie cięższy na trzecim piętrze Diora. Wizażysta Stephane Marais omawia z Johnem pomysł makijażu anioł/diabeł. Steven uczy modelkę Karę Young, jak chodzić jak prostytutka od haute couture. Drzwi się otwierają i zamykają, muzyka grzmi, a osoby zajmujące się koralikami zaczynają wyglądać na szklanookie.

Wychodząc, zauważam szefa, Bernarda Arnaulta, stojącego na rogu Avenue Montaigne w głębokiej rozmowie z żoną Hélène. Wpatrują się w Dom Diora, nieświadomi gigantycznego znaku Calvina Kleina, który góruje za nimi na rusztowaniu po drugiej stronie ulicy.

Udaję się do domu haute couture Muglera koło Marais na zapowiedź. Ale Mugler dziś nie przyjmuje nikogo w swojej pracowni na poddaszu. Zamiast tego kręcę się po atelier i przyglądam się, jak szwacze (jak nazwać męskiego krawca?) przyszywają cekiny do pończoch w sieć. Kultura tutaj jest zdecydowanie futurystyczna i bardziej macho niż gdziekolwiek indziej. Zamiast małych starszych Francuzek w białych kitlach krzątających się wszędzie, są tu umięśnieni dwudziestokilkuletni faceci w koszulkach bez rękawów. Jedno pomieszczenie na czwartym piętrze jest przeznaczone dla komputerów zaprogramowanych do cięcia wykrojów na ogromnej zrobotyzowanej maszynie, która wygląda jak skrzyżowanie solarium z trampoliną. Wykroje są następnie wysyłane bezpośrednio do fabryki w Angers. To jest nowoczesne haute couture.

NIEDZIELA, 19 STYCZNIA

Mimo całej tej gadki o zamykaniu drzwi o czwartej co do minuty, McQueen każe swoim fanom czekać godzinę. Niektórzy mówią, że to dlatego, że Naomi się spóźniła, ale widziałam Naomi za kulisami na długo przed pokazem. Okazuje się, że osoby pomagające w przebieraniu nie mówią ani słowa po angielsku i mają straszny problem z komunikacją z asystentami McQueena, jak wciągnąć dziewczyny w gorsety.

Publiczność jest już podenerwowana, kiedy pokaz wreszcie się zaczyna. Nawet model Marcus Schenkenberg, usadowiony na balustradzie, ubrany tylko w przepaskę biodrową i ogromną parę skrzydeł, nie może ich zadowolić. W końcu Jodie Kidd wkracza w ogromnym białym płaszczu operowym z prawdziwym złotym haftem i złotym kombinezonie z koronki, z włosami upiętymi w wymyślny słomkowy kok. Za nią idzie Georgina w białym garniturze à la Sharon Stone z przezroczystym tyłem i Stella w czarnej wężowej kurtce z przesadnymi ramionami. Kiedy pojawia się piórzasty kombinezon, klienci Givenchy w pierwszym rzędzie przewracają oczami i składają programy.

„To było ohydne i nieistotne” – mówi po pokazie Deeda Blair, wieloletnia klientka i przyjaciółka Givenchy. „Nie bawiło, nie zachwycało i miało tak mało wspólnego z wielką historią Givenchy. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Alexander McQueen chciałby to zafundować kobietom”.

„Najbrzydsze, jakie w życiu widziałam” – orzeka młodsza lojalistka Givenchy. „Wracaj do szkoły artystycznej” – szepcze inna. „Zapomnij o gorsetach” – mówi Cathy Graham.

Ale nie Mouna Al-Ayoub, ekstrawagancka rozwiedziona Saudyjka. Zachwyca się: „To teatralne, a taka powinna być moda. Powinna przenosić cię w inny świat. Strach przed tym, że nie wyjdzie, też jest ekscytujący”. Już zarezerwowała płaszcz operowy Jodie Kidd i wężową kurtkę Stelli.

Późnym wieczorem Gaultier funduje nam dowcipną parodię haute couture. Mężczyźni w jeansach z koralikami i gorsetach pracują na wybiegu obok kobiet, parodiując stare pozy z haute couture lat pięćdziesiątych. Są dwa szykowne czarne garnitury w stylu Nocnego portiera, ale męski gorset z koralikami z pasującymi klapkami z koralikami to bardziej Dennis Rodman niż Charlotte Rampling.

Wszystkie oczy zwrócone są na Johna Galliano.

PONIEDZIAŁEK, 20 STYCZNIA

Lunch w Hôtel Costes. Torby Hermès Kelly przeniosły się tu z Ritza. To musi być nowe gorące miejsce.
Klientka francuskiego haute couture wpada do przedniego pokoju, komentując gorączkowo Fergie, która właśnie przeprowadziła wywiad z Galliano dla Paris Match za rzekome 500 000 dolar