„Pływasz na własne ryzyko” Lynn Yaeger po raz pierwszy ukazał się w czerwcowym wydaniu Vogue z 2002 roku. Aby poznać więcej ciekawostek z archiwów Vogue, zapisz się tutaj do naszego newslettera Nostalgia.

A więc tak wygląda piekło: nie to, które opisał Jean-Paul Sartre, ale ty, sama, w jaskrawym świetle przymierzalni, wpatrująca się w swoją bladą skórę w trójdzielnym lustrze, mając na sobie kostium kąpielowy.

„To rzecz, którą kobiety mówią, że nienawidzą robić bardziej niż czegokolwiek innego na świecie” – mówi Necha Treitel, sprzedawczyni w dziale kostiumów kąpielowych w Bergdorf Goodman. „Widzisz najwspanialsze ciała, ale spędzasz z nimi w przymierzalni mnóstwo czasu – potrzebują dużo otuchy”. Przez ostatnie kilka sezonów Treitel miała do zaoferowania swoim klientkom znacznie więcej niż zwykłe Lilly Pulitzer czy Gottex. Projektanci mody, którzy do niedawna skupiali się na wieczorowych kreacjach i strojach do biura, teraz zwrócili swoją uwagę na plażę. Efektem jest rynek kostiumów kąpielowych pełen zabawnych Moschino, seksownych Cavalli, kamuflażowych Galliano i pokrytych motylami Gucci.

Niestety, tak jak para klapek Louboutin kosztuje znacznie więcej niż te sprzedawane w pojemnikach, tak wysokiej klasy stroje kąpielowe mają cenę, która nie jest skromna. Ale to najwyraźniej nie przeszkadza rosnącej liczbie kobiet, które uważają, że noszenie designerskich kostiumów kąpielowych jest równie ważne (i zabawne) jak chodzenie wokół basenu w najnowszych Jimmy Choo i nowym zegarku Cartier. Dlaczego inaczej niektórzy mieszkańcy Palm Beach mieliby wydać 1045 dolarów na tegoroczną kaftan Leonarda z Paryża i pasujący do niego kostium kąpielowy Leonarda za 385 dolarów, skoro inny kwiecisty okrycie sprawdziłoby się równie dobrze? Z tego samego powodu, dla którego nie każda frędzlowana torebka to Balenciaga.

„To dokładnie ten sam wzór, który sprzedajemy na naszym trzecim piętrze” – mówi Treitel, trzymając przezroczystą jedwabno-szyfonową chłopską bluzkę Chloé (375 dolarów), przeznaczoną do noszenia na kostium Chloé (235 dolarów) z pasującym wzorem (przedstawiającym dinozaury, ptaki morskie i coś, co wygląda jak pulchny facet siedzący na plaży). „To okrycie Missoni z pewnością może służyć również jako sukienka!” – dodaje, prezentując elegancki element w charakterystyczne dla marki pasy w płomienistym splocie.

„Spójrz na tę La Perłę!” – śmieje się Treitel, podnosząc kreację złożoną z dwóch kwadratów z metalowej siatki, która wygląda jak zdekonstruowana wieczorowa torebka. Można by pomyśleć, że ten element ma zakrywać przezroczystą górę maleńkiego kostiumu La Perla za 635 dolarów, ale nie – w rzeczywistości jest zaprojektowany do zakrywania dołu bikini, z przodu i z tyłu.

„Tak, zrobiliśmy to!” – przyznaje Gianluca Flore, dyrektor generalny La Perla. „Ale tak naprawdę wszystko inne, co mamy, obiecuję, można włożyć do wody”. Flore ma kręcone brązowe włosy, śródziemnomorskie niebieskie oczy i włoski akcent. Nie chce przyznać, że zakupy kostiumów kąpielowych są przerażające. „Co masz na myśli?” – pyta, wyglądając na lekko urażonego. „Jak to może być koszmar? Bo opiera się na emocjach?”

La Perla może sięgać do naszych podświadomych pragnień (czy ktokolwiek naprawdę wie, dlaczego nagle chce mieć wojskowo-zielone bikini z koralikami?), ale firma nigdy nie zapomina o tym, co sprawia, że kostium jest funkcjonalny. „Rozumiemy miseczki, dół” – mówi Flore – „ponieważ zaczynaliśmy jako firma bieliźniana”. W rzeczywistości, z perspektywy projektowania, maleńkie kostiumy La Perla to imponujące dzieła delikatnej inżynierii, równie niezwykłe jak Ponte Vecchio.

La Perla zaczynała w mieszkaniu w Bolonii 50 lat temu i firma wciąż zachowuje europejskie spojrzenie. „Zauważyliśmy, jako zagraniczna firma, że dziesięć lat temu w Ameryce ludzie używali kostiumów kąpielowych jako czegoś do noszenia w wodzie” – zauważa Flore, unosząc brew z lekkim niedowierzaniem. „Nie tak było w Europie. Tam myślano o stylu życia związanym z plażą. Robiąc zakupy, szukali stylu życia”.

Flore mówi, że jego firma nie podąża za trendami – je wyznacza. Jeśli to prawda, uważajcie na to, co nazywa „chainkini” – dwuczęściowy strój z biustonoszem połączonym grubym łańcuchem, który w razie potrzeby mógłby posłużyć jako broń.

Sarah Hailes, kupująca dla Harvey Nichols w Londynie, zgadza się, że stroje kąpielowe stały się modowym oświadczeniem. „Nie chodzi już tylko o plażę” – mówi. „Chodzi o to, by dobrze wyglądać przy basenie, w klubie plażowym, a nawet wylegując się w domu”. Zauważa, że klientki są skłonne wydać więcej na kostiumy, które sprawiają, że czują się pewne siebie i stylowe, nawet jeśli nigdy nie wejdą do wody.

Dla wielu kobiet urok designerskich strojów kąpielowych wykracza poza praktyczność. Chodzi o status, wyrażanie siebie i dreszczyk emocji związany z posiadaniem czegoś ekskluzywnego. Jak ujmuje to Treitel: „Kiedy zakładasz piękny kostium, czujesz się jak milion dolarów – nawet jeśli stoisz tylko w przymierzalni”. Współwłaścicielka Kirna Zabête, butiku w SoHo udekorowanego w jaskrawych podstawowych kolorach, które sprawiają, że wygląda jak przedszkole dla debiutantek, ma słabość do strojów kąpielowych Tomasa Maiera. Maier jest projektantem akcesoriów stojącym za tymi wspaniałymi plecionymi skórzanymi torbami Bottega Veneta. W swojej drugiej linii tworzy kostiumy kąpielowe kosztujące do 325 dolarów i dopasowane jedwabne kaftany w cenie aż 595 dolarów. Mimo tych wysokich cen, elegancki, sportowy styl jednoczęściowych kostiumów i bikini Maiera zapewnił mu oddanych zwolenników od Sardynii po Southampton. „Jest idealny” – mówi Hailes. „Idealny krój, idealne dopasowanie, idealne kolory: wielbłądzi, czekoladowy, bordowy. I och, jego okrycia z jednoczęściowego kaszmiru! Są najlepsze na rynku”.

Klientki Hailes kupują nowy kostium kąpielowy co roku, „jak buty zimą”, a jej sklep stosuje podejście twardej miłości do doświadczenia przymierzalni. „Wiesz, mamy trójdzielne lustra w każdej przymierzalni, więc możesz zobaczyć siebie pod każdym kątem. Mam na myśli, po co się oszukiwać?” – mówi. „I mamy nawet świetlik. Naturalne światło. Może nie zawsze jest super pochlebne, ale daje ci prawdziwe wyobrażenie o tym, jak wyglądasz”. Czy to nie jest trochę traumatyczne? „Och, proszę” – mówi, wzruszając ramionami. „Masz swoje ciasto czekoladowe, robisz kilka brzuszków”.

Żadnego ciasta i znacznie więcej niż kilka brzuszków potrzebują kobiety, które chcą dobrze wyglądać w prawie niemożliwie małych strojach plażowych w nowym butiku Jean Paul Gaultier na Madison Avenue. Jeden ze sprzedawców w sklepie przyznaje, że te kostiumy „sprawiłyby, że Brazylijka by się zarumieniła”. Nachylając się nad szklaną gablotą, sprzedawca wyciąga ekstrawagancję tak małą, jak odważną: neonowo-pomarańczowe bikini z formowanej gumy, pokryte trójwymiarowymi kwiatami w tym samym kolorze. „To najlepszy kostium kąpielowy w mieście” – mówi, delikatnie dotykając jego gumowej formy. „To bardziej kostium do wylegiwania się. Do wyglądania olśniewająco przy basenie”.

Ten przedmiot wygląda bardzo podobnie do czepka kąpielowego. „Właściwie” – mówi sprzedawca – „jest też pasujący czepek. Powinien do nas dotrzeć lada dzień”. Całkowita cena to aż 430 dolarów. Gaultier był na tyle miły, że wycenił elementy osobno: 180 dolarów za dół, 250 dolarów za górę.

Tego rodzaju kaprys sprawia, że zakupy u wysokiej klasy projektantów są takie zabawne. „Mogłabyś nosić samą górę do zamszowych spodni” – sugeruje sprzedawca – „albo może nawet włożyć ją pod marynarkę”. Oto inny pomysł: Noś ją tak, jak Gaultier pokazał to na swoim paryskim wybiegu, z pomalowaną na niebiesko twarzą.

Oczywiście, czasami gotowość do wydawania dużych pieniędzy wcale nie wynika z obsesji na punkcie marki. Pochodzi z bardziej podstawowego źródła: czystej żądzy.

Ambika Conroy projektuje maleńkie kostiumy kąpielowe dla tej grupy eleganckich hipisów, którzy, gdyby w ogóle musieli nosić ubrania, woleliby wślizgnąć się w maleńkie szydełkowe bikini niż w cokolwiek choćby odrobinę praktycznego.

Mając zaledwie 22 lata, Conroy pracowała jako asystentka fotografa, kiedy w wolnym czasie podczas sesji zdjęciowych nauczyła się szydełkować. Jej pierwotną inspiracją było super seksowne zdjęcie Helmuta Newtona z lat 70. przedstawiające kobietę w bikini: chciała mieć ten kostium, a jedynym sposobem, aby go zdobyć, było zrobienie go samodzielnie. „Myślałam, że większość bikini, które mogłam znaleźć, jest brzydka” – wyjaśnia swoim słodkim głosem.

Modelki i styliści zauważyli, co robi Conroy, i wkrótce jej maleńkie, wysadzane klejnotami kreacje znalazły dom – ledwo trzymając się pośladków prezentowanych na stronach wydania kostiumów kąpielowych Sports Illustrated. Bez dyskretnego dodatku lycry, prace Conroy mogą czasami wydawać się bardziej biżuterią niż odzieżą. „Dorastałam w Indiach i uwielbiam klejnoty” – mówi. Conroy mówi, że osobiście zanurza wszystkie swoje kreacje w wannie, aby upewnić się, że nadają się do wody – a jeśli srebro trochę sczernieje, nie ma nic przeciwko. „Lubię to tak” – mówi. „Wygląda antycznie”.

Turkus, zielona chryzokola i srebro gotowe do sczernienia są nawleczone razem w maleńkim stroju Ambika, który modelka Yamila Diaz-Rahi nosi w tegorocznym Sports Illustrated. Kostium miał być ekskluzywny, tylko na potrzeby sesji zdjęciowej. Ale jeden podekscytowany czytelnik tak bardzo go pokochał, że wytropił projektantkę i zamówił go dla swojej dziewczyny. Conroy zażądała za niego 1800 dolarów.

**Często zadawane pytania**

Oto lista często zadawanych pytań dotyczących artykułu Lynn Yaeger o trendzie luksusowych bikini z wczesnych lat 2000., napisana naturalnym, konwersacyjnym tonem.

1. O czym jest ten artykuł?
Jest o szaleństwie na punkcie super drogich, designerskich bikini z wczesnych lat 2000. Lynn Yaeger bada, dlaczego ludzie wydawali setki dolarów na maleńkie kostiumy kąpielowe.

2. Kim jest Lynn Yaeger?
To znana pisarka modowa, znana ze swojego dowcipnego, ostrego i nieco ekscentrycznego stylu. Pisała dla The Village Voice i Vogue, ma bardzo charakterystyczny, nostalgiczny głos.

3. Dlaczego luksusowe bikini było wtedy tak wielką sprawą?
Było symbolem statusu. Na początku lat 2000. logo projektantów było ogromne. Bikini od Gucci, Dolce & Gabbana czy Versace nie było tylko do pływania – było jak pokazanie designerskiej torebki na plaży.

4. Czy artykuł faktycznie lubił luksusowe bikini, czy raczej je wyśmiewał?
Trochę jednego i drugiego. Yaeger jest znana z obserwowania absurdalnych trendów z mieszanką fascynacji i łagodnej kpiny. Wydaje się rozbawiona pomysłem wydawania fortuny na tak mało materiału, ale docenia też fantazję i przepych tego zjawiska.

5. Jakie były konkretne przykłady luksusowych bikini wymienione w artykule?
Zazwyczaj odnosi się do wysokiej klasy włoskich i francuskich marek. Pomyśl o wysadzanych klejnotami trójkątach Gucci, zestawach Fendi z nadrukowanym logo i ledwie istniejących stylach Dolce & Gabbana, które kosztowały tyle, co dobry płaszcz.

6. Jaki jest główny problem z luksusowym bikini według artykułu?
Niepraktyczność. Płacisz premię za delikatne tkaniny, metalowe elementy i ozdoby, które mogą zardzewieć, wyblaknąć lub rozpaść się w momencie kontaktu z słoną wodą lub chlorem. To kostium kąpielowy, którego tak naprawdę nie można używać do pływania.

7. Czy ten artykuł jest nadal aktualny?
Tak, w nostalgiczny sposób. Cykl mody z wczesnych lat 2000. powrócił. Poza tym idea inwestycyjnych strojów kąpielowych wciąż jest przedmiotem debaty, więc spojrzenie Yaeger wydaje się zaskakująco aktualne.