Na sugestię Amandy Seyfried spotykamy się na końcu świata – a raczej w dyskretnej i swobodnie eleganckiej restauracji na północy stanu. Wzniesiona na wzgórzu w sercu rozległej posiadłości, roztacza widok na malarską radość pól, lasów i odległych wzgórz, mozaikę brązów i złota w ten pochmurny, późnojesienny dzień. Kiedy aktorka wślizguje się do drzwi – drobna, bez makijażu, wyglądająca jak nastolatka w dżinsach i obszerniej koszuli z guzikami, jej ogromne, intensywnie zielone oczy rozbłyskują na promiennej twarzy spod fal blond włosów wciąż wilgotnych po prysznicu – wita personel z serdecznością.

Za kilka tygodni skończy 40 lat, świętując urodziny na przyjęciu z łyżworolkami w lokalnym skateparku. „Nigdy nie urządzałam dla siebie przyjęcia” – mówi podekscytowana, po czym dodaje: „Właśnie naderwałam łąkotkę i nie powinnam jeździć. Ale jest mnóstwo innych rzeczy do roboty”. Z przejęciem dzieli się szczegółami: drinkiem firmowym będą Manhattan; DJ zagra pop z lat 90. i wczesnych 2000.; będzie karykaturzysta i fotobudka. Przede wszystkim jednak Seyfried wydaje się zachwycona, że jej siostra Jenni (43) przyjeżdża aż z Kalifornii, by zrobić niespodziankę ich mamie, która mieszka z rodziną Amandy i pracuje jako jej niania. „Mama nie wie – to takie fajne – to takie dobre…! Mama nigdy nie dostaje niespodzianek”. (Kilka tygodni później mówi mi, że jej siostra „weszła do domu w masce krowiej głowy – dekoracje halloweenowe jeszcze nie schowane – i to było tak nie na miejscu, że mama początkowo nie mogła zrozumieć, że to ona. To było naprawdę zabawne”).

W ciągu pierwszych kilku minut naszej rozmowy Seyfried ujawnia kilka kluczowych rzeczy na swój temat. Jest osobą, która akcentuje pozytywy (wspominając o naderwanej łąkotce tylko mimochodem, choć to musi być zarówno bolesne, jak i rozczarowujące dla jej planów przyjęcia). Przyznaje, że jest „bardzo kontrolująca” (nawet gdy rozmawia ze mną, w pełni zaangażowana i nie odrywając wzroku, jednocześnie stabilizuje nasz chwiejny stół, podkładając pod niesforną nogę małe różowe paczuszki Sweet’N Low). I jest mocno osadzona w rzeczywistości, otaczając się nie glamour, ale rodziną i bliskimi przyjaciółmi. „Dziwi mnie” – mówi Jenni – „że wciąż potrafi dotrzeć do tej części siebie, która chce robić proste, ciche rzeczy”.

Seyfried miała pracowity rok. Jej ostatnie role pokazują, że wyewoluowała w wykonawczynię o niezwykłym zakresie i głębi, podejmując ryzykowne, złożone postacie – dalekie od jej lekkich kreacji w „Mean Girls” (2004) i „Mamma Mia!” (2008). W 2021 roku otrzymała nominację do Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej za rolę Marion Davies w „Manku”. Niedługo potem jej poruszająca kreacja Elizabeth Holmes w serialu Hulu „The Dropout” przyniosła jej w 2022 roku nagrodę Emmy dla najlepszej aktorki w miniserialu lub filmie telewizyjnym. W zeszłym roku odbyła się premiera „Long Bright River”, ośmioodcinkowego dramatu Peacock, w którym wciela się w policjantkę z Filadelfii mierzącą się z kryzysem opioidowym.

Bardziej niedawno jest „Pokojówka” („The Housemaid”), blockbusterowa adaptacja bestsellerowej powieści Freidy McFadden w reżyserii Paula Feiga, gdzie gra Ninę, bogatą, wybuchową pracodawczynię pokojówki Millie (Sydney Sweeney). „Amanda przekształca nutę, która mogłaby być marginalna, w coś, co zmienia całą jej grę” – mówi Feig, który od dawna chciał ją zaangażować. „Jeśli zbyt daleko się popchnie Ninę, staje się karykaturą. W rękach każdego mniej utalentowanego aktora mogłaby być szkicem – ale Amanda czyni z niej trójwymiarową postać”. Rzeczywiście, równowaga intensywności i subtelności w wykonaniu Seyfried sprawia, że Nina jest dziwnie znajoma, warstwową osobą, której z kolei zazdrościmy, której się boimy, którą nienawidzimy, której żałujemy, a nawet którą rozumiemy. „Ostatecznie nawet przyszło mi ich podziwiać”. „Właściwie było mi szkoda Sydney i Brandona [Sklenara]” – mówi Seyfried z przebiegłym uśmiechem, odnosząc się do swoich współgwiazdorów – „bo ja się mogę bawić, a oni nie. Oni nie mogli się bawić. Cóż, Sydney na końcu trochę się uraczy. Ale ja uraczam się cały czas”. Opisuje pracę nad „Pokojówką” jako „jak uwięzienie błyskawicy w butelce” i mówi o Feigu, że „on, tak jak Mona, docenia i szanuje absurdalność ludzkości”. (Kontynuacja ma rozpocząć zdjęcia w tym roku).

I, oczywiście, jest jej występ w roli tytułowej w epickim musicalowym biopicu Mony Fastvold o XVIII-wiecznej założycielce religii szejkerskiej, „Testamencie Ann Lee”. (Za zarówno „Long Bright River”, jak i „Testament Ann Lee” otrzymała nominację do Złotego Globu dla najlepszej aktorki). „Testament Ann Lee” to film niepodobny do żadnego innego – rozległy, olśniewający, głęboko poruszający – a wielowarstwowa, visceralna kreacja Seyfried jest jego centrum. Fastvold, która wyreżyserowała także „The World to Come” (2020), często współpracuje ze swoim partnerem, Bradym Corbetem, reżyserem „Brutalisty”. Razem napisali „Testament Ann Lee”, który przypomina „Brutalistę” ambicją i skalą i jest równie wspaniale nakręcony. Ale ten film jest pod każdym względem głęboko feministycznym – lub, jak mówi Fastvold, „kobiecym” – filmem, opowiadającym historię nieśpiewanej radykalnej ikony kobiecej z wczesnej historii Ameryki.

Kilka dni przed spotkaniem z Seyfried umawiam się z Fastvold w Rucoli w dzielnicy Boerum Hill na Brooklynie – w kafejce, gdzie parkowane są wózki, dzieci się wspinają, a muzyka jest dziwnie głośna. Eterycznie piękna, z platynowymi włosami, Fastvold promieniuje spokojem, co stanowi uzupełnienie żywej ciekawości Seyfried, choć obie kobiety emanują inspirującą jasnością.

Fastvold, która jest Norweżką, przyznaje, że była zdumiona, odkrywając, że Ann Lee, urodzona w skromnych okolicznościach w 1736 roku w Manchesterze w Anglii, przed migracją do Nowego Jorku, jest w dużej mierze nieznana, nawet Amerykanom. „Myślałam, że może dzieci uczą się o Ann Lee w szkole: 'To jedna z naszych pierwszych feministek w Ameryce'” – mówi. „Wtedy zdałam sobie sprawę, że jedyną rzeczą, którą ludzie wiedzieli o szejkerach, był styl cottagecore”. Fastvold jednak była z pasją zainspirowana biografią Lee i wyobraziła sobie film, który zdramatyzowałby nie tylko jej historię, ale i rodzaj przekonań, które przyczyniły się do założenia tego kraju. „Niektóre historie mówią ci, że chcą być duże i rozległe, mieć zasięg i skalę” – mówi Fastvold – „a Ann Lee zdecydowanie chciała wielkiej opowieści”.

Analfabetka, robotnica i kucharka, Lee dołączyła do sekty Trzęsących się Kwakrów w 1758 roku. Po urodzeniu i stracie czworga dzieci spędziła czas w szpitalu psychiatrycznym i stała się wizjonerką. W 1774 roku poprowadziła grupę swoich zwolenników z Manchesteru do Nowego Jorku. Płynęli ledwie zdatnym do żeglugi statkiem, który prawie zatonął, i założyli swoją osadę w Niskayunie, na terenie dzisiejszego przedmieścia Albany w stanie Nowy Jork, nieco ponad godzinę jazdy od farmy Seyfried. Znana swoim wiernym jako „Matka Lee”, na przemian opiekuńcza i stanowczo autorytarna, Lee uważała ich za swoje dzieci, kontynuując powiększanie wspólnoty z pomocą brata Williama aż do swojej śmierci w 1784 roku.

Film Fastvold podąża za Lee od wczesnego dzieciństwa w Manchesterze po Niskayunę i dalej. Pięknie nakręcony na 70-milimetrowej taśmie – jeden z krytyków porównał jego kadry do obrazów Caravaggia – „Testament Ann Lee” jest przeplatany nieziemskim śpiewem oryginalnych hymnów szejkerskich zaaranżowanych przez Daniela Blumberga, genialnego kompozytora, który stworzył muzykę do „Brutalisty”, oraz zmysłowymi, elokwentnymi tańcami grupowymi, które choreografowała bliska przyjaciółka Fastvold, Celia Rowlson-Hall. Fastvold chciała przekazać visceralne szczegóły ucieleśnionego doświadczenia kobiet, w tym seksu, narodzin i karmienia piersią.

Dla Fastvold Seyfried był oczywistym wyborem do roli. Dwie panie poznały się towarzysko dawno temu, ale po raz pierwszy współpracowały przy… Amanda Seyfried i Mona Fastvold współpracowały przy serialu Apple TV „The Crowded Room” (2023), doświadczenie, które Seyfried opisuje jako „nieco chaotyczne”. Ale dodaje: „w środku tego dramatu była Mona – jasna i zdroworozsądkowa – prowadząca z gracją i ciekawością prawdziwej artystki”. Reflektując nad serialem, Fastvold mówi: „Naprawdę zobaczyłam jej dramatyczny zakres. I, oczywiście, jest niesamomitą śpiewaczką i porusza się wspaniale. Zobaczyłam, jak wszystkie elementy składają się w całość, by mogła zagrać tę rolę”.

„Testament Ann Lee” oferował Seyfried więcej wolności twórczej niż kiedykolwiek doświadczyła jako wykonawczyni, a ona odpowiedziała całkowitym oddaniem. „Po prostu wykonuje 'trust fall' w moje ramiona, kiedy razem pracujemy” – zauważa Fastvold – „i to jest największy prezent, jaki możesz dostać jako reżyser”.

Zarówno Fastvold, jak i Seyfried były oddane stworzeniu wyjątkowej atmosfery podczas filmowania, które odbywało się głównie na Węgrzech latem 2024 roku, z dodatkowymi scenami nakręconymi w Szwecji oraz w Hancock Shaker Village w Massachusetts. „Miałyśmy bardzo silne wyobrażenie, jak chcemy, by plan był” – wyjaśnia Fastvold. „Potrzebowałyśmy, by rzeczy były naprawdę ciepłe, twórcze, wspierające”. To poczucie „wspólnoty” potwierdziła współgwiazdka Seyfried, Thomasin McKenzie, która gra jedną z najbliższych towarzyszek Ann Lee i pełni rolę narratorki filmu. „Amanda jest kimś, kto pielęgnuje to poczucie wspólnoty. Sprawia, że czujesz się częścią czegoś, naprawdę cię zaprasza. Amanda Seyfried nie ma filtra i to jest piękne, być w jej otoczeniu”.

McKenzie zauważyła, że ten projekt różnił się od innych – między innymi obsada i ekipa zabierały ze sobą rodziny. W przypadku Seyfried obejmowało to jej męża, dwoje dzieci i ich starszego rodzinnego psa, Finna. Dzieci „miały razem letni obóz, a nasi różni małżonkowie pomagali na zmianę, robiąc z nimi małe wycieczki terenowe” – wspomina Fastvold.

Seyfried ceni sobie wspomnienie z ostatnich, wymagających tygodni zdjęć, po tym jak ich rodziny wróciły do USA, a kobiety pozostały, by dokończyć pracę. „Musiałyśmy się fizycznie podtrzymywać. To odnosiło się do rzeczywistego kontekstu, do tej kobiety, którą portretowałam – żyła z miejsca opiekuńczości. Mona i ja mieszkałyśmy razem przez ostatnie dwa tygodnie i wszystkie byłyśmy po prostu matkami i kobietami i artystkami, i tęskniłyśmy za naszymi rodzinami. Budziłam się rano, a ona miała zapaloną tę świecę – jest bardzo skandynawska – i tego małego głośnika JBL, puszczającego naprawdę piękną muzykę jazzową”. A późno w nocy: „Mamy nagranie, jak Mona śpiewa, nuci do siebie, a to pewnie około drugiej w nocy, i rozplata mi warkocze…”.

Mimo udanej kariery życie domowe pozostaje priorytetem dla Seyfried. Fastvold zauważa: „Ma dla niej znaczenie, że wybiera projekty, na których jej zależy, bo to, czego chce, to oczywiście być z rodziną, być na swojej farmie”. Seyfried, która uważa się za domatorkę, organizuje swoją pracę tak, by maksymalizować czas w domu. Podczas kilkumiesięcznego filmowania „Long Bright River” w Nowym Jorku zadbała o zachowanie czasu z dziećmi: „To przywilej, który mam na tym etapie kariery” – wyjaśnia. „Mogę powiedzieć: 'Słuchaj, zrobię tę pracę, ale… Muszę spać z moimi dziećmi w piątek wieczorem, w sobotę, w niedzielę – muszę iść z nimi spać'. To moja jedyna zasada. I to mnie naprawdę napędza. To znaczy, pewnie im pomaga, ale na pewno pomaga mnie”.

Młodsza z dwóch córek wychowanych w Allentown w Pensylwanii, Seyfried rozpoczęła karierę w reklamach telewizyjnych w wieku 10 lat. „Nasza mama była niesamowicie wspierająca” – mówi jej starsza siostra Jenni. „Spędzała mnóstwo czasu, wożąc ją na przesłuchania”. Seyfried dostała swoją pierwszą mówioną rolę w wieku 15 lat. Po raz pierwszy pojawiła się w powracającej roli w „All My Children”, a następnie zagrała Karen Smith, przyjaciółkę Reginy George w „Mean Girls” – postać, której piersi potrafią przewidzieć deszcz. Pytam o wyzwania dorastania w bezlitosnym świetle publicznym. „Nie stałam się bardziej sławna czy rozpoznawalna w żaden sposób, dopóki nie miałam 18 lat” – mówi. Zaznaczam, że wielu może uważać 18 lat za dość młody wiek na sławę. „Ale nie byłam gwiazdą” – odpowiada. „Nie stałam się super-sławna z dnia na dzień. Byłam po prostu dość rozpoznawalna i doceniana”.

Jej rówieśnicy z tamtej