W grudniu pojechałem na plan zdjęciowy w Hollywood, aby przeprowadzić wywiad z hiszpańską megagwiazdą Rosalíą. Jej oszałamiający album orkiestralno-popowy, Lux, ukazał się nieco ponad miesiąc wcześniej.
Dotarłem na miejsce o zachodzie słońca. Jej przedstawiciel był niejasny co do tego, co nagrywała, więc założyłem, że może to być drugi teledysk – do tego momentu ukazał się tylko klip do „Berghain”, jej mrocznego singla inspirowanego berlińskim techno, z gościnnym udziałem Björk i Yves Tumora – lub może kolejna kampania bieliźniana Calvina Kleina, ponieważ jest ambasadorką tej marki. Ale gdy wszedłem na teren studia, mijając rząd ciężarówek i przyczep kempingowych warczących w ciemności, stało się jasne, że to coś znacznie większego.
„To Euphoria” – powiedział mi kilka minut później inny przedstawiciel. Czekaliśmy w małej sali konferencyjnej obok planu, aż zakończą się zdjęcia. Miał na myśli hitowy serial HBO Sama Levinsona o współczesnym życiu nastolatków w południowej Kalifornii. Rosalía ma rolę w długo wyczekiwanej trzeciej serii, która pojawi się w kwietniu po czteroletniej przerwie. (Nikt nie chciał zdradzić szczegółów na temat jej roli, choć zwiastun opublikowany tygodnie później pokazał Rosalíę jako striptizerkę w olśniewającym kołnierzu ortopedycznym).
Wkrótce pojawiła się w drzwiach tak cicho, że początkowo nie zorientowałem się, że to ona. Potem odwróciła głowę i dostrzegłem aureolę – tę eteryczną, blond obręcz, którą wybieliła w swoich poza tym ciemnych włosach, charakterystyczny wygląd jej ery Lux. Rosalía, lat 33, miała na sobie długą czarną spódnicę Ganni, szpilki YSL i długi rękaw w poziome pasy w naprzemiennych kolorach – palecie niczym u Miró: czerwonym, żółtym, niebieskim, zielonym i czarnym. Koszulka pochodziła z Radio Noia, barcelońskiego podcastu kulturalnego prowadzonego przez dziennikarkę Mar Vallverdú, a z przodu, po katalońsku, widniał napis: „NIE PROSIŁAM, ŻEBY URODZIĆ SIĘ Z NIEWYCZERPYWALNYM SYNDROMEM DZIEWCZYNY, PO PROSTU MIAŁAM SZCZĘŚCIE”.
Jeśli macie w głowie Rosalíę z teledysków – na przykład tę tańczącą flamenco w gorsecie w kształcie płomienia w jej kolaboracji reggaetonowej z J Balvinem z 2019 roku, „Con Altura” (2,2 miliarda wyświetleń) – spotkanie z nią osobiście może wywołać chwilę dysonansu. Z pewnością takie było moje doświadczenie w kameralnej atmosferze tego małego pomieszczenia. Rosalía, którą poznałem, była spokojna i książkowa, promieniując swobodną erudycją, która wydawała się niemal akademicka.
W ciągu godziny i 40 minut, które spędziliśmy razem, przywołała Biblię, Koran, Wedy i Therigathę; cytowała Gravity and Grace Simone Weil i Holy Feast and Holy Fast Caroline Walker Bynum; parafrazowała wypowiedzi hiszpańskiej pisarki Alany S. Portero, urodzonej na Ukrainie brazylijskiej powieściopisarki Clarice Lispector i Davida Lyncha; i chwaliła mieszającą gatunki powieść-wspomnienie Chris Kraus o erotycznej obsesji, I Love Dick. „To takie nieoczekiwane, sposób, w jaki przeskakuje z jednego miejsca w drugie” – powiedziała Rosalía o książce Kraus. „Uwielbiam tę wolność. To, jak nie przeprasza za siebie”.
Podczas gdy jej śpiewający głos jest potężnie surowy, głos mówiony Rosalíi może być gładki i melodyjny, niemal hipnotyzujący – bardziej Sade niż Édith Piaf. Kiedy zaczyna mówić po angielsku, słowa wylewają się z niej, często wpadając w śpiewną intonację charakterystyczną dla kastylijskiego hiszpańskiego. Jeśli zapomni angielskiego słowa, płynnie przechodzi w hiszpański, tylko na tyle długo, by dokończyć myśl.
Rosalía mówi też rękami. Obserwując, jak jej gesty wznoszą się i opadają wraz z mową, przypomniałem sobie, jak występowała z paznokciami długości cala, jak w jej cameo flamenco w teledysku do „WAP”, oraz zdjęcia, które udostępniała ze skomplikowanymi wzorami na paznokciach, w tym z jednym manicure zainspirowanym meksykańskimi kartami loterii. Te ozdobne paznokcie zniknęły teraz, przycięte do długości bibliotekarki i pozostawione gołe.
Jest tak wiele rzeczy w Lux, które mogą zaskoczyć. Fakt, że Rosalía śpiewa w 14 językach. Rozległe, filmowe... Orkiestracje smyczkowe w niektórych utworach zapewnia London Symphony Orchestra, z udziałem zdobywczyni Pulitzera, kompozytorki Caroline Shaw, która pracowała również nad The Life of Pablo. Atmosferyczne, liturgiczne partie wokalne w tle w większości wykonuje Escolania de Montserrat, jeden z najstarszych w Europie chłopięcych chórów, mający siedzibę w klasztorze Montserrat w Katalonii. Istnieje uderzająca interakcja, gdy te i inne elementy klasyczne są otoczone produkcją elektroniczną. Przede wszystkim jest oszałamiający głos Rosalíi, który wznosi się na nowe, operowe i niebiańskie wyżyny.
Przed skomponowaniem jakiejkolwiek muzyki do Lux, Rosalía podobno spędziła rok pisząc teksty w niemal całkowitej izolacji. To niezwykłe, zwłaszcza że tak wiele muzyki pop jest napędzanych melodią. Jak album tak muzycznie złożony mógł zacząć się od samych tekstów?
„Pomyślałam: OK, zawsze zaczynałam od muzyki, i chociaż muzyka rządzi moim życiem – la música rige mi vida” – powiedziała Rosalía, przechodząc na hiszpański dla podkreślenia. „Ale nawet tak, tym razem musiałam podejść do tego z innego miejsca. Dla mnie tym miejscem były słowa”.
Te słowa wydają się opowiadać historię miłosną, a dokładniej historię złamanego serca. Ale teksty zagłębiają się również w dociekania teologiczne i przybierają charakter zaklęcia. Piętnaście z 18 piosenek zostało zainspirowanych historiami świętych i mistyczek, co tłumaczy użycie wielu języków. Aby oddać ducha średniowiecznej ksieni i kompozytorki św. Hildegardy z Bingen w „Berghain”, część tekstów musiała być po niemiecku. Oddanie ducha św. Olgi Kijowskiej w „De Madrugá” wymagało ukraińskiego. Teresa z Ávili mówi po hiszpańsku („Sauvignon Blanc”), Joanna d'Arc po francusku („Jeanne”), Klara z Asyżu po włosku („Mio Cristo Piange Diamanti”) i tak dalej.
Podczas swojego roku pisania, głównie w Los Angeles, Rosalía studiowała hagiografie. „Wiele z tych świętych to zakonnice i było dla mnie niesamowite poznawanie ich życia i tego, jak się wyrażały” – powiedziała. „Miały doświadczenie Boga i opisywały je słowami. Po prostu mówiąc. To był inny sposób poznania, prawda? Inny sposób rozumienia lo divino”. Zrobiła krótką pauzę. „I mam wrażenie, że współcześnie wiele osób odwołuje się do celebrytów, a celebryci odwołują się do celebrytów. Ja wolę odwoływać się do świętych”.
Na okładce Lux Rosalía nosi biały nakrycie głowy przypominające habit zakonnicy, zaprojektowany przez Maison Margiela. Poniżej jej tułów jest skrępowany rozciągliwym białym strojem bez otworów na ręce – koszulą autorstwa Alainpaula, która przywodzi na myśl kaftan bezpieczeństwa. „Starałam się znaleźć obraz, który symbolizowałby duchowość kobiecości” – wyjaśniła Rosalía. „Dla mnie to był ten, który mógł oddać, jak brzmi ten album, o czym jest, skąd śpiewam i inspirację za nim”.
Lux ma strukturę symfoniczną – 18 utworów podzielonych jest na cztery części – ale rozwija się bardziej jak opera. Pierwsza piosenka, „Sexo, Violencia y Llantas”, pełni funkcję uwertury. W „Reliquia” monolog rozgrywa się na tle skrzypiec i pulsującego elektronicznego bitu. „Straciłam język w Paryżu, swój czas w LA / Obcasy w Mediolanie, uśmiech w Wielkiej Brytanii” – śpiewa. Zawiera odrobinę foreshadowingu: „Nie jestem świętą, ale jestem błogosławiona”.
Łuk emocjonalny narasta w „Divinize”, z pianinem, szarpanymi strunami i napędzającym, synkopowanym bitem. „Módl się na moim kręgosłupie, to różaniec” – śpiewa. Wkrótce napotykamy wykwintną arię w „Mio Cristo Piange Diamanti”. Rosalía obejmuje pełną koloraturę, wygłaszając linie takie jak: „Mój królu anarchii, moja ulubiona lekkomyślna gwiazdo”. „Berghain”, pierwsza prawdziwa scena chóralna, nadchodzi jak huragan. Rosalía, jako narratorka, porównuje się do kostki cukru rozpuszczającej się w kawie, podczas gdy zespół praktycznie recytuje po niemiecku: „Jego strach jest moim strachem / Jego wściekłość... Jego wściekłość jest moją wściekłością / Jego miłość jest moją miłością / Jego krew jest moją krwią”. Chór śpiewa te linie po raz trzeci, gdy głos Björk – jej wczesny zespół nazywał się Sugarcubes – zstępuje z góry i ryczy: „To jest boska interwencja”.
Kiedy „Berghain” został wydany, tytuł miał efekt przynęty. Ponieważ dzieli nazwę ze słynnym klubem techno w Berlinie, słuchacze byli szczególnie zaskoczeni, słysząc London Symphony Orchestra. Ale słowo to oznacza po niemiecku „gaj górski” i dla Rosalíi podwójne znaczenie wydawało się właściwe: „Ten las myśli, w którym można się zgubić, oczywiście. Ale także to, jak agresywne i piękne może być techno. Jak czysta wściekłość może być ekstatyczna. To część świata tej piosenki, który jest najbardziej brutalnym momentem na albumie”.
Pod koniec „Berghain” eksperymentalny muzyk Yves Tumor krzyczy: „Będę cię pieprzył, aż mnie pokochasz” – raz za razem, opuszczając słowa, aż pozostają tylko ostatnie dwa. Kochaj mnie. Kochaj mnie. Kochaj mnie. Kochaj mnie. Ta groźba zamieniona w błaganie została zapożyczona od Mike'a Tysona. Na konferencji prasowej przed walką o mistrzostwo wagi ciężkiej w 2002 roku Tyson wykrzyczał to i inne obelgi do dziennikarza, który właśnie zasugerował, że Tysona należy włożyć w kaftan bezpieczeństwa.
Elementy flamenco są również wplecione w całość. „Mundo Nuevo” jest zarówno interludium operowym, jak i reinterpretacją petenery – melancholijnego stylu pieśni flamenco – jednej z ulubionych śpiewaczek Rosalíi, Pastory Pavón Cruz, znanej jako La Niña de Los Peines (Dziewczyna z Grzebieniami). „De Madrugá” mocno opiera się na skali frygijskiej (skala molowa powszechna we flamenco i muzyce arabskiej), melizmie (kiedy śpiewacy rozciągają jedną sylabę na wiele nut) i palmas (rytmicznych klaskaniach dłońmi). W „La Yugular” używa słowa Undibel, które oznacza „Bóg” w języku Caló, języku hiszpańskich Romów.
Na papierze ten gęsty, niesklasyfikowalny, wymagający uwagi album nie wydałby się nawet najbardziej optymistycznemu słuchaczowi łatwym w odbiorze. Ale w ciągu pierwszych 24 godzin po premierze rozległe dzieło Rosalíi zgromadziło ponad 42 miliony odtworzeń na Spotify, czyniąc go najczęściej odtwarzanym albumem w ciągu jednego dnia przez artystkę mówiącą po hiszpańsku. Lux stał się następnie najczęściej odtwarzanym albumem na Spotify w tym tygodniu, na krótko wyprzedzając The Life of a Showgirl Taylor Swift. Uczyniło to również Rosalíę pierwszą artystką, która miała album numer jeden jednocześnie na pięciu listach Billboard: Latin, Latin Pop, Classical, Classical Crossover i World.
W pewnym sensie najbardziej imponującym wyczynem była inna metryka. Kiedy Lux został wydany, 12 z 15 piosenek w wersji cyfrowej trafiło na codzienną listę Spotify Global Top 50. Wysoka liczba odtworzeń na tak dużej części listy utworów sugerowała, że słuchacze angażują się w ten intensywny album w całości, prawdopodobnie od początku do końca.
Nawet przebój okazał się nieoczekiwany. Spośród wszystkich piosenek na Lux można by było przypuszczać, że „Berghain” zdobędzie najwięcej odtworzeń. Zamiast tego to wyróżnienie przypadło „La Perla”, komicznie bezpośredniemu napiętnowaniu – „Witaj, złodziejko pokoju” – wygłoszonemu na pulsującym rytmie walca i zainspirowanemu ikoniczną piosenką-insultem zmarłej meksykańskiej balladzistki Paquity la del Barrio, „Rata de Dos Patas” („Dwunożny Szczur”). Pewne wersy i harmonie w „La Perla” śpiewa Yahritza Martínez, wokalistka Yahritza y Su Esencia, tria rodzeństwa z doliny Yakima w stanie Waszyngton, z ogromną publicznością na YouTube. W momencie pisania tego tekstu, diss track Rosalíi w rytmie oompah-pah zbliża się do 150 milionów odtworzeń.
„Jestem w szoku” – powiedziała mi Yahritza przez Zooma z Yakimy. „Szczerze mówiąc
