W 1994 roku spotkanie dotyczące członkostwa Martina Parra w agencji fotograficznej Magnum szybko stało się częścią współczesnej legendy fotografii. Philip Jones Griffiths, weteran wojny w Wietnamie, był wściekły. „Jego zdjęcia w pewien sposób pobudzają, ale w rzeczywistości są całkowicie pozbawione znaczenia” – grzmiał, dalej ganiąc Parra za „kopanie ofiar przemocy Torysów”. Po obejrzeniu wystawy jego prac Henri Cartier-Bresson, ówcześnie 86-letni, żyjący założyciel Magnum, był równie bezpośredni: „Mam ci tylko jedno do powiedzenia. Jesteś z zupełnie innej planety niż ja”.

Po namyśle, gdy został przyjęty jednym głosem, Parr uznał słowa Cartier-Bressona za swego rodzaju komplement. Bycie z zupełnie innej planety zawsze było jego wizytówką.

Od kiedy po raz pierwszy wziął do ręki aparat i naświetlił kilka klatek – jego pierwszy fotoreportaż, jako 16-latka, to były cztery migawki z restauracji rybno-frytkowej Harry'ego Ramsdena pod Leeds – Parr badał świat wokół siebie z kamiennym, zabawnym zdziwieniem, jakby planeta Ziemia naprawdę była ostatnią granicą, odległą i niezbadaną, a on współczesnym Prospero, zapraszającym nas, byśmy zachwycali się jej cudami lub cofali przed jej dziwnymi nieprawdopodobieństwami.

Dla Magnum ziemski krajobraz był poorany wojną, głodem i katastrofą; dla Parra linia frontu była nowa, bardziej dostępna: „Wyszedłem i skręciłem za róg do lokalnego supermarketu…” Odważył się być nudny.

Prawdopodobnie to **The Last Resort** (1986), jego pełnokrwisty, kolorowy dokument o klasie robotniczej uwięzionej w zapaści lat Thatcher, a jednak znajdującej przyjemność tam, gdzie się da – w tym przypadku na zaśmieconym, przygnębionym nadmorskim kurorcie New Brighton w Merseyside – zbudował jego reputację, na dobre i na złe. Jego krytycy rzucali w niego wszystkim: cynizmem, faszyzmem, oportunizmem, voyeuryzmem, snobizmem. Ale niewzruszony Parr, rzadko trapiony zwątpieniem, rozwijał szerszą wizję: „Po prostu lubię pokazywać świat takim, jakim jest, ze wszystkimi jego słabościami i niejednoznacznościami”. A nie głęboko pod powierzchnią – choć czasem trzeba było mocno poskrobać – była głęboka sympatia dla kondycji ludzkiej, niezbyt odległa od wzniosłych ideałów Cartier-Bressona, tylko inaczej wyrażona. W 2013 roku Martin Parr został prezesem Magnum.

Spędził pół życia jako fotograf dokumentalista, zanim odcisnął piętno w świecie mody. Dlaczego tak długo to trwało? Dla fotografa o tak wyrafinowanym spojrzeniu i wyostrzonym poczuciu dekonstrukcyjnej ironii, ten świat z pewnością oferował niezliczone rytuały i obrzędy do rozłożenia na czynniki pierwsze już dawno temu.

Od absurdów wysokiej koncepcji po uliczne realia i całą zmienność pomiędzy nimi, poruszał się po tym z wprawą. „Uwielbiam grać w grę fotografii mody, nie znając jej zasad” – powiedział. Nie rozbijał kryształów ani nie przebijał ego – być może niechęć do gryzienia ręki, która go karmiła, z klientami takimi jak Gucci, Paul Smith i Balenciaga – ale mimo to był nieprzekupny. Myślę, że polubił to właśnie za wszystkie jej sprzeczności; to było ewidentnie zabawne, a po drodze zyskał nowych przyjaciół. „Wszyscy chcieli pracować z Martinem. Widziałeś go na moodboardach wszędzie. I był zabawny!” – mówi redaktorka mody Ursina Gysi. Jako cicho mówiący, niepozorny Anglik – ubierał się, jak ktoś kiedyś powiedział, jak młodszy księgowy – było całkiem możliwe, że był jednocześnie cyniczny i serdeczny.

We wrześniu ubiegłego roku Parr opublikował wspomnienia, napisane z Wendy Jones. Nazwał je **Utterly Lazy and Inattentive: Martin Parr in Words and Pictures** („Kompletnie leniwy i nieuważny: Martin Parr słowem i obrazem”), a tytuł zaczerpnął z dawnego szkolnego świadectwa (Surbiton County Grammar; ledwo się tam też dostał). Pracował nad nimi przez 15 lat, ale przyspieszył, jakby wiedział, że nie zostało mu wiele czasu. Chociaż od jakiegoś czasu chorował, śmierć Parra w grudniu w wieku 73 lat była niespodziewana. Zdjęcia na tej stronie pochodzą z jego ostatniego zlecenia modowego: portfolio dla **Vogue Italia**. Zbliżają się przyszłomiesięczne Zimowe Igrzyska Olimpijskie w regionach alpejskich Lombardii i północno-wschodnich Włoch, i są to całkiem możliwe ostatnie zdjęcia, jakie zrobił, ponieważ zmarł zaledwie dwa dni później.

„Wiedział dokładnie, czego chce” – mówi Gysi. „Miał tak wyostrzone oko. Dziesięć kliknięć migawką i już to uchwycił. Miałam tyle szczęścia, że z nim pracowałam. Był tak wierny sobie, tak autentyczny. Martwe natury, które fotografowaliśmy, to były wszystkie jego pomysły, starannie zaplanowane i cudownie dziwaczne. Był odważny, żeby być w górach. Wiesz, myślę, że raczej podobał mu się chaos, który z tym wszystkim się wiąże…”

Chociaż stosunkowo niedawno dołączył do naszego świata, Martin Parr był również bardzo kochany w brytyjskim Vogue. „Jego oko było naszym zbiorowym okiem” – mówi modelka Karen Elson, która z nim kilkakrotnie pracowała. „Tam, gdzie inni widzieli tandetę, jaskrawość i niepolerowane, on widział piękno”. W 2020 roku stworzył jeden z najbardziej nieoczekiwanych obrazów na okładkę – swoją pierwszą i ostatnią dla brytyjskiego Vogue: wiosennego jagnięcia stojącego na kopcu ziemi przy drodze A96 pod Aberdeen. Niewytłumaczalne, naprawdę, a jednak w jakiś sposób idealne. Tak jak on sam.

Zdjęcia: Martin Parr.
Modelki i modele: Marta Freccia, Cala Moragas, Cheikh Diakhate, Alessio Pozzi.
Stylizacja: Ursina Gysi.
Fryzury: Paolo Soffiatti.
Makijaż: Stephanie Kunz.
Scenografia: Viola Vitali.
Asystent fotografa: Nathan Vidler.
Asystentka stylistki: Camilla Chiarolanza.
Asystent fryzjera: Giacomo Selvaggio.
Asystentka makijażystki: Giulia Sterza.
Asystentka scenografki: Giulia Del Bello.
Produkcja: Squalo Produzioni.
Lokalizacja: Sunny Valley Kelo Mountain Lodge.
Podziękowania dla Carloty Ruiz de Velasco.

Zdjęcie: Martin Parr, © Martin Parr/MAGNUM PHOTOS

Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań na temat sesji Martina Parra dla Vogue w włoskich Alpach, zaprojektowana tak, aby objąć szeroki zakres zainteresowań



Ogólne / pytania dla początkujących



P: Chwila, Martin Parr robił zdjęcia dla Vogue? Myślałem, że fotografował frytki i lody.

O: Tak. Choć znany jest ze swoich kolorowych, satyrycznych zdjęć codziennego życia Brytyjczyków, Parr otrzymał zlecenie od Vogue Italia w 2021 roku na specjalny projekt łączący jego unikalne spojrzenie z wysoką modą.



P: O czym właściwie była ta sesja?

O: Pod tytułem „The Great Escape” („Wielka ucieczka”) był to spektakl mody, który umieszczał modele wysokiej mody i luksusowe ubrania w surowym, śnieżnym krajobrazie włoskich Alp. Kontrastował glamour z przyziemną rzeczywistością narciarskiego urlopu.



P: Gdzie dokładnie się odbyła?

O: Sesja została zrealizowana w kurorcie Cervinia we Włoszech, w Alpach, znanym z dramatycznych górskich krajobrazów.



P: Kto był przedstawiony na sesji?

O: Wystąpili w niej topowe modelki, takie jak Anok Yai, a stylizacją zajął się legendarny redaktor naczelny Vogue, Edward Enninful.



Koncept / pytania o styl



P: Co było takiego wyjątkowego w jego podejściu do sesji modowej?

O: Parr użył swojego charakterystycznego stylu: jasnej, mocno błyskowej fotografii, zbliżeń i skupienia się na niezręcznych, szczerych momentach. Nie pokazywał ubrań tylko jako pięknych obiektów, ale pokazywał je noszone w prawdziwym, lekko chaotycznym środowisku.



P: Czy możesz podać przykład „momentu Martina Parra” na tej sesji?

O: Oczywiście. Zamiast spokojnej modelki na szczycie, Parr mógł sfotografować ją trzymającą gorący napój w rękawiczkach, stojącą obok jaskrawo kolorowej kolejki linowej lub kałuży błotnistego śniegu, uchwycić nieglamourową, ale prawdziwą stronę bycia na mrozie.



P: Jaki był główny koncept lub kontrast, który badał?

O: Podstawowym konceptem było zderzenie wysokiej mody z masową turystyką. Kwestionowało powagę mody, umieszczając ją w zabawowym, codziennym kontekście.



Zaawansowane / pytania krytyczne