W tygodniu poprzedzającym główną drabinkę US Open w Nowym Jorku dzieją się różne osobliwe rzeczy. Na przykład korty tenisowe pojawiają się w niespodziewanych miejscach. W tym roku magazyn Racquet organizował wydarzenia na tymczasowym korcie przy South Street Seaport; Wilson wyprawił przyjęcie z okazji premiery nowej rakiety Defyer w prywatnym Town Tennis Club, ukrytym w budynku mieszkalnym przy cichej ulicy niedaleko Sutton Place; a Serena Williams, Matteo Berrettini, Taylor Fritz i Caroline Wozniacki grali w pickleball w wielkiej sali balowej hotelu Lotte New York Palace, naprzeciwko katedry św. Patryka w śródmieściu.

Ale najbardziej imponująca sceneria to prawdopodobnie kort tenisowy pełnowymiarowy ustawiony w Grand Ballroom nowo wyremontowanego Waldorf Astoria—miejscu, które gościło niegdyś wszystko, od koncertów Elvisa i Beatlesów po rozdanie nagród Tony—na czwartkowy wieczorny Waldorf Astoria Ballroom Tennis Invitational. Ten elegancki pokaz (z częścią dochodów przekazaną na rzecz Big Brothers Big Sisters of America) obejmował pojedynek Leylah Fernandez z Marią Sakkari oraz Amerykanów Bena Sheltona i Tommy’ego Paula walczących na korcie. Była też uczta, od pikantnych lizaków z jagnięciny i hot-dogów z wagyu po kawior, ogromny bar z surowymi owocami morza i autorskie koktajle. Dodatkowo znajdowała się tam alejka serwisowa z radarem, dzięki czemu można było sprawdzić, jak szybki jest twój serwis. (Niestety, mój osiągnął maksymalnie 70 mph—około godzinę później Ben Shelton posłał najszybszy serwis wieczoru na korcie w sali balowej, z prędkością 141 mph.)

Zawodnicy zaczęli nieco nerwowo—„Mam tylko nadzieję, że nie poszlę piłki w czubek rakiety i nie rozwalę żyrandola” — powiedział Tommy Paul tuż przed godziną koktajlową—ale ostatecznie przekształciło się to w coś, co może być początkiem nowej nowojorskiej tradycji. „Miejmy nadzieję, że to dopiero pierwszy z wielu, a może nawet dostanę zaproszenie ponownie” — powiedział Ben Shelton z kortu.

Ben Shelton w akcji podczas Waldorf Astoria New York Ballroom Tennis Invitational. Zdjęcie: Getty Images

Jeśli chodzi o mecze: Fernandez pokonała Sakkari w mini tie-breaku 6-5, a Paul wygrał z serwującym potężnie Sheltonem 6-2. Były zawodnik Sam Querrey pełnił rolę żartobliwego sędziego głównego, a Andy Roddick—nadal ostatni Amerykanin, który wygrał US Open, w 2003 roku—występował jako swego rodzaju komediowy gospodarz. Publiczność, ograniczona do około 400 szczęśliwych fanów tenisa, została następnie poczęstowana górą deserów: letni Eton mess z jagodami, tartaletka z czerwonego aksamitu, trifle sernikowe i wiele innych. Ale ja miałem umówione spotkanie o 9 rano na korcie w sali balowej ze Stanem Wawrinką następnego ranka, więc wróciłem do domu, żeby (spróbować) spać.

Jako że nie codziennie masz prywatną godzinę treningu z legendą tenisa i trzykrotnym mistrzem wielkoszlemowym (w tym US Open, dokładnie dekadę temu), sen nie przychodził łatwo. Ale wróciłem do sali balowej Waldorf o 9, gdzie spotkałem tak zwanego Stanimala, znanego też jako Stan the Man. (Te prywatne treningi są częścią dodatkowej oferty Waldorf Astoria Racquet Club.)

Stan miał już za sobą pracowity tydzień: W poniedziałek, kiedy ogłoszono dzikie karty US Open, jego—ku zaskoczeniu—nie było na liście. (Dzikie karty, przyznawane według uznania dyrektora turnieju, pozwalają niżej sklasyfikowanym zawodnikom—z powodu lżejszego kalendarza, kontuzji lub innych przyczyn—wejść do głównej drabinki. A ponieważ Stan kończy swoją niesamowitą karierę i przechodzi na emeryturę pod koniec sezonu, postrzegał tegoroczny Open jako szansę na emocjonalne pożegnanie z miastem, które pokochał jeszcze przed wygraniem turnieju w 2016 roku.)

Stan Wawrinka świętuje z pucharem US Open po pokonaniu Novaka Djokovicia w finale w 2016 roku. Zdjęcie: Getty Images

Świat tenisa był oburzony; inny zawodnik z dziką kartą wycofał się z powodu kontuzji, Stan ostatecznie dostał dziką kartę i wszystko wróciło do normy. Wrócił do świata, ale poleciał do domu do Szwajcarii zaraz po pierwszym ogłoszeniu dzikich kart w poniedziałek wieczorem, wracając dopiero dzień przed naszym spotkaniem w Waldorf.

Nie trzeba dodawać, że przyjechał gotowy do gry. Dla amatora—naprawdę, dla prawie każdego amatora—granie z profesjonalistą to zarówno przeżycie raz w życiu, jak i test na nerwy. Desperacko masz nadzieję, że twoja gra jest przynajmniej na tyle przyzwoita, żeby nie ośmieszyć siebie i swojego nazwiska. Moje własne doświadczenia były różne—od naprawdę fatalnych (odbijanie piłek ramą rakiety z Andre Agassim na korcie Arthur Ashe Stadium) po średnie (z Andym Roddickiem na tym samym korcie kilka lat wcześniej). Ale czasami to nie ogólny występ zostaje w pamięci, ale jedno uderzenie, szczęśliwe lub nie—jak wtedy, gdy Garbiñe Muguruza posłała forhend prosto we mnie podczas meczu debla na krytym korcie w śródmieściu i mimo czystego przerażenia udało mi się odbić piłkę w zwycięski dropshot.

Na szczęście tego ranka moja gra się trzymała. Jednocześnie Stan był hojny, podawał piłki prosto na moją rakietę i oferował proste, ale wyraźnie ciężko wypracowane wskazówki, które sprawiały, że wszystko wydawało się łatwiejsze. Nie będę was zanudzał szczegółami, ale w skrócie: przygotuj się i cofnij rakietę wcześniej; ustaw stopy i ciało solidniej, nie tylko przed, ale i w trakcie uderzenia; trzymaj głowę nisko, skup się na piłce i nie gap się, żeby zobaczyć, dokąd leci twoje genialne uderzenie. To wszystko rzeczy, których uczyłem w wieku 14 lat, kiedy zaczynałem krótki nastoletni epizod jako instruktor tenisa w moim malutkim rodzinnym mieście. Fakt, że nadal nie w pełni je przyswoiłem, był zarówno frustrujący, jak i, co dziwne, dowodem na to, dlaczego tenis jest najwspanialszym sportem na świecie.

Między sesjami treningowymi Stan i ja piliśmy wodę—ja łykami, on popijając—i swobodnie rozmawialiśmy. Zapytałem, czy korzysta z psychologa sportowego, a on odpowiedział, że nie, ale spotyka się z tym, co nazwał „zwykłym” psychologiem. „Dla mnie chodzi bardziej o to, czy jesteś szczęśliwy i dobrze się czujesz poza kortem. Wszyscy przeżywamy emocje poza kortem—szczęście, smutek, niepokój, nerwy—a to wpływa na to, jak grasz na korcie. Kiedy jestem szczęśliwy i mój umysł jest wolny na korcie, gram lepiej.” Potem wróciliśmy do ćwiczenia serwisu—i tak, muszę zwolnić całą moją rutynę, podrzucać piłkę wyżej, czekać na nią, a potem sięgać po nią w górę.

W poniedziałek Stan zmierzy się z trudnym Matteo Berrettinim w pierwszej rundzie US Open. Jeśli przejdzie Berrettiniego, prawdopodobnie następnie spotka Novaka Djokovicia. Cokolwiek się stanie, mam nadzieję, że zagra swobodnie i spokojnie. Legenda taka jak on zasługuje na najlepsze możliwe pożegnanie z Nowego Jorku po wspaniałej karierze.

A fakt, że pomógł mi poprawić moją grę—z troską, cierpliwością, zachętą i pełnym, entuzjastycznym zaangażowaniem? Tego nigdy nie zapomnę.