Jest styczniowy poniedziałkowy popołudnie, a projektantka Rachel Scott siedzi w swoim biurze na ósmym piętrze w siedzibie Proenza Schouler na dolnym Broadwayu w Nowym Jorku. Pełni przełomową rolę dyrektorki kreatywnej marki zaledwie od około pięciu miesięcy – jest pierwszą czarnoskórą kobietą mianowaną na takie stanowisko w uznanym domu mody. Przestrzeń, rozciągająca się na dwóch piętrach, jest rozległa: psy pracowników swobodnie się przemieszczają, podczas gdy około 80 osób wykonuje swoje zadania, zapewniając płynne funkcjonowanie firmy.
W starannie wypracowanej przez Scott równowadze, dzisiejsza lokalizacja sugerowałaby, że powinna być całkowicie skupiona na Proenza Schouler – na kontynuowaniu jego dziedzictwa, przy jednoczesnym zapewnieniu, że jego przyszłość odzwierciedla także jej od dawna pielęgnowane zainteresowania rzemiosłem, opowiadaniem historii i poczuciem przynależności. Ale oczywiście rzeczy rzadko idą zgodnie z planem: jest właśnie na telefonie ze swoim zarządcą w budynku przy Canal Street, gdzie mieści się Diotima, marka odzieży damskiej, którą założyła w 2021 roku podczas pandemii i po zabójstwie George'a Floyda. "Nie miałam pieniędzy, żeby tak naprawdę ją rozpocząć, ale miałam maleńkie, maleńkie oszczędności – zamierzałam kupić kawałek ziemi na Jamajce" – mówi. "Ale potem pomyślałam, że może za 10 lat będę mogła odzyskać te pieniądze".
Aby zrozumieć wszystko, co Scott wnosi do Proenza Schouler, trzeba zrozumieć Diotimę. To jej protest, jej aktywizm i jej autobiografia. Diotima celebruje piękno Jamajki – gdzie Scott się urodziła i wychowała – jako coś znacznie więcej niż tylko słoneczne plaże i melodyjna patois. W szczególności podkreśla kunszt ręcznie szydełkowanej koronki, którą kobiety na wyspie tworzą w swoich domach i małych sklepach. Ich umiejętności w tej delikatnej, medytacyjnej pracy reprezentują pokolenia wiedzy, a Scott pozwala im wyrażać swoją indywidualność poprzez wzory i kształty. Podczas gdy przemysł modowy od dawna hołubił poetyckie narracje o europejskich koronczarkach i krawcach, Scott dowodzi poezji Jamajki – i robiąc to, kwestionuje także historyczne spłaszczanie czarnej kultury do monolitowej całości, zamiast tego prezentując ją jako historię zdefiniowaną przez niuanse, szerokość i indywidualność.
"Diotima to praca 'pod ziemią'" – mówi. "'Na powierzchni' jesteś na ulicy, jesteś bardzo widoczny. 'Pod ziemią' nie jesteś. Oczywiście, nie prowadzę z pracowni żadnego szalonego politycznego organizowania" – kontynuuje – "ale myślę, że przekaz, który wysyłasz w świat w sferze nieoczywiście politycznej, jest tak samo ważny".
Ale właśnie teraz, w showroomie Diotimy, zaledwie kilka przecznic od miejsca, w którym siedzimy, nie działa ogrzewanie. "Tam jest lodowato" – mówi Scott do swojego zarządcy przez telefon – choć sama wygląda całkiem przytulnie w czarnej dzianinowej spódnicy i swetrze, z długimi, falowanymi ciemnymi włosami opadającymi na jedno ramię. Chociaż Diotima może już nie być jednoosobową firmą prowadzoną z jej domu w Crown Heights, jak to było kiedyś, marka pozostaje maleńka, z zaledwie garstką pracowników – to projekt na granicy rentowności, jak mówi, co dla firmy modowej, która ma ledwie pięć lat, uchodzi za niemal cud.
"Wydaje mi się, że znam go bardzo dobrze" – mówi Scott, śmiejąc się. "On jest bardzo jamajski".
Ten fakt urodzenia pomógł ukształtować punkt widzenia Scott, a nawet jej ścieżkę kariery, ponieważ zawodowe ograniczenia Jamajki popchnęły ją w świat – jako kreatywną nomadkę poszukującą możliwości edukacyjnych w sztuce. Kolonialna historia kraju podsycłała także jej pragnienie własności, niezależności i stabilności, nawet jeśli jego społeczeństwo, w większości czarnoskóre, dało jej pewność siebie, by wierzyć, że należy tam, gdzie zdecyduje się być.
Jej praca "bardzo rezonuje w sferze artystów, z którymi miałam przywilej pracować" – mówi Thelma Golden, dyrektorka i główna kuratorka Studio Museum w Harlem. Golden przyciągnęła "zdolność [Scott] do myślenia o kulturze i rzemiośle, [oraz] sposób, w jaki definiuje ona..." Podziwia sposób, w jaki Scott włącza geografię i technikę do swojego procesu twórczego. "Scott była bardzo szczegółowa w kwestii swojego rzemiosła i tego, co dla niej oznacza współpraca z rzemieślnikami na Jamajce" – dodaje.
Golden dowiedziała się o projektach Scott przez artystkę Simone Leigh, wczesną zwolenniczkę Diotimy, która odczuwała osobistą więź z pracą Scott. "Dorastałam na South Side w Chicago, ale oboje moi rodzice są Jamajczykami – a ja jestem córką kaznodziei" – wyjaśnia Leigh. "Przez całe życie znałam bardziej prominentne aspekty kultury jamajskiej, które wielu ludzi rozpoznaje, jak reggae i dancehall. Ale Rachel podkreśla także subtelniejsze tradycje, takie jak koronka i serwetkarstwo, oraz tkaniny jak biały piké – rzeczy, które kojarzę mi się z kościołem".
Jamajskie pochodzenie Scott przydaje się nawet w praktycznych sprawach, jak naprawa kotła.
W przeciwieństwie do marek europejskich, amerykańskie domy mody często zmagają się z sukcesem po odejściu lub śmierci założyciela. (Oscar de la Renta to rzadki przykład sukcesu, podczas gdy upadek Halstona jest szczególnie przygnębiający). Teraz, gdy założyciele Proenza Schouler, Jack McCollough i Lazaro Hernandez, przenieśli się do Paryża i Loewe, Scott ma za zadanie poprawić te statystyki. Jej debiutancka pełna kolekcja dla marki pokazała jej trwałe skupienie na tkaninach – w większości rzeźbiarskich, a jednak miękkich. Zasugerowała przyszłość, w której Proenza Schouler będzie znany z ubrań, które otulają noszącego, jednocześnie emanując siłą i pewnością siebie.
McCullough i Hernandez założyli swoją markę, nazwaną na cześć swoich matek, w 2002 roku, zaraz po ukończeniu Parsons School of Design. Start i sukces Proenza stały się planem dla pokolenia absolwentów pragnących założyć własne marki modowe zaraz po szkole.
Scott, 42-letnia, poszła inną drogą. Kiedy opuściła Kingston na studia, nie poszła do szkoły projektowania. "Wiedziałam, że chcę pracować w modzie" – mówi – "ale nie chciałam studiować tylko mody – chciałam studiować języki, literaturę, filozofię i wszystkie te inne przedmioty".
Marzyła o dostaniu się na New York University – pilnie i desperacko. Chociaż została przyjęta, bez pomocy finansowej nie było to możliwe, więc dzięki stypendium trafiła na Colgate University, szkołę wyzwolonych sztuk w wiejskiej środkowej części stanu Nowy Jork. Po przyjeździe od razu uderzyło ją bogactwo i przywileje wokół – studenci z cyframi rzymskimi po nazwiskach, którzy używali "lato" jako czasownika. Uznała atmosferę kampusu za konserwatywną, a otoczenie za odizolowane. Było tyle śniegu i tylko garstka studentów międzynarodowych.
Ale Scott dzieliła przynajmniej jedną rzecz ze swoimi kolegami z klasy: dzięki pracy matki jako stewardesy w Air Jamaica, dużo podróżowała. W bardziej swobodnej erze przed 11 września, ona i jej starszy brat, Matthew, często siedzieli w dodatkowych fotelach i towarzyszyli matce w lotach po świecie. Jej rodzina była także kreatywna: ojciec był projektantem mebli, a kiedy trasy matki prowadziły ją do miejsc takich jak Tajlandia i Brazylia, odwiedzała lokalne dzielnice odzieżowe, aby kupować odzież hurtowo dla butiku, który prowadziła w domu. Gdy Scott dorastała, jeśli nie mogła podróżować z matką, prosiła ją o przyniesienie upominków – nie tkanin na własne projekty, ale gazet w innych językach.
To właśnie czas spędzony na Colgate, i w Stanach Zjednoczonych w ogóle, uświadomił Scott skomplikowany stosunek Ameryki do rasy oraz to, jak rasa wpływa lub nawet przyćmiewa wszystko – od ekonomii i polityki po kulturę, klasę, religię, geografię, pochodzenie etniczne, a nawet ambicje.
"Na Jamajce" – mówi – "to nie jest takie samo – oczywiście istnieje klasa, oczywiście istnieje koloryzm, ale nie rozumiałam, jak to jest być czarnoskórą Amerykanką, dopóki nie przeprowadziłam się tutaj i nie poszłam na Colgate".
Jesienią 2001 roku, przed pierwszym rokiem Scott, Colgate – z około 2800 studentami – znalazło się w centrum zamieszania, które w pewnym sensie zapowiadało trwające debaty na temat różnorodności, które do dziś poruszają kampusy uniwersyteckie i kraj. E-mail profesora nauk politycznych kwestionujący rygory intelektualne studentów kolorowych wywołał serię protestów, kontrowersję, która ciągnęła się przez następny rok. Scott i kilku innych międzynarodowych studentów w szkole musiało to wszystko rozgryźć, choć Scott wyraźnie zaznacza, że wątpienie we własną wartość nie było częścią jej refleksji.
"Dorastałam w czarnoskórym kraju, więc normalne było myślenie, że mogę być w każdej przestrzeni" – mówi, choć szybko dodaje: "Przyznaję, że istnieje pewien poziom przywileju, ponieważ jestem jasnoskórą czarnoskórą osobą – moja matka jest biała, a Jamajka jest, niestety, wciąż kolorystyczna. Ale miałam dużo szczęścia, że nie myślałam, że nie należę gdzieś. Myślę też, że to część bycia Jamajczykiem" – mówi ze śmiechem: "Uważamy, że robimy wszystko lepiej niż wszyscy".
Jako studentka licencjacka Scott brała letnie kursy w Central Saint Martins i studiowała za granicą w Dijon. Po ukończeniu studiów, zafascynowana pracą Antwerp Six – grupy projektantów, w tym Driesa Van Notena, Waltera Van Beirendoncka i Ann Demeulemeester, która podbiła wyobraźnię przemysłu modowego pod koniec lat 80. – chciała studiować projektowanie mody w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii. Kiedy nie została przyjęta, sięgnęła po plan B. Pojechała do Mediolanu na roczny program w Istituto Marangoni (którego absolwentami są m.in. Franco Moschino) i krótko pracowała w Costume National. Po wygaśnięciu wizy przeniosła się do Londynu w poszukiwaniu nowej pozycji.
"Rozmawiałam o pracę z Sarah Burton rok przed śmiercią McQueena, i była naprawdę cudowna" – mówi Scott. "Rozmawiałam o pracę z Phoebe [Philo] dokładnie wtedy, gdy zaczynała w Céline, i powiedziała: 'Masz naprawdę ładne szkice', i tyle – nie dostałam pracy". Scott w końcu wróciła do Nowego Jorku, gdzie pracowała w J. Mendel, a ostatecznie w Rachel Comey, zostając tam na siedem lat i awansując na wiceprezeskę ds. projektowania.
"Doceniałam jej inteligencję i refleksyjność" – wspomina Comey, której firma obchodzi w tym roku 25-lecie. "Myślę o wszystkich różnych typach kobiet – jak zmienia się ich ciało; jak ich kariera wpływa na ich garderobę? – a Rachel była gotowa na tego typu eksplorację". To, że Scott w końcu odejdzie, aby założyć własną markę, nie było zaskoczeniem. "Wiedziałam, że to w niej jest" – mówi Comey.
**W PEŁNEJ OKAZALOŚCI**
Kreacja z pokazu Diotimy na jesień 2026 podczas New York Fashion Week.
Fotografowane przez Acielle/Style Du Monde
Scott bierze ludzi za słowo. Kiedy więc Kay Hong, były dyrektor generalny Proenza Schouler, zapytał, czy byłaby zainteresowana pracą jako konsultantka, podczas gdy nowy zespół zarządzający szukał lidera projektowania, Scott twierdzi, że widziała to tylko jako przyjemny projekt – szansę na dodanie trochę emocji z wybiegu marce w kreatywnej próżni – i nic więcej. (Kiedy Scott została uznana za finalistkę w konkursie CFDA/Vogue Fashion Fund w 2023 roku, Hong został jej mentorem biznesowym i pozostali w kontakcie po zakończeniu formalnego mentoringu).
Konsultacje poszły dobrze; osobowości się zgrały – i wkrótce Scott odbyła swoją pierwszą w życiu rozmowę o objęciu roli dyrektorki kreatywnej w dużej marce. Ale zanim mogła się zaangażować, musiała porozmawiać ze swoją żoną, Chaday Emmanuel Scott. Emmanuel Scott, również Jamajka, zajmuje się aktywizmem "na powierzchni"... Emmanuel Scott i jej żona po raz pierwszy nawiązały kontakt na kolacji fundraisingowej dla społeczności transpłciowej około pięciu lat temu. Scott, która była wówczas zamężna z mężczyzną, została zaproszona przez wspólną przyjaciółkę. "Zanim jeszcze ją zobaczyłam, usłyszałam jej głos i moje serce zaczęło walić" – wspomina Scott. "Siedziałyśmy przy długim stole – ona była pośrodku, a ja na końcu – i cały czas łapałyśmy się spojrzeniami. Nie bardzo rozumiałam, co się dzieje, ale skończyło się na kilku drinkach i flircie. Nic się tamtej nocy nie wydarzyło" – kontynuuje – "ale zostałyśmy w kontakcie. A potem miałam romans".
Emmanuel Scott oświadczyła się na Grand Cayman. Wzięły ślub w 2024 roku w Manhattan City Hall i teraz mieszkają w Bedford-Stuyvesant na Brooklynie. Ponieważ Scott pracuje siedem dni w tygodniu, jej żona zajmuje się gotowaniem, często przygotowując jamajskie potrawy. Lubią grać w domino i spędzać czas na plaży. (Scott nazywa siebie "totalną syrenką. Jestem stworzona do wody"). Szkolą także swojego młodego cockapoo, nazwanego Romeo Gigli na cześć włoskiego projektanta mody – jednego z bohaterek Rachel – aby mógł dołączyć do innych biurowych psów w Proenza Schouler.
"Całe moje życie niejako rozpadło się i zostało odbudowane w naprawdę piękny sposób" – mówi Scott. "Ktoś powiedział mi w tym tygodniu coś, co było chy
