Tekst Glorii Steinem „Julie Andrews” ukazał się po raz pierwszy w marcowym numerze „Vogue’a” z 1965 roku. Aby otrzymywać więcej takich archiwalnych perełek, zapisz się na nasz newsletter Nostalgia.

Sekret sukcesu Julie Andrews jest prosty: w jakiś sposób udaje jej się być jednocześnie królewską i nieporadną, dowcipną i roztrzepaną, niewinną dziewczyną o wilgotnych oczach i starą wygą teatralną, słodką i uszczypliwą, rozsądną i zwariowaną, niesamowicie seksowną i idealnie damską.

Weźmy na przykład jej niedawny wpływ na znudzonych bywalców nowojorskiej dyskoteki. Weszła, ubrana w prostą białą bluzkę i ciemną spódnicę, co stanowiło jaskrawy kontrast z otaczającymi ją błyskotkami i dekoltami. „Jak słodko!” – zauważyła jedna z kobiet. „Kto to jest ta grzeczna dziewczynka?” – spytała inna. Zatańczyła kilka wijących się frugów, a na jej twarzy malowało się dziewczęce skupienie na poprawnym wykonaniu kroków – podczas gdy reszta jej ciała radziła sobie z tym znakomicie. Wtedy stało się jasne, że pod tym szkolnym strojem kryje się oszałamiająca, metr siedemdziesiąt wzrostu figura, a jej prześwitująca, angielska skóra promieniała z ekscytacji. „Chyba w ogóle nie ma makijażu” – zauważyła jedna z kobiet. Mężczyzna obserwujący jej taniec zapytał, kto to jest. „To Julie Andrews?” – wykrzyknął. „Ale tutaj jest całkiem seksowna, a na scenie wydawała się taka… taka chłodna”.

Gdy muzyka zmieniła się na walca, panna Andrews poprowadziła swojego partnera i dwie inne pary w kamiennym, niesamowitym parodystycznym angielskim walcu wahania. Wśród tłumu rozeszła się fala pełnego uznania śmiechu. Panna Andrews spojrzała na śmiejących się wyniosłym wzrokiem matrony wpatrującej się przez wyimaginowany lornetkę. Nastąpiło więcej śmiechu. „Kto” – zapytał felietonista plotkarski – „jest tym mężczyzną, z którym jest?”. „Jej mąż” – odpowiedział sąsiad. Opuściła parkiet ze swoimi przyjaciółmi, dodając po drodze mały, wodewilowy krok wyjściowy. Mężczyzna, który uznał ją za seksowną, zatrzymał ją, by się przywitać i zachwycać się jej hollywoodzkim sukcesem; panna Andrews słuchała z zachwytem. „Oczywiście” – szepnęła żona tego mężczyzny do felietonisty – „cały ten akt bycia damą to tylko poza. To tylko kolejna gwiazdka”. Mężczyzna przedstawił swoją żonę. „Och” – powiedziała entuzjastycznie panna Andrews – „co za cudowna sukienka!”. Spoglądając na swoją bluzkę, dodała, że czuje się dość głupio, ubrana tak skromnie, ale ona i jej mąż zdecydowali się przyjść w ostatniej chwili. Wyprostowała spódnicę i wyglądała na niepewną. „Nie przejmuj się” – powiedziała żona, teraz całkiem oczarowana – „wyglądasz pięknie”.

Wieczór trwał. Panna Andrews oszczędnie popijała brandy z sodą („Zawsze myślę, że brandy jest o wiele zdrowsza od ginu, nie sądzicie?”) i często tańczyła. W międzyczasie grała ze swoimi przyjaciółmi w ulubioną grę: jedna osoba odgrywa słynną scenę filmową, a reszta musi odgadnąć film. Najpierw była Joan Crawford w **Sudden Fear**, potem Sydney Greenstreet w **The Maltese Falcon**, i w obu rolach była równie przekonująca. Reszta grupy – w tym filmowi maniacy Stephen Sondheim i Mike Nichols, wraz z jej mężem, projektantem Tony Waltonem – ryczała ze śmiechu. Ludzie przy pobliskich stolikach złapali klimat i też się uśmiechali. Pan Sondheim naśladował Gary’ego Coopera w **The Fountainhead**, a panna Andrews odgadła. („Wie pan” – zauważyła żona – „ona jest jedną z niewielu pięknych kobiet, które wyglądają na naprawdę przyjazne”).

Nawet surowy felietonista uśmiechał się już w tym momencie. Uśmiechał się jeszcze, gdy obserwował, jak przygotowuje się do wyjścia, nakładając na bawełnianą bluzkę pastelowe, długie futro z norki. „Ona jest takim typem dziewczyny” – powiedział, szukając odpowiednich słów – „którą można by zabrać do domu do Mamy. Pod warunkiem oczywiście, że można by ufać Tacie”.

Gdyby to usłyszała, panna Andrews ucieszyłaby się, że ktokolwiek martwi się o zaufanie do Taty. Po roku bycia marcepanową bohaterką w **The Boy Friend**, trzech latach w **My Fair Lady** i kolejnym jako królowa Ginewra w **Camelot**, czuła się… Beznadziejnie zaszufladkowana jako dama – i to śpiewająca dama. („Mój problem” – wyjaśniła ponuro – „polega na tym, że wszyscy myślą, że jestem sztywniakiem”). Specjalny program telewizyjny **Julie and Carol at Carnegie Hall** przyniósł jej pewną ulgę: wciąż śpiewała, ale też wygłupiała się. „Carol Burnett jest jedną z moich najbliższych przyjaciółek” – powiedziała. „Z nią mogę mówić sprośności, zachowywać się zwariowanie i wcale nie być damą”. Jej rola w filmie **Mary Poppins** – jako magicznej niani, która jest „praktycznie doskonała pod każdym względem” – przyniosła jej nominację do Oscara i hollywoodzką sławę, ale wciąż śpiewała i wciąż sprawiała wrażenie przerażająco, choć w specyficzny sposób, dobrze wychowanej.

„Proszę nie myśleć” – wyjaśniła – „że nie jestem dumna z tych ról i bardzo za nie wdzięczna. Uwielbiam musical i nie chcę z niego rezygnować. Uwielbiałam grać w **Mary Poppins**; otworzył przede mną całkiem nowy świat i chciałabym robić film co roku. Ale dzięki Bogu za Emily. Bez niej mogłabym śpiewać „I Could Have Danced All Night” w nieskończoność”.

Dla tych, którzy jej nie znali i nie mogli zobaczyć w dyskotekach, film **The Americanization of Emily** – wydany zaledwie miesiąc po **Mary Poppins** – był ich pierwszym spotkaniem z niedamską, niechłodną i nieśpiewającą panną Andrews. Niektórzy krytycy mieli wątpliwości co do samego filmu, ale wszyscy przyjęli jej entuzjazm, dowcip i lekko pikantną jakość jako błogosławioną ulgę w świecie lukrowanych niewiniątek. A Emily nie była damą. Jako angielska dziewczyna otoczona amerykańskimi żołnierzami w Londynie, panna Andrews grała sceny miłosne, które mogłyby zaszokować Elizę Doolittle. Przede wszystkim, ekran oddał sprawiedliwość cechom, które ginęły na scenie: twarzy rejestrującej każdy emocjonalny niuans i rzadkiemu rodzajowi bliskiego, promiennego ujęcia.

W swoim trzecim filmie, **The Sound of Music**, panna Andrews znów śpiewa, ale do czasu jego premiery w tym miesiącu, będzie już pracować nad czwartym, zwanym **Hawaii**, w którym będzie śpiewała niewiele, jeśli w ogóle. Potem będzie filmować w Londynie sztukę Petera Shaffera **The Public Eye**.

A potem? Cóż, ma wiele sekretnych ambicji. Na przykład:

* Nakręcić prawdziwy, staroświecki western. („Gdybym nie brzmiała po brytyjsku, byłabym super śpiewającą kowbojką. Może Yves Montand i ja moglibyśmy być obcymi, którzy przyjeżdżają do miasteczka”).
* Przedstawić historię życia królowej burleski. („To powinno położyć kres wizerunkowi damy”).
* Zagrać Salome w operze. („Ta cała krew i pożądanie – wspaniale!”).
* Śpiewać lekką operę. („W dzieciństwie robiłam tyle drastycznie skróconych wersji; chciałabym doprowadzić głos do formy, by dać z siebie wszystko w prawdziwej operze”).

Panna Andrews, obecnie dwudziestodziewięcioletnia, śpiewa od ósmego roku życia, kiedy jej matka i ojczym – wodewilowy duet z angielskiej prowincji – odkryli, że ma rzadki głos o skali czterech lub pięciu oktaw. Występowała z rodzicami w audycjach BBC i podczas objazdów obozów wojskowych, i wspomina całą II wojnę światową jako jedną, nieprzerwaną sopranową interpretację „The White Cliffs of Dover”.

Po wojnie kontynuowała śpiewanie w telewizji, wodewilu, rewiach muzycznych i programach dla dzieci. Poznała Tony’ego Waltona podczas przedstawienia **Humpty Dumpty**, w którym grała jajko. Miała trzynaście lat; on był rok starszy i zaczęli do siebie pisać. Dziesięć lat później, w 1959 roku (do tego czasu jajko wykluło się w Elizę Doolittle), pobrali się i mają teraz bardzo blond dwuletnią córeczkę o imieniu Emma Kate.

„Tony jest niewątpliwie największym pojedynczym wpływem w moim życiu” – powiedziała panna Andrews. „Nawet uchronił Hollywood przed zmianą mojego nosa, co może – kto wie? – zadecydowało o różnicy między sukcesem a porażką. „Dotknij tego nosa” – powiedział – „a ja cię zabiję””.

W istocie istniały pewne obawy, jak bardzo angielska panna Andrews poradzi sobie w Hollywood. Odpowiedź jest kolejnym dowodem jej nieprzewidywalności: ona to uwielbia. Uwielbia pogodę i przestrzeń… Uwielbia sałatki i swobodę jeżdżenia własnym małym samochodem. Nawet kocha dni pracy zaczynające się o 6 rano. „Między scenami” – wyjaśniła – „ćwiczę śpiew, piszę listy lub czytam – żaden czas się nie marnuje. Pod koniec dnia naprawdę czuję, że coś osiągnęłam!”.

Sukces w filmach dał Julie Andrews więcej pewności siebie niż wszystkie lata spędzone w **My Fair Lady**. („Czuję się trochę mniej jak przestraszona początkująca. Mogę teraz próbować radzić sobie sama”). Ale wciąż od czasu do czasu wpada w przygnębienie z powodu tego, co uważa za swoje własne niedociągnięcia – jak problem z pamiętaniem nazwisk, nawet gdy należą one do jej pracodawców.

Po jednym takim incydencie – zobaczyła broadwayowskiego dramaturga, z którym niedawno jadła obiad i nazwała go nazwiskiem hollywoodzkiego reżysera, którego ledwo zna – zasugerowała taki opis: „Panna Andrews jest wysoka, ma długie ramiona i popełnia faux pas”.

Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań dotyczących „Z archiwum: Sekret sukcesu Julie Andrews”, zaprojektowana tak, aby brzmiała jak pytania od prawdziwej publiczności.



Ogólne / pytania dla początkujących



P: Czym jest „Z archiwum: Sekret sukcesu Julie Andrews”?

O: Zazwyczaj jest to dokument, wywiad, kompilacja lub artykuł archiwalny, który bada kluczowe czynniki stojące za legendarną i trwałą karierą Julie Andrews w filmie, telewizji i teatrze.



P: O jakim głównym sekrecie mowa?

O: Chociaż nie ma jednego sekretu, te materiały zazwyczaj podkreślają jej wyjątkową dyscyplinę wokalną, nieustającą profesjonalność, umiejętność ucieleśniania ponadczasowej gracji oraz niezwykłą odporność w pokonywaniu osobistych i zawodowych wyzwań.



P: Czy dotyczy to konkretnego filmu, takiego jak „Mary Poppins” czy „Dźwięki muzyki”?

O: Wykorzystuje te ikoniczne role jako główne przykłady, ale skupia się na stałych cechach i etyce pracy, które stosowała przez całą swoją karierę, od Broadwayu po Hollywood.



P: Dlaczego Julie Andrews uważana jest za taki sukces?

O: Poza ikonicznymi rolami i głosem o idealnej intonacji, jest ceniona za swoją wszechstronność, godność i klasę jako osoba publiczna oraz za zdolność do łączenia się z wieloma pokoleniami przez dziesięciolecia.



Głębsze / zaawansowane pytania



P: Czy materiały archiwalne pokazują, jak radziła sobie z niepowodzeniami w karierze, takimi jak utrata głosu?

O: Tak, kluczową częścią jej historii jest odporność. Zaawansowane opracowania często obejmują to, jak poradziła sobie z operacją strun głosowych, która zmieniła jej głos, przechodząc do aktorstwa, reżyserii i pisania książek dla dzieci, pokazując, że sukces nie polega tylko na jednym talencie.



P: Jakie konkretne nawyki zawodowe lub dyscypliny są podkreślane?

O: Archiwa często ujawniają jej skrupulatne przygotowanie – rozbudowane rozśpiewanie, głęboką analizę scenariusza i silnego ducha współpracy z reżyserami i partnerami scenicznymi. Była znana z bycia doskonale przygotowaną i niezawodną.



P: Jak jej wczesne szkolenie w brytyjskich music hallach i wodewilu wpłynęło na późniejszy sukces?

O: To doświadczenie „w butach” jest często przytaczane jako kluczowe. Dało jej prezencję sceniczną, wyczucie czasu, wszechstronność i silną etykę pracy od bardzo młodego wieku, na długo przed jej hollywoodzką sławą.