Tuż przed lotem do Paryża, gdzie miała spędzić kilka sezonów na inspiracjach i pracy, Emily Adams Bode Aujla – lub po prostu Emily – świętowała w domu swoje urodziny. Jak każde urodziny, był to dobry moment, by zastanowić się nad marką Bode i rodziną, która prowadzi ten rodzinny biznes. Rodzina się rozrosła i przeprowadzała, co Emily odnotowała, wspominając szybką wędrówkę „drużyny domowej” z Chinatown do Greenwich Village, a potem do drugiego lokum w Greenwich Village w ciągu zaledwie kilku lat.
– Trzeba zrozumieć – mówiła Emily w tamtym czasie – że wraz z tymi przeprowadzkami wzięliśmy psa. Zaszłam w ciążę i urodziłam dziecko – dziewczynkę. Potem znów zaszłam w ciążę. Musieliśmy się przeprowadzić z różnych powodów, między innymi dlatego, że mieliśmy mieć kolejne dziecko, chłopca, a tuż przed jego narodzinami wzięliśmy kolejnego psa.
Warto dodać, że nie byle jakie psy. To wyżły wirehaired pointing griffon – radosne, ogromne psy myśliwskie, które zamiast polować, są tęgie, śliniące się i towarzyskie. Dodają logistycznych wyzwań rodzicielstwu, dlatego częściowo, gdy rozmawialiśmy – a miała wtedy dwójkę dzieci poniżej drugiego roku życia – na chwilę sięgnęła po kawę, co ją trochę peszyło.
– Pochodzę z Południa, więc jestem miłośniczką mrożonej herbaty – żaliła się. – Nie chcę polegać na kawie! Dla Emily kawa sięga czasów studiów na początku lat 2010., gdy nocne dawki kofeiny napędzały jej pierwsze pomysły na męską odzież. Pomysły te przerodziły się później w Bodę, która narodziła się w jej mieszkaniu na Lower East Side. Ta historia wydaje się dziś prehistorią: w 2016 roku zaczęła zgłębiać rodzinne tradycje, które ją inspirowały – jej korzenie sięgają Nowej Anglii oraz regionu Piedmont, lepiej znanego jako Atlanta – wraz z historycznymi amerykańskimi tradycjami rzemieślniczymi, które ją fascynowały. Z czasem zaczęła współpracować z obecnym mężem i partnerem biznesowym, Aaronem Aujlą.
Gdy para witała na świecie dwójkę dzieci i towarzyszące im griffony (pierwszego podarowała mama Emily, drugiego wzięli z własnej inicjatywy, wierzcie lub nie) – i gdy Emily przeciwstawiała się sceptykom, którzy odradzali szycie koszul ze starych kołder czy spodni z pięknych, zalegających tkanin lub zdobionych guzikami odkrytymi w zamkniętym magazynie na Środkowym Zachodzie – rodzinny biznes rósł wraz z rodziną. Bode stała się globalną marką z rosnącą listą sklepów w USA i za granicą.
Podczas wizyty w ich domu niedługo po przeprowadzce poprosiłem Emily, by zastanowiła się, jak wiele się zmieniło od czasów sprzed kilku lat, gdy świat zastanawiał się, czy kiedykolwiek zaprezentuje kolekcję damską – aż pokazała zreinterpretowane bolerka, suknie i przezroczyste kreacje, łączące przeszłość z teraźniejszością. Wtedy właśnie ona i Aaron otworzyli sklep w Los Angeles (obecnie mają też dwa w Nowym Jorku i jeden w Paryżu) i pobrali się w wiejskim domu w Connecticut, który Aujla niedawno wyremontował z Benjaminem Bloomsteinem, swoim partnerem w Green River Project, firmie zajmującej się aranżacją wnętrz i produkcją mebli.
Patrząc wstecz, jest niemal zaskoczona. – To, co się diametralnie zmieniło, to fakt, że teraz wkraczamy w różne części świata w sposób, w jaki nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, jednocześnie jeszcze mocniej zapuszczając korzenie tutaj – mówi. – To trochę jak dziwne zestawienie, prawda? Rozwijamy tu naszą najbliższą rodzinę, ale nasze palce sięgają różnych zakątków świata.
Drugą rzeczą, nad którą się zastanawia, jest jej życie w ogóle, które tutaj, w bazie Bode, wydaje się wszechogarniające – wręcz panoramiczne – zarówno pod względem żywych istot, jak i wszystkich nieożywionych przedmiotów, które przechowują wspomnienia i skojarzenia, inspirując ją i zmuszając do działania. W harmonogramie Emily znalazły się te urodziny (skończyła 36 lat, jest Bliźniaczką) oraz przygotowania dzieci do nadchodzącej podróży mamy do Paryża. Pomaga im w tym zespół, również obecny… W gospodarstwie domowym są dwie babcie, które pomagają w opiece nad dziećmi Emily i Aarona: Bibhutibhushan (w skrócie Bibhuti), która miała wtedy prawie dwa lata i została nazwana na cześć bengalskiego pisarza, którego dzieła adaptował filmowiec Satyajit Ray – reżyser podziwiany zarówno przez Emily, jak i Aarona – oraz Indus, który miał zaledwie cztery miesiące. Chociaż Emily nie precyzuje, Indus jest prawdopodobnie powodem dodatkowej kofeiny. – No wiesz, wstawanie o świcie z dzieckiem… – napomyka.
Są też psy: Monday i Tuesday, które razem radośnie kłusują i wydają się duże jak reszta tygodnia wzięta razem. – Spędzamy dużo czasu z rodziną – mówi Emily.
Ten rodzinny czas pasuje do rodzinnego biznesu – Bodę prowadzą Emily, Aaron i brat Aarona, Dev – a także napędza ich kreatywność. Weźmy na przykład kolekcję wiosna 2026, która zadebiutowała w Paryżu krótko po urodzinach Emily. Oddaje hołd Billowi Charlapowi, nagradzanemu Grammy pianista jazzowemu i dalszemu krewnemu przez małżeństwo. Jego ojciec, Moose Charlap, skomponował broadwayowski hit z 1954 roku „Piotruś Pan” oraz musical na żywo z 1966 roku „Alicja po drugiej stronie lustra”. Bill, żonaty z ciotką Aarona, opowiadał historie z czasów swojego ojca, dając Emily wgląd w Paryż i Nowy Jork lat 50., które zainspirowały kolekcję.
Efektem był pokaz mody w stylu salonowym, klasyczny dla Bode, łamiący zwykłe zasady paryskiego tygodnia mody. Gdy fotograf przybył wcześniej do Théâtre National de l’Opéra-Comique i zapytał, gdzie są modelki, ze zdziwieniem dowiedział się, że ubrania prezentowano na 30-centymetrowych lalkach – bardziej jak seria makiet, film czy teatr codzienności w stylu Bode. Kreacje obejmowały wiele sezonów, dając pomysłom przestrzeń do ewolucji. – Myślę, że to piękno sposobu, w jaki pracujemy z Aaronem – mówi Emily. – Chcemy stworzyć świat, w którym możemy zagłębić się w to, co nas inspiruje – spędzać lata na badaniach i pracy z materiałami lub technikami, które kochamy, eksplorując je na wiele różnych sposobów.
Zamiast wybiegu, na scenę wszedł Bill Charlap, rozważając temat rzemiosła – kluczowego dla Bode – przy akompaniamencie fortepianu. Przekształcił prostą melodię w coś wspaniałego, rozjaśniając twarze, jak Maggie Rogers na widowni. – W rzemiośle tkwi sedno – powiedział Charlap.
Dla Bode oznaczało to odkrywanie Paryża z czasów Moose’a Charlapa. Lalki służyły jako szkice, a wśród inspirowanych nimi projektów znalazła się suknia z epoki flapperów, nawiązująca do Bal Bullier, słynnej sali tanecznej z czasów Belle Époque, uwiecznionej przez Sonię Delaunay w 1913 roku. Suknia jest misternie zdobiona brązowymi koralikami i kryształowymi cyrkoniami, jak noszalna architektura. Pozłacana marynarka ma szeroki kołnierz haftowany złotym kruszcem z czasów osmańskich – odkrytym na starym ręczniku – oraz krawat z taśmy grosgrain. Suknia Velvet Bannister, z rzędami ręcznie naszytych aksamitnych wstążek, przywołuje Paryż lat 80. XIX wieku.
Dom, w którym swobodnie hasają dwa psy i dwoje dzieci, wypełniają zebrane i wykonane na zamówienie dzieła Green River Project. Firany z pruskiego błękitu z chintzu i ściany w kolorze jajeczka rudzika nawiązują do późnej francuskiej dekoratorki Madeleine Castaing; firany pochodzą z lat 50. XIX wieku, z ręcznie stemplowanymi kwiatami na tle drukowanej w rolce pasiastej tkaniny. W pokoju Bibhuti zagłówek łóżka to ręcznie malowana dolina rzeczna – pamiątka po zmarłym przyjacielu i handlarzu antykami – otoczona błękitnymi, haftowanymi francuskimi firankami z muślinu Cornely. (Bibhuti śpi w łóżeczku; łóżko jest dla babci.) W salonie czarny, lakierowany na fortepianowo mebel Green River Project stoi przed muralem z lat 20. XX wieku, ocalałym ze starego teatru na Brooklynie. Stół projektowy nawiązuje dialog z lampą Franka Lloyda Wrighta. Nad głową, nad chłodnozielonym dywanem w stylu brytyjskiego art déco, którym zachwycają się zarówno Emily, jak i Aaron, zwisają papierowe girlandy składanych lampionów i plastrów miodu z owocami z lat 50. z Japonii i Danii.
Długi stół Green River, który przeprowadził się z Chinatown, otaczają zdemobilizowane szafy biurowe bengalskiego rządu, ustawione wzdłuż ścian i prezentujące kolejne pamiątki: filiżanki do herbaty od Erica Wrenna; różne antyczne żółte talerze i terriny z Alzacji; dzbanek sabaudzki z lat 90. XIX wieku; książka-pamiątka wykonana z muszli, zawierająca okazy wodorostów z katastrofy morskiej; oraz para ręcznie malowanych szmacianych lalek z Indii. – Z pełnym zestawem luster i miniaturowej biżuterii – zauważa Emily. Niebieskie krzesła w stylu art déco są uwielbiane przez wszystkich, ludzi i nie-ludzi – psy, naturalnie, są słoniami w pokoju. – Dobrze się zachowują w domu – mówi Aaron. – To znaczy, rzeczy się niszczą – często. Ale nie ma niczego zbyt wymyślnego.
– Bibhuti lubi wpełzać tutaj, w środku obiadu – mówi Emily, przesuwając dłonią po sofie – a potem trze głową tutaj. A Monday i Tuesday robią to samo – w końcu co można zrobić? Ekspertka od tkanin zastanawia się, jak nieożywione przedmioty wchłaniają wspomnienia. – Po prostu jakby znikają w tkaninie, a ona staje się zamieszkana.
Mantra projektowa Aarona dla sklepów Bode kręci się wokół prostoty („Jak by ten pokój powstał, gdyby był rok 1925?”), podczas gdy w domu pracuje wokół stale rosnących kolekcji vintage swojej żony. – Jesteśmy w tym momencie tak splątani – mówi. Dla Emily połączenie domu i pracy zawsze było celem. – Nie zmieniłam się – mówi. – Zawsze wiedziałam, że chcę mieć dzieci i budowałam swój biznes w sposób, który, jak sądziłam, może przetrwać pokolenia – to moje nadzieje i marzenia.
Tuż przed wyjściem gościa zauważa namiot: rozmiaru dziecka, domowej roboty, zainspirowany zmarłą ciotką Emily, która kiedyś zrobiła taki dla wnuka. – Chciałam, żeby był jak cyrkowy namiot – wyjaśnia Emily, i tak też zrobiła, używając tkanin z jej projektów odzieżowych i starych dodatków. – W środku ma naprawdę ładną czerwoną poświatę – dodaje. – Tuesday uwielbia wchodzić do namiotu z Bibhuti – a Bibhuti, oczywiście, uważa, że to najbardziej fantastyczna rzecz. Bibhuti i Tuesday są najlepszymi przyjaciółmi. Emily planuje rozbudować namiot, naprawiać go w razie potrzeby, przechowywać przez długi czas – i w końcu przekazać dalej.
W tej historii: fryzura i makijaż: Allie Smith.
Produkcja: CLM.
Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista FAQ dotyczących Emily Adams Bode i jej rosnącej rodziny, zaprojektowana tak, aby brzmiała jak pytania od prawdziwej osoby.
O Emily Jej życie rodzinne
P: Kim jest Emily Adams Bode?
O: Jest założycielką i dyrektorką kreatywną cenionej marki modowej Bode. Znana jest z projektowania unikatowej odziezy w jakości pamiątkowej przy użyciu vintage'owych tkanin i była pierwszą projektantką, która pokazała się na New York Men's Fashion Week.
P: Czy Emily Bode jest zamężna? Czy ma dzieci?
O: Tak. Jest zamężna z Aaronem Aujlą, współzałożycielem firmy projektowej Green River Project. Mają syna Angusa, który urodził się w 2022 roku.
P: O czym jest „At Home With Emily Adams Bode”?
O: Odnosi się to do wywiadów i reportaży, które dają wgląd w jej życie osobiste, pięknie zaaranżowany dom w Nowym Jorku oraz to, jak łączy wymagającą karierę z macierzyństwem.
P: Gdzie mieszka?
O: Ona i jej rodzina mieszkają w zabytkowej kamienicy w nowojorskiej West Village, którą dzieli z mężem i synem.
Kariera Macierzyństwo
P: Jak zostanie matką zmieniło jej podejście do projektowania lub jej marki?
O: Mówiła, że stała się dzięki temu bardziej wydajna i skupiona. Chociaż Bode nie jest marką dziecięcą, macierzyństwo wpłynęło na jej perspektywę dotyczącą dziedzictwa, opowiadania historii i tworzenia elementów przeznaczonych do przekazywania – tematów, które zawsze były obecne, ale teraz wydają się bardziej osobiste.
P: Czy projektuje ubrania dziecięce dla Bode?
O: Nieoficjalnie jako kolekcję, ale stworzyła niestandardowe, miniaturowe wersje swoich ikonicznych projektów dla swojego syna Angusa, które często są pokazywane w osobistych reportażach.
P: Jak łączy prowadzenie dużej marki modowej z młodą rodziną?
O: Podkreśla posiadanie silnego systemu wsparcia, w tym męża i zespołu, oraz wagę wyznaczania granic. Wspominała również o włączaniu Angusa w swój świat, czasem zabierając go do studia.
Dom Styl życia
P: Jaki jest styl jej domu?
O: To ciepła, warstwowa i eklektyczna mieszanka antyków
