„Niefortunny syn” Breta Eastona Ellisa po raz pierwszy ukazał się w kwietniowym numerze „Vogue” z 1995 roku. Aby otrzymywać więcej najciekawszych materiałów z archiwów „Vogue”, zapisz się tutaj do naszego newslettera „Nostalgia”.
Mężczyźni w mojej rodzinie – mój dziadek i jego syn, mój ojciec, obaj już nieżyjący – byli dumni z zarabiania pieniędzy. Mój dziadek posiadał kasyna w Nevadzie; mój ojciec większość swojego majątku zdobył dzięki ryzykownym transakcjom na rynku nieruchomości w czasach Reagana. Pieniądze i to, ile ich zarobili, były tym, jak ci mężczyźni definiowali samych siebie. Często wierzyli, że pieniądze usprawiedliwiają niemal każde zachowanie, że dana przez nie wolność pozwalała na długą listę nadużyć: alkoholizm, zdrady, przemoc domową, arogancję, lekkomyślną nieostrożność i emocjonalny chłód, który, gdy byłem młody, wydawał się ogromny i imponujący. Ale teraz, mając 30 lat, widzę go jako słaby i bardziej żałosny niż wielki.
W rezultacie stałem się sceptyczny i często przerażony – nie tylko tym, jak pieniądze mogą ukształtować życie, ale także tym, jak mogą, w zależności od czyjejś stabilności emocjonalnej, całkowicie zmienić osobowość. Mój ojciec nie mógł zrozumieć, dlaczego ktokolwiek miałby patrzeć na to w ten sposób, ponieważ dla niego pieniądze były faktem – czymś solidnym, realnym, prawdą. Ale ja uważałem je za tak abstrakcyjne, że kiedy chciał, abym poszedł do szkoły biznesu na USC, a ja byłem zdecydowany opuścić Los Angeles, aby uczęszczać do szkoły artystycznej, ze wszystkich rzeczy, powstała między nami przepaść, która nigdy tak naprawdę się nie zagoiła.
Dla mnie, podczas ostatnich dwóch lat liceum, Los Angeles zaczęło wydawać się coraz bardziej mroczne i zagrażające. Chciałem znaleźć college jak najdalej od L.A. – szkołę artystyczną, upierałem się, taką, która nie oferowała żadnych kursów biznesowych. Nie mogłem znaleźć takiej w Maine, więc wybrałem Bennington, college sztuk wyzwolonych w Vermont. Mój ojciec odmówił płacenia czesnego. Mój dziadek – który był w tym czasie pozwany przez mojego ojca w sporze o pieniądze tak zagmatwanym i skomplikowanym, że do dziś nie wiem, jak ani dlaczego się zaczął – zapłacił za nie. Jestem całkiem pewien (choć nigdy nie zostało to potwierdzone), że zapłacił absurdalnie wysokie czesne, ponieważ zdenerwowałoby to mojego ojca, co też się stało. Kiedy zacząłem naukę w Bennington jesienią 1982 roku, mój ojciec i ja praktycznie przestaliśmy rozmawiać.
Ślubowałem, dość naiwnie nawet jak na 18-latka, nigdy nie pozwolić, aby pieniądze kontrolowały moje życie lub stały się problemem. Nigdy przez chwilę nie wierzyłem, że mógłbym zarobić poważne pieniądze na pisaniu lub byciu muzykiem – dwóch rzeczach, które najbardziej mnie interesowały – więc łatwo było dotrzymać tej obietnicy samego siebie. Zawsze będę miał „właśnie tyle”, aby żyć, nic więcej, i to było „w porządku”. Ale zimą i wczesną wiosną 1983 roku napisałem powieść na zaliczenie w ramach kursu pisania. Mimo że napisałem już trzy inne powieści przed tą, chęć pisania była (i nadal jest) taka sama: sprawiała przyjemność, była tak instynktownym popędem, że nie potrafię tak naprawdę wyjaśnić, skąd pochodzi. Nie miałem zamiaru jej publikować ani nawet rozpoczynać kariery pisarza.
Patrzyłem z mieszanką fascynacji i niepokoju (wymieszaną z ekscytacją), jak mój nauczyciel pisania złożył powieść w wydawnictwie Simon and Schuster. Przyjęli rękopis i opublikowali go późną wiosną 1985 roku. Stał się bestsellerem, został przerobiony na film i przetłumaczony na 20 języków. Dwie rzeczy wydarzyły się prawie jednocześnie: zarobiłem ogromną ilość pieniędzy, a mój ojciec znów zaczął ze mną rozmawiać. Jego wcześniejszy stosunek do mnie powoli zmienił się w promienną akceptację, która tylko sprawiła, że znienawidziłem go jeszcze bardziej.
Ludzie mają głęboko mieszane uczucia co do pieniędzy, dopóki nie zarobią ich dużo. A jeśli zarobisz dużo jako artysta – co zwykle jest wypadkiem (szczęście, los, aktualne gusta, nastrój publiczności) – prawie zawsze jesteś postrzegany przez innych z podejrzliwością, podziwem, zazdrością i stajesz się celem niezasłużonej nienawiści lub atrakcyjności. Jeśli zarobisz dużo pieniędzy, gdy jesteś młody i jesteś artystą, nigdy tak naprawdę nie zostajesz wybaczony. A jeśli zostajesz wybaczony, to zwykle przez niewłaściwych ludzi. Ludzie, z powodów, które są całkowicie podejrzane.
Jeśli zarobisz dużo pieniędzy, gdy jesteś dość młody – i w tym czasie, absurdalnie, byłem we wczesnych latach dwudziestych – i zarobisz je jako pisarz, ludzie zakładają, że zawsze będziesz tyle zarabiać. Więc wydajesz, nie martwiąc się o przyszłość. Zawsze będą duże zaliczki, umowy filmowe, bestsellery. Kiedy masz 23 lata, możesz się śmiać, gdy twoja nowo zatrudniona księgowa dzwoni do ciebie w czasie rozliczeń podatkowych, sumuje pudełko paragonów na odliczenia i nerwowo pyta, czy Nell’s jest organizacją charytatywną. W wieku 23 lat zabranie dziesięciu, dwunastu czy piętnastu osób – przyjaciół, nowych przyjaciół, groupies, nieznajomych – na kolację na Manhattanie nie wydaje się wielką sprawą. W rzeczywistości wydaje się „dobrym pomysłem”. Kupiłem mieszkanie, nie do końca rozumiejąc wtedy sytuację z podatkiem od nieruchomości (choć nawet gdybym rozumiał, nie powstrzymałoby mnie to przed sfinalizowaniem transakcji). Utóżsamiałem się z Charliem Sheenem w **Wall Street**. Urządzałem przyjęcia z cateringiem w nowym mieszkaniu absolutnie bez powodu. Rozwinąłem paraliżujący strach przed lataniem, który sprawił, że podróżowałem Amtrakem przez cały kraj. Prawdopodobieństwo katastrofy lotniczej było niewielkie, ale równie niewielkie było prawdopodobieństwo, że w wieku 21 lat będę miał bestseller, więc prawdopodobieństwa przestały mieć dla mnie znaczenie. Sporządziłem testament. Przyjaciele mówili, że się zmieniłem, nawet jeśli się nie zmieniłem. Kłamałem mniej.
Stwierdzenie, że zarabianie takich pieniędzy, jakie zarabiałem w tak młodym wieku – choć w Nowym Jorku późnych lat osiemdziesiątych wszyscy wydawali się zarabiać pieniądze; miasto cuchnęło dobrze ubranymi młodymi mężczyznami i kobietami zarabiającymi małe fortuny – w jakikolwiek sposób mi zaszkodziło, byłoby tego rodzaju samoużalającym się przyznaniem, które pisarze uwielbiają robić. I jestem kuszony. Ale jedyną prawdziwą szkodą, poza koniecznością okazywania fałszywej skromności przed przyjaciółmi, którzy byli borykającymi się z trudnościami artystami i jeszcze „nie doszli”, jest to, że może cię to uczynić leniwym. Zamiast pisać, kończysz chodząc po tym nowym mieszkaniu w oszołomieniu, mamrocząc cytaty z Flauberta, aby się uspokoić: że trzeba żyć jak burżuj, aby pisać jak rewolucjonista, i tak dalej. Ale ostatecznie nigdy tak naprawdę nie czułem, że ta zasada odnosi się do mnie – było za późno, zawsze byłem burżujem – więc wzruszyłem ramionami i zabrałem więcej ludzi na kolację.
Mimo że wydałem większość pieniędzy z pierwszej książki, ludzie zakładali, że wciąż jestem bogaty, choć nie byłem. Podatki zabrały około połowy tego, co zarobiłem; agent wziął kolejne 10 procent. Mieszkałem w Nowym Jorku, mimo że moja nerwowa księgowa błagała mnie, abym przeprowadził się z powrotem do Kalifornii, Nevady, Connecticut – gdziekolwiek, byle nie na Manhattan. I miała powody do zmartwień, ponieważ mimo że nadal utrzymywałem się i zarabiałem na życie jako pisarz, wkrótce odkryłem, że nie mogę już zabierać dziesięciu, dwunastu czy piętnastu osób na kolację, ani płacić rachunku za 30 osób w Nell’s, ani urządzać przyjęć z cateringiem pod wpływem kaprysu – „Bo jest czwartek!” – w nowym mieszkaniu. Po prostu nie było już wystarczająco dużo pieniędzy. Wydałem je.
I w przeciwieństwie do mojego ojca, poczułem ulgę, gdy zdałem sobie sprawę, że nie mogę już tak żyć. Presja zniknęła. Miesiąc przed śmiercią moja matka powiedziała mi – a to nie było dla niego niezwykłe – że mój ojciec zadzwonił do niej z Nowego Jorku po tym, jak uczestniczyłem w kolacji w Petrossian z ośmioma innymi osobami. Pijany upierał się, że zapłaci rachunek, który wynosił 5000 dolarów. Płakał z tego powodu do mojej matki, leżąc w łóżku w swoim apartamencie w Carlyle. Byli w separacji od sześciu lat. Jak wszyscy inni, stałem się bardziej ostrożny z pieniędzmi, ale także znacznie mniej skonfliktowany.
Mój ojciec również był mniej skonfliktowany w kwestii pieniędzy, ale zawsze był oszałamiająco nonszalancki. W swoim testamencie nie zostawił mi niczego oprócz dwóch zegarków. To, co zostało z jego majątku, poszło do IRS, głównie na zaległe podatki, które myślał, że pokryją schroniska podatkowe, ale nie pokryły. Nic nie zostało, mimo że w ciągu ostatnich dziesięciu lat zarobił gdzieś w okolicach niskich ośmiu cyfr. Nonszalancja mojego ojca nie sprawiła, że pokochałem go bardziej. Nigdy nie traktował mnie źle, ale jakoś lepiej go zrozumiałem, choć przeszkadzało mi uświadomienie sobie, że dzielimy tę jedną cechę. Potraktowałem to jako lekcję o pieniądzach – niezamierzoną, ale to te uczą cię najwięcej.
**Często zadawane pytania**
Poniżej znajduje się lista często zadawanych pytań dotyczących eseju Z archiwów: Esej Breta Eastona Ellisa z kwietniowego numeru „Vogue” z 1995 roku.
**Pytania na poziomie podstawowym**
**P: O czym jest ten esej?**
O: To osobisty esej autorstwa Breta Eastona Ellisa, opublikowany w „Vogue” w 1995 roku. Reflektuje w nim o sławie, młodości i mrocznej stronie kultury Los Angeles w latach 90.
**P: Dlaczego nazywa się „Z archiwów”?**
O: To nazwa serii, której „Vogue” używa, gdy przedrukowuje stare, znaczące artykuły ze swoich archiwów.
**P: Kim jest Bret Easton Ellis?**
O: To słynny amerykański autor, najbardziej znany ze swoich kontrowersyjnych powieści „Mniej niż zero” i „American Psycho”.
**P: Czy ten esej dotyczy „American Psycho”?**
O: Nie bezpośrednio. Został napisany pięć lat po tej powieści, więc skupia się bardziej na jego życiu i obserwacjach w Los Angeles w połowie lat 90.
**P: Czy esej jest łatwy w czytaniu?**
O: Tak, Ellis pisze jasnym, konwersacyjnym stylem, choć porusza niektóre mroczne tematy, takie jak pustka i obsesja na punkcie sławy.
**Pytania zaawansowane / głębsze**
**P: Jak ten esej łączy się z powieścią Ellisa „Mniej niż zero”?**
O: Czyta się go jak niefabularny sequel. Obie eksplorują znudzonych, bogatych młodych ludzi w Los Angeles, ale esej dodaje warstwę własnego starzenia się i rozczarowania Ellisa.
**P: Jakie konkretne zjawiska kulturowe krytykuje Ellis?**
O: Krytykuje rozwój kultury tabloidów, płytkość hollywoodzkich przyjęć i sposób, w jaki sława wypacza relacje międzyludzkie.
**P: Dlaczego ten esej był ważny, gdy został opublikowany w 1995 roku?**
O: Uchwycił specyficzny nastrój milenijnego niepokoju i zmęczenia sławą, zanim eksplodował internet. To migawka tego, jak ludzie czuli się w kwestii sławy tuż przed tym, jak przejęła ją telewizja reality.
**P: Czy Ellis oferuje jakieś rozwiązania, czy tylko narzeka?**
O: Nie oferuje łatwych rozwiązań. Esej jest bardziej melancholijną obserwacją – opisuje problem, nie udając, że go naprawia.
