Był łagodny listopadowy poranek, a ja klęczałam obok stołu do badań, tuż po locie nocnym. Na mojej twarzy malował się zamrożony grymas nerwowego podniecenia, a oczy wypełniały się łzami niepokoju. Trzymałam za rękę kobietę, którą spotkałam osobiście tylko dwa razy. Znana jestem z szybkiego nawiązywania przyjaźni—na terminalach lotniczych, w gabinetach weterynaryjnych—ale to był najszybszy przypadek, w jakim przeszłam od pierwszej kawy do procedury ginekologicznej. W tamtej chwili, gdy patrzyłyśmy, jak kulka komórek, o której nasz lekarz już nam powiedział, że pewnego dnia może stać się dziewczynką, przemyka po ciemnym ekranie ultrasonografu niczym UFO w misji, miałam przemożną ochotę powiedzieć jej, że ją kocham. Niemowlęta i psy potrafią to z ciebie wydobyć szybko.
Obecna i bezpośrednia, z grzywą imponująco posłusznych loków i silnym, żylastym ciałem kogoś, kto naprawdę jest dobry w jodze, surogatka poruszyła we mnie coś od chwili, gdy nas sobie przedstawiono. Mój mąż był poza miastem, więc przyprowadziłam moją matkę, aby poznała ją i jej partnera. Siedziałyśmy w kawiarni w Cobble Hill, trzymając nasze matchy jak rekwizyty, i rozmawiałyśmy—o naszym życiu, jej dzieciach, powodach, dla których chciała podjąć tę "podróż", jak to uwielbiają nazywać w medycynie rozrodu. Po wyjściu moja matka skinęła z aprobatą, potem jedno z nas powiedziało coś, czego nie pamiętam, i pokłóciłyśmy się tak mocno, że wróciłyśmy do Manhattanu osobnymi taksówkami. Nic tak nie stawia cię twarzą w twarz z macierzyństwem—niezależnie od tego, jak bardzo tego chciałaś czy jak długo—jak natychmiastowy regres do nadąsanej czternastolatki z potrzebami lękliwie przywiązanego malucha.
W miesiącach przed transferem zarodka, gdy poznawałam naszą surogatkę i uczyłam się jej ufać, uczucia, których się spodziewałam, jakoś nie pojawiły się: mianowicie zazdrość, że ta kobieta może zrobić dla dziecka—dla mojego dziecka—to, czego ja nie mogłam. Nosić je bezpiecznie w swoim ciele, używać swojej formy, by je karmić i chronić, regulować stale rozwijający się układ nerwowy dziecka ze spokojem, sercem i oddechem. Zamiast tego czułam inny rodzaj zazdrości—wobec dziecka, za szansę bycia schowanym wewnątrz kogoś, kto promieniował takim bezpieczeństwem. Wiedziałam po prostu, że umiała prowadzić SUV-a w śniegu.
Po transferze, który był tak krótki jak test na paciorkowca u dziecka i nieskończenie mniej dramatyczny, lekarz powiedział nam, że zrobi test ciążowy za 10 dni. Mogliśmy swobodnie testować w domu wcześniej, ale wielu "zamierzonych rodziców" uznawało to za bardziej stresujące. Nie chciałam przyznać, że już obliczałam szanse powodzenia dzień i noc, korzystając z różnych wyszukiwarek, próbując zrozumieć prawdopodobieństwo, ile zacząć sobie wyobrażać, jak bardzo się cieszyć. W przeciwieństwie do większości życia, w którym parłam naprzód, oczekując wszystkiego, nauczyliśmy się ostrożności i umiaru w kwestii dzieci, wiedząc, że to nie zdarza się każdemu, niezależnie od tego, jak gładki jest każdy krok, niezależnie od tego, w ilu podcastach był lekarz.
Ale pięć dni później nasza surogatka, teraz z powrotem w domu w stanie, w którym już padał śnieg, wysłała mi zdjęcie: test ciążowy, taki, jaki widuje się w filmach dla nastolatków, biały plastikowy patyczek z krzyczącym różowym plusem. Gdybym już nie leżała, runęłabym na podłogę, powalona własną mieszanką szoku i wdzięczności.
Więc teraz pozostawało tylko czekać. Śledzić kamienie milowe, wciąż obliczać, starać się nie przywiązywać zbytnio do tej osoby, która była naprawdę tylko ideą. Mój mąż był lepszy w czekaniu, ale on nie spędził ostatnich 12 lat krążąc wokół studzienki płodności i oferował tyle pełnych nadziei zapewnień, ile mógł, nie składając fałszywych obietnic. W tym okresie robił wiele zabawnych głosów dla psów.
Bezsilna i niezdolna odczuć fizycznych zmian sygnalizujących rosnący płód, przeraziłam przyjaciół i rodzinę, którzy przestrzegają żydowskiego przesądu zabraniającego kupowania rzeczy z wyprzedzeniem, i zaczęłam robić zakupy.
Nie mogłam dokładnie określić, czego chcę, ale wiedziałam, gdy to zobaczyłam: ubrania, które były zabawne, ale nie prowadziły zbyt dużym mrugnięciem oka—kłamałabym, gdybym powiedziała, że nie myślałam o tej części. Moja pierwsza praca po studiach była w sklepie z odzieżą dziecięcą w Tribece, pracowałam przy kasie z moimi przyjaciółmi Isabel i Joaną w zakurzonym, ale eleganckim butiku naprzeciwko sklepu Thom Browne. Jeśli nosiłeś Thom Browne i miałeś dziecko, prawdopodobnie kupowałeś też u nas—maleńkie ogrodniczki z szerokiego sztruksu, małe czapki konduktora z wiktoriańskimi guzikami, buty spectator i dyskretne sukienki w stylu prerii. Kiedyś sprzedaliśmy stos kaszmirowych dziecięcych topów na ramiączkach Gwyneth Paltrow dla baby Apple.
Więc miałam już wyczucie mody dziecięcej—że może zachwycać i zaskakiwać. Dlatego, gdy zaczęłam przeglądać otwarty rynek, byłam zdezorientowana. Tak, zachęcaliśmy do odrobiny brytyjskiego stylu ulicznika w naszym starym sklepie, ale kiedy dzieci—zwłaszcza dziewczynki—stały się ofiarami przemysłowego kompleksu cottagecore? Kto zdecydował, że każda dziewczynka powinna wyglądać, jakby miała zaraz doić krowę? I w jakim świecie chciałabym, żeby moja córka nosiła coś zwanego baby bubble, co, jakkolwiek słodka nazwa, wyglądało jak falbaniaste tyłki kostiumu Pussycat Dolls z 2004 roku?
Gdy zaczęłam mówić znanym mi matkom o ciąży, pytałam je, jak i gdzie ubierają swoje dzieci. Mając szczęście znać kilka bardzo stylowych kobiet, których gust nie pozwalałby na ani plisowaną truskawkową spódniczkę z ośmioma warstwami falban, ani koszulkę z napisem "str8 chillin", zostałam skierowana do marek, które wydawały się traktować modę dziecięcą z rozbawioną godnością, jakiej chciałam. Pojawiły się ulubione: Molo, La Coqueta, Charco. Nie mogłam dokładnie określić, czego chcę, ale wiedziałam, gdy to zobaczyłam: ubrania, które były zabawne bez prowadzenia zbyt dużą mrugającą słodyczą. Przede wszystkim chciałam ubrań, które pozwolą jej osobowości się rozwijać i wyrażać, zamiast ogłaszać tożsamość, której jeszcze nie miała.
Kolaż autorstwa Phoebe Ward
Gdy przedmioty przybywały, pozwalałam sobie patrzeć na nie tęsknie przez chwilę, czasem pokazując jedno mojemu ojcu ("wow, małe" to wszystko, co usłyszałam), a potem umieszczałam je w kartonowym pudełku w piwnicy, gdzie się piętrzyły. Rzeczy to tylko rzeczy i logicznie wiedziałam, że żadna ilość kupowania—ubrań, abstrakcyjnych pościeli dla niemowląt z lat 80., domowych kołder Holly Hobbie—nie przygotuje mnie na to, co nadchodzi. Nawet moje własne pragnienie, moja długoletnia i już niecierpliwa gotowość, nie przygotowały mnie. Ale ona przygotowywała się wewnątrz silnego, zdrowego ciała naszej surogatki, a gdy ubrania piętrzyły się w pudełku, rosło też poczucie, że staje się realna. To będą jej ubrania. Będzie osobą, którą pomagamy ubierać, która robi wrażenie na świecie na podstawie naszych wyborów, dopóki nie będzie wystarczająco dorosła, by robić to sama.
Moja matka i ja zawsze prowadziłyśmy część naszych najlepszych rozmów i najbardziej gorzkich kłótni wokół mody. Wycieczki na zakupy z nią—czy to na wyprzedażach garażowych, czy w nowojorskich dyskontach projektantów Daffy's i Century 21—to jedne z moich najcenniejszych wspomnień z dzieciństwa. Nie tylko dbała o mój gust (i kształtowała go poprzez swoje słodko nieortodoksyjne pomysły na to, co dobrze wygląda na dziecku z sześcioma podbródkami), ale także zaszczepiła we mnie poczucie, że to, co cenne, nie zawsze jest tym, co popularne, to, co wartościowe, nie jest tym, co drogie, a to, co piękne, jest w oku patrzącego. Że dzieci mają prawo patrzeć.
Do siódmego miesiąca ciąży dysonans poznawczy mojego doświadczenia—byłam w trasie promującej książkę, wsiadałam i wysiadałam z samolotów, wchodziłam i wychodziłam z pożyczonych strojów, z trzema pasmami dodatkowych włosów na stałe przymocowanych do mojej korony—zaczynał wydawać się szalony. "Gdybym była w ciąży, czy robiłabym to? A to? I to?" pytałam siebie niemal co godzinę. Odpowiedź brzmiała, że nie miałam pojęcia. Ale jak cichy pomruk pociągu kilka stacji dalej, czułam ją, zanim ją usłyszałam, wyczuwałam ją, zanim ją zobaczyłam, życzyłam sobie, żeby może przybyła trochę szybciej. Wtedy sprawy przybrały obrót, zarówno radosny, jak i obsesyjny: przez nieudane wyszukiwanie na Poshmarku torebki Sonia Rykiel bejeweled Domino (zakup czysto egoistyczny), odkryłam świat Rykiel Enfant. Ubrania były po prostu perfekcyjne. Urocze, ale gotyckie, jakby należały do bardzo małego mima z bogatym życiem towarzyskim. Elementy miały cudownie francuski charakter, oparty na idei, że dziecko może być małą ekscentryczną kobietą z Lewego Brzegu: paski, dzianiny, kolor, dowcip. Wyrafinowanie i kaprys. Rosła wewnątrz silnego, zdrowego ciała naszej surogatki, a gdy ubrania piętrzyły się w pudełku, rosło też uczucie, że staje się realna.
Jakie inne wielkie umysły przyjęły ubrania dziecięce, podchodząc do nich z entuzjazmem i inteligencją, a nie tylko jako umowę licencyjną do promowania ostentacyjnej konsumpcji? Był Junior Gaultier: marynarska sukienka w paski z najlżejszym śladem czarno-czerwonego tiulu w kropki wystającym spod spódnicy. Powiewny top pokryty czymś, co wyglądało jak neonowy makaron. Potem Pierre Cardin—który zaczął swoją linię dziecięcą w 1968 roku, nie najgorszym roku (i tak zaczynają się żarty o mamie!). Dzianinowy kombinezon szortowy z grubymi cukierkowymi paskami limonki, arbuza i jagody, i tym charakterystycznym haftowanym C na dużym brzusznym klapie. Kombinezon śnieżny z wczesnych lat 80. z geometrycznym pikowaniem. W tamtych chwilach moim pragnieniem nie było naginać jej do mojej woli—choć modowa dzianinowa żółta mini sukienka Paco Rabanne z kołnierzem surowych srebrnych ćwieków jest całkiem blisko—ale dać jej opcje i zaoferować coś, co moja matka zaoferowała mnie, coś, co nadało dzieciństwu najbardziej magiczne chwile: szansę na rozwijanie własnego gustu, kuratorowanie swojego świata, wyrażanie swoich nastrojów.
Paczki piętrzyły się wysoko—ubrania tak maleńkie, że mogłyby zmieścić się w kopercie FedEx—i przybywały na skrytkę pocztową moich rodziców w ilościach, które mnie zawstydzały, jakbym prowadziła przedinternetowy fanklub Spice Girls i otrzymywała pakiety członkowskie z całego świata. Obsesyjnie wyjaśniałam—i wyliczałam—koszt. "Wszystko to razem kosztuje mniej niż jedna nowa rzecz w Bonpoint!"
Czekanie było trudniejsze do zaakceptowania. Gdy zegar odliczał, coś, co kiedyś było teoretyczne, stało się pilne. Studiowałam obrazy z ultrasonografu jak łowca duchów, szukając jakichkolwiek znaków—kim może być, co może już wiedzieć. Na jednym przysięgłabym, że niemal mrugała do kamery. Ale za dnia wiedziałam, że to tylko kwestia kontrastu, sztuczka światła.
Przyszło mi do głowy, że może przyjść wcześniej, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że przyjdzie później. Nasze Airbnb w stanie nie naszym, tuż za rogiem od miejsca, gdzie mieszka nasza surogatka, skończyło się, a my nie zadaliśmy sobie trudu, by sprawdzić, czy jest zarezerwowane na następne dwa tygodnie (było, przez braci studenckich na wakacjach). Gdy minęliśmy termin porodu, dni stały się płynne i miękkie, zbyt długie i bez żadnej formy. Moje powiadomienie o nieobecności w pracy pojawiło się, zdając się kpić z mojej pewności. W godzinach, gdy zwykle narzucałabym skupienie i strukturę, pogrążałam się głębiej w mojej króliczej norze vintage dla niemowląt, przeszukując w poszukiwaniu Esprit z lat 80.—drobne kwiaty i niedopasowane paski—i przypadkowo zakochując się w nocnej koszuli Diora pokrytej żaglówkami, jakby planowała długą drzemkę na Nantucket (mogła, jak na wszystko, co wiedziałam). Dwanaście dni. "Wymagane działanie, kupujący odpowiedział na ofertę." Płaszcz Kenzo Jungle z filcowanej brązowej wełny z pomarańczową mandalą haftowaną na kapturze, dla potencjalnego faceta Burning Man wewnątrz niej. Skany, zapewnienia o normalnym biciu serca i że niektóre dzieci po prostu przychodzą w swoim czasie. Poczucie, że szukam jej wszędzie, tylko nie w jedynym miejscu, gdzie może być.
A potem, 13 dni po terminie, w obliczu zaćmienia słońca i deszczu meteorów, ogłosiła się. Siedziałam na szpitalnym łóżku, między nogami kobiety, którą znałam niecały rok, czekając na spojrzenie na tę osobę, na którą czekałam z czymś związanym z cierpliwością, ale też wcale nie. Byłam tak skupiona na naszej surogatce—w zachwycie nad jej koncentracją, jej okresem spokoju—że nie pomyślałam, by spojrzeć w dół, dopóki nie usłyszałam płaczu naszego dziecka. Zobaczyłam jej twarz, dyszącą tak jak ona. Jej oczy, szeroko otwarte i nieruchome, chłonęły światło i cień, mrugając szybko. "Mów do niej," powiedziała położna. "Przywitaj się." "Witaj," powiedziałam. "Jestem twoją mamą. Ty... nie wyglądasz nic jak sobie wyobrażałam, ale dokładnie tak, jak trzeba. Czekaliśmy na ciebie, wiesz? To było takie miłe z twojej strony, że przyszłaś." I mówiłam szczerze. Jak dziecko niepewne, czy koledzy z klasy przyjdą na urodziny, byłam nieśmiała i oszołomiona radością. Wydawała się skupiać wzrok na mnie. Tak jak pewnego dnia mam nadzieję, że skupi wzrok na sobie w lustrze, wskaże swoją sukienkę Cacharel w miękkie liberty kwiaty i powie: "Mamo, nie chcę dziś tego nosić." Może nigdy. Są jej do kochania lub nienawidzenia, chcenia lub odrzucenia. Wszystko jest teraz jej. Ale na razie wierciła się w moich rękach, śliska jak foka, naga jak w dniu, w którym się urodziła.
Najczęściej zadawane pytania
Oto lista FAQ oparta na temacie Leny Dunham zostania matką i jej wyjątkowej historii przygotowań
Pytania dla początkujących
P Kim jest Lena Dunham
O Jest amerykańską pisarką reżyserką i aktorką Jest najbardziej znana z tworzenia i występowania w serialu HBO Girls
P Jaka jest główna wiadomość
O Lena Dunham została matką Podzieliła się wiadomością i historią swojej wyjątkowej drogi do macierzyństwa
P Czy urodziła dziecko
O Nie Lena Dunham nie nosiła dziecka sama Została matką poprzez surogację
P Co to jest surogatka
O Surogatka to kobieta, która nosi i rodzi dziecko dla innej osoby lub pary, która chce zostać rodzicami
P Dlaczego użyła surogatki
O Lena ma przewlekłą chorobę zwaną endometriozą Może to sprawić, że noszenie ciąży jest bardzo trudne lub niebezpieczne Użycie surogatki było sposobem na posiadanie biologicznego dziecka bez ryzykowania własnego zdrowia
P Czy jest mężatką
O Jest żoną muzyka Luisa Felbera Pobrali się w 2021 roku
Pytania średniozaawansowane
P Co czyni jej historię przygotowań wyjątkową
O Jej historia jest wyjątkowa ze względu na głębokie twórcze i emocjonalne sposoby, w jakie przygotowywała się do macierzyństwa Nie tylko kupowała ubranka dziecięce, przygotowywała swój umysł, swoją sztukę i swój związek na nowe przybycie
P Czy możesz podać przykład, jak się przygotowywała
O Jednym z przykładów jest to, że ona i jej mąż Luis napisali piosenkę dla dziecka Był to sposób na połączenie się z dzieckiem i wyrażenie swoich uczuć przed narodzinami
P Jak przygotowała swój dom
O Skupiła się na stworzeniu spokojnej i cichej przestrzeni Obejmowało to urządzenie pokoju dziecięcego i upewnienie się, że jej dom jest gotowy na nowe dziecko i potrzeby surogatki
P Co to jest endometrioza
O Endometrioza to choroba medyczna, w której tkanka podobna do wyściółki macicy rośnie poza nią Może powodować silny ból, zwłaszcza podczas miesiączki, i może wpływać na płodność Jest to choroba przewlekła
P Czy spotkała się z krytyką za użycie surogatki
