W ciągu kilku sekund od spotkania ze mną artystka Gladys Nilsson, lat 86, nalega, by pomóc mi wnieść moją walizkę przez próg do jej domu. Mieszka w ładnym murowanym domu z wnętrzami w stylu rzemieślniczym w Wilmette, na północ od Chicago, od 1976 roku ze swoim mężem, artystą Jimem Nuttem, lat 87. Poznali się w 1960 roku, gdy oboje byli studentami School of the Art Institute of Chicago.
Sztuka jest wszędzie – obrazy, rzeźby, maski, stosy papierów i książek, prace ich dwojga lub ich przyjaciół, plus mnóstwo pamiątek z dziesięcioleci podróży. „Rzeczy się odkłada i tam zostają, a my je ignorujemy” – mówi Nilsson z kamienną twarzą. Eklektyzm im odpowiada.
Nilsson i Nutt zdobyli sławę pod koniec lat 60. jako dwoje z sześciu członków Hairy Who, grupy w ramach chicagowskich imagistów. Pokazywali funkową, figuratywną sztukę, od karykaturalnej i kapryśnej po bezczelną i absurdalną. Choć grupa wystawiała razem tylko przez kilka lat, ich wpływ na świat sztuki był ogromny. Postrzegano ich jako „gorący” odpowiednik nowojorskiego „chłodnego” pop-artu.
Przyjechałam odwiedzić Nilsson, gdy przygotowuje się do największej wystawy w swojej karierze: retrospektywy, trafnie zatytułowanej „Gleefully Askew” (od pracy z 2019 roku o tym samym tytule). Otwiera się 19 lipca w Crocker Art Museum w Sacramento, a następnie przenosi do Madison Museum of Contemporary Art w Wisconsin. Wystawa obejmuje ponad 100 prac powstałych w ciągu ostatnich 60 lat, w tym akwarele, obrazy akrylowe, kolaże i rysunki. „To duża sprawa” – mówi mi, a jej niebieskie oczy się rozszerzają.
Stylizowane postacie Nilsson – jaskrawo kolorowe, z krzywymi rysami i proporcjami, otoczone atmosferą wesołego chaosu – są stałym elementem całej jej twórczości. Umieszcza je w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zwyczajne, być może z jej fascynacji codziennym obserwowaniem ludzi. Ale wypełnia te sceny mikrodramami. Jej postacie baraszkują, tulą się, swawolą i psocą.
Chociaż Nilsson nie nazywa swoich postaci autoportretami, są one oczywiście odbiciem osoby, która je stworzyła – jej przewrotnego humoru, jej perspektywy jako kobiety i matki – i starzeją się razem z nią. Planując wystawę w Crocker, „byłam zainteresowana spojrzeniem na [zakres mojej twórczości] ze względu na to, jak używam siebie jako punktu odniesienia dla tego, jak wyglądają postacie, jak kobiety zmieniały się na przestrzeni lat” – mówi Nilsson. Tam, gdzie kiedyś były żwawe, teraz trochę opadają i obwisają.
„Gleefully Askew”, przygotowywana przez prawie dekadę, jest kuratorowana przez Francescę Wilmott, która po raz pierwszy odkryła twórczość Nilsson jako studentka studiów magisterskich w SAIC. Miejsce w Crocker jest znaczące. Nilsson wystawiała tam w 1969 roku, podczas ośmiu lat, które ona, Nutt i ich mały syn spędzili w Sacramento, po tym jak Nutt dostał pracę nauczyciela w Sacramento State College (obecnie California State University, Sacramento). „Jej czas tutaj był transformujący. Pozwolił jej oderwać się od tożsamości Hairy Who i ugruntować się jako indywidualna, niezależna artystka” – mówi Wilmott. „Wysyłała prace z Sacramento do São Paulo, do Mexico City, do Whitney, do Chicago na ważne wystawy”.
Jednym z celów Wilmott w tej retrospektywie jest poszerzenie naszego rozumienia Nilsson poza jej chicagowskie korzenie. „Chciałam ugruntować ją jako artystkę o międzynarodowym znaczeniu, która może wykraczać poza wszystkie te różne kategorie, które często nakłada się na jej twórczość – jako akwarelistki lub tworzącej czysto kobiecą sztukę. Podważa i obala wiele z tych pojęć”. Kenberg Photography.
Nilsson urodziła się w maju 1940 roku i dorastała po północnej stronie Chicago jako jedyne dziecko szwedzkich imigrantów z klasy robotniczej. Od najmłodszych lat uwielbiała rysować i czytać. Lubiła „Czarnego Księcia”, serię o Nancy Drew oraz komiksy o „Małej Lulu” o „energicznej dziewczynce w czerwonej sukience”, jak opisuje ją Nilsson. Nawet postaci ze swoich obrazów Gigantica nadała kręcone włosy Lulu. (W eseju w obszernym katalogu „Gleefully Askew”, opublikowanym przez Hirmer w sierpniu, Nutt nazywa pierwszy obraz Gigantica Nilsson z 1964 roku „najbardziej ambitną pracą, jaką kiedykolwiek podjęła”).
Ojciec Nilsson pracował w fabryce małych urządzeń po południowej stronie Chicago, a jej matka była kelnerką. „Moja mama myślała, że kobieta może być kosmetyczką lub sekretarką” – mówi Nilsson. „Nie było mowy, żebym robiła któreś z tych”. Ale rodzice pozwolili jej iść do szkoły artystycznej w SAIC, co do dziś ją zadziwia.
Kiedy zapisała się w 1958 roku, SAIC było dość tradycyjną szkołą i zajęło jej trochę czasu, zanim wypracowała własny styl. „Chodziło się na zajęcia z martwej natury, na zajęcia z modelem i po prostu podążało się za tym bardzo klasycznym podejściem” – mówi.
Przełom nastąpił, gdy namalowała scenę z jadalni, opartą na prawdziwym spotkaniu z grupą plotkujących studentów, których nie lubiła. Informacja zwrotna od nauczyciela wprawiła ją w zakłopotanie. „Powiedział, że nie mam prawa malować takiego obrazu w szkole artystycznej, bo jest zbyt osobisty” – mówi mi Nilsson. „A ja pomyślałam: to pierwszy raz, kiedy zrobiłam coś tak satysfakcjonującego” – pierwszy raz, kiedy namalowała obraz oparty na czymś, co czuła, a nie na czymś, co po prostu widziała. (Dziesięciolecia później, gdy Nilsson wróciła do SAIC, by uczyć akwareli i rysunku, pierwszą rzeczą, jaką mówiła swoim studentom, było to, że ich osobisty punkt widzenia jest niezbędny).
„Hoofers”, 1963, tusz na papierze, 11 x 8 1/2 cala. Dzięki uprzejmości artystki, Garth Greenan Gallery, Nowy Jork, i Parker Gallery, Los Angeles.
W 1962 roku ukończyła studia i urodziła syna Claude’a, którego ojcem był Nutt. Co kluczowe, to właśnie w czasie ciąży Nilsson porzuciła farby olejne (które używały toksycznej terpentyny) i sięgnęła po akwarelę. Tradycyjnie postrzegany jako delikatny i kobiecy, materiał ten dał Nilsson zupełnie nowy sposób na kwestionowanie oczekiwań. Akwarela, jak mi mówi, jest „całkowicie różna od wszystkich innych materiałów, po prostu ze względu na naturę tego, czym jest i jak powinna być używana”. Wybrała gruby papier, który mógł wchłonąć warstwę po warstwie pigmentu, aby uzyskać pożądane cieniowanie. „Można atakować, w zależności od powierzchni”. Uwielbiała też kontrast między przezroczystością a nieprzezroczystością, jaki oferowały akwarele.
Następnie, w 1966 roku, Nilsson, Nutt oraz inni absolwenci SAIC – Art Green, James Falconer, Suellen Rocca i Karl Wirsum – połączyli siły na wystawę grupową w Hyde Park Art Center po południowej stronie Chicago. Nazwali siebie Hairy Who – to wewnętrzny żart, który zaczął się, gdy Wirsum zapytał „Harry who?”, gdy grupa dyskutowała o chicagowskim krytyku sztuki Harrym Bourasie.
Hairy Who było bardziej luźnym kolektywem niż ruchem artystycznym. Byli grupą ekscentrycznych przyjaciół, którzy chcieli dobrze się bawić swoją sztuką, jednocześnie traktując ją poważnie. Każdy członek miał swój własny styl. Twórczość Nilsson – inspirowana gęstością obrazów Maxa Beckmanna, magicznym realizmem Paula Klee i Hieronima Boscha, ale także „Star Trek” i postacią Olive Oyl z komiksu Popeye – można by nazwać najbardziej kobiecą w grupie (choć nie była jedyną kobietą; drugą była Rocca), ale podobnie jak inni zajmowała się głośnymi, rubasznymi treściami.
Zapytałam Nilsson o wyzwania, jakie napotkała jako artystka-kobieta. „Odkryłam, że chodziło bardziej o materiał, z którym pracowałam” – mówi. „Akwarela? Niepoważne. Papier? Niepoważne. Zabawne? Niepoważne. Cała ta sprawa, a nie: cóż, jest kobietą. Niepoważne”.
Uważa, że fakt, iż Chicago było mniejszym miastem artystycznym, miał coś wspólnego z względną... Akceptacja artystek ewoluowała z czasem. Nilsson wspomina wizytę w Nowym Jorku na początku lat 70. z wizjonerską marszandką Phyllis Kind, która reprezentowała wielu chicagowskich imagistów – w tym Nilsson – w swoich galeriach w Chicago i Nowym Jorku. Nilsson towarzyszyła Kind w wizytach w pracowniach. „Słyszałam, jak mówiły o wszystkich uprzedzeniach, z jakimi się spotykały, ponieważ były kobietami” – mówi Nilsson. To ją zaskoczyło. „Bałam się odezwać i powiedzieć: »Och, nie wiem o tym. To nie było moje doświadczenie«”.
„The Big Green Man”, 1972, akryl na płótnie w ramie artystki, 86 1/2 x 74 1/2 cala. Museum of Contemporary Art, Chicago. Dar dr. i pani Peter W. Broido, 1985.29. Zdjęcie: Nathan Keay. Dzięki uprzejmości Museum of Contemporary Art Chicago/Art Resource, Nowy Jork.
Wystawa Nilsson w 1973 roku w Whitney Museum w Nowym Jorku była punktem zwrotnym – nie tylko dlatego, że była jedną z pierwszych kobiet, które miały tam wystawę indywidualną. Zaprezentowała 11 średnich i dużych obrazów akrylowych, wraz z sześcioma małymi obrazami akrylowymi oprawionymi w gotowe tamborki do haftu. Ten wybór pokazał, że Nilsson „chciała zademonstrować swój zakres techniczny” – pisze Wilmott w katalogu.
Kolejny ważny moment nastąpił w latach 90., gdy Nilsson, będąca wtedy po pięćdziesiątce, zaczęła eksperymentować z kolażami. Wykorzystując swoje umiejętności posługiwania się nożyczkami – rozwinięte najpierw jako dziecko, starannie wycinając papierowe lalki – zaczęła używać osobistych zdjęć i starych numerów „Vogue”, magazynu, który – jak mówi – prenumeruje „od jakichś stu lat”. Kilka lat później zaczęła też dodawać wycinki z książek o historii sztuki.
Podobnie jak na jej obrazach i rysunkach, postacie w jej kolażach mają nierówne rysy i pojawiają się w surrealistycznych sceneriach. Stają się psychologicznymi eksploracjami, „rodzajem testu Rorschacha” – mówi Wilmott. Są też łatwiejsze w obsłudze i były kołem ratunkowym, gdy praca nad większymi dziełami – na przykład po wymianie stawu biodrowego w 2013 roku lub podczas pandemii – stała się zbyt trudna.
„Big Birthday Gladys”, 2010, akwarela, gwasz i kolaż na papierze, 40 × 60 cali. Kolekcja Gladys Nilsson. Zdjęcie: PD Young.
Nilsson zabiera mnie na górę do swojego studia na trzecim piętrze domu. Czeka na nas jej duży obraz „Big Birthday Gladys”, który namalowała w 2010 roku na swoje 70. urodziny. Ma wszystkie cechy charakterystyczne dla twórczości Gladys Nilsson: tłum żywych postaci, ściśniętych razem, chaotycznie zapalających świeczki i balansujących tortami, z kończynami powyginanymi we wszystkie strony. Jako uroczy, drobny akcent, Nilsson umieściła w prawym dolnym rogu obrazu maleńkie zdjęcie siebie w wieku trzech lat. Mówi, że nie lubi faworyzować, ale to prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonujące dzieło sztuki, jakie kiedykolwiek stworzyła. „To to, które wielu ludzi chce, oczywiście, ale ja mówię, że jest moje. Dałam je sobie”. Choć wypożycza je tymczasowo na retrospektywę w Crocker.
Przygotowania do wystawy uświadomiły Nilsson, jak wiele osiągnęła w swojej karierze. „Za każdym razem, gdy zaczynam o tym myśleć, to jest tak: zrobiłam mnóstwo rzeczy! To nie wszystko to samo. Miałam wiele przygód i wciąż mam nowe przygody z tym, co robię” – mówi. Od 2014 roku wystawia w Garth Greenan Gallery w Nowym Jorku, a w ciągu ostatnich dwóch lat – będąc po osiemdziesiątce – stworzyła trzy duże rysunki ścienne dla Colby Museum of Art, Art Institute of Chicago i Menil Drawing Institute. A uznanie wciąż przychodzi: w 2024 roku otrzymała nagrodę Anonymous Was a Woman.
„Myślę, że wielu młodszych artystów – nie tylko artystek, ale wielu różnych artystów – postrzega ją jako pionierkę” – mówi Wilmott. Nilsson nigdy nie pozwoliła, by oczekiwania co do tego, jaka powinna być artystka z Chicago, pracująca głównie w akwareli, dyktowały jej praktykę lub życie.
Nilsson przyznaje, że ma talent – mieszankę naturalnego popędu twórczego, ostrego rozumienia historii sztuki i chęci eksperymentowania – ale tak naprawdę sprowadza się to do zabawiania samej siebie. „Po prostu dobrze się tym bawię” – mówi – „i, na szczęście, ktoś inny może czuć to samo”. „Out of it.”
„Gleefully Askew: A Gladys Nilsson Retrospective” jest prezentowana w Crocker Art Museum w Sacramento w Kalifornii od 19 lipca do 29 listopada 2026 roku.
**Często zadawane pytania**
Oto lista często zadawanych pytań dotyczących sztuki Gladys Nilsson i retrospektywy, napisana naturalnym, konwersacyjnym tonem.
**Pytania dla początkujących**
**P: Kim jest Gladys Nilsson?**
**O:** To amerykańska artystka z Chicago, najbardziej znana ze swoich dzikich, kolorowych i często zabawnych akwarel. Była kluczową członkinią grupy artystycznej Hairy Who w latach 60.
**P: Co jest takiego niezwykłego w jej sztuce?**
**O:** Jej postacie są poskręcane, rozciągnięte i upchnięte razem w dziwnych, sennych scenach. Wyglądają jak postacie z kreskówek wymieszane ze sztuką ludową, a ona używa jaskrawych, kłócących się kolorów, które wydają się zarówno zabawne, jak i nieco niepokojące.
**P: Czym jest Hairy Who?**
**O:** To była grupa sześciorga artystów z Chicago, którzy wystawiali razem w latach 60. i 70. Tworzyli dziwną, psychodeliczną, karykaturalną sztukę, która była całkowicie odmienna od poważnej, minimalistycznej sztuki popularnej wówczas w Nowym Jorku.
**P: Dlaczego ta retrospektywa jest tak ważna?**
**O:** Mimo że Nilsson tworzy sztukę od ponad 50 lat, nigdy wcześniej nie miała tak dużej wystawy muzealnej. Ta wystawa wreszcie daje jej pełną uwagę i szacunek, na jaki zawsze zasługiwała jej wyjątkowa twórczość.
**P: Gdzie odbywa się retrospektywa?**
**O:** Obecnie można ją oglądać w Art Institute of Chicago.
**Pytania dla średniozaawansowanych**
**P: Co sprawia, że jej akwarele są tak wyjątkowe?**
**O:** Używa akwareli w bardzo odważny, nietradycyjny sposób. Zamiast delikatnych rozmyć, nakłada intensywne, nieprzezroczyste kolory i używa drobnego, szczegółowego pociągnięcia pędzla. Potrafi sprawić, że pojedynczy obraz wydaje się zatłoczony i chaotyczny, a jednocześnie każdy centymetr jest starannie kontrolowany.
**P: Jakie są główne tematy w jej twórczości?**
**O:** Ludzie, relacje i dziwny dramat codziennego życia. Maluje kobiety, mężczyzn i zwierzęta wchodzące w interakcje w niezręczny, zabawny, a czasem napięty sposób. Chodzi o dziwaczność bycia człowiekiem.
**P: Jak grupa Hairy Who wpłynęła na nią?**
**O:** Grupa zachęcała ją do nieustraszoności. Wszyscy dzielili miłość do komiksów, reklamy i sztuki outsiderów, i wzajemnie popychali się do ignorowania świata sztuki.
