Przez większość mojego życia byłam w związku, który wydawał się niemal zbyt dobry, by był prawdziwy, i nie potrafiłam się z niego wyrwać. Jako pisarka i aktorka zawsze miałam talent do projektowania moich wyidealizowanych wersji ludzi na nich samych, więc zamiast zwracać uwagę na sygnały ostrzegawcze, które były tam od samego początku, wybrałam wiarę w coś, co od tamtej pory stało się jednym z największych złamań serca w moim życiu.
Ale nie zaczęło się to w ten sposób—na początku czułam się tak szczęśliwa, że jestem w tym związku, że praktycznie każdego dnia mu się poświęcałam. I miałam mnóstwo powodów, by czuć takie oddanie. Języki miłości były wszystkie: akty służby, słowa afirmacji. Nauczyłam się polegać na wszystkich obietnicach, które słyszałam—że zawsze będę mieć to, co najlepsze, że są ludzie, którzy oddaliby wszystko, by być na moim miejscu.
Rzecz w tym, że ten związek nie był z mężczyzną—był z moim krajem. Dorastałam, śpiewając o krainie wolnych i domu odważnych, ale jako nastolatka zamiast gwiazd i pasków zaczęłam dostrzegać jaskrawoczerwone flagi. Akty służby były bardziej dostępne dla niektórych Amerykanów niż dla innych. Słowa afirmacji okazały się pełne drobnego druku albo zastąpione pogrubionymi wielkimi literami na tablicach na pełnych nienawiści wiecach. Były protesty przeciwko prawu kobiety do wyboru, ataki na imigrantów, groźby wobec osób queer—i oczywiście stary sprawdzony tekst: „Murzynie, wracaj do domu".
Ale czy to nie był dom? Jako młoda czarna kobieta, to zdradzenie bolało tak samo jak odrzucenie przez jakiegokolwiek faceta.
Mimo to znajdowałam się w zaprzeczaniu i ignorowaniu toksycznych aspektów tego związku. Zamiast tego skupiałam się na sposobach, w jakie mogłam docenić to, co czyniło mój kraj wyjątkowym, dorastając w wielorasowej, wieloreligijnej rodzinie, głównie w Nowym Jorku. Statua Wolności. Ellis Island. Pochodziłam z dumnych ludzi—Afroamerykanów, Karaibów, Latynosów, Irlandczyków, Niemców; zarówno chrześcijan, jak i Żydów—którzy zbudowali to miejsce, czasem bez żadnego wynagrodzenia. I wierzyli w obietnicę, o której długo słyszałam: że to kraina możliwości dla wszystkich.
Po dorastaniu w bezkompromisowym chaosie najbardziej zróżnicowanej dzielnicy świata, Queens w Nowym Jorku, odkryłam miłość do dyplomacji i fundament w feminizmie dzięki edukacji odpowiednio w Szkole przy ONZ i Bryn Mawr College. W końcu wszystko to ze mnie wypłynęło, najpierw na scenie slam poetry w Nuyorican Poets Cafe, a potem do Culture Project, teatru off-broadwayowskiego skupionego na sprawiedliwości społecznej, gdzie zadebiutowałam wielokulturowym, wielopostaciowym show zatytułowanym Bridge & Tunnel. Miałam niesamowitą producentkę wykonawczą w Meryl Streep—tak, tej Meryl Streep—która widziała mnie w solowym występie o prawach kobiet na świecie. Z tego już zawrotnego miejsca moja „obsada" postaci, wszystkie zainspirowane prawdziwymi ludźmi z mojej rodziny i społeczności, dotarła aż na Broadway i zdobyła nagrodę Tony. Mowa o amerykańskim śnie.
Parada możliwości, które potem nadeszły—ambasador dobrej woli UNICEF, prelekcje TED, platformy w Białym Domu i na Światowym Forum Ekonomicznym, projekty filmowe i telewizyjne—wszystko to wydawało się prezentami (kolejny język miłości!), które mogła zaoferować tylko Ameryka. Reprezentowałam postęp w kierunku prawdziwie pluralistycznej demokracji. Moja historia dowodziła, że zmarginalizowani ludzie mogą przedostać się na scenę główną i odcisnąć swoje piętno, tak jak każdy inny.
Kiedy Manhattan Theatre Club wystawiło premierę mojego drugiego solowego show, Sell/Buy/Date, które badało przemysł seksualny, poczułam to jako potwierdzenie coraz głębszego zaangażowania naszego społeczeństwa wobec nas wszystkich—sygnał, że nie tylko jesteśmy równi wobec prawa, ale że nasze historie również zasługują na wysłuchanie, zwłaszcza te najczęściej ignorowane lub oczerniane.
Ale kiedy patrzę wstecz teraz, 10 lat później, widzę ślepe plamy w tej wizji wyzwolenia i to, jak bardzo napięta stawała się znów moja relacja z krajem. Zarówno Sell/Buy/Date, jak i projekt dla CNN, który nigdy nie trafił na antenę, zbiegły się z ruchem #MeToo, jak to ujęła Tarana Burke, okresem, w którym Ameryka zaczęła być synonimem... Wykorzystywanie kobiet było wystarczająco złe. Ale zaledwie dwa lata po rozliczeniu z 2020 roku po śmierci George'a Floyda, anty-DEI, anty-woke reakcja nagle przywróciła rasistowski język, który czułby się jak w domu na Południu w czasach Jima Crowa. Co się stało z całą tą gadaniną o byciu lepszym? Prezenty, które myślałam, że będą trwałe, zaczęły wydawać się puste i fałszywe.
Na tym tle—i po obejrzeniu, jak potężna, doświadczona i wykwalifikowana czarna kobieta przegrywa z żałośnie nieodpowiednim białym mężczyzną w wyborach w 2024 roku—zaczęłam pisać moją nową sztukę, Ameryko, kto cię skrzywdził?. Czułam, że ten związek się kończy, a był to najdłuższy związek w moim życiu, poza więzią z moją piękną, wielorasową i nieco pogmatwaną rodziną, jak ją czule opisuję w przedstawieniu. Zdałam sobie sprawę, że jak wiele kobiet, powtarzałam wzorce z historii mojej rodziny w tym związku. Kiedy znoszenie czegoś mniej, niż zasługiwałam, stało się tak złe, że zaczęło podważać moją własną wartość, wiedziałam, że muszę o tym napisać.
Wiedziałam, że nie jestem sama w poczuciu zagubienia i złamanego serca, i że zabierając głos, mogę pomóc innym, którzy zmagają się we własnej relacji z Ameryką, zobaczyć, że nie są sami.
Nie zdradzę wszystkiego—jeśli jesteście w Nowym Jorku tej jesieni, zobaczcie to sami!—ale oto, gdzie teraz stoję, zarówno ze sztuką, jak i w życiu. Nie jestem na etapie mówienia: „To koniec, nie możemy tego naprawić", ale pytam: „Czy jesteśmy gotowi włożyć w to pracę? Zmierzyć się z bałaganiarskimi, wielowiekowymi prawdami o nas samych, naszym wspólnym bólu, naszej miłości, a nawet naszym śmiechu, i powoli znaleźć drogę do uzdrowienia?" W międzyczasie teatr jest moją krainą wolnych i domem odważnych. Mam nadzieję, że dołączycie do mnie tam.
Ameryko, kto cię skrzywdził?, w reżyserii Erica Tinga, prezentowana przez National Black Theatre i Theatre for a New Audience, będzie grana w Polonsky Shakespeare Center od 10 do 27 września. Bilety tutaj.
Często zadawane pytania
Oto lista najczęściej zadawanych pytań na temat nowej sztuki Sarah Jones, opartej na założeniu jej rozstania z miłością do Ameryki
Pytania dla początkujących
1 Kim jest Sarah Jones
Sarah Jones to znana, nagradzana aktorka i dramatopisarka Znana jest ze swoich solowych przedstawień, w których gra wiele różnych postaci, często poruszając wielkie problemy społeczne z humorem i sercem
2 O czym jest ta nowa sztuka
Opowiada o jej osobistym rozstaniu ze Stanami Zjednoczonymi Zamiast tradycyjnej historii przedstawia swoje rozczarowanie i frustrację wobec kraju jako parę idącą na terapię dla par Sztuka bada, dlaczego przestała kochać i czy ten związek można uratować
3 Czy to poważna, smutna sztuka, czy zabawna
To jedno i drugie Sarah Jones jest komediantką w sercu, więc jest dużo humoru i dowcipu Ale humor służy do mówienia o bardzo poważnych problemach, takich jak nierówności, polityka i podziały To mieszanka głębokich uczuć i ostrych żartów
4 Czy muszę dużo wiedzieć o polityce, żeby to zrozumieć
Nie Wystarczy ogólna świadomość tego, co dzieje się na świecie Sztuka opowiada o uczuciach rozczarowania i nadziei, które każdy może zrozumieć, niezależnie od swojego politycznego zaplecza
5 Czy to przedstawienie jednej kobiety, jak jej inne prace
Tak, zazwyczaj Sama gra wszystkie postacie, w tym terapeutkę oraz różne wersje siebie i Ameryki jako postaci To imponujący pokaz jej umiejętności aktorskich
Pytania na poziomie średniozaawansowanym
6 Co to znaczy poddać związek terapii
To metafora Sztuka traktuje więź między obywatelką a jej krajem jak romantyczny związek W przedstawieniu siedzą na kanapie i rozmawiają o swoich problemach z terapeutką, próbując się porozumieć, zrozumieć swoje wady i zdecydować, czy chcą zostać razem
7 Czy sztuka to tylko lista skarg na Amerykę
Nie, jest bardziej zniuansowana To dwustronna rozmowa Ameryka może odpowiedzieć i bronić się Sesje terapeutyczne zmuszają Sarah do przyjrzenia się własnym oczekiwaniom i wkładowi w problem, co czyni to bardziej zrównoważonym i skłaniającym do refleksji dziełem
