W maju 2011 roku pojechałam sama pięć godzin z Los Angeles do Mammoth Mountain, ponieważ nikt, kogo znałam w LA, nie chciał jeździć na nartach. Niedawno przeprowadziłam się z Nowego Jorku. Pracuję w modzie, więc moje życie kręci się wokół terminów, sesji zdjęciowych i wydarzeń specjalnych. Ale jazda na nartach jest moją ucieczką. To sprawia, że czuję się najbardziej sobą, a z Los Angeles mogłam to robić łatwiej niż z Nowego Jorku. Potrzebowałam tylko kogoś, z kim mogłabym to robić.

Ktoś w mieście polecił restaurację o nazwie Novatos. Było to jedno z tych lokalnych miejsc, gdzie wszyscy się znali. Siedziałam sama przy barze i zamówiłam kolację. Obok mnie siedziało trzech mężczyzn. Jeden z nich miał na imię Bernie.

Nie szukałam związku. Szczerze mówiąc, nie szukałam nawet romansu. Miałam nadzieję poznać lokalnego przyjaciela – kogoś, kto kocha góry i może chciałby jeździć na nartach. Bernie prowadził ratraki dla Mammoth Mountain. Dla narciarzy ratraki są niemal mityczne. To ogromne maszyny, które nocą przygotowują stoki, poruszając się w ciemności pod światłami. Zanim wyszedł, podał mi swój numer telefonu. „Wróć w przyszłym sezonie” – powiedział. „Zabiorę cię na przejażdżkę ratrakiem”.

Bernie był kimś, kto „należał do gór”.

Następnego dnia napisałam do niego SMS-a i zapytałam, czy chce jeździć na nartach. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła. „Wygląda na zimno” – powiedział. „Nie jeżdżę na nartach, jeśli muszę nosić kurtkę”. Pamiętam, jak pomyślałam: Co to za góral, który nie jeździ na nartach, jeśli musi nosić kurtkę? Przekonałam go, żeby spotkał się ze mną na drinka, zanim wrócę do LA. Spotkaliśmy się w miejscu zwanym Rafters. Byłam tam jedyną osobą. Kiedy wszedł, spojrzał na mnie i powiedział: „Nie pamiętałem, jak wyglądasz, ale mój przyjaciel powiedział, że się z tobą spotka, więc pomyślałem, że też to zrobię”.

Wypiliśmy drinka. Pojechałam do domu. Koniec historii, tak myślałam. Następnego dnia zadzwonił. „Jeśli wrócisz w ten weekend” – powiedział – „dam ci karnet i ugotuję kolację”. Narciarza nie trzeba prosić dwa razy. W następny weekend jechaliśmy razem wyciągiem krzesełkowym, gdy Bernie zapytał o moje umiejętności narciarskie. Zbyłam go. „Będzie dobrze” – powiedziałam. Potem zapytał, czy chcę przejechać przez park terenowy. Powiedziałam mu, że nie skaczę na nartach. Kilka minut później on swobodnie wjechał do parku i zaczął robić triki. Pamiętam, jak się na niego gapiłam. Chwila. Jesteś aż tak dobry? To był moment, w którym zdałam sobie sprawę, że to nie jest jakiś narciarz na ładną pogodę, który unika kurtek. To był ktoś, kto należał do gór.

Niedługo potem Bernie wyjechał do Australii, gdzie spędzał północne lata, goniąc południowe zimy. Kiedy odwoziłam go na lotnisko, spojrzał na mnie i powiedział: „Nie znajdź innego górala”.

Pięć dni później zobaczyłam na Facebooku, że wydawał się mieć australijską dziewczynę. Pomyślałam, że to tyle. Przez następne kilka lat nasza relacja żyła w tle naszego życia. Wpadaliśmy na siebie. Moja kariera w modzie zabierała mnie po całym świecie. Bernie jeździł na nartach po całym świecie. Większość naszych rozmów nie dotyczyła romansu. Dotyczyły tego, gdzie byliśmy i dokąd zmierzamy dalej.

Potem, w 2014 roku, dostałam SMS-a. Bernie przyjeżdżał do Los Angeles na wesele. Ludzie z Mammoth często zatrzymywali się u mnie, gdy byli w mieście, więc natychmiast odpowiedziałam. „Możesz zostać u mnie”. W tamtym czasie nie byłam nawet pewna, czy przywozi dziewczynę. Po kilku rozmowach telefonicznych rozmawialiśmy godzinami. Kiedy powiedziałam mu, że w ten weekend wracam do Mammoth, zasugerował, żebyśmy się spotkali. Tym razem oboje byliśmy wolni.

Ponieważ byłam starsza od Berniego, byłam niezwykle bezpośrednia w kwestii tego, czego chcę. Niedługo po tym, jak się zeszliśmy, powiedziałam mu, że chcę mieć dziecko. Nie byłam zainteresowana byciem w związku tylko dla samego związku. Jeśli mieliśmy spędzać razem czas, chciałam, żebyśmy zmierzali w jakimś kierunku. Pamiętam, że mu to powiedziałam. Powiedziałam mu, że jeśli kiedykolwiek któreś z nas poczuje, że nie widzi wspólnej przyszłości, musi to powiedzieć. Żadne z nas nie wiedziało dokładnie, dokąd to zmierza, ale oboje wiedzieliśmy, że jesteśmy wobec siebie poważni. I ciągle podobało mi się to, co widziałam.

Skończyło się na tym, że spędziliśmy razem kolejne 11 lat. To nie był typowy związek. Bernie mieszkał w Mammoth. Ja mieszkałam w Los Angeles. Dla większości ludzi odległość pięciu godzin byłaby przeszkodą nie do pokonania. Dla nas po prostu działało. Nigdy nie usiedliśmy i nie zaplanowaliśmy jakiegoś niekonwencjonalnego układu. On miał karierę, społeczność i życie w Mammoth. Ja miałam karierę i życie w Los Angeles. Zamiast zmuszać jedno z nas do rezygnacji z tego, co kochaliśmy, znaleźliśmy sposób, by zachować obie rzeczy.

Jeden z momentów, w których wiedziałam, że go kocham, nastąpił po kłótni. Poszliśmy spać źli na siebie. Następnego ranka przeprosiłam. „Ja też” – powiedział. I to było wszystko. Kłótnia zniknęła tak całkowicie, że szczerze mówiąc, nie pamiętam, co ją zaczęło. Po prostu poszliśmy dalej.

Czasami jechałam w góry. Czasami on przyjeżdżał na plażę. Czasami podróżowaliśmy gdzieś zupełnie gdzie indziej. Najzabawniejsze jest to, że Bernie najwyraźniej zdecydował, że mieszkamy razem, zanim ja się o tym dowiedziałam. Pewnego dnia staliśmy w sklepie surfingowym w Venice, kiedy on swobodnie nazwał mnie swoją dziewczyną. Pamiętam, jak pomyślałam: Chwila. Twoją dziewczyną? Potem wspomniał, że mieszka ze swoją dziewczyną. Znowu: Chwila. Mieszkasz ze swoją dziewczyną? Spojrzał na mnie, jakbym to ja była szalona. Oczywiście, że mieszkaliśmy razem.

Do 2018 roku mieliśmy syna, Alexa.

Jeśli nasz związek wydawał się niekonwencjonalny, nasze rodzicielstwo prawdopodobnie wyglądało na jeszcze bardziej niekonwencjonalne. Alex mieszkał głównie ze mną w Los Angeles i chodził tam do szkoły. Ale Bernie nie był odległym ojcem. Nawet nie blisko. Nawet gdy byliśmy osobno, wciąż był częścią każdego dnia. Większość wieczorów kończyła się rozmową przez FaceTime. Dzwoniliśmy po szkole, po sporcie, z samochodu lub przed snem. Gdy Alex dorastał, zaczęli razem grać w Robloxa.

Ja zajmowałam się szkołą. Bernie zajmował się górami. Zapisywałam na koszykówkę, baseball, piłkę nożną, obozy, nauczycieli, konferencje i harmonogramy. Bernie uczył Alexa jeździć na nartach, na rowerze górskim i biwakować. Nasze poranki narciarskie odzwierciedlały nasze osobowości. Bernie wstawał wcześnie i przygotowywał wszystko. Ja zostawałam w łóżku i żartobliwie krzyczałam: „Czy kawa jest gotowa?” „Tak”. „Czy narty są w ciężarówce?” „Tak”. „Czy Alex jest gotowy?” „Tak”. Dopiero wtedy wstawałam. Stało się to jednym z naszych rodzinnych żartów. Bernie jeździł ogromną Tundrą załadowaną sprzętem. Były tam narty, rowery, skutery śnieżne, samochody zdalnie sterowane, sprzęt kempingowy. Zawsze był kolejny powód, by wyjść na zewnątrz. Był nieskończenie ciekawy. Czytał bez przerwy. Kochał filmy. Kochał pomysły. Czasami spierał się o przeciwną stronę jakiejś kwestii tylko dlatego, że lubił rozmowę.

24 kwietnia 2026 roku Bernie pojechał jeździć na nartach z przyjaciółmi. W poprzednim tygodniu mówił o wędrówce na Bloody Mountain, jedną ze swoich ulubionych tras backcountry. Bernie urodził się z rodzinną hipercholesterolemią, genetycznym schorzeniem powodującym niebezpiecznie wysoki poziom cholesterolu. Zarządzał tym starannie. Brał leki i dużo ćwiczył. Żył zdrowiej niż prawie każdy, kogo znałam. W noc przed wyjazdem na narty pomagał Alexowi w matematyce. Rozmawiali o następnym dniu. Wszystko wydawało się normalne.

Następnego popołudnia dostałam SMS-a od jednego z najbliższych przyjaciół Berniego. „Zadzwoń do mnie jak najszybciej”. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Kiedy jesteś z kimś, kto spędza życie na jeździe na nartach w górach i gonieniu za przygodą, uczysz się rozpoznawać pewne rodzaje telefonów. Zadzwoniłam. Pierwsze, o co zapytałam, to: „Czy on żyje?” Odpowiedź brzmiała: nie.

Bernie miał atak serca podczas wspinaczki na Bloody Mountain. Jeździł na nartach w Górach Skalistych. Jego przyjaciele wezwali pomoc. Zrobili wszystko, co mogli – przybyło poszukiwanie i ratownictwo, przybył helikopter. Ale nic nie zmieniło wyniku. W jednej chwili jeździł na nartach z przyjaciółmi. W następnej chwili go nie było. Miał 45 lat.

Najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam, było powiedzenie Alexowi. Odebrałam go ze szkoły. Przyniosłam jego dwa ulubione pluszaki. Zabralam go na cichy odcinek plaży, którego zwykle nie odwiedzaliśmy. Chciałam, żeby to miejsce należało do siebie – a nie zostało na zawsze związane z najgorszym momentem jego życia. Kiedy usiedliśmy, spojrzał na mnie i zapytał, czy ma kłopoty. Pamiętam, jak pomyślałam, jak bardzo bym chciała, żeby to był problem. Zamiast tego musiałam mu powiedzieć, że jego ojciec odszedł. Powiedziałam mu, że serce jego taty wysiadło, gdy robił coś, co kochał. Alex kopnął piasek.

Następne tygodnie wydawały się niemożliwe. A jednak jakoś ciągnęliśmy dalej. W końcu Alex i ja wróciliśmy do Mammoth. Bałam się – nie jazdy na nartach, ale wszystkiego, co jazda na nartach reprezentowała. Przez lata to Bernie zakładał buty, zapinał kaski, organizował sprzęt i prowadził. Bałam się, że góra będzie wydawać się pusta bez niego. Ale stało się coś nieoczekiwanego. Alex zapiął narty i ruszył. Spotkaliśmy się z kilkoma najbliższymi przyjaciółmi Berniego – ludźmi, którzy znali go od dziesięcioleci. Przy trzecim lub czwartym zjeździe Alex spojrzał na mnie, jakby chciał powiedzieć: Nic mi nie jest. Możesz już iść. I resztę dnia spędził na jeździe na nartach z przyjaciółmi swojego ojca. Patrzenie, jak znika na stoku, było druzgocące, ale było to także jeden z najdumniejszych momentów mojego życia.

Dla Berniego, mówi Amber, „zawsze był kolejny powód, by wyjść na zewnątrz. Był nieskończenie ciekawy. Czytał bez przerwy. Kochał filmy. Kochał pomysły. Czasami spierał się o przeciwną stronę jakiejś kwestii tylko dlatego, że lubił rozmowę.”

Zdjęcie: Christian Pondella

Kilka tygodni po śmierci Berniego usiadłam z Alexem i zapytałam go, co chciałby zrobić na Dzień Ojca – nasz pierwszy bez niego. Natychmiast zaczął robić listę. Chce pojechać do Hurricane Harbor. Chce zatrzymać się w Great Wolf Lodge. Chce pojechać do Disneylandu. Chce pojechać do Japonii. Lista wciąż rośnie. Każda pozycja na niej brzmi jak przygoda.

Bernie robił coś sto razy, aż stał się w tym dobry. Nazywaliśmy to „montażem”. Nazwa wzięła się ze starych filmów narciarskich, które kręcił ze swoimi współlokatorami narciarzami, i oczywiście filmów takich jak Rocky i Karate Kid, gdzie bohater próbuje czegoś w kółko, aż w końcu mu się udaje. Takie było podejście Berniego do prawie wszystkiego. W ciągu ostatnich kilku tygodni Alex zdecydował, że chce nauczyć się gwizdać. Przez kilka dni słyszałam dziwne dźwięki w domu. Na początku myślałam, że pochodzą z telewizora lub gry wideo. Potem zdałam sobie sprawę, że pochodzą od niego. Nie tylko próbował gwizdać. On ćwiczył. Dokładnie tak, jak zrobiłby to jego ojciec. Zaczęliśmy też łowić ryby. Żadne z nas tak naprawdę nie wie, co robi. Byliśmy tam przez cztery dni, nie łowiąc ani jednej ryby, ale Alex nie chciał rezygnować. Zamiast tego chciał wypróbować inną przynętę. Patrząc na niego, zaczęłam się śmiać. Bernie zrobiłby dokładnie to samo.

Amber Feld jest publicystką i konsultantką mody, której klienci to Nick Fouquet, SPRWMN, Alice + Olivia i Xirena.

Bernie i Alex razem na June Mountain w Kalifornii, 1 stycznia 2021 roku.
Zdjęcie: Christian Pondella



Często zadawane pytania
Oto lista często zadawanych pytań dotyczących koncepcji „Nie szukaj innego górala”, która zazwyczaj odnosi się do sposobu myślenia polegającego na unikaniu poszukiwania idealnego, surowego lub wyidealizowanego partnera i zamiast tego skupieniu się na samowystarczalności lub akceptacji rzeczywistości.







Pytania dla początkujących



1 Co oznacza „Nie szukaj innego górala”?

To fraza, która ostrzega przed gonieniem za fantazyjnym partnerem – jak archetyp surowego, samowystarczalnego górala. Zamiast tego zachęca do zaprzestania szukania kogoś, kto cię uratuje lub dopełni, i skupienia się na budowaniu własnej siły i niezależności.



2 Czy to chodzi o prawdziwe góry lub biwakowanie?

Nie, to metafora. Góral reprezentuje wyidealizowaną, twardą i samodzielną osobę. Fraza dotyczy związków i rozwoju osobistego, a nie przetrwania na łonie natury.



3 Kto mógłby skorzystać z tej rady?

Każdy, kto czuje się uwięziony w cyklu szukania idealnego partnera, który rozwiąże jego problemy – zwłaszcza osoby randkujące, osoby po rozstaniu lub osoby, które czują, że potrzebują kogoś innego, by czuć się spełnionymi.



4 Jaka jest główna korzyść z zastosowania się do tej rady?

Przestajesz marnować energię na nieosiągalny ideał. Stajesz się bardziej samowystarczalny, pewny siebie i realistyczny w kwestii związków, co często prowadzi do zdrowszych relacji, gdy już się pojawią.



5 Czy to oznacza, że powinienem zrezygnować ze szukania miłości?

Nie. Oznacza, że powinieneś przestać szukać wybawiciela lub idealnego archetypu. Nadal możesz chcieć miłości, ale podchodzisz do niej z pozycji siły, a nie desperacji lub fantazji.







Pytania zaawansowane



6 Czym to się różni od zwykłego zadowolenia się byle czym lub poddania się?

To przeciwieństwo zadowalania się byle czym. Zadowalanie się byle czym oznacza akceptowanie mniej, niż zasługujesz, ze strachu. Ten sposób myślenia polega na odpuszczeniu fantazji, która nie istnieje, abyś mógł jasno widzieć prawdziwych ludzi – i wybrać kogoś, kto jest rzeczywiście kompatybilny, a nie tylko stereotypem.



7 Co jeśli już znalazłem partnera, który pasuje do ideału górala?

Wtedy ta rada nie dotyczy ciebie. Fraza jest skierowana konkretnie do osób, które szukają fantazji. Jeśli masz zdrowy, prawdziwy związek, nie musisz już szukać.