Kto miał lepszą wiosnę niż Aryna Sabalenka? Zdobyła Sunshine Double, wygrywając prestiżowe turnieje w Indian Wells i Miami, siedziała w pierwszym rzędzie na pokazie Gucci w Mediolanie (została ambasadorką marki w styczniu), zaręczyła się, a nawet dostała wymarzonego szczeniaka.
Mieliśmy ostatnio rzadką okazję porozmawiać z liderką światowego rankingu o jej stylu, słynnej intensywności, ciężko wywalczonym szczęściu i o tym, jak jej zdaniem tenis powinien ewoluować. Rozmawialiśmy też o jej nowej, niezbyt tajnej broni: głośno komentowanej rakiecie Wilson Blade v10, która debiutuje dziś. (Dla tych, którzy nie wiedzą: seria Wilson Blade powstała dwie dekady temu i jest najczęściej używaną rakietą w profesjonalnym tourze).
**Vogue:** Czy ostatni pokaz Gucci w Mediolanie był twoim pierwszym pokazem mody?
**Aryna Sabalenka:** Nie, byłam na kilku, ale nie jako ambasadorka. Ten był wyjątkowy – wyglądało na to, że to ważna chwila dla Gucci.
**Vogue:** Czy współpracujecie już w szerszym zakresie?
**Sabalenka:** Mamy już za sobą kilka sesji, ale reszta jest jeszcze w toku. Zdecydowanie planujemy kilka fajnych rzeczy – dzieliłam się z nimi moimi pomysłami i wydają się bardzo otwarci. Chodzi teraz o to, by to wszystko zebrać i ustalić terminy.
**Vogue:** Wygląda też na to, że ostatnio bardziej bawisz się stylem – nie tylko w tych wczesnych zapowiedziach dla Gucci, które widzieliśmy, ale też w codziennych stylizacjach. Czy to zamierzona zmiana?
**Sabalenka:** Pracuję ze stylistką Karlą Welch i ona naprawdę zmieniła moją perspektywę. Kocham modę i lubię się stroić, ale myślę, że mój styl to raczej klasyczne elementy z zabawnym detalem – to równowaga, jak wiele rzeczy w moim życiu. Wierzę, że siła tkwi w prostocie. Taki jest mój styl.
**Vogue:** Jak wygląda twoja współpraca z Karlą?
**Sabalenka:** Ona wie o mnie wszystko i dużo rozmawiamy. Czasem piszę do niej: „Karla, czas na nowe rzeczy”, a ona przysyła całą walizkę. Robimy też przymiarki, zwłaszcza na duże wydarzenia, jak ceremonie wręczenia pucharów.
[W tym momencie dołącza do nas najnowszy członek podróżującej ekipy Aryny – Ash, cavalier king charles spaniel – który wskakuje jej w ramiona na przytulenie, a ona się uśmiecha].
**Vogue:** Jak skończyło się na tym cudownym szczeniaku?
**Sabalenka:** Zawsze chciałam psa, ale trudno podróżować z nim na tourze. Zawarłam więc układ z moim trenerem, Antonem Dubrovem, podczas zeszłorocznego US Open – ponieważ potrzebowałabym pomocy mojej ekipy – że jeśli wygram US Open, mogę dostać psa. Wygrałam, a potem pomyślałam: „Powinniśmy nadać mu imię związane z Nowym Jorkiem”. Wygrałam na stadionie im. Arthura Ashe'a, więc zdecydowałam się nazwać go Ash.
**Vogue:** Jest bardzo słodki.
**Sabalenka:** Zdecydowanie!
**Vogue:** Może mi się wydaje, ale wydaje się, że ostatnio w twojej grze jest więcej zabawy i radości, a mniej niepokoju – czy to tylko twoje Instagramy?
**Sabalenka:** Bardzo się męczyłam, ale w pewnym momencie zrozumiałam, jak ważne jest robienie rzeczy, które sprawiają ci przyjemność, i otaczanie się fajnymi, wyluzowanymi ludźmi, którzy są przy tobie bez względu na wszystko. Z odpowiednimi ludźmi czujesz się chroniona i bardziej zrelaksowana – przy nich nie da się być smutną. Mój Instagram pokazuje prawdziwą mnie – niczego nie udaję. Chcę pokazać, że nawet pod presją można się dobrze bawić. To ważne, by przekazać dzieciom, że można się bawić, będąc zdyscyplinowanym i ciężko pracując. Kluczowa jest równowaga. Ale to wszystko jest prawdziwe. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi. [Śmieje się.] Mówię o nich tyle miłych rzeczy – pewnie za dużo! Nasze żarty są pełne sarkazmu.
**Vogue:** Czasem mówisz do nich niemiłe rzeczy na podium!
**Sabalenka:** Tak, ja mówię do nich niemiłe rzeczy, oni mówią niemiłe rzeczy do mnie – to działa w obie strony. W naszej ekipie nie ma niczego sztucznego. Jesteśmy bardzo bezpośredni.
**Vogue:** Czy możemy... Więc, chcesz porozmawiać o moim talencie do niszczenia rakiet? Zdecydowanie nie jestem jedyna i pewnie nawet nie jestem najgorsza. Ale żeby było jasne, żaden tenisista nie niszczy rakiety, bo jest zły **na rakietę**, prawda?
Oczywiście, że nie. To coś w tobie. To nie tylko ja i nie tylko tenis. Są takie specjalne pokoje do tego – smash roomy, rage roomy, jak je tam nazywają. To tak jakby... jesteś zdenerwowana, sfrustrowana, a to pierwsza rzecz, którą masz w ręce.
Jestem właściwie zafascynowana tym, na ile różnych sposobów ludzie niszczą swoje rakiety. Jest ich tak wiele! [Śmieje się.] Mój znak rozpoznawczy w zły dzień to po prostu rzucenie nią na boki w kierunku tylnego ogrodzenia. Mamy jednak sędziów i piłkarzy, więc trzeba być ostrożnym.
Ach, tak, nie można tego robić.
Kiedy ostatnio złamałam rakietę? Właściwie nie pamiętam. Największa akcja była na US Open 2023, kiedy zeszłam z kortu i roztrzaskałam cały ich rząd. Ale jestem „trzeźwa” od roztrzaskiwania rakiet od około roku.
Czy pamiętam moją pierwszą rakietę? To był Wilson. Próbowałam kilku innych, ale to była totalna katastrofa, więc wróciłam do Wilsona.
Jaki model? To było tak dawno temu – nawet już jej nie mam, bo ją roztrzaskałam. Zaczęłam grać w wieku sześciu lat, więc pewnie zniknęła, gdy miałam siedem.
Używam Blade'a od 15. czy 16. roku życia, a ostatnio mojej własnej sygnowanej wersji o nazwie Fighter. O mój Boże, to było najlepsze. Ale teraz z niej rezygnuję – po prostu czas na coś nowego. [Łapie pobliskiego Fightera i podaje go]. Ale ta rakieta była niesamowita.
Zagrałam z nią w dwóch finałach wielkoszlemowych – jeden wygrałam, jeden przegrałam. Wygrałam US Open tą rakietą, a potem przegrałam w finale WTA Finals ze zwykłym Bladem. Pomyślałam: „Okej, to nie jest dobry znak”. Więc złapałam znowu Fightera w Australii w tym styczniu i powiedziałam: „Jeśli wygram Australian Open, będziemy wiedzieć, że ta rakieta przynosi szczęście”. Ale potem to zepsułam [śmiech], więc musieliśmy wymyślić nową rakietę. Teraz będę wygrywać.
Czym nowy Blade się różni? Wiele rakiet ma moc, ale brakuje im kontroli, albo kontrolę, ale brakuje mocy. Blade wydaje się dla mnie idealną równowagą. Za każdym razem, gdy Wilson go aktualizuje, zyskuje więcej mocy i lepszą kontrolę, i uwielbiam to. Jestem ciekawa, jak tenis będzie wyglądał za 10 lat. Chodzi o przesuwanie granic i sprawdzanie, jak daleko możemy się posunąć.
Wiem, że wielu zawodników i fanów mówi, że sport staje się zbyt szybki, ale co mogą zrobić, jeśli stanie się zbyt szalony – zmienić piłkę? Próbują spowalniać korty. Piłki stają się cięższe, ale to nie działa dobrze, bo rakiety też stają się szybsze – po prostu to kompensujemy.
Są też inne kwestie, o których ostatnio mówią zawodnicy. Wydaje się, że sam sport przechodzi wielką zmianę. Przeładowany kalendarz to jedna rzecz – zawodnicy uważają, że jest za dużo turniejów i system punktowy wymaga przepracowania. Inni mówią, że piłki na każdym turnieju wydają się inne, i to nie w dobry sposób.
To poważna sprawa. Kalendarz jest szalony – myślę, że dlatego tak wielu zawodników odnosi kontuzje. I tak, piłki stają się za ciężkie, co bardzo obciąża organizm. Jeśli grasz... Jeśli nie jesteś odpowiednio przygotowana przed turniejem, jeśli nie ma wystarczająco czasu między meczami, albo jeśli twój sprzęt nie jest odpowiedni, stres się kumuluje i ostatecznie prowadzi do kontuzji. Ale zawodnicy czują presję, by brać udział w obowiązkowych imprezach dla punktów rankingowych. Rozumiem, że celem jest promocja sportu, ale zmuszanie zawodników do udziału w każdym turnieju – zwłaszcza tych słabo promowanych – nie jest sposobem na rozwój tenisa. Cztery Wielkie Szlemy przyciągają najwięcej uwagi, bo są wyjątkowe, a organizatorzy wkładają pracę, by były to wielkie wydarzenia – ekscytujące dla publiczności, zawodników, dla wszystkich. W ten sposób naprawdę promuje się tenis. Uważam, że powinniśmy mieć mniej turniejów, ale każdy powinien być gruntownie przygotowany i dobrze zorganizowany. Kilka rzeczy naprawdę musi się zmienić.
To zaskakujące słyszeć, jak zawodniczka taka jak ty wzywa do zmian – byłaś na takiej legendarnej serii, siłą samą w sobie w kobiecym tenisie. Nie wyobrażam sobie...
Czy ja?
Cóż… tak! Z mojej perspektywy to nie podlega dyskusji. Byłaś numerem jeden świata przez ponad 80 tygodni, wygrałaś cztery szlemy i wydaje się, że z każdym turniejem tylko się poprawiasz.
Nie widzę tego w ten sposób. Po prostu skupiam się na sobie, staram się być najlepsza, jak mogę, w każdym aspekcie i cieszyć się życiem. Stoi przed nami dużo presji, więc dobra zabawa jest naprawdę ważna. Nie patrzę na siebie z zewnątrz – po prostu idę do przodu.
Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań o to, jak Aryna Sabalenka odzyskała zwycięską formę, zaprojektowana tak, by brzmiała jak pytania od prawdziwych fanów i odpowiadana prostym, bezpośrednim językiem
Początkujący Pytania ogólne
P: Pamiętam, że Sabalenka miała kiedyś dużo podwójnych błędów serwisowych. Jaki był jej największy problem?
O: Jej największym problemem technicznym był serwis. Miała poważny przypadek „service yips”, czyli nagłej utraty kontroli z powodu nerwów. Doprowadziło to do ogromnej liczby podwójnych błędów, które niszczyły jej pewność siebie i sprawiały, że wątpiła w całą swoją grę.
P: Więc jak właściwie naprawiła swój serwis?
O: Odbudowała go od podstaw ze swoim trenerem biomechaniki. Uprościli jej ruch, skupili się na płynniejszym rytmie i ćwiczyli bez wytchnienia. Kluczem było przestanie nadmiernego myślenia i zaufanie nowej, bardziej niezawodnej technice pod presją.
P: Czy zmieniła trenerów, by wrócić na właściwe tory?
O: Nie, zrobiła odwrotnie. Pozostała niezwykle lojalna wobec swojego podstawowego zespołu, w tym trenera Antona Dubrova i trenera fitness Jasona Stacy'ego. Uważa tę stabilność i ich wiarę w nią w trudnych czasach za ogromny czynnik jej powrotu.
P: Jaka jest główna różnica w jej grze mentalnej teraz?
O: Nauczyła się kontrolować swoje emocje zamiast pozwalać, by one ją kontrolowały. Wcześniej nieudany mógł prowadzić do załamania w całym secie. Teraz pozostaje spokojniejsza, akceptuje błędy jako część gry i skupia się punkt po punkcie. Nazywa to byciem robotem na korcie, kiedy trzeba.
Zaawansowani Szczegółowe pytania
P: Poza serwisem, jakich technicznych korekt dokonała w swojej ogólnej grze?
O: Dramatycznie poprawiła swój ruch i kondycję, by stać się bardziej kompletną zawodniczką. Dodała też więcej wariacji, używając slajdów bekhendów i lepszych drop shotów, by zakłócić rytm przeciwników, zamiast polegać tylko na czystej sile z linii końcowej.
P: Czy był konkretny moment lub turniej, który oznaczał jej prawdziwy zwrot?
O: Finały WTA 2022 były kluczowym punktem zwrotnym. Nawet jeśli nie wygrała, dotarła do finału, grając z nowym, niezawodnym serwisem i odnowioną pewnością siebie. Udowodniła sobie w ten sposób, że znów może konkurować na najwyższym poziomie, co potwierdziła, wygrywając Australian Open 2023.
