Deszcz jest nieprzyjemny, ale wydaje się stosowne, że niebo otworzyło się właśnie w chwili, gdy samochód Gustavo Dudamela podjeżdża pod zabytkowy teatr United Palace w Nowym Jorku. Słońce jest słodkie i ciche. Burze potrafią utrzymać rytm.
Jest wiosna, a były cudowne dziecko dyrygentury—obecnie szanowany 45-latek—dzieli jeszcze kilka miesięcy od objęcia stanowiska dyrektora muzycznego i artystycznego Nowojorskiej Filharmonii. Odkąd ogłoszono jego nominację w 2023 roku, robi długie i radosne pierwsze wrażenie na swoim nowym mieście. W kwietniu, podczas corocznej gali charytatywnej, filantropka Barbara Tober nazwała Dudamela „naszym darem od Boga”. Kilka tygodni później znajoma, której gust muzyczny skłania się bardziej ku Shaboozey niż Schubertowi, opublikowała selfie z Lincoln Center for the Performing Arts, z charakterystycznymi lokami Dudamela podskakującymi w tle. Pod koniec koncertu, na którym byłam tej wiosny, kobiety z aparatami słuchowymi wiwatowały i krzyczały. Mężczyzna we fraku tupał nogami. Po obowiązkowym bisie tłumy wylały się na plac przy Lincoln Center, rozbrzmiewając rozmowami o eterycznych aranżacjach Igora Strawińskiego.
Dziś, w teatrze United Palace w Washington Heights, Dudamel wita się z bardziej opanowaną publicznością pracowników. „Hola, maestro”, mówi portier, gdy Dudamel przemierza hol. Urodzony w Wenezueli dyrygent odpowiada mu pozdrowieniem. Przyjechał, aby poprowadzić próbę pierwszego w historii wspólnego występu 184-letniej Nowojorskiej Filharmonii i 25-letniej orkiestry Spanish Harlem Orchestra. Dudamel będzie trzymał batutę, łącząc muzykę klasyczną i salsę z kochającą wprawą muzyka wychowanego na obu. Dyrygent od dawna cieszy się z łączenia gatunków, które w innym przypadku mogłyby brzmieć jak podpowiedzi dla sztucznej inteligencji. Jak brzmiałaby kolaboracja Foo Fighters i Beethovena? Jego repertuar w Filharmonii w Los Angeles, gdzie spędził ostatnie 17 lat, obejmował poruszające wykonania Mahlera i Philipa Glassa, a także ścieżkę dźwiękową do Gwiezdnych wojen. Dyrygował na Coachelli, użyczył głosu postaci o imieniu Trollzart do filmu Trolls World Tour i podobno zainspirował książkę oraz serial Mozart in the Jungle. Tego lata dyrygował Muppetami w wersji „Seven Nation Army” podczas występu w przerwie Mistrzostw Świata.
Późnym wieczorem obie orkiestry wykonają Times Square: 1944 Leonarda Bernsteina („New York, New York! / It’s a helluva town!”) oraz żywą Toccatę brazylijskiego kompozytora Heitora Villa-Lobosa. Dudamel i ja spotykamy się przed próbą w jego garderobie—zaopatrzonej w orzechy brazylijskie i popcorn—gdzie grupa asystentów i pracowników ds. public relations czeka na jego instrukcje. Mimo to bagatelizuje doniesienia o „Dudamanii”. „To nie tylko to, że pięknie poruszam rękami przed orkiestrą”, mówi, używając melodyjnej frazacji kogoś, kto wciąż tłumaczy z hiszpańskiego na angielski. „Chodzi o to, że musimy iść w głąb, a oni muszą czuć, że to jest szczere”.
Dudamel urodził się w Barquisimeto, jednym z większych miast Wenezueli. Jego ojciec, Oscar, jest klasycznie wykształconym puzonistą i czasami występuje z nim. (Będzie wśród muzyków w United Palace). Jego matka, Solange, śpiewała. Jako przedszkolak sięgnął po swój pierwszy instrument, wybijając rytm na güirze, instrumencie perkusyjnym, podczas gdy jego ojciec grał. „Kto to?”—zapytał ojciec, słysząc rytm.
Nalega, że nie wykazywał wtedy żadnego nadzwyczajnego talentu, ale jego zainteresowanie było jasne, i Oscar postanowił zapisać syna—teraz ze skrzypcami—do El Sistema, ukochanego i słynnego wenezuelskiego ogólnokrajowego programu muzycznego dla dzieci. Jego dziadkowie uwielbiali Gustavo, ale martwili się o jego przyszłość. „Kto wytrzyma cały ten hałas w domu?”—zapytał kiedyś jego dziadek. Wujek, zawodowy muzyk, był bardziej zachęcający, wprowadzając go w świat organów i cuatro, latynoskiego instrumentu strunowego. „Powiedział: ‚Słuchaj, synu, zagrasz całą tę muzykę na całym świecie’”, wspomina Dudamel.
W El Sistema intensywne próby odbywały się w weekendy, a Dudamel zawarł tam najbliższe przyjaźnie. Pewnego ranka, gdy ich dyrygent się spóźniał, Dudamel stanął przed grupą i naśladował jego ruchy. Jego rówieśnicy zareagowali na niego—miał naturalną zdolność panowania nad salą. José Antonio Abreu, założyciel El Sistema, wziął Dudamela pod swoje skrzydła, przesuwając go na pierwsze miejsce w sekcji skrzypiec, a następnie zachęcając do dyrygowania. Abreu powiedział swojemu uczniowi, że ma duende, hiszpańskie słowo, które dosłownie oznacza „goblin”, ale bardziej poetycko opisuje siłę napędzającą wielkich artystów. „To taki instynkt”, wspomina Dudamel słowa Abreu. „To jest duende”.
Dudamel miał zaledwie 23 lata, gdy wybuchł na arenie międzynarodowej, wygrywając prestiżowy konkurs dyrygencki w Niemczech i natychmiast promieniując rodzajem gwiazdorskiej charyzmy zwykle kojarzonej z gwiazdami popu i sportowcami, a nie muzykami klasycznymi. Orkiestry na całym świecie zaczęły zapraszać go do występów, a jego pojawienia się przyciągały zarówno uwagę mediów, jak i spekulacje na temat jego przyszłości.
Pochwały były tak entuzjastyczne, że Matías Tarnopolsky, obecny prezes i dyrektor generalny Nowojorskiej Filharmonii, ale wtedy jej nowo mianowany administrator artystyczny, zapytał Dudamela, czy może go odwiedzić w Caracas. „Wsiadłem w samolot w 2006 roku, w ciągu kilku tygodni od rozpoczęcia pracy”, wspomina Tarnopolsky. Dudamel woził go Mustangiem i obaj szybko się zaprzyjaźnili—Dudamel grał Tarnopolskiemu, urodzonemu w Buenos Aires, muzykę ludową, melodie, których ten nie słyszał od dzieciństwa, podczas gdy jego pasażer ściskał deskę rozdzielczą. („Pomyślałem: O Boże, umrę tutaj”, pamięta Tarnopolsky). Dudamel zadebiutował w Nowym Jorku w 2007 roku.
Występował w Chicago mniej więcej w tym samym czasie i podczas procesu przesłuchań został zabrany po pierwszej próbie prywatnym samolotem Deborah Borda, ówczesnej prezes Filharmonii w Los Angeles, która pragnęła go pozyskać. Następnego ranka odleciała z nim z powrotem do Chicago, a niczego niepodejrzewająca orkiestra nie miała pojęcia, że został jej wykradziony. Dudamel oficjalnie dołączył do LA Phil w wieku 28 lat i w trakcie swojej kadencji zatrudnił prawie połowę obecnych muzyków orkiestry. Charakter orkiestry szybko się zmienił. Był kochany „od pierwszego dnia”, mówi Julie Andrews, która zasiada w radzie. „Ruszali się i kołysali, czego nigdy wcześniej nie robili. Wyzwolił ich”.
Jednym z osiągnięć, które szczególnie cieszą Dudamela, jest jego rola w stworzeniu Młodzieżowej Orkiestry Los Angeles (YOLA), którą wzorował na El Sistema. Grupa zapewnia instrumenty i edukację muzyczną dzieciom z całego Los Angeles, w tym z biedniejszych dzielnic. Niedługo po jej powstaniu Jamie Bernstein, córka legendarnego kompozytora i dyrygenta Leonarda Bernsteina, natknęła się na klip z Dudamelem dyrygującym wykonaniem YOLA mambo z West Side Story. „Niektórzy z nich wyglądali, jakby mieli nie więcej niż 14 lat”, wspomina muzyków, „a oni po prostu grali z całych sił. Pomyślałam: Wow, nigdy czegoś takiego nie widziałam. A potem pomyślałam: Och, to ta sama energia co u mojego taty”. Pojechała do Wenezueli, aby spotkać Dudamela, i od tamtej pory są przyjaciółmi. Lata temu zaskoczyła go jedną z kamizelek swojego ojca. „Po prostu ją założył”, pamięta.
Jamie nie jest pierwszą osobą, która porównuje Dudamela do Bernsteina, potężnego poprzednika i jedynego innego dyrygenta, którego nazwisko mogłoby się rozsądnie pojawić jako wskazówka w Jeopardy! Bernstein rozumiał, że muzyka klasyczna potrzebuje ewangelisty i twarzy; to charyzma Dudamela—nie jego umiejętność interpretacji Chopina—sprawia, że uczniowie szkoły średniej przy stole lunchowym podnoszą wzrok znad kanapek, gdy przechodzi obok nich w Lincoln Center podczas sesji zdjęciowej do tego profilu i piszczą. Jego charakterystyczne włosy też pomagają. (Potwierdza, że nigdy nie używał żelu ani pianki, ale stara się odwiedzać salony, które znają ich strukturę. Kiedyś w Szwecji—kraju wysokich i blondynów—fryzjer odmówił dotknięcia ani jednego kosmyka. „Myślę, że zobaczył kosmitę”, mówi Dudamel).
Dudamel jest skromny, ale nie jest ślepy. „Artyści mają ego i to jest naturalne”, mówi kilka dni później. Rozmawiamy o wzlotach i upadkach Los Angeles, gdzie gwiazdy i ich poczucie własnej ważności mogą łatwo wymknąć się spod kontroli. Dudamel odziedziczył po swoim mentorze Abreu przekonanie, że muzyka może budować mosty i wskazywać drogę do lepszego świata. „To, co dzieje się w orkiestrze, jest fascynujące”, mówi. „Różne instrumenty, różne kultury, różne wizje. Różni ludzie o różnych poglądach politycznych. Tego potrzebujemy na świecie”.
Czasami stały optymizm Dudamela wyglądał dla jego krytyków jak celowa ignorancja. W minionych latach spotykał się z ostrą krytyką za kontynuowanie pracy w Wenezueli, podczas gdy ówczesny prezydent Nicolás Maduro tłumił sprzeciw i pogrążał kraj w serii kryzysów humanitarnych. Mimo że był jednym z jej najbardziej widocznych, choć nieoficjalnych, ambasadorów kultury, Dudamel milczał, gdy Wenezuela się rozpadała. Opierał się presji aż do 2017 roku, kiedy w końcu zerwał z reżimem w artykule potępiającym jego antydemokratyczne represje. Rząd dał wtedy jasno do zrozumienia, że nie powinien wracać. Gdy Abreu zmarł w 2018 roku, Dudamel nie był na pogrzebie. Nawet teraz unika komentowania sytuacji politycznej Wenezueli, mówiąc zamiast tego, że jego skupienie jest na El Sistema—który zależy od rządowego finansowania—oraz na pomocy humanitarnej. W sierpniu jego ostatni występ z Filharmonią w Los Angeles będzie koncertem charytatywnym na rzecz pomocy po trzęsieniu ziemi. „Wciąż jest tam dużo nadziei”, mówi.
Nie jest naiwny, tylko zdyscyplinowany i o dekady starszy niż wtedy, gdy muzyka klasyczna po raz pierwszy okrzyknęła go zbawcą. Jego dzikie loki zaczęły siwieć. Czasami to jego nastoletni syn, Martín, wprowadza go w nową muzykę. (Matką Martína jest była żona Dudamela, Eloísa Maturén; w 2017 roku ożenił się z hiszpańską aktorką i reżyserką Maríą Valverde). W trakcie naszej rozmowy w United Palace Dudamel uświadamia sobie, że powinien więcej ćwiczyć, aby nadążyć za swoim szalonym harmonogramem. Niejednokrotnie jego energiczne gesty spowodowały łokieć tenisisty.
Mając teraz więcej perspektywy, dużo myśli o tym, dokąd zmierza muzyka orkiestrowa. „Musimy przełamać przekonanie, że muzyka klasyczna nie jest związana z teraźniejszością”, mówi. Nie może się powstrzymać od zauważenia, że Timothée Chalamet—który w zeszłym roku przyćmił własną kampanię oscarową, mówiąc, że nie chce, aby przemysł filmowy stał się czymś, „o co nikt już nie dba”—był na widowni, gdy Dudamel przywiózł LA Phil na Coachellę. „Ważne jest, aby pokazać, że muzyka klasyczna, balet, wszystkie te formy sztuki są żywe”, mówi z uśmiechem. „To nasza odpowiedzialność jako nowego pokolenia artystów, aby zrozumieć, że nie możemy być leniwi”.
Zmiana jest nieunikniona, nawet gdy jest trudna. Czuje to, przygotowując się do zakończenia długiego pożegnania z Los Angeles, gdzie zdobył niesamowitą liczbę przyjaciół i pracował z kilkoma z nich, w tym z Natalie Portman, reżyserem Alejandro Gonzálezem Iñárritu, szefem kuchni i filantropem José Andrésem oraz Bradleyem Cooperem i Cate Blanchett—każde z nich grało dyrygentów w Maestro i Tár. Blanchett mówi mi, że „nigdy nie była w obecności artysty, który prowadzi z taką radością, taką miłością”. Będzie tęsknił za LA, chociaż jego fragmenty—i ludzie z niego—jadą z nim. On i jego żona wynajmują mieszkanie na Upper West Side i planują zostać w pobliżu Lincoln Center. Julie Andrews śmieje się, gdy mówi mi, że właśnie przeprowadziła się z Los Angeles do Sag Harbor w Nowym Jorku. Nie dla Dudamela, zapewnia mnie, ale to oznacza, że nadal będzie mogła go widywać na koncertach.
Kiedy pytam, czy trudno jest przyzwyczaić się do nieprzewidywalnej pogody w Nowym Jorku po dekadach w łagodnym LA i tropikalnym Caracas, myśli przez chwilę, a potem się uśmiecha. Dudamel jest dostrojony do innego rodzaju atmosfery. Podczas jednej z zeszłorocznych zimowych zamieci schronił się u Tarnopolskiego. Prezes i dyrektor generalny stał przy kuchence i gotował. „Tak, padał śnieg, ale w środku było tak ciepło”. W tej historii: stylizacja Levi Monarch; krawiectwo Tae Yoshida dla Carol Ai Studio Tailors. Produkcja Boom Productions Inc.
Często zadawane pytania
Oto lista często zadawanych pytań na temat występów Gustavo Dudamela z Nowojorską Filharmonią napisana w naturalnym, pomocnym tonie
Pytania ogólne
P Kim jest Gustavo Dudamel
O To światowej sławy dyrygent z Wenezueli znany z niesamowicie energicznego i pełnego pasji stylu na podium Był dyrektorem muzycznym Filharmonii w Los Angeles i wkrótce obejmie tę samą rolę w Nowojorskiej Filharmonii
P Co oznacza określenie wolny duch i swobodny w tym kontekście
O Opisuje styl dyrygowania Dudamela Nie stoi sztywno i nie wybija taktu, ale porusza się płynnie, tańczy i używa całego ciała, aby wydobyć z orkiestry intensywne emocje i dźwięk To bardzo ekscytujący i nieprzewidywalny sposób obserwowania tworzenia muzyki
P Czy to jego pierwszy raz dyrygowania Nowojorską Filharmonią
O Nie dyrygował nimi wiele razy wcześniej Jednak ten konkretny cykl koncertów jest wyjątkowy, ponieważ jest częścią jego ostatnich występów, zanim oficjalnie zostanie ich kolejnym dyrektorem muzycznym
P Kiedy oficjalnie zostanie dyrektorem muzycznym
O Rozpocznie swoją kadencję jako dyrektor muzyczny w sezonie 2026/27
P Jaką muzykę zwykle dyryguje
O Trochę wszystkiego Jest słynny z interpretacji wielkich symfonii romantycznych, ale jest też ogromnym orędownikiem nowej muzyki i uwielbia programować utwory kompozytorów latynoamerykańskich
O programie koncertu
P Jakie utwory zostaną wykonane na tym konkretnym koncercie
O Programy się zmieniają, ale w tym konkretnym cyklu poprowadzi orkiestrę w wykonaniu I Symfonii Gustava Mahlera, często nazywanej Tytanem To ogromne, emocjonalne dzieło, które doskonale ukazuje jego dramatyczny styl
P Czy to dobry koncert dla kogoś, kto nigdy nie był w filharmonii
O Tak absolutnie Pierwsza Symfonia Mahlera jest niezwykle przystępna Ma słynne, wznoszące się melodie, bardzo dramatyczną środkową część i ogromny, triumfalny finał Do tego zobaczenie energii Dudamela na żywo to samo w sobie widowisko
P Jak długi jest koncert
