Mieszkaliśmy w Northampton w stanie Massachusetts. Właśnie rozpocząłem drugi rok jako pisarz wizytujący w Amherst College, a nasze pierwsze dziecko, nasza córka Livia, miała zaledwie siedem tygodni. 11 września był wtorkiem. Tego dnia nie miałem zajęć, a nasza pierwsza opiekunka do dziecka miała przyjść późnym rankiem, aby spędzić dzień i nas poznać. Obudziłem się przed moim mężem Jamesem i przed dzieckiem – nie wcześnie, ponieważ wstawaliśmy w nocy – i poszedłem do kuchni zrobić kawę. Włączyłem radio, NPR. Lokalna stacja często puszczała muzykę, bo było to tańsze niż emitowanie programów ogólnokrajowych, ale o 9 rano nadawali pięciominutowe wiadomości krajowe. W reportażu powiedziano, że „lekki samolot" uderzył w North Tower, co było nieoczekiwane, ponieważ widoczność była tak dobra. Nie wiedzieli więcej. Ale potem drugi samolot uderzył, gdy wiadomości były jeszcze na antenie, a pięciominutowy serwis informacyjny stawał się coraz dłuższy. „Obudź się, obudź się" – zawołałem do męża, biegnąc z powrotem korytarzem do naszej sypialni. „Stało się coś strasznego". Chociaż nie wiedzieliśmy jeszcze dokładnie, co się stało, od razu wiedzieliśmy, że to coś monumentalnego. Zanim Argelia, nasza nowa opiekunka, przybyła, Livia była umyta, ubrana i nakarmiona. W tylnej części naszego mieszkania radio grzmiało; z przodu, w salonie, CNN puszczało ten sam materiał w kółko. Argelia siedziała przed telewizorem i płakała. Jej ojciec zginął w trzęsieniu ziemi w Mexico City w 1985 roku, gdy była dzieckiem, a oglądając ten materiał, przeżywała to doświadczenie na nowo. James i ja też płakaliśmy, nie rozumiejąc – płomienie, dym, przede wszystkim ludzie skaczący. Te obrazy pozostają wypalone w mojej pamięci: stojąc przed wyborem między płonącym budynkiem a rzuceniem się w pewną śmierć, wybrali skok. Wybór pyrrusowy, ale wybór. Wróciliśmy właśnie z Nowego Jorku poprzedniego dnia. Byliśmy tam na niedzielnym ślubie naszych przyjaciół, z przyjęciem w eleganckim klubie w Midtown. Livia miała na sobie białą sukienkę z niebieskimi wstążkami, które moja matka zachowała z mojego niemowlęctwa. Była bardzo popularna wśród aspirujących babć, które wszystkie chciały ją potrzymać. Aktor Sam Waterston, również gość, życzliwie pogłaskał ją po głowie. W pewnym momencie James pośpiesznie zmienił jej pieluchę na stole we wnęce w bibliotece, co było przewinieniem, z którego później się śmialiśmy. Po kolacji tańczyliśmy z Livią w ramionach. Panna młoda i pan młody promienieli przez cały czas, tacy szczęśliwi. Wszyscy byliśmy młodzi i pełni nadziei. Wróciliśmy do domu rankiem w poniedziałek, 10 września. Po wstrząsających godzinach przed telewizorem – trzecia katastrofa samolotu, w Pensylwanii; wieże upadające jedna po drugiej; ciągłe powtórki tego samego przerażającego materiału; wszechobecny chaos – wyłączyliśmy go i poszliśmy na spacer. Nieświadoma globalnych wydarzeń Livia stała się niespokojna, podobnie jak nasz jamnik. Argelia tymczasem chciała poznać rutynę Livii; wkrótce miały być same. Wędrowanie ulicami Northampton wydawało się surrealistyczne: sklepy były zamknięte, niewiele osób było na zewnątrz, a miasto było spowite niesamowitym spokojem. Otaczało nas agresywnie wspaniałe błękitne niebo, olśniewające słońce i śpiewające ptaki, nieświadome. 11 września był tylko początkiem. W dniach po tym nikt nie wiedział, czy spodziewać się kolejnych ataków, a jeśli tak, to skąd mogą nadejść. Mordercza panika związana z wąglikiem, która zaczęła się zaledwie tydzień później, wywołała taki alarm, że gdy mgła wydobyła się z otworów wentylacyjnych w suficie naszego wagonu Amtrak, obawialiśmy się, że może być śmiertelna. Zaledwie kilka tygodni później, w grudniu, niesławny zamachowiec Al-Kaidy z bombą w bucie próbował zapalić swoje buty wyłożone materiałami wybuchowymi na pokładzie lotu American Airlines za pomocą zapałek; na szczęście inni pasażerowie go obezwładnili. Właśnie wydałem książkę z nowelami: The Hunters została opublikowana na początku sierpnia, gdy wszyscy jeszcze byli na wakacjach, więc moje nowojorskie wydarzenie było zaplanowane na czwartek, 13 września. Nie trzeba dodawać, że zostało odwołane. Jak wiele rzeczy w tamtym czasie, wszystkie wydarzenia książkowe zostały odwołane. Początkowo wydawało się, że wydarzenia książkowe mogą już nigdy nie powrócić. Wydawało się, w tej pilnej, okropnej, nieuniknionej presji tamtych dni, że powrót do fikcji jest niemożliwy; gawędziarska, prozaiczna natura tej formy wydawała się zbytkiem, na który nie było nas stać. Podczas żałoby narodowej czytaliśmy zamiast tego Portraits of Grief z New York Timesa z rosnącą rozpaczą – niekończące się kolumny krótkich nekrologów ofiar ataków, publikowane codziennie przez trzy miesiące. Przez cały ten czas tęskniliśmy za prostszymi czasami, gdy sitcomy wydawały się możliwe do oglądania. Poezja wkroczyła: tylko poezja liryczna, jak się wydawało, mogła naprawdę uchwycić tę chwilę: „Bezbronni pod nocą / Nasz świat w odrętwieniu leży; / Jednak wszędzie rozsiane / Ironiczne punkty światła / Błyskają…"

Zanim urodziła się nasza córka, pracowałem nad nową powieścią. Osadzona we współczesnym Nowym Jorku, śledziła grupę przyjaciół ze studiów rozpoczynających kariery jako dziennikarze i pisarze. Byli fikcyjni, ale ich troski nieco odzwierciedlały moje własne i moich przyjaciół. Zmagałem się z tonem, który wciąż przechodził w satyrę ostrzejszą, niż chciałem. Postacie były uprzywilejowane, ich ambicje często płytkie, ale czułem, że kluczowe jest znalezienie dla nich współczucia mimo ich wad i błędów.

Po 11 września nie mogłem zmusić się do kontynuowania tej książki. Przez miesiąc lub dwa całkowicie unikałem pisania. Miałem mnóstwo wymówek: dziecko, nauczanie, ciągły niepokój, wynikające z tego wyczerpanie. Livia od początku miała swoje zdanie i odmawiała butelki, nawet z odciągniętym mlekiem. Pierś albo nic – krzyczała godzinami, zamiast ustąpić, co utrudniało dni nauczania. Nasza nowa mała rodzina po prostu brnęła dalej: „Pierwsze sześć miesięcy jest trudne" – mówiła moja matka o rodzicielstwie – „a potem staje się łatwiej". Ale co ze światem? Do jakiego świata wprowadziliśmy nasze dziecko? Co się z nami stało, którzy czuliśmy się tak młodo i pełni nadziei, tańcząc na weselu 9 września?

Wokół nas wszystko wirowało, cała stabilność nagle stała się niestabilna: nasz młody administrator programu i jego żona nagle przenieśli się na San Juan Islands, myśląc, że jeśli świat ma się skończyć, to właśnie tam chcą być. Przyjaciółka z dzieciństwa z Australii, odnosząca sukcesy młoda prawniczka mieszkająca w pobliżu Ground Zero, tego dnia porzuciła swoje mieszkanie, nigdy nie wróciła i wyjechała do Hongkongu, zostawiając wszystkie swoje rzeczy. Starzy przyjaciele zaskakująco przesunęli się politycznie na prawo, nagle stając się głośnymi patriotami (choć z czasem większość, ale nie wszyscy, przesunęłaby się z powrotem i zaprzeczyła swojemu zwrotowi w prawo). Przeczytałem w gazecie o kimś, kto zniknął 11 września – nie dlatego, że zginął, ale dlatego, że postanowił zniknąć. Wykorzystali tragedię jako przykrywkę, sposób na ucieczkę od życia, którego już nie chcieli. Jak ziarnko piasku w ostrydze, ta historia pozostała ze mną.

Kiedy w końcu spróbowałem znowu pisać, zacząłem powieść historyczną osadzoną w Clarke School w Northampton, najstarszej szkole dla głuchych w kraju. Helen Keller była tam uczennicą w latach 90. XIX wieku. Planowałem osadzić moją historię tuż po II wojnie światowej. Zapomniałem dokładnej przesłanki, ale wydawała się wystarczająco odległa od teraźniejszości, by wydawać się możliwa do opanowania. Niestety, wydawała się też całkowicie nieistotna. Mój mąż, zwykle wspierający we wczesnych etapach mojej pracy, powiedział, że czyta się to jak szkolny spektakl. Wdzięczny za jego radę i ledwo nawet żałując, porzuciłem to.

Co wtedy? Jak iść naprzód? Kilka miesięcy w tym dziwnym nowym świecie, po kolejnych wahaniach, podniosłem swój porzucony rękopis. Zobaczyłem moje postacie – Marinę, Danielle, Juliusa – z nowej perspektywy: świat ukarał ich uprzywilejowaną naiwność, a teraz czułem dla nich niewymuszone, szczere współczucie. Ich przedwrześniowe ambicje i pragnienia były oczywiście równie płytkie, ale nagle ich małość wydawała się wzruszająca, a nie skorumpowana, i wzbudzała czułą nostalgię. Czyż nie wszyscy pragnęliśmy uciec od ciemności i wrócić do plotek i błahostek? Wiedzieć, że dla nich – jak dla nas wszystkich – ciężkie prawdy życia czekały tuż za rogiem, czyniąc nasze przywileje krótkimi, ograniczonymi i skazanymi na zagładę. Kiedy wyobraziłem sobie kuzyna Mariny, Bootiego, przybywającego do Nowego Jorku z północy stanu, pełnego ambicji, widzącego ich świat z zewnątrz, chcącego do niego dołączyć i ostatecznie chcącego go zniszczyć – wtedy w końcu zrozumiałem moje postacie i ich konflikty. Wyrzuciłem niekompletny pierwszy szkic i zacząłem od nowa od początku. Piszę ręcznie w zeszytach w kratkę: zacząłem nowy – książkę, która stała się The Emperor's Children – robiąc powolne postępy w małych lukach między rodziną a nauczaniem. (Rozdziały w The Emperor's Children są krótkie z tego praktycznego powodu.) Miesiące mijały powoli: do wiosny 2002 roku w szerszym świecie zakorzeniła się krucha normalność, jak zielone pędy po pożarze lasu. Moi studenci licencjacki byli głęboko uspokojeni rytmami życia uniwersyteckiego; chętnie trzymali się rutyny i wymagań akademickich, które wydawały się solidne w porównaniu z kruchością wszystkiego, co uważaliśmy za oczywiste. My też żyliśmy rutynami, tymi naszego dziecka i psa: mała Livia w końcu przesypiała całą noc; kilka razy dziennie chodziliśmy na długie spacery z nią w BabyBjörn i naszym krzepkim jamnikiem na smyczy. Argelia, młoda, zakochana i nieodparcie pełna nadziei, spodziewała się wtedy własnego dziecka. Gdy wiosna przechodziła w lato, przygotowywaliśmy się do opuszczenia Northampton na nasz stały dom w Waszyngtonie, mieście nieodwracalnie zmienionym w międzyczasie. Ponieważ było to nieuniknione, wszyscy szliśmy naprzód, krok po kroku, w życie, a przez dni, miesiące i lata nowa wersja „normalności", napędzana samą siłą życia, rozprzestrzeniała się i pogłębiała, aż ten straszny czas został zepchnięty do pamięci. Ale wiele z tego, co Ameryka i świat wycierpiały w tym ćwierćwieczu, jest nierozerwalnie splecione z tą historią. W ciągu kilku godzin bieg naszego życia został zmieniony. The Emperor's Children, zawsze mówiłem, to książka o czasie przed, osadzona w tym, co okazało się ostatnimi miesiącami pewnego rodzaju uprzywilejowanej niewinności. Ale to powieść, którą mogłem napisać tylko po tym, jak 11 września miał miejsce – po tym, jak ten niewinny czas, z jego niepokojącą beztroską wobec głębokich pytań globalnego społeczeństwa, dobiegł nagłego końca. Historia wymaga zakończenia; znaczenie pojawia się dopiero wtedy, a to zakończenie może zmienić nasze rozumienie wszystkiego, co przyszło wcześniej. Dla moich fikcyjnych postaci 11 września przybliżył powieść (prawie) do końca. W życiu jednak nasza historia wciąż jest pisana, a ostateczne znaczenie tego mrocznego rozdziału sprzed ćwierćwiecza, czy tego, przez który teraz przechodzimy, nie będzie w pełni zrozumiałe przez długi czas.

Często zadawane pytania
Oto lista najczęściej zadawanych pytań o doświadczenie rozpoczęcia powieści o czasie przed w dniach po 11 września



1 Co oznacza czas przed w tym kontekście

Odnosi się do okresu w historii przed atakami z 11 września Dla wielu pisarzy reprezentuje utraconą erę niewinności lub konkretny moment kulturowy, który wydawał się fundamentalnie różny od świata po 11 września



2 Dlaczego autor zaczął pisać tę powieść konkretnie po 11 września

Ataki stworzyły ostrą linię podziału w historii Pisanie o czasie przed stało się sposobem na przetworzenie nagłej zmiany zachowanie pamięci o tej wcześniejszej erze lub zbadanie kontrastu między tym, jak było, a tym, jak się stało



3 Jaka jest główna korzyść z pisania o minionej erze zaraz po ważnym wydarzeniu historycznym

Zapewnia natychmiastową perspektywę Pisarz może uchwycić konkretne tekstury nastroje i założenia świata przed 11 września, gdy pamięć o tym świecie jest jeszcze świeża, a kontrast z teraźniejszością jest boleśnie wyraźny



4 Czy jest to uważane za fikcję historyczną

Może być Jeśli powieść jest osadzona w konkretnym, identyfikowalnym okresie przeszłości i bada szczegóły społeczne i kulturowe tamtych czasów, pasuje do gatunku Jednak może to być również fikcja literacka, która po prostu wykorzystuje przeszłość jako tło



5 Jaki jest częsty problem przy pisaniu o czasie przed po traumatycznym wydarzeniu

Głównym problemem jest romantyzowanie przeszłości Łatwo jest przedstawić erę przed 11 września jako doskonały, niewinny czas, co rzadko jest dokładne Wyzwaniem jest pokazanie zarówno jej wygód, jak i wad



6 Jak uniknąć sprawienia, że czas przed wydaje się nudny w porównaniu z dramatycznym po

Skup się na wewnętrznym życiu postaci Dramat czasu przed pochodzi z relacji osobistych małych radości i codziennych konfliktów Brak masywnego wydarzenia historycznego nie oznacza braku ludzkich stawek



7 Czy możesz podać przykład praktycznej wskazówki dotyczącej uchwycenia uczucia czasu przed

Użyj konkretnych szczegółów sensorycznych, które są teraz przestarzałe lub zmienione Pomyśl o dźwięku modemu dial-up zapachu konkretnej marki papierosów lub sposobie, w jaki ludzie używali papierowych map Te małe kotwice sprawiają, że era wydaje się prawdziwa