Jesteśmy tuż po półmetku 2026 roku, a już mamy mnóstwo świetnej muzyki, którą możemy się pochwalić. To był szczególnie pracowity rok dla gwiazd popu: Charli xcx wydała dwa albumy—jeden to refleksyjne, przejmujące Wuthering Heights, a drugi to zwrot w stronę rocka. Tymczasem Harry Styles wykorzystał wszystkie te godziny spędzone na koncertach LCD Soundsystem w tanecznym Kiss All the Time, Disco Occasionally, podczas gdy Olivia Rodrigo opisała wzloty i upadki skazanej na porażkę relacji na you seem pretty sad for a girl so in love—swoim najbardziej dojrzałym dziele.

Widzieliśmy też kilka bardzo wyczekiwanych powrotów, od pierwszego albumu BTS po zakończeniu obowiązkowej służby wojskowej, przez przemyślane spojrzenie Phoebe Bridgers na miłość i stratę w folkowym, sugestywnym Lost Weekend, aż po długo wyczekiwany follow-up Madonny do Confessions.

Jeśli cokolwiek, 2026 zapowiada się jako rok przełomowych wydawnictw. Slayyyter w końcu dostaje uznanie, na które zasługuje, za WOR$T GIRL IN AMERICA (wystarczy spojrzeć na jej publiczność na Lollapaloozie!), taneczne hity Fcukers z Ö zapewniły im support przed trasą Stylesa, a synthpopowy album Haute & Freddy z lat 80., Big Disgrace—wraz z barokowym poczuciem stylu—zdobył natychmiastowe pochwały.

Poniżej znajdziecie wybory pracowników Vogue na najlepsze albumy 2026 roku.

Arca, XXXXX

Chociaż Arca nie wydała albumu od prawie pięciu lat, nieustannie kształtuje muzykę pop, ostatnio swoim spojrzeniem na "Aquamarine" Addison Rae—"Arcamarine". Więc kiedy wieści o jej najnowszym albumie, XXXXX, nadeszły bez żadnych singli, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Jej wcześniejsze wydawnictwa, trylogia kick i–iii, dały nam wszystko, od reggaetonu i neoperreo po improwizowane utwory fortepianowe. Od pierwszego utworu, "No End", byłam zachwycona, słysząc powrót Arki do korzeni: ciężkiej, eksperymentalnej elektronicznej muzyki tanecznej. Niewielu artystów potrafi tworzyć taneczne utwory, które sprawiają, że chcesz myśleć równie mocno, jak chcesz się ruszać, a ten album robi dokładnie to. Jest pełen klikającej perkusji, zabawnych syntezatorów saw-wave i charakterystycznego dla Arki sound designu, co dodatkowo potwierdza, że ona i SOPHIE dzieliły podobne muzyczne DNA. —Chelsea Daniel

BTS, Arirang

Zapomnijcie o Grammy—BTS wydali jeden z najlepszych albumów roku z Arirang, swoim dziesiątym studyjnym albumem i pierwszym od czasu, gdy wszyscy siedmiu członków ukończyło obowiązkową służbę wojskową w Korei Południowej. Szczerze mówiąc, ich pierwszy powrót po wojsku nie musiał być nadzwyczajny; łatwo byłoby im wrócić z tymi samymi wielkimi, popowymi, radiowymi hitami, które tworzyli przed przerwą. Zamiast tego wrócili do rapowych i hip-hopowych korzeni, które wyróżniły ich na początku, i zbudowali na tym fundamencie wszystko, czego nauczyli się o używaniu swoich wyjątkowych głosów. Jest tu tak wiele do kochania: "Body to Body" to dreszcz emocji (a zamykająca interpolacja Arirang tworzy niesamowity moment na żywo), podczas gdy "Like Animals" i "Normal" pokazują, jak eksplorują ciekawy klimat alt-rockowy (sposób, w jaki V śpiewa "Got me feelin' things unusual" w tym drugim, jest naprawdę wpadający w ucho). Są bezczelni i głupkowaci, celni i słodcy, wszystko naraz. Jako całość, Arirang to przekonujący obraz tego, gdzie BTS był i gdzie, miejmy nadzieję, zmierza. —P. Claire Dodson

Bladee, Sulfur Surfer

Bladee zabiera nas w średniowieczną podróż (zwróćcie uwagę na klawesyn w "Fox & Birch") ze swoim nowym albumem, wyprodukowanym przez Whitarmora. Krajobraz jest zróżnicowany, zarówno duchowy, jak i fizyczny, obejmujący ląd i morze, dzięki żeglarskim wkładom Current 93. Motyw "cierpieć, aby żyć" jest oczekiwany; bardziej zaskakujące są twarde rockowe krawędzie awatara Bladee na okładce i piskliwy dźwięk "Blondie". (Sposób, w jaki podaje wers "Sulfur surfer, saint usurper" w tym utworze, to wyjątkowy moment.) Bladee nie jest rycerzem w lśniącej zbroi na tym albumie. Wyobrażam go sobie jako postać uwięzioną między powieścią gotycką a Matrixem—wędrującego mnicha w szacie z kapturem i skręconą liną albo złoczyńcę w skórze, którego nie chciałbyś spotkać w ciemnej uliczce. W przeciwieństwie do pozornej ironii "I Don't Like People", jest krwiożercza krawędź w Sulfur Surfer; zderzenie pragnień przemocy i odkupienia, ciemność przełamana światłem. Zgodnie z formą, ostre linijki Bladee lądują z dostawą gładką i słodką jak miód, niesioną jego eterycznym głosem. Harmonie są anielskie. To w większości bujny album, w który można się zanurzyć; "Blondie", dla mnie, to taki, do którego można śpiewać. Widzę Sulfur Surfer jako dźwiękowy graffiti—napisany piórem. —Laird Borrelli Persson

Charli xcx, Music, Fashion, Film
Było coś sprytnie ostrego w tym, że Charli XCX wróciła z kulturowego przeciążenia Brat z "Rock Music", głośnym, gitarowym pierwszym singlem, który ogłosił śmierć parkietu. Nie dlatego, że odwróciła się od popu, ale dlatego, że uchwycił kluczową ideę świata XCX: tworzenie muzyki, która trafia w moment, zanim ten moment w ogóle wie, że się dzieje. Na Music, Fashion, Film, Charli, Finn Keane i AG Cook starannie rozplątują, jak działa sława popowa, ale to zaskakująco głębokie cięcia w niektóre z naszych najbardziej skomplikowanych ludzkich prawd—ego, przyjemność, porażka, pogoń za bajeczną nową torebką, która wypełni pustkę—trafiają najmocniej. "Card Declined" to podstępny faworyt. "Wink Wink" to Charli w najlepszym wydaniu: głupia, seksowna i samoświadoma. "No One Lasts Forever", z Davidem Cronenbergiem, oddaje centralny podwójny sens albumu: nic nie trwa wiecznie, a dla artysty—albo kogokolwiek, naprawdę—to ostateczna wolność. —Anna Cafolla

Charli xcx, Wuthering Heights
Kochaj to lub nienawidź, wersja Wuthering Heights Emerald Fennell z 2026 roku—jedno jest pewne: Charli xcx naprawdę rozumie słynną gotycką powieść Emily Brontë. Powiedziałabym nawet, że to najlepsza interpretacja od czasu piosenki Kate Bush z 1978 roku o tym samym tytule. Jakoś udało jej się połączyć alt-cyber-popowe brzmienie, które kochamy u tej brytyjskiej ikony, z niegdyś skandalicznymi tematami książki. Nigdy nie widziałam—i nigdy nie zobaczę—tej gotyckiej powieści jako romansu (bez przeprosin!), ale raczej jako opowieść ostrzegawczą o obsesji, uwikłaniu i cyklach przemocy. Charli trafia w to wiralowymi utworami, takimi jak "House" (który nazwałabym trafnym opowiedzeniem pułapki Izabeli, która wyszła za Heathcliffa) i energicznymi hitami, jak "Dying for You" (pamiętacie, jak Heathcliff wykopał grób Cathy, żeby ją zobaczyć? Jezu!). Kolejny highlight, "Seeing Things", oddaje upiorny, widmowy element, który był kluczowy dla książki i w większości nieobecny w filmie. —Conçetta Ciarlo

Drake, Maid of Honour
Kocham Drake'a. Mógłbym zrzucić to na bycie Kanadyjczykiem, ale to nie byłoby szczere—prawda jest taka, że jest po prostu zbyt dobry, a ten album to udowadnia. Prawdopodobnie najlepszy z trzech albumów, które wydał tego samego dnia w maju, Maid of Honour płynnie wprowadził mnie w lato pełne zabawy. To jeden z najlepszych tanecznych albumów, jakie słyszałem od dłuższego czasu—pełen eklektycznych beatów i chwytliwych, zabawnych tekstów. Moje ulubione to "Road Trips", jeden z popularniejszych utworów, oraz "Stuck", "Goose and The Juice" i "Princess", które zamykają album w głęboko tęsknym—ale niezaprzeczalnie energetycznym—tonie. —Fred Sahai

Ear, Rumspringa
Ear, czyli Jonah Paz i Yaelle, poznali się w Bard College i mieszkają w północnej części stanu Nowy Jork, ale album nagrali w przedmieściu Kopenhagi zimą. Tytuł odnosi się do męskiego rytuału przejścia, ale analogowe metody, których częściowo użył duet, sugerują powrót do czegoś przeszłego i zabawnego, może nawet dziecinnego—chociaż muzyka pokazuje prawdziwy rozwój. Styl produkcji akustycznej i elektronicznej jest glitchowy i można go opisać jako gorp-core'owe podejście do hyperpopu, zmieszane z uroczymi, twee elementami, które pasują do nostalgii za połową lat 2000. (Książka Marca Spitza Twee: The Gentle Revolution in Music, Books, Television, Fashion, and Film wyszła w 2014 roku.) Utwór tytułowy brzmi jak kopanie kamyka wzdłuż drogi albo obserwowanie kurzu unoszącego się w smudze światła. —LBP

Fcukers stopniowo wchodzili do mainstreamu przez ostatnie kilka lat, ale nowojorski duet Shanny Wise i Jackson Walker Lewis mógł w końcu przebić się ze swoim najnowszym projektem, Ö. Zabierają swoje inspirowane latami 90., przesiąknięte reggae elektroniczne brzmienie w trasę, supportując Harry'ego Stylesa na jego trasie Together, Together. Z Ö, wydanym w marcu, Fcukers dostarczają chłodny, zdystansowany klimat w rytm chwytliwych beatów, które niemal hipnotyzują. Wciąż jest jednak zabawna, pewna siebie krawędź w ich muzyce, jak w "Shake It Up", kiedy Wise śpiewa: "You like me, I know / You like it when I get low". Myślcie o tym jako o idealnej ścieżce dźwiękowej do seksownej, spoconej nocy na parkiecie. —Hannah Jackson

Glaive i Kurtains, God Save The Three

Jedną z rzeczy, która rzuca się w oczy od razu, jest to, jak dużo śpiewania jest na najnowszym albumie elektronicznego artysty glaive'a, nagranym z jego przyjacielem i współpracownikiem kurtainsem. Są też beaty—mroczne, trapowe rytmy, które glaive doskonalił na swoich znakomitych ostatnich wydawnictwach (Y'all i May It Never Falter)—ale nastrój tutaj jest łagodniejszy, bardziej czuły i optymistyczny, z balladowymi przerwami z akustyczną gitarą i pianinem. Całość to hołd dla przyjaźni, niespodziewanego sukcesu i imprezowania. Wyróżniające się utwory to "The Front", "The Band" i "Let's Link Up and Die", ale kierujcie się prosto do "The Troubles", niezaprzeczalnego hitu albumu z radosnym refrenem: "We get money, like the Troubles, blow it at the mall". —Taylor Antrim

Good Sleepy, Constant Humming

Emo punk nigdy tak naprawdę nie znika, a w tym roku uderzył we mnie mocno dzięki Good Sleepy, kwartetowi facetów po dwudziestce z Worcester w Massachusetts. Constant Humming następuje po ich debiucie z 2021 roku eversinglelittlebit i wielu samodzielnie wydanych DIY EP-kach wcześniej. Wszystkie były dobre, ale to duży krok naprzód—najbardziej dopracowany i kompletny zestaw piosenek, jaki zespół stworzył. W prawdziwym stylu emo dostajecie momenty surowej szczerości zmieszane z głośnymi wybuchami hałaśliwej agresji. Jest czternaście utworów, a niektóre z najlepszych pojawiają się później (jak "Trap" i "Looming"). Ciągle znajduję emocjonalne hymny do kochania. —TA

Grace Ives, Girlfriend

Grace Ives bardzo się rozwinęła od czasu Janky Star z 2022 roku. Na swoim najnowszym albumie, Girlfriend, mierzy się ze starzeniem, mądrością i trzeźwością. W "Avalanche", jednym z wczesnych highlightów albumu, Ives balansuje surową szczerością dotknięcia dna z powściągliwą produkcją, śpiewając: "And I want, want, want, and I take, take, take / Feeling sorry-not-sorry for the mess that I make", nad rzadkim, ostrym bitem. W całym Girlfriend Ives bada, jak inne części jej życia—od związków po szacunek do siebie (a czy to nie często to samo?)—były powiązane z jej używaniem substancji. Ale pogodziła się z tym. W "Stupid Bitches" deklaruje triumfalnie: "But stupid bitches can't hurt me / Yeah, I've been through the needle now, I see / I won't shatter in the aftermath / I'm a bullet on an arrow's path". To przejmujące i pełne nadziei—Ives w najlepszej formie. —HJ

Gracie Abrams, Daughter From Hell

Jeśli The Secret of Us było Gracie Abrams otwierającą swój pamiętnik, Daughter from Hell zastaje ją wracającą do niego z czerwonym długopisem. Tytuł obiecuje bunt, ale rozliczenie tutaj jest głównie wewnętrzne: Abrams patrzy wstecz na wersje siebie, które raniły ludzi, zostawały za długo, chciały za dużo, i zastanawia się, co z nimi teraz zrobić. "I once saw clearly, but it's bloodshot", śpiewa, oddając to uczucie zamazanego widzenia i żalu. Śpiewa lekkim, otulającym głosem w otwierającym album utworze "Hit the Wall". "Men Like You"—hymn o zerwaniu przyjaźni, jeśli taki istnieje—wnosi prawdziwą zjadliwość do jej zwykle miękkiego, zwiewnego stylu. "Minibar", napisany z Audrey Hobert, to potrzebny zastrzyk energii, a "Look At My Life" pokazuje Abrams i jej producenckiego partnera, Aaraona Dessnera z The National, w ich najbardziej odważnym i zabawnym wydaniu. Po głęboko osobistym pędzie jej ostatniego albumu, Daughter from Hell zastaje Abrams na najtrudniejszym—i najbardziej satysfakcjonującym—etapie szczerości i samopoznania. —AC

Harry Styles, Kiss All the Time, Disco Occasionally

To było wtedy, gdy pierwszy raz zobaczyłam to zdjęcie Harry'ego Stylesa i Zoë Kravitz skulonych przed berlińskim superklubem Berghain w porannym świetle, prawdopodobnie po godzinach tańca, że wiedziałam, iż czeka nas coś wspaniałego. Czwarty album Stylesa celebruje wszystkie te godziny spędzone na wykrzykiwaniu radości w uszy przyjaciół na parkietach i jeżdżeniu na głębokich, wstrząsających ciałem techno beatach długo po wschodzie słońca. Od samego początku otwierający utwór "Aperture" daje nam błyszczące przesłanie albumu: "We belong together!" Są pyszne, wolno płonące taneczne utwory, jak "Ready Steady Go", inspirowany Nilem Rodgersem "Dance No More" i bogato warstwowy "Are You Listening Yet?", który mogę potwierdzić, brzmi niesamowicie na żywo. "Pop" to hipnotyczny centralny punkt—jak "As It Was" czy "Watermelon Sugar"—a zamykający "Carla's Song" po prostu prosi się o ogromny, spektakularny deszcz konfetti. —AC

Haute & Freddy, Big Disgrace

Uwielbiam popowe albumy pełne hitów, a jeśli jeszcze nie odkryliście duetu Haute & Freddy, poważnie dużo tracicie. Po latach pisania chwytliwych piosenek dla innych wielkich artystów—w tym Katy Perry, Britney Spears i Kylie Minogue—tych dwóch muzyków postanowiło działać na własną rękę i przychodzą uzbrojeni we własne, gotowe do tańca utwory, mocno oparte na syntezatorach w stylu lat 80. Przyjdźcie dla ich klubowych hymnów, jak "Dance the Pain Away" i "Scantily Clad"; zostańcie dla ich eklektycznego, stylowego podejścia do mody i artystycznych teledysków, pełnych vintage'owych, inspirowanych klaunami stylizacji. —Christian Allaire

HC i Subaru, Bygdetrapen

Ci dwaj 22-letni norwescy artyści i ich album to jedna z najbardziej orzeźwiających niespodzianek mojego 2026 roku. Mają brzmienie naprawdę wyjątkowe—wcale niewypolerowane—i sprytną koncepcję. Bygdetrapen tłumaczy się jako "wiejski trap". "Pomyśleliśmy, że fajnie byłoby robić taki twardy hip-hop w tym, jakby, dziwnym dialekcie, który nie ma nic wspólnego z hip-hopem", powiedział mi Subaru. Najlepsi przyjaciele pochodzą z Bø, małego wiejskiego miasteczka z żywą młodzieżową kulturą samochodową zwaną råning lub rægging. Według Wikipedii lokalny dialekt ma wikingowe korzenie, przez co jest bardzo trudny do zrozumienia, ale ponieważ HC i Subaru śpiewają o swoich przyjaciołach nie tylko w dialekcie, ale i w lokalnym slangu, teksty i tak byłyby prawdopodobnie mylące. Ciepła, elastyczna jakość głosu Subaru łagodzi ostrą, mechaniczną dostawę charakterystycznego głosu HC. Ogólnie album ma pędzącą energię, a także upiorną, karnawałową atmosferę. Gud z Sad Boys wyprodukował "Ettan Laus", który łączy nieustanne tempo z delikatnymi dzwoneczkami; Woesum z Drain Gang, ze Stacy, stoi za "Vreimsida", który ma klimat tańca ludowego spotykającego Midsommar. Dajcie Bygdetrapen posłuchać—może nie będzie w waszym guście, ale nie słyszeliście niczego podobnego. —LBP

Jessie Ware, Superbloom

Znajomy wprowadził mnie do Ware w ciągu ostatniego roku i jestem oczarowana jej gładkim wokalem i bujnym, porywającym brzmieniem z lat 70. W kwietniu wydała Superbloom, który utrzymuje ją w jej ustalonym stylu—dekadenckim, niemal pobłażliwym. Całe doświadczenie słuchania ma aksamitną, migoczącą zmysłowość. Jest seksowne, zmysłowe i całkowicie uwodzicielskie. Kręgosłupem jest pulsujący taneczny beat, ale jest on warstwowany jedwabistymi, zabawnymi wokalami. Dla mnie wyróżnia się "Sauna", który miesza ostre beaty z ciężkim oddychaniem. "I don't need fast, I need stronger, take me to the sauna", dyszy Ware. Okej, mamo! Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć ją na żywo tej jesieni. —Max Berlinger

Kelela, new avatar
Przyznam, że jestem nowa w świecie Keleli. Pierwszy raz usłyszałam "LMK", kiedy wyszło w 2017 roku; siedziało w mojej bibliotece muzycznej przez lata, ale nie ciągnęło mnie do niego ani do wielu innych jej rzeczy, dopóki Raven nie wypadło w 2023 roku. Ten projekt wciągnął mnie w dźwiękowy trans i zostawił z niecierpliwym oczekiwaniem na jej następny ruch. I oto: new avatar. Właśnie wtedy, gdy świat (i ja) potrzebował jej uduchowionego, współczesnego klimatu R&B, w parze z eterycznym nakładaniem warstw, Kelela dostarczyła dokładnie to i więcej. Poczucie tęsknoty zmieszane z poczuciem własnej wartości przewija się przez jej twórczość i błyszczy w ostatnim utworze (i osobistym faworycie), "if we meet again", gdzie śpiewa o związku pozbawionym wysiłku, a fraza "playing in my face" wysuwa się na pierwszy plan wśród najbardziej anielskich melodii wokalnych. To, co najbardziej podziwiam w sztuce Keleli, to to, że każda kolaboracja wydaje się celowa—chociaż nigdy nie odmówiłabym współpracy PinkPantheress x Kelela. Ogólnie, new avatar udowadnia, że możecie przynieść smutne lato dziewczyny do klubu (albo po prostu chillować). —Edgar Gatsinzi

Kim Petras, Detour
Po prawie dekadzie oczekiwania prawdziwy debiutancki album Kim Petras, Detour, w końcu nadszedł i, dziewczyno, było warto czekać. Album to dźwiękowa eksplozja maksymalistycznej produkcji i rozległych tekstów, dotykająca wszystkiego, od niekończących się radosnych przejażdżek po wczesne zmagania z tranzycją. Dostajemy nawet utwór zatwierdzony przez burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego—"I Like Ur Look"! Dla długoletnich fanów ten album wydaje się mniej objazdem, a bardziej powrotem do domu, gdy przechadza się przez brzmienia, z których ją znamy, jednocześnie podnosząc swoje umiejętności popowej gwiazdy. Szczere momenty albumu są wzruszające, szybko zastępowane przez mocne hity na parkiet (w dobrym sensie). "101" wyróżnia się jako utwór o osobie, która nigdy nie chce, żeby impreza się skończyła, z narastającą produkcją, która drażni finałem, zanim zmienia kierunek i popycha słuchaczy do wstania. "Basketball" to przypomnienie, że geniusz SOPHIE żyje dalej. Ten album udowadnia, że ze znakomitym zespołem produkcyjnym i pełną kontrolą twórczą Kim Petras jest siłą, z którą trzeba się liczyć w popie. —Edward Horgan

Logan, angels
Jednym z moich odkryć tego roku jest debiutancki pełnowymiarowy album elektronicznego artysty logana, który wydaje też utwory jako heylog. Miesza beaty, sample, zniekształcenia i przetworzone wokale w utworach, które są gdzieś między hip-hopem, alt-rockiem a hyperpopem. Angels jest nieustępliwy, melodyjny i agresywny—Pocket Pet i Achilles to wyróżniające się utwory—mroczny, gorączkowy ciąg glitchowych, napiętych pejzaży dźwiękowych. —TAL

L'Rain, fata morgana
L'Rain jest stałym elementem brooklyńskiej sceny muzycznej od czasu swojego debiutanckiego albumu z 2017 roku, który wprowadził słuchaczy w jej eksperymentalne nakładanie gitar, teksturalne samplowanie i przejmujące wokale. Od tego czasu artystka—której pseudonim sceniczny i projekt są inspirowane jej zmarłą matką—wydała Fatigue i I Killed Your Dog, oba szeroko chwalone. Jej nowy projekt, fata morgana, popycha jej brzmienie na nowe terytorium. "soulless cycle", jeden z pierwszych singli albumu, skłania się ku bardziej surowemu, hałaśliwemu, bardziej chaotycznemu brzmieniu wolnej energii, zachowując melodyjną wrażliwość, która stała się jej znakiem rozpoznawczym. Utwór ma cykliczną jakość, jak bycie uwięzionym w pętli myśli: "I am so tired of being so tired; I am so sorry for feeling so sorry; psycho, I'm a psycho cycle, I'm a psycho cycle". Inne wyróżniające się utwory to zdecydowanie "glass ceiling", "borderline" i "july 5th", gdzie łączy siły z artystą dancehallowym Screechy Danem. Wrzuca nawet niespodziewany metalowy utwór, który jest totalnie uzależniający! —CD

Madonna, Confessions II
Właśnie wtedy, gdy myślisz, że Madonna nie może już wydać kolejnego albumu pełnego hitów, królowa popu robi to znowu. Jej długo wyczekiwany follow-up do albumu Confessions on a Dance Floor z 2005 roku nie zawiódł tego lata. To naprawdę lista bez pomijania. W "Danceteria" śpiewa o swoich wczesnych dniach jako klubowego dziecka w Nowym Jorku. "Get into the elevator—I run into Debi Mazar!" W "Read My Lips" zaprasza Feida na lekko reggaetonowy kawałek. Mimo że album ma mocny taneczny klimat, Madonna dostarcza też czułych i intymnych momentów—jak "L.E.S. Girl", o tęsknocie za młodszymi, bardziej naiwnymi dniami na początku kariery. Jej zdolność do pozostawania świeżą przy ciągłym wynajdywaniu siebie na nowo udowadnia, dlaczego jest królową. —CA

Muna, Dancing On The Wall
Samotytułowy album Muna z 2022 roku, ich pierwszy po uwolnieniu się od wielkiej wytwórni i wydany w Saddest Factory Phoebe Bridgers, był bezwstydnym coming-outowym popowym albumem, pełnym wiejskich akcentów i błyszczących hooków o życiu w prawdzie. Dancing on the Wall, wydany, gdy lato zaczynało rozkwitać, rozwinął się w ciemniejszych, bardziej zmysłowych odcieniach: linie basu pulsują, a bogaty zakres wokalny Katie Gavin waha się od szybujących falsetów po głębokie popowe zjazdy. To album o samoprzyjemności i wspólnej przyjemności: "It Gets So Hot" jest pożądliwe z neonowo-śliskimi syntezatorami, "Wannabeher" to rozmyty, napalony hołd dla Bikini Kill. Piosenki o złamanym sercu i toksycznych wzorcach związkowych są ostre i jasne, nawet w swoich złudzeniach. Potem jest "Big Stick": ich najbardziej polityczny i pędzący utwór do tej pory, zaciekle mierzący w chciwość i wojnę bez trzymania się za cokolwiek. Muna kochała, DotW pieprzy. —AC

Naomi Scott, F.I.G
F.I.G Naomi Scott było moją wielką niespodzianką roku—częściowo dlatego, że nie miałam pojęcia, że Scott, którą możecie pamiętać z głównych ról w Aladdinie i Smile 2, w ogóle tworzy muzykę. Na swoim imponująco pewnym siebie i poważnie stylowym debiutanckim albumie miesza R&B, alt-pop i soul, tworząc wyrafinowany, ale też wyjątkowy dźwiękowy autoportret "dziewczyny w procesie", jak powiedziała, gdy rozmawiałam z nią do artykułu w czerwcu. Nie pamiętam dokładnie, jak na niego trafiłam, ale skończył jako jeden z tych albumów, których mogę słuchać wszędzie, o każdej porze, i ma poważną wartość do odtwarzania. (Nie zdziwiłabym się, gdyby wylądował na pierwszym miejscu mojego Spotify Wrapped.) Wyzywam was do znalezienia bardziej nieodpartego refrenu niż "Cherry" albo bardziej porywającej linii basu niż "Gracie" na jakimkolwiek innym albumie wydanym w tym roku. —Liam Hess

Olivia Rodrigo, you seem pretty sad for a girl so in love
Jestem fanką Olivii Rodrigo od czasów Disneya. Każdy jej album do mnie trafiał, więc na pewno spodobałby mi się też jej najnowszy. W miesiącach poprzedzających premierę, zanim poznaliśmy nazwę albumu, my, fani, myśleliśmy, że to będzie szczęśliwy album o miłości—tylko po to, by odkryć, że Rodrigo wciąż dostarcza chwytliwe hity z tekstami, z którymi my, samotne dziewczyny, które mają też internetowe zauroczenia ludźmi, których śledzimy na Instagramie, możemy się utożsamić! —Irene Kim

Phoebe Bridgers, Lost Weekend
Kiedy w czerwcu Phoebe Bridgers grała dla wyprzedanej, wolnej od telefonów publiczności w Madison Square Garden, atmosfera podczas setu była zaskakująco przytulna, biorąc pod uwagę skalę miejsca. Publiczność tamtej nocy była bardzo dobrze wychowana, szczęśliwa, mogąc słyszeć, jak Bridgers nuci stare piosenki, które wszyscy dobrze znali—"Motion Sickness", "Waiting Room", "Kyoto", "Moon Song"—zamiast sama wykrzykiwać teksty; a w innych momentach plamy światła rozprzestrzeniały się po arenie, oświetlone nie ekranami, ale kołyszącymi się zapalniczkami. Innymi słowy, rozumieli sens wieczoru: po prostu być tam i czuć coś.

Na swoim trzecim studyjnym albumie, Lost Weekend