"Dawaj, zagraj mi" – śpiewa Kim Gordon w utworze "Play Me", który otwiera jej najnowszą płytę o tym samym tytule. Żwawe, samplowane dźwięki rogów przywodzą na myśl jazdę samochodem latem, z opuszczonymi szybami, bez celu, zapatrzeni w słońce i chmury, aż wzrok rozmazuje się w kalejdoskop kolorów. Zanurzasz się w szumie taśmy i charakterystycznym mówio-śpiewie Gordon, która wspomina o "make-out jamach" i zaprasza, byś się "odprężył". Wszystko jest niesamowite.

Na **Play Me**, jej trzeciej solowej płycie, która właśnie się ukazała, Gordon rzeczywiście czuje się swobodniej. Podczas gdy jej poprzedni album, chwalony przez krytyków **The Collective** z 2024 roku, warczał jak ciężki sprzęt z basem grożącym przepaleniem głośników, tu 72-letnia artystka osadza się wśród pozostałości, mierząc się z realiami życia w Ameryce.

Być może najbardziej zaskakującym elementem tym razem są jej mroczno-humorystyczne teksty. Kiedy nagrywała na nowo swój utwór z 2024 roku "Bye Bye", Gordon zastąpiła oryginalne teksty w formie listy zadań – współczesne nawiązanie do listy pakunkowej Joan Didion – terminami nacechowanymi negatywnie przez obecny klimat polityczny: "Trauma, przywilej, macica, mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami, odra, alergia na orzeszki ziemne, aborcja". Rezultat jest zabawny w sposób, który każe śmiać się przez łzy. Z kolei w utworze "SUBCON" śpiewa: "Dom to nie jest ognisko domowe / to sen / miraż", po czym odwraca sytuację, pytając marzycieli: "Chcesz polecieć na Marsa… i co dalej? Co dalej? Co dalej?".

– Teksty do "Play Me" w całości wymyśliłam, korzystając z nazw playlist na Spotify – mówi mi Gordon, siedząc w bezdusznej sali konferencyjnej w biurach Condé Nast – chyba najmniej punkowym miejscu, jakie mogliśmy wybrać na wywiad. – Mam poważną twarz, ale w tekstach jest mnóstwo humoru.

Ma na sobie białą koszulę zapinaną na guziki (zapiętą pod szyję), szary marynarski żaket w cienkie paski, obcisłe niebieskie dżinsy i czarne buty z kwadratowymi noskami. Jej spojrzenie pozostaje stalowe, ale jest też ciepła i przystępna.

"Busy Bee" rozpoczyna się samplem z odcinka **MTV Beach House** z 1994 roku, w którym występują bardzo ciężarna Gordon i jej koleżanka z zespołu Free Kitten, Julie Cafritz, promujące najnowsze wydawnictwo – ich głosy są zniekształcone, by brzmiały jak myszy na helu. – To zabawne, a przywołuje też coś tak dawnego – wyjaśnia Gordon – ale ludzie teraz lubią lata 90. A skoro już o latach 90. mowa, to na tym utworze na perkusji gra Dave Grohl.

Resztę roku czeka ją pracowity czas. Gordon nie tylko wyrusza w trasę koncertową, ale ma też trzy międzynarodowe wystawy: "Count Your Chickens", przegląd jej rysunków, ceramiki, obrazów i ready-mades od 2007 roku, otwiera się 19 maja w Fundacji Amant w Brooklynie; "Stories for a Body" można oglądać w Collection Lambert w Awinionie we Francji; a kolejna wystawa w czerwcu w 303 Gallery, która reprezentuje jej twórczość w Nowym Jorku.

Nie znaczy to, że ostatnie lata nie były już pracowite. Gordon współpracuje z producentem Julianem Raisenem od czasu płyty **No Home Record** z 2019 roku, jej pierwszego solowego projektu po trzech dekadach w wpływowym zespole rockowym Sonic Youth. Z każdym wydawnictwem tworzyli przestrzeń, w której Gordon mogła rozwijać i eksperymentować z tym, co czyni ją tak wyjątkową wykonawczynią i autorką tekstów.

– Powiedziałam mu, że na tej płycie chcę mieć więcej beatów, a on chyba chciał, żeby mój wokal był bardziej na pierwszym planie – mówi o ich wspólnej pracy. – Oboje chcieliśmy, żeby utwory były krótkie – to prawda, że ludzie mają krótki czas skupienia – ale ja nadal myślę o tym jako o albumie. Zwykle nie podchodzę do rzeczy w sposób mocno konceptualny, ale ten naprawdę sprawiał wrażenie, jakby miał wyraźną, spójną myśl przewodnią.

Większość zeszłego roku spędziła na trasie z **The Collective** z zespołem koncertowym – z Sarą Register na gitarze, Camillą Charlesworth na basie i Madi Vogt na perkusji. Zespół oddawał energię punkowych koncertów w piwnicach, jednocześnie prezentując surowe, industrialno-trapowe bity z płyty. Album nie tylko znalazł się na kilku listach najlepszych płyt końca roku, ale też zdobył nominacje do Grammy w kategoriach Best Alternative Music Album i Best Alternative Music Performance (za "Bye Bye").

Mówi, że wciąż przetwarza te nominacje. – Grammy reprezentują dla mnie przemysł muzyczny – to świat istniejący poza muzycznym życiem, które zawsze znałam, i coś, co powinno się traktować poważnie – mówi ze śmiechem. – Ale to było pochlebne, zostać docenionym na szerszą skalę. Na ceremonię poszła z córką, pisarką i poetką Coco Gordon Moore, w czarnym smokingu Celine i błyszczącej opasce z rogami diabła.

Gordon dodaje: – Później moja córka powiedziała: "Cóż, to było ciekawe doświadczenie".



Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań na temat nowego albumu Kim Gordon The Collective który został opisany jako album w całości poświęcony zabawie



Ogólne Podstawowe pytania



P: Jak nazywa się nowy album Kim Gordon?

O: Album nazywa się The Collective



P: Ciągle słyszę że ten album jest w całości o zabawie Co to znaczy?

O: To znaczy że album czerpie energię z zabawy chaosu i czasem ostrego brzmienia Mniej chodzi w nim o tradycyjne struktury piosenek a więcej o eksperymentowanie z dźwiękiem teksturą i postawą Pomyśl o tym jako o zabawie w surowy niekonwencjonalny sposób



P: Czy to jest album Sonic Youth?

O: Nie to jest solowy album Kim Gordon Jest kontynuacją jej pierwszego solowego albumu No Home Record wydanego w 2019 roku



P: Jak to brzmi? Czy to jest muzyka rockowa?

O: To mieszanka industrialnego noise'u hiphopowych beatów minimalistycznej elektroniki i spoken word Jest bardziej eksperymentalny i zorientowany na beaty niż tradycyjny rock z ciężkim brzmieniem produkcyjnym



P: Kto wyprodukował album?

O: Wyprodukował go Justin Raisen znany ze współpracy z artystami takimi jak Yves Tumor Charli XCX i John Cale



Szczegółowe Zaawansowane pytania



P: Czym The Collective różni się od jej pierwszego solowego albumu No Home Record?

O: The Collective jest bardziej skupiony na rytmie i cyfrowym zgiełku Jest jeszcze mniej zorientowany na gitarę zagłębiając się bardziej w zniekształconą elektronikę i beaty inspirowane trapem zachowując jednocześnie jej charakterystyczny chłodny wokal



P: Teksty są często fragmentaryczne Jakie są główne tematy albumu?

O: Album krytykuje współczesną kulturę konsumpcyjną absurd codziennego życia i zbiorowe doświadczenie życia w cyfrowym świecie nasyconym markami Utwory odnoszą się do zakupów online IKEI i przyziemnych horrorów współczesnej egzystencji



P: Dlaczego na tym albumie jest tyle mówienia o zakupach i markach?

O: Gordon używa konsumpcjonizmu jako soczewki do badania tożsamości i pragnień w Ameryce To nie jest poparcie ale surrealistyczna i krytyczna obserwacja tego jak konsumpcja kształtuje nasze życie i umysły



P: Niektóre utwory brzmią prawie jak ASMR lub przypadkowe klipy audio Czy jest w tym jakaś metoda?

O: Zdecydowanie Album używa