Gdy w połowie kwietnia tego roku wylądowała w Madrycie, Aryna Sabalenka dopracowała swoją grę do tak olśniewającego blasku, że przegrana wydawała się niemal niemożliwa. Jej słynne potężne uderzenia z głębi kortu idealnie trafiały w linie. Kąty były ostrzejsze niż kiedykolwiek, a jej serwis wydawał się szczególnie niezawodny. Nigdy nie uznawana za świetnie poruszającą się zawodniczkę, zaczęła wychodzić do siatki, wywierając jeszcze większą presję na i tak już przytłaczającą grę. 28-letnia Sabalenka grała tak, jakby wierzyła, że może wszystko – i może miała rację. Po latach intensywnej rywalizacji o najwyższe miejsce w kobietnym tenisie zaczynało wyglądać na to, że może być kimś więcej niż tylko liderką światowego rankingu (pozycję tę zajmowała przez ponad 70 tygodni). Wydawała się gotowa zdominować sport tak, jak robiły to dwie z jej idolek: Serena Williams i, odkryta niedawno dzięki filmom na YouTube, Steffi Graf. Co więcej, wiosenne plotki wśród ekspertów tenisowych wykraczały poza jej niepokonaną grę. Ona zdawała się… dorastać.

Kilka tygodni wcześniej, w Indian Wells w Kalifornii, pokonała swoją niedawną rywalkę i emocjonalne przeciwieństwo, cichą Jelenę Rybakinę z Kazachstanu. Wciąż łatwo ją wyprowadzić z równowagi, wciąż nosi emocje na twarzy, a jej okrzyki kontrastują z ciszą przeciwniczki – Sabalenka miała publiczność po swojej stronie. Krzyczała z frustracji, a stadion odpowiadał jej – to było wezwanie i odpowiedź. Zazwyczaj kompetentna publiczność turnieju z radością patrzyła, jak wykorzystuje swoją słynną intensywność na swoją korzyść. „Ma kontrolę” – powiedziała siedząca obok mnie siwowłosa kobieta w koszulce z napisem „U.S. Open 1997”. „Kiedyś marnowała mnóstwo energii na złość. A potem przegrywała”.

Dwa tygodnie później, w Miami, Sabalenka wygrała drugi z głównych wiosennych turniejów – rzadkie tenisowe osiągnięcie znane jako Sunshine Double. W tym samym miesiącu adoptowała szczeniaka rasy King Charles spaniel o imieniu Ash, na cześć legendy tenisa Arthura Ashe’a, i zaręczyła się z Georgiosem Frangulisem, grecko-brazylijskim biznesmenem i założycielem Oakberry, marki misek acai z ponad 800 sklepami w ponad 50 krajach. Niosąc dwa duże trofea i nosząc 12-karatowy owalny brylantowy pierścionek (zaprojektowany przez Frangulisa i wykonany przez jej przyjaciółkę, mieszkającą w Miami projektantkę biżuterii Isabelę Grutman), Sabalenka była przeszczęśliwa. Powiedziała komentatorom The Tennis Channel, że to był najlepszy miesiąc w jej życiu.

Potem nadszedł kwiecień. W Madrycie, na czerwonej mączce Caja Mágica, przegrała po raz pierwszy w 16 meczach. I chociaż mączka nie jest jej najmocniejszą nawierzchnią – spowalnia piłkę i redukuje siłę mocnych uderzeń – przegrała w frustrujący sposób, marnując sześć piłek meczowych przeciwko młodej Amerykance Hailey Baptiste, sklasyfikowanej na 32. miejscu. „To nie było łatwe” – mówi Sabalenka kilka dni później, siedząc w salonie największego apartamentu w hotelu Bvlgari w Rzymie, dokąd przywiodła ją kolejna część sezonu na mączce. „Tej nocy, gdy przegrałam, śniłam o wszystkich tych piłkach meczowych. Śniłam o punkcie, potem budziłam się i myślałam o tej zmarnowanej szansie”.

Apartament, z rzędem pokoi wychodzących na Mauzoleum Augusta, jest spokojną przestrzenią w odcieniach beżu i złota, urządzoną włoskimi modernistycznymi meblami i stuletnimi ceramikami Gio Pontiego. Sabalenka wygląda na wyluzowaną po treningu w brązowym zip-upie NikeSkims i bladożółtych dresach Nike, z diamentami błyszczącymi na szyi, płatkach uszu i palcu serdecznym. Martwię się o Asha, którego podróżnicze życie sprawiło, że nauka czystości jest prawie niemożliwa. (Jak dotąd, to trawiaste podkłady w apartamentach hotelowych, choć Sabalenka mówi, że używa ich wiernie).

Porażki stawiają mistrza przed dylematem: zignorować je i iść dalej, czy przeanalizować je i zrozumieć? „To proces uczenia się. Gdybym naprawdę się nie przejmowała i po prostu myślała: »Nieważne, przechodzę do następnego«, nie nauczyłabym się” – mówi. „To byłoby niezdrowe. To trudna część bycia sportowcem: nie możesz wygrywać wszystkiego. Twoje ciało w pewnym momencie…” Nie możesz mnie powstrzymać, nie możesz mnie ograniczyć. Ale to też jest piękno sportu. Miło jest też, gdy młoda, wschodząca zawodniczka pokonuje liderkę światowego rankingu. Gdyby ktoś wygrywał wszystko, nie byłoby to zbyt interesujące do oglądania”. Jej rywalka i poprzedniczka na pozycji liderki rankingu, polska zawodniczka Iga Świątek, jest mistrzynią gry, ale sprawia wrażenie robotycznej na korcie i nieśmiałej na konferencjach prasowych. Jeśli Sabalenka stała się gwiazdą, to częściowo dlatego, że rozumie, iż tenis może być jak opera. Aby przyciągnąć publiczność, daj jej ludzkie emocje w pełnym zakresie: triumf i rozpacz, miłość i złamane serce, wdzięk i farsę, grzech i odkupienie.

Jak wielu elitarnych sportowców, historia Sabalenki zaczyna się od małej dziewczynki, która miała zbyt dużo energii i za mało sposobów, by ją spożytkować. Urodzona i wychowana w Mińsku, stolicy Białorusi, po raz pierwszy chwyciła rakietę w wieku sześciu lat. „W naszym regionie dwa najpopularniejsze sporty to hokej na lodzie i tenis” – wyjaśnia. „Mój tata wybrał tenis”. Pamięta Mińsk, dwumilionowe miasto, jako bezpieczne, ciche, wygodne i nieskazitelnie czyste. Śmiecenie, jak mówi, „byłoby tam uważane za zwierzęce zachowanie”, a okolica, w której dorastała, była tak bezpieczna, że mogła spędzać czas z przyjaciółmi na ulicach do późnej nocy, bez obaw ze strony matki. Jej ojciec, który był poważnym hokeistą, zanim prawie śmiertelny wypadek motocyklowy zakończył jego marzenia o karierze zawodowej, prowadził odnoszący sukcesy warsztat samochodowy. Jej matka nie pracowała, ale miała dwa dyplomy uniwersyteckie i stawiała edukację córek na pierwszym miejscu. (Sabalenka ma siostrę, młodszą o 11 lat, która nie jest tenisistką i podobno uważa ten sport za „taki nudny”).

„Do mniej więcej 13 roku życia byliśmy zamożni” – wspomina Sabalenka. „A potem mój tata miał trudności. Tyle niepowodzeń. Widziałam, jak wiele razy zmagał się w swojej karierze, ale zawsze podnosił się. Moi rodzice bardzo się starali, żeby wszystko działało, i tak naprawdę o tym nie rozmawialiśmy. Ale wiedziałam. Rodzice myślą, że nie wiemy, ale my wiemy”. Sabalenka i jej ojciec byli szczególnie blisko i widać, że utożsamia się z jego odpornością. Ale nie był on typem natrętnego tenisowego ojca, jakich kobiecy tour widział niezliczone przykłady na przestrzeni lat. „Tenis był fajny i uważam, że naprawdę ważne jest, aby trenerzy utrzymywali tę zabawę. Zawsze mi mówił: »Jeśli ci się nie podoba, jeśli chcesz rzucić, po prostu nam powiedz. Nie musisz się do niczego zmuszać«. Był czas, gdy miałam około dziewięciu lat i byłam bliska rezygnacji. Ale widziałam, jak dumny był ze mnie mój tata, i nie chciałam go zawieść. A potem zakochałam się w tym sporcie na nowo, o wiele bardziej niż wcześniej”.

Sabalenka nie była typem późno dojrzewającej zawodniczki, ale nie została też wypchnięta na zawodowy tour w wieku 15 lat, jak wielu jej rówieśników. Swój pierwszy mecz w głównej drabince Women’s Tennis Association wygrała dopiero w wieku 19 lat, na Wimbledonie. Białoruś nie miała hojnego państwowego programu tenisowego jak Chiny, Rosja czy Francja, a na początku miała trudności ze znalezieniem stałego trenera. „Tak wielu trenerów mówiło mi, że jestem głupia i że jedyne, co potrafię, to uderzać piłkę zbyt mocno – że nigdy nie wejdę do pierwszej setki” – wspomina. Ale Sabalenka weszła w orbitę białoruskiego biznesmena Aleksandra Szakutina, który dostrzegł jej potencjał i zapewnił wsparcie finansowe. Nie mają już ze sobą zawodowej relacji, a w ostatnich latach Szakutin stał się kontrowersyjną postacią, zidentyfikowaną jako osoba bliska autorytarnemu prezydentowi Białorusi Aleksandrowi Łukaszence i w konsekwencji objętą sankcjami Unii Europejskiej. Ale Sabalenka pozostaje wdzięczna za jego wczesne wsparcie. „To on naprawdę we mnie uwierzył. Byli inni ludzie, którzy we mnie wierzyli, ale to on mi pomógł”.

Sabalenka mówi, że matka opowiadała jej, że gdy była małym dzieckiem, padała na podłogę i zabraniała… Dopóki nie dostała tego, czego chciała. Zawsze była ognista i z pewnym zażenowaniem przyznaje, że rzucała w rodziców słownymi bombami. „Jestem bardzo typowym Bykiem” – wyjaśnia. „Jak widzę cel, muszę go osiągnąć i nie ma innej drogi. Ta część mojej osobowości może doprowadzać mnie do szału, ale może też wprawić mnie w tryb walki i pomóc grać z pasją. To dwie strony tego samego medalu”.

Sabalenka pojawiła się w czasie, gdy tak zwana era Big Babe w kobiecym tenisie – termin ukuty przez dziennikarkę sportową i byłą zawodową tenisistkę Mary Carillo, opisujący siłową grę zawodniczek takich jak Lindsay Davenport, Mary Pierce, a ostatecznie siostry Williams – przycichała. Zawodniczki takie jak Angelique Kerber, Simona Halep i Ashleigh Barty, które były bardziej waleczne i miały bardziej wszechstronną grę na całym korcie, zaczynały wygrywać turnieje wielkoszlemowe. Ale potem pojawiła się Sabalenka ze swoją sześciostopową sylwetką i potężnymi uderzeniami z głębi kortu. Dzięki intensywnej obecności na korcie, porywczemu temperamentowi i naturalnej asertywności, w jakiś sposób wydawała się bardziej Sereną niż Serena. Uśmieszki, przewracanie oczami, okrzyki, które prowadziły do oskarżeń ze strony sędziów o przeszkadzanie w grze, tłuczenie rakiet i napięte wymiany zdań z oficjelami naznaczyły jej czas w tourze. Przez pewien czas jej krótki lont zdawał się szkodzić jej wynikom. Sabalenka zaczęła zyskiwać reputację zawodniczki, która boleśnie przegrywa w meczach o wysoką stawkę. Wygrała cztery finały Wielkiego Szlema – i przegrała cztery finały Wielkiego Szlema. „Ciągle byłam strasznie emocjonalna” – mówi. „Byłam jakby pod zerową kontrolą. Mogłam prowadzić w meczu, a potem totalnie zwariować i pozwolić mu się wymknąć. Wiedziałam, że mam problem”.

NADRUKI I POWTÓRKI
„W porządku jest rzucić rakietą” – mówi Sabalenka, ubrana w sukienkę Gucci i szpilki, nosząc własny pierścionek. „W porządku jest krzyczeć. W porządku jest oszaleć. Czasami po prostu musisz to z siebie wyrzucić… żeby być gotowym zacząć od nowa i grać mecz”. Ma na sobie zegarek Audemars Piguet.

Chociaż pracowała z psychologiem od 18 do 24 roku życia – co było transformującym doświadczeniem, które dało jej techniki samoregulacji i, co najważniejsze, sposób na mówienie do siebie w intensywnych momentach – Sabalenka jako pierwsza przyzna, że jest w trakcie pracy nad sobą. Podczas gdy była liderką rankingu przez wszystkie 52 tygodnie 2025 roku, ten sezon był również pełen nagłośnionych incydentów, jakby miała trudności z dostosowaniem się do presji bycia niekwestionowaną liderką touru. W finale Australian Open w styczniu widziano ją, jak tłucze rakietę na korcie tuż przed wręczeniem trofeum zwyciężczyni Madison Keys. Po przegranej z Coco Gauff w finale French Open w czerwcu, Sabalenka powiedziała dziennikarzom, że Amerykanka „wygrała mecz nie dlatego, że grała niesamowicie, tylko dlatego, że ja popełniłam wszystkie te błędy przy… łatwych piłkach”. W październiku, podczas Wuhan Open, przegrywając mecz półfinałowy z Jessicą Pegulą, z frustracji rzuciła rakietą. Ta odbiła się i prawie uderzyła dziecko zbierające piłki, co zaowocowało ostrzeżeniem od sędziego za „znęcanie się nad rakietą”.

Jej wybuchy nie ograniczały się do porażek. W Miami w marcu, podczas finału, który wygrała z Gauff, widz krzyknął „aut!” w trakcie wymiany, co skutkowało ostrzeżeniem od sędziego. Sabalenka, sfrustrowana, krzyknęła „zamknij się!” w stronę publiczności i otrzymała ostrzeżenie za nieprzyzwoite zachowanie – odwrotne wezwanie i odpowiedź. Podczas ceremonii wręczenia trofeum pochwaliła przeciwniczkę, a następnie spojrzała w tłum i powiedziała: „Gdzie pani jest, ta pani, która krzyknęła, która miała nadzieję na aut? Nie powinnam być taka niegrzeczna – ale no dalej, nie można tak robić. Więc umówmy się, że obie byłyśmy w błędzie. Przepraszam”.

Od dawna istnieje nuta podwójnych standardów, jeśli chodzi o okazywanie emocji w kobiecym tenisie, a staromodne wyobrażenia o tym, co jest „kobiece”, wciąż pojawiają się na forach fanów, a nawet wśród niektórych komentatorów. (Serena Williams również spotkała się z podobną krytyką – za to, jak głośno krzyczy, kształt swojego ciała, swój temperament i sposób, w jaki zachowuje się, gdy przegrywa). Internet również czerpie złośliwą przyjemność z wyobrażania sobie rywalizacji między zawodniczkami. Sabalenka i Gauff szybko to ukróciły, łącząc siły w filmiku na TikToku, tańcząc razem w tenisowych białych strojach na korcie centralnym Wimbledonu zaledwie kilka dni po dramacie French Open. Wtedy Sabalenka już publicznie przeprosiła Gauff za to, co wydarzyło się na tej niesławnej konferencji prasowej. Na jej korzyść, jest naprawdę dobra w czymś, czego Williams nigdy w pełni nie opanowała: publicznych przeprosinach. I na każdego fana, którego odpycha, znajduje się inny, który widzi w tych przeprosinach autentyczną osobę – kogoś prawdziwego pośród całej sławy i pozorów.

„Kiedy w zeszłym roku przyjechałam na Wimbledon, moja pierwsza konferencja prasowa była wypełniona po brzegi” – wspomina Sabalenka. „Pomyślałam: »Wow, ludzie, spodziewacie się więcej French Open?« Ale potem zrobiłyśmy filmik na TikToku. Coco jest jedną z tych dziewczyn, które to rozumieją. Nigdy się nie denerwuje ani nie obraża. Jeśli powiesz, że przepraszasz, ona mówi: »Och, dziewczyno, w porządku. Jesteś w porządku«. Nikt nie rozumie cię lepiej niż inny sportowiec. Myślę, że wszyscy czujemy, że powinnam wygrywać każdy mecz. Jeśli nie myślisz w ten sposób, to co w ogóle robisz? Kiedy jesteś w pierwszej piątce i wygrywasz Wielkie Szlemy, nie jest w porządku godzić się z przegraną. Taka jest moja mentalność”.

MOCNE STWIERDZENIE

„Aryna nauczyła się, że emocje są informacją. Obecnie potrafi wziąć tę informację i lepiej sobie z nią radzić. To przejście od wojowniczki do wojownika” – mówi jej trener fitness, Jason Stacy. Ma na sobie kostium kąpielowy Gucci i szpilki.

Sabalenka poznała swoją najlepszą przyjaciółkę w tourze, Paulę Badosę, podczas meczu pokazowego przed turniejem w Indian Wells w 2022 roku. Fani nazywają je Sabadosa, a one dzielą się swoją miłością do tańca w wielu filmikach na TikToku. Ale Badosa, która jest Hiszpanką, próbuje przekonać Sabalenkę do muzyki latynoskiej. (Białorusinka ostatnio słucha dużo Justina Biebera, podczas gdy Hiszpanka ma w pętli Bad Bunny’ego). „Widzę w niej wielką zmianę” – mówi Badosa. „Trzy, cztery lata temu trudniej było jej kontrolować emocje. Nie wiedziała, kiedy je wypuścić, a kiedy powstrzymać. Aryna zawsze będzie bardzo intensywna na korcie. Ale jest też bardzo wrażliwa. Ma wielkie, wielkie serce. Zawsze żartuje, że jest tygrysicą i ma ten tatuaż tygrysa na ramieniu. Ale ja zawsze mówię, że poza kortem jest pluszowym misiem. Jest bardzo czuła i dba o swoich ludzi”.

Mimo że była oskarżana o używanie przeprosin do zamiatania błędów pod dywan, spędzenie czasu z Sabalenką pokazuje, jak bardzo zawodniczka różni się od osoby. Poza kortem jest lekka, wyluzowana i autoironiczna – otwarta i refleksyjna. To ma sens, że gdy mecz się kończy, ta jej wersja może patrzeć na tę drugą z pewnym żalem. „Musisz zaakceptować, że byłaś w błędzie” – mówi, po czym się śmieje. „I byłam w błędzie tak wiele razy”. Ale sprzeciwia się poglądowi, że porywczy temperament jest zawsze zły. W rzeczywistości w niego wierzy. „Kiedy byłam młoda, denerwowałam się, a potem byłam na siebie wściekła, że się denerwuję. Teraz rozumiem, że w porządku jest rzucić rakietą. W porządku jest coś krzyknąć. W porządku jest oszaleć, jeśli czujesz, że za dużo w sobie trzymasz. Czasami po prostu musisz to z siebie wyrzucić, żeby się oczyścić i być gotowym zacząć od nowa i grać mecz. Tak, czasami wygląda to brzydko i okropnie, ale potrzebuję tego, żeby pozostać skupioną”.

Ogromna popularność Sabalenki sugeruje, że fani zgadzają się z nią, że brzydota i okropność mogą tworzyć ekscytujący tenis. Jest druga po Gauff pod względem zarobków z reklam. Jej sponsorzy to Nike, producent zegarków Audemars Piguet i, od stycznia tego roku, Gucci. Prestiżowy włoski dom mody jest bardzo selektywny w wyborze ambasadorów marki; w tenisie oznaczało to tylko Sabalenkę i lidera rankingu mężczyzn, Jannika Sinnera. W marcu siedziała w szczególnie interesującym pierwszym rzędzie podczas pokazu Gucci na Tygodniu Mody w Mediolanie, obok Shawna Mendesa, Romea Beckhama, Donatelli Versace i młodego kierowcy Formuły 1 Kimiego Antonellego. Ma dwa razy więcej obserwujących na Instagramie niż jakakolwiek inna aktywna zawodowa tenisistka. Intensywność, autentyczność, humor i glamour – sukces Sabalenki poza kortem pokazuje, że te cechy są równie cenne jak potężny pierwszy serwis.

„Ludzie wiedzą, kiedy jesteś autentyczny, kiedy jesteś sobą” – mówi jej narzeczony, Frangulis. „W meczu zawsze będzie coś podchwytliwego, bo Aryna mówi to, co czuje. I robi to samo na Instagramie i TikToku. To czyni ją wyjątkową. Ale zawsze jej mówiłem, że aby zachować spokój, musi skupić się na faktach, na tym, co się naprawdę dzieje, a nie na tym, co przychodzi jej do głowy. A faktem jest, że jest najlepsza w grze i zawsze może sobie z tym poradzić, zawsze odbić się i doprowadzić sprawę do końca. Nie chodzi o pozbycie się tych emocji. Chodzi o wykorzystanie ich na swoją korzyść – przekształcenie ich w jedną z jej supermocy, a nie słabości”.

Wielkie osobowości przyciągają zarówno wielkich fanów, jak i wielkich krytyków, a Sabalenka wie, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jej to nie przeszkadza. „Przy dużej miłości, dużej uwadze i dużym sukcesie zawsze znajdą się ludzie, którzy będą cię oceniać” – mówi. „Oceniają twój wygląd, twoje okrzyki, twoją narodowość, a nawet twoje życie prywatne i twoje wybory. Nie przeglądam dużo, ale czasami widzę przypadkowe komentarze na Instagramie, TikToku czy Threads i pytam mojego menedżera: »Czy ludzie naprawdę tak bardzo mnie nienawidzą?« Potem wchodzę na stadion i czuję ogromne wsparcie, i uświadamiam sobie, że w internecie to tylko kilka osób, ale są bardzo głośne. Czasami to fałszywe konto i myślę: »Nie masz nawet odwagi pokazać twarzy?« Albo czasami klikam na profil i widzę, że to matka z trójką dzieci, szczęśliwa rodzina prowadząca bardzo konwencjonalne, idealne życie. A rzeczy, które ci wysyła, to: »Chcę, żebyś umarła, chcę, żeby twoja rodzina dostała raka, jesteś dziwką«. I myślę: Coś jest nie tak z tą planetą”.

Być może najostrzejsza krytyka dotyczyła jej białoruskiej tożsamości od czasu rozpoczęcia wojny na Ukrainie. Od 2022 roku Białoruś jest kluczowym sojusznikiem Rosji i wyrzutnią dla jej ataków. Niektórzy zawodnicy oskarżali Sabalenkę o otwarte popieranie wojny; inni krytykowali ją za to, że nie wykorzystuje swojej platformy, by potępić ją mocniej. Sabalenka jasno dała do zrozumienia, że nie popiera wojny ani żadnej wojny i że sport powinien stać ponad polityką, skupiając się na łączeniu ludzi, a nie ich dzieleniu, na rywalizacji, a nie konflikcie.

„Niepodawanie ręki – szanuję to stanowisko” – mówi, odnosząc się do decyzji niektórych zawodników, w tym Ukrainki Eliny Switoliny, o niepodawaniu rąk po meczach z rosyjskimi i białoruskimi sportowcami. „Wiem, że to nie jest osobiste. Wysyłają wiadomość. Ale to było trudne, ilość nienawiści, jaką otrzymywałam od ludzi w tourze. Jeden trener zwariował na mnie, mówiąc, że to ja zrzucam bomby. To oczywiste, że chcę pokoju dla wszystkich. Nie chcę, żeby ta wojna miała miejsce. Powinni usiąść przy stole i poprzez negocjacje wszystko ustalić. Ale myślę też, że sport jest platformą i miejscem, gdzie możemy się spotkać, a nie walczyć ze sobą, jakbyśmy mieli własną wojnę. Spotkać się, być razem, okazać pokój. Przez tak długi czas Ukraińcy i Białorusini byli jak bracia i siostry. Jesteśmy tacy sami.” „Wszyscy jesteśmy ze sobą blisko związani. A teraz jest między nami ogromny mur i nie wiem, czy kiedykolwiek zniknie”.

W 2019 roku, gdy Sabalenka miała 21 lat, jej ojciec zmarł nagle na zapalenie opon mózgowych. Był listopad, poza sezonem, a ona trenowała w Mińsku. Jak pamięta, w dniu, w którym zachorował, jej matka wezwała karetkę, ale ratownicy zbili mu gorączkę i zostawili go w domu. Zadzwoniła ponownie następnego dnia, z tym samym skutkiem. „Pomyślałam: pozwólcie mi zanieść go do szpitala sama, skoro karetka go nie zabierze” – wspomina Sabalenka. „Zabrali go trzeciego dnia i było za późno. Mojej mamie było jeszcze trudniej. I nie zdawałam sobie sprawy aż do później, jak bardzo cierpiała moja siostra. Obie byłyśmy córeczkami tatusia”.

Chociaż w ostatnich latach zbliżyła się do matki, jej ojciec był głównym filarem jej systemu wsparcia. Dzwoniła do niego, gdy miała trudności, osobiste lub zawodowe, a jego słowa potrafiły sprawić, że wszystko stawało się lepsze. Kiedy umarł, tylko trening odwracał jej myśli od żałoby. „Ludzie mówią, że czas pomaga, ale pod pewnymi względami teraz cierpię bardziej, bo wiem, jak wiele radości mój tata miałby z mojego sukcesu” – mówi. „Obecnie mój narzeczony znajduje mnie płaczącą w łóżku w nocy, bo oglądam Reels i jest tam coś o ojcu, albo o dawnych czasach. Filmy, które najbardziej mnie uderzają, to gdy widzę, jak ludzie publikują reakcję rodziny na to, jak ich dziecko-sportowiec coś wygrywa, i po prostu wyobrażam sobie, jak mój tata zareagowałby na mnie. Płaczę jak szalona, jakbym go właśnie straciła. Jest tak wielu ojców w tourze i kiedy widzę zdrową relację i dumnego tatę, myślę: Dziewczyno, po prostu się tym ciesz, bo nigdy nie wiesz, co nadejdzie. Masz tyle szczęścia”.

Niedługo przed śmiercią ojca Sabalenka zatrudniła Jasona Stacy’ego jako swojego trenera fitness. Ten tytuł nie oddaje w pełni jego roli w zespole, który jest wyjątkowo zżyty, w sporcie, w którym czołowi zawodnicy często opisują swoje podróżujące zespoły jako rodziny. Dla Sabalenki Stacy jest, jak mówi, „jak ojciec”. Najdłużej pracujący członek grupy, która spędza razem 330 dni w roku, i jej starszy mąż stanu (jest tylko nieco starszy, niż byłby ojciec Sabalenki, gdyby żył), Stacy odegrał kluczową rolę w jej powrocie do zdrowia po porażkach na korcie i poza nim. „Zawsze jej mówię: nie walcz z tym i nie karm tego” – mówi o tych porażkach. Stacy, który był bezdomny jako nastolatek, zanim zmieniające życie wprowadzenie do sztuk walki, nauczył Sabalenkę niektórych podstawowych idei buddyzmu zen. Należą do nich Zanshin, zrelaksowana świadomość; Mushin, jasność umysłu; i Tomaranu Kokoro, duch, który jest zawsze w ruchu. „Aryna nauczyła się, że emocje są informacją. Obecnie potrafi wziąć tę informację i lepiej ją przetworzyć. To przejście od wojowniczki do wojownika. Była tą młodą wojowniczką, działającą na adrenalinie, po prostu przetrwającą chwilę. Wojownicy są spokojniejsi. Potrafią oddalić perspektywę, a potem przybliżyć ją i ponownie skupić się na właściwej rzeczy”.

Sabalenka doznała kolejnej straty w marcu 2024 roku, kiedy jej były chłopak, hokeista Konstantin Kolcow, popełnił pozorne samobójstwo w Miami. Była na kortach treningowych w Miami, miejscu, które Sabalenka traktuje niemal jak dom, kiedy policja przyszła jej powiedzieć tę wiadomość. „Kłóciłam się z policjantem – po prostu nie mogłam tego zaakceptować” – wspomina. Ponownie Sabalenka próbowała zagłuszyć swój ból grą. Kilka dni później zaczęła grać w Miami Open, ale przegrała w trzeciej rundzie z Ukrainką Anheliną Kalininą, tłukąc rakietę i odwołując konferencję prasową. Jakby śmierć Kolcowa nie była wystarczająco bolesna, hejterzy w internecie skrytykowali Sabalenkę za tak szybki powrót na kort. „Nie wiem, czy istnieje jakaś zasada dotycząca tego, jak należy przeżywać żałobę” – mówi. „Czuję, że w tej sytuacji nie ma dobra ani zła. Każdy z nas potrzebuje czegoś innego. Dla mnie powrót do pracy to jedyny sposób.” „Po prostu tak. Mam 28 lat, ale czasami czuję, że doświadczyłam już wszystkiego, co życie może na ciebie rzucić”.

Mniej więcej w tym czasie Frangulis i Sabalenka stawali się parą. Poznali się po raz pierwszy poprzedniej jesieni w Dubaju, kiedy podpisała umowę sponsorską z Oakberry. Kiedy w następną wiosnę w Indian Wells poszli na kolację, Frangulis mówi, że byli gdzieś pomiędzy współpracownikami biznesowymi a romantycznymi partnerami. Oboje są obywatelami świata: firma Frangulisa ma siedzibę w Miami, z zapleczem w São Paulo i głównym europejskim biurem w Madrycie. Spotykanie się z zawodowym sportowcem wiąże się