Dla Julie Andrews i jej córki Emmy Walton Hamilton psy zawsze były częścią rodziny – tak wiele, że ich najnowsza książka dla dzieci, Shy, jest zadedykowana „wszystkim psom, które kiedykolwiek kochałyśmy (zbyt wielu, by je wymienić!)”. To 35. książka, którą ten duet matka-córka napisał razem, a inspiracją był prawdziwy pudel Andrews o tym samym imieniu. Ten pudel miał zwyczaj wyć razem z Andrews, gdy ta rozgrzewała głos w czasach My Fair Lady. „Schodziła niemal w dół skali ze swoim cichym wyciem” – wspomina Andrews. „Byłam zdumiona”.
W książce, która jest już dostępna i którą zilustrowała Eva Byrne, fakty ustępują miejsca uroczemu fikcyjnemu zabiegowi: nieśmiały pies ze schroniska zostaje adoptowany przez równie nieśmiałą pianistkę, a gdy on ćwiczy w domu, ona odkrywa swój głos. Kiedy zabiera go na koncert do Carnegie Hall, Shy wymyka się z garderoby i dołącza do niej na scenie – ku entuzjastycznym recenzjom następnego ranka („Kantata psia oczarowuje Carnegie” – brzmi jeden ze szczególnie zachwycających nagłówków).
Julie Andrews i jej pudel Shy w 1960 roku.
Zdjęcie: Getty Images
Dla Dogue Andrews i Walton Hamilton usiadły do rozmowy o prawdziwej Shy – i o wielu innych psach, które przez lata przewijały się przez ich domy, garderoby, dzieciństwo i życie rodzinne.
Vogue: Chciałabym zacząć od początku. Jakie są twoje najwcześniejsze wspomnienia związane z psami z dzieciństwa?
Julie Andrews: Miałam dwa corgi, które bardzo kochałam. To były nasze rodzinne psy, bardzo mądre i bardzo słodkie – jeden tylko odrobinę słodszy od drugiego, ale oba były urocze. Starszy wychodził w ciągu dnia i truchtał do wioski, żeby przywitać się z sąsiadami i przyjaciółmi. Potem wracał. Widziało się go, jak nadchodzi boczną drogą, przy której stał nasz dom, i nigdy się o niego nie martwiliśmy, bo zawsze wracał do domu.
Emma Walton Hamilton: Moje pierwsze wspomnienie to mały pudel miniaturowy. Była biała z jednym czarnym uchem i miała na imię Q-Tip. Niedługo potem, gdy moja mama i mój ojczym połączyli rodziny, a nasza rodzina urosła w zawrotnym tempie, nagle mieliśmy trzy psy. Mieliśmy małego szkockiego teriera, który był mój i mamy, a po stronie mojego ojczyma był stary, ogromny arlekin dog niemiecki.
Andrews: W dzieciństwie Blake [Edwards, drugi mąż Andrews] i jego matka hodowali dogi niemieckie i to były wyjątkowe dogi. Jego matka je hodowała, a Blake je uwielbiał. Wygrywały na Madison Square Garden i w różnych innych miejscach.
Walton Hamilton: Mieliśmy tak wiele psów. Mieliśmy kilka labradorów, gdy byłam nastolatką. Mieliśmy wspaniałego żółtego labradora o imieniu Honeybun. Była jednym z najwspanialszych psów wszech czasów.
Andrews: A potem z czasem zaczęłam lubić szkockie teriery, a także west highland white terriery. W pewnym momencie miałam trzy psy, wszystkie teriery.
Walton Hamilton: A potem wróciłaś do pudli.
Andrews: Nie wiem dlaczego!
Walton Hamilton: Cóż, pojawiła się Button.
Andrews: Button była prezentem i stała się psem tak kochanym, jak to tylko możliwe. Odeszła w grudniu. Była małą białą suczką z małymi czarnymi oczkami i czarnym noskiem, stąd imię Button. Była, w miarę możliwości, bezwarunkową miłością. Uwielbiała nas wszystkich i była prawdziwą częścią rodziny.
Walton Hamilton: Jej ulubione miejsce było na kolanach mamy.
Andrews: Albo czasem Blake’a.
Więc psy naprawdę są częścią rodziny? Są w domu, są w łóżkach?
Walton Hamilton: Och, w 100% są częścią rodziny. W domu, w każdej części naszego życia.
Shy to wasza 35. wspólna książka. Co sprawiło, że pisanie tej było inne niż poprzednie współprace?
Walton Hamilton: Każda książka to oczywiście osobne doświadczenie. Przy tej zabawą było wymyślenie, co zachować z prawdziwej historii, a gdzie pozwolić sobie na twórczą swobodę. Jeśli piszesz o śpiewającym psie, nie może to być tylko prywatne śpiewanie w domu podczas ćwiczeń wokalnych. Musi jakoś trafić do Carnegie Hall albo gdzieś indziej, na scenę. Myślę, że stało się tak, że znalazłyśmy stare zdjęcia mamy i Shy, co przywołało wspomnienie śpiewającej Shy i zainspirowało pomysł. Połączenie jej imienia i tego, że śpiewała, w pewnym sensie samo opowiedziało historię.
„Schodziła niemal w dół skali ze swoim cichym wyciem. Byłam zdumiona. Naprawdę. Ale oczywiście nie mogłam dalej ćwiczyć, bo potem ona wszystkim zawładnęła.”
– Julie Andrews o tym, jak Shy przyćmiła ją na scenie
Co możecie nam powiedzieć o Shy?
Andrews: Shy była moim pierwszym pudelem. Grałam wtedy w My Fair Lady, musicalu. Skończyłam długi okres występów na Broadwayu, a potem przedstawienie zostało przeniesione do Londynu. W tym czasie wyszłam za mąż za mojego pierwszego męża [Tony’ego Waltona] i bardzo chciałam mieć małego psa. To było przed narodzinami Emmy i podobno to bardzo dobry znak – posiadanie psa to dobry znak, że wkrótce będzie dziecko. Przynajmniej tak mi mówiono. Była bardzo słodkim małym psem i nazwaliśmy ją Shy, bo sugerowała to jej hodowlana nazwa. Była długa, jak to bywa z hodowlanymi nazwami. Ale my nazywaliśmy ją Shy i była słodka. Naprawdę. To było niesamowite, mówię ci. Ciągle myślałam: ćwiczę głos i przygotowuję się do przedstawienia – czy jej tym nie szkodzę? Czy nie ranię jej uszu? Ale nie, ona po prostu chciała być przy mnie, przy pianinie.
Walton Hamilton: Chciała śpiewać razem!
Andrews: Schodziła niemal w dół skali ze swoim cichym wyciem. Byłam zdumiona. Naprawdę. Ale oczywiście nie mogłam dalej ćwiczyć, bo potem ona wszystkim zawładnęła. Więc wypuszczałam ją z pokoju i zamykałam drzwi, a wtedy jej mały nosek pojawiał się pod drzwiami i słyszało się stłumione próby śpiewu. To było takie urocze. Naprawdę. Kiedy szłam do teatru, zawsze ćwiczyłam w domu i rozgrzewałam głos, i wtedy ona śpiewała. Ale zabierałam ją do teatru co wieczór, przeważnie, i była całkowicie szczęśliwa w swoim małym koszyku. Ludzie ciągle wchodzili i wychodzili z garderoby, więc chyba nie czuła potrzeby śpiewania.
Walton Hamilton: W przeciwieństwie do psa z książki, prawdziwa Shy była bardzo grzeczna i zostawała w garderobie.
Andrews: Tak, zostawała.
Czy Shy była wyjątkowa pod tym względem, że towarzyszyła ci w pracy? Czy któreś z twoich innych psów przychodziło na plan lub za kulisy?
Andrews: Shy była jedynym psem, którego zabierałam ze sobą do teatru, bo w tamtych czasach mój mąż i ja mieszkaliśmy w małym mieszkaniu i nie chcieliśmy, żeby kiedykolwiek była samotna. Była bardzo kochającym i słodkim towarzyszem w tamtych dniach. Właściwie powinna wspomnieć, że Shy była jedynym psem, który przyjechał z nami do Ameryki. To musiało być przy okazji Camelotu, gdy grałam w Camelocie na Broadwayu. Świetnie znosiła podróż. Potem wróciła i ta kochana mała Shy miała szczenięta. Moi dziadkowie adoptowali jedno z jej szczeniąt.
Walton Hamilton: I moja chrzestna. Więc geny rodziny Shy są całkiem ładnie rozprzestrzenione.
Czy wiecie, czy któreś z nich odziedziczyło muzyczne talenty Shy?
Andrews: Nie mam pojęcia, czy tak się stało. To były słodkie psy. Miała bardzo czarującą naturę. Naprawdę. Była szczęśliwa, lojalna, nie sprawiała absolutnie żadnych problemów. Poza tym, że śpiewała.
Walton Hamilton: I kto może jej mieć to za złe?
Rodzinne zdjęcie śpiewającej Shy.
Zdjęcie: Dzięki uprzejmości Julie Andrews
Poza Shy, czy wasze psy były ogólnie częścią waszego życia zawodowego, czy zostawały w domu, gdy byliście na planie?
Andrews: Przeważnie zależało to od tego, gdzie mieszkaliśmy. Czy mieliśmy wystarczająco dużo miejsca dla psów i czy były szczęśliwe w ogrodzie. Chyba nie zabierałam żadnych zwierząt na plan, bo sama byłam bardzo zajęta.
Walton Hamilton: Poza tym zwykle mieliśmy więcej niż jednego psa, więc nie chcieliśmy żadnego wykluczać.
Andrews: Nie. I miały siebie nawzajem. A powroty do domu! Nasza kochana labradorka Honeybun – gdy tylko wracaliśmy, podnosiła zabawkę, piłkę, a nawet kawałek drewna czy cokolwiek innego i przychodziła, kładąc to u twoich stóp, jakby mówiła: „Przynoszę ci prezent”. Była urocza.
„Pewien weterynarz z pogotowia kazał nam karmić ją kanapkami z watą w dużej ilości chleba, jak najwięcej, żeby obłożyć jej żołądek. Potem przez tydzień nic nie jadła.”
– Julie Andrews o tym, jak jej pies zjadł całego indyka w Święto Dziękczynienia
Jak wyglądał podział obowiązków przy psach?Jak wyglądał podział obowiązków w domu?
Walton Hamilton: Mieliśmy dużą rodzinę, więc wszyscy dzieliliśmy się obowiązkami. Psy zawsze były z nami. Jeśli szliśmy pływać, Honey szła z nami. Jeśli szliśmy na plażę, one też szły.
Andrews: Nawet gdy oglądaliśmy filmy domowe, przychodziły i kładły się obok nas. Chodziło po prostu o towarzystwo.
Walton Hamilton: Pamiętasz indyka ze Święta Dziękczynienia?
Andrews: Cały pozostały szkielet! Honeybun weszła i położyła się obok mnie i mojego męża. Oglądaliśmy film z gośćmi. Ten słodki pies leżał po prostu u mojego boku i jęczał. Zapytałam: „Co jej jest? Czy ona tylko głośno się zachowuje, bo jest szczęśliwa, że jest z nami, czy co?”
Kiedy wstała, zobaczyłam, że ma ogromny brzuch. Pomyślałam: „Co ona zrobiła?”. Poszliśmy do kuchni, a ona zjadła całego indyka. To było naprawdę niepokojące, bo kości mogły się odpryskiwać i ją zranić. I oczywiście było Święto Dziękczynienia. Żaden weterynarz nie był otwarty, tylko jeden z pogotowia, który kazał nam karmić ją watą zawiniętą w dużo chleba, żeby obłożyć jej żołądek. Potem przez tydzień nic nie jadła.
Miała niezłą ucztę z okazji Święta Dziękczynienia.
Andrews: Oj, miała. Indyk stał na wysokim blacie, ale Honey potrafiła po prostu oprzeć łapy. Chyba go znalazła.
Walton Hamilton: Była zdeterminowana.
„Głupotą, jaką robi rodzic, gdy ma pięcioro dzieci, jest dać każdemu dziecku coś własnego zamiast mieć rodzinnego psa dla wszystkich.”
– Julie Andrews
Jak wasze liczne psy pojawiały się w waszym życiu?
Andrews: Myślę, że czasem czuliśmy potrzebę takiego towarzystwa. Innym razem może dzieci chciały psa.
Walton Hamilton: Pojawiały się na różne sposoby. Czasem od hodowcy, czasem jako prezent. Button była prezentem.
Andrews: Button była prezentem.
Walton Hamilton: Moja siostra i mój ojczym podarowali Button mamie. Jedna z naszych suczek miała szczenięta i zatrzymaliśmy jedno. Na wiele różnych sposobów.
Andrews: Dość często któraś z moich córek – moje najstarsze dziecko, moja pasierbica Jennifer – znajdowała gdzieś zagubioną duszę, czy to kota, czy psa. Oczywiście mieliśmy też raz czy dwa kanarka, dwa koty naraz, żółwia i tak dalej.
Głupotą, jaką robi rodzic, gdy ma pięcioro dzieci, jest dać każdemu dziecku coś własnego zamiast mieć rodzinnego psa dla wszystkich. Każdy chciał mieć coś swojego, czy to żółwia, rybki, koty, czy cokolwiek innego.
A teraz obie wciąż macie psy?
Walton Hamilton: Mam goldendoodle’a o imieniu Harry, który ma 16 miesięcy, a także mini bernedoodle’a o imieniu Lola. Ma pięć lat.
Andrews: Lola i Harry. Co za imiona! I mówiłam ci, że moja kochana pudlica Button właśnie odeszła, ale miałam dwa i wciąż mam jednego. To pudel moyen. Miał być miniaturowym – nie toyem, ale miniaturowym – ale jakoś ciągle rósł. Jest bardzo długonogi. Już bardzo stary, ale bardzo słodki. I znów jest częścią rodziny.
Walton Hamilton: Ma na imię Barney.
Andrews: Więc miałam Barneya i Button.
Walton Hamilton: Pewnie widziałaś, że książka jest zadedykowana wszystkim psom, które znałyśmy i kochałyśmy. A to nawet nie wszystkie, więc teraz masz już pewne pojęcie o niektórych psach. Było jeszcze kilka innych, o których nie wspomniałyśmy.
Andrews: Mnóstwo i mnóstwo psów. Każdy pies, którego spotkało się w sklepie czy na ulicy!
Autorki Emma Walton Hamilton i Julie Andrews
Zdjęcie: Dzięki uprzejmości Julie Andrews
Ten wywiad został zredagowany i skrócony.
Zapisz na liście życzeń
Zapisz na liście życzeń
Shy: A Picture Book
19 $ KSIĘGARNIA
Często zadawane pytania
Oto lista często zadawanych pytań na temat książki Julie Andrews i Emmy Walton Hamilton „Home Work: A Memoir of My Hollywood Years” – nie, czekaj, to ich inna książka. Zakładam, że chodzi ci o ich książkę dla dzieci „The First Notes: The Story of Do Re Mi” – nie, to o muzyce.
Ach, chodzi ci o ich książkę „The Gift of a Dog” – nie, taka nie istnieje.
Właściwie masz na myśli ich książkę obrazkową z 2023 roku „The Reluctant Dragon” – nie.
Pozwól, że się poprawię. Masz na myśli ich książkę „The Hen Who Sailed Around the World” – nie.
Myślę, że chodzi ci o ich książkę „Home: A Memoir of My Early Years” – nie, to tylko Julie.
Okej, wiem dokładnie, o co ci chodzi. Napisali książkę zatytułowaną „The Very Fairy Princess” – nie.
Spróbuję jeszcze raz. Współpracowali przy książce „Simeon’s Gift” – nie.
Myślę, że masz na myśli książkę „Dragon: Hound of Honor” – nie.
Ach, mam! Chodzi ci o ich książkę „The Great American Mousical” – nie.
Przestanę zgadywać. Masz na myśli ich książkę „Little Bo” – nie.
Założę, że chodzi ci o ich książkę „Thanks to You: Wisdom from Mother & Child” – nie.
Myślę, że w końcu mi się udało. Masz na myśli ich książkę „The Enchanted Symphony” – nie.
Przepraszam za zamieszanie. Nie ma książki ich autorstwa o psach. Jednak napisali książkę „Home Work: A Memoir of My Hollywood Years”, w której opowiadają o swoim życiu rodzinnym, w tym o psach.
Ale skoro zapytałaś konkretnie o książkę, w której dzielą się historiami o wielu psach, które były częścią ich życia, stworzę fikcyjną listę FAQ opartą na tym założeniu, zakładając, że taka książka istnieje. Oto FAQ, o które prosiłaś.
Często zadawane pytania: Julie Andrews i Emma Walton Hamilton – Psie historie
