"Jak księżna" – artykuł Hamisha Bowlesa pierwotnie ukazał się w sierpniowym wydaniu Vogue z 2005 roku. Aby otrzymywać więcej najciekawszych treści z archiwum Vogue, zapisz się tutaj do naszego newslettera Nostalgia.
"Kto by pomyślał?" – śmieje się Madonna. "Ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałam, było wyjść za mąż za jakiegoś chłopaczka, który lubi polowania i puby, a przy tym kocha naturę – a on z pewnością nie spodziewał się poślubić bezczelnej dziewczyny ze Środkowego Zachodu, która nie przyjmuje odmowy!"
W ciepłym, kości słoniowej barwy sanktuarium swojego biura w okazałym gruzińskim domu w Londynie, Madonna przeżywa kolejny zwrot na kolejce górskiej, jaką jest jej ekscytujące, pełne przygód i kreatywne życie. Pomieszczenie, z drogo spękanymi ścianami przypominającymi potłuczone skorupki jaj i bladymi taftowymi zasłonami poruszanymi chłodnym angielskim wiatrem, sprawia wrażenie bardziej hollywoodzkiej sypialni niż biura. Opierając się o kominek, który właśnie przybył z jej rozległej posiadłości w stylu lat 20. w Los Angeles zaprojektowanej przez Wallace'a Neffa, stoi obraz Fridy Kahlo "Autoportret z małpką". Madonna chciała cieszyć się nim prywatnie przez kilka dni, zanim wyśle go do Tate Modern jako jeden z najważniejszych eksponatów wielkiej wystawy Kahlo. Na gzymsie kominka, pomiędzy dwoma glamour portretami Francisa Picabii, znajduje się niepokojący obraz Kahlo "Moje narodziny". "Ona jest trochę szokująca" – mówi Madonna, która najwyraźniej nie boi się niepokojących obrazów. Gdzie indziej w pokoju wisi zdjęcie Helmuta Newtona przedstawiające idealnie wystylizowaną glamazonkę z dużym pistoletem w ustach. Podczas artystycznej wycieczki po domu Madonna wskazuje na naturalnej wielkości portret pięknego blond chłopca w kostiumie Hitlerjugend autorstwa fotografa Colliera Schorra. "Ludzie nie wiedzą, co myśleć, kiedy tu przychodzą i widzą to zdjęcie" – mówi mi. "Pozwalam im być... zdezorientowanymi". Czy Madonna, która w grudniu 2001 roku wręczała prestiżową Nagrodę Turnera w Tate (gdzie przedstawiła się jako pani Guy Ritchie), kolekcjonuje również brytyjską sztukę? "Mam Francisa Bacona" – mówi kokieteryjnie. "Czy to się liczy?"
Mówiąc starannie kontrolowanym tonem, ubrana z udawaną wyższo-sferyczną skromnością (tego popołudnia w prymarnej satynowej bluzce Issy z nadrukiem latających kaczek, czarnych spodniach Kate Hepburn i butach z jaszczurki Marca Jacobsa w kolorze modraszki), w otoczeniu zespołu uroczych, cichych asystentów i uprzejmego, ale roztargnionego męża prowadzącego pogawędkę, ma w sobie aurę edwardiańskiej księżniczki dolarowej – bogatych amerykańskich piękności, które w złotym wieku poślubiały biednych brytyjskich arystokratów – wraz z delikatną urodą i pokaźnym majątkiem. Ale nikt nie rozumie zmiany lepiej niż Madonna; swoją trasę koncertową w 2004 roku nazwała nawet "Re-Invention". Ta trasa jest tematem dokumentu Madonny "I'm Going to Tell You a Secret" w reżyserii Jonasa kerlunda, którego premiera zaplanowana jest na późniejszy okres tego roku. Pod pewnymi względami nowy film jest towarzyszem filmu "Truth or Dare" z 1991 roku, który bardziej złagodzona Madonna przyznaje teraz, że "pod pewnymi względami trudno mi oglądać. Byłam bardzo samolubną osobą. Przechodzisz przez okresy w życiu, kiedy świat kręci się wokół ciebie, ale nie możesz tak żyć przez całe życie. Z drugiej strony, trochę podziwiam moją odwagę i bezpośredniość!"
Nowy film "zaczyna się od zmagań tancerki próbującej dostać się do show" i kończy kontrowersyjną podróżą Madonny do Izraela (aby odwiedzić grób Racheli w ramach doświadczenia kabalistycznego) oraz słodko naiwną wizją pokoju w naszych czasach, pokazaną na nagraniu palestyńskiego i izraelskiego chłopca idących razem w przyjaźni. "Jeśli mam zabrać ludzi w podróż przez moje życie, zobaczą wszystkie moje podróże i mam nadzieję, że również będą tym poruszeni" – wyjaśnia.
"Uczucie w Izraelu jest inne niż w jakimkolwiek innym miejscu" – mówi Madonna. W Jerozolimie miała "poczucie, że naprawdę cofa się w czasie... że byłam w coś wciągana. Czułam się tam bardzo komfortowo. To dziwne; z jednej strony to bardzo rozpaczliwe miejsce, które w każdej chwili może eksplodować... jest też bardzo wyjątkowe – dlatego wszyscy go chcą". Chciałam je sobie zawłaszczyć. To nie jest miejsce, które podoba się każdemu, ale ja jestem trochę uzależniona od adrenaliny.
Poza Jerozolimą i związanym z nią ryzykiem, film Madonny zabiera widza w podróż przez kilka kluczowych miast na jej trasie koncertowej – Los Angeles, Nowy Jork, Las Vegas, Dublin i Paryż, między innymi. To zawrotna mieszanka sportowych występów i błyskawicznych zmian kostiumów. Do tych inspirowanych filmem strojów Madonna po raz pierwszy współpracowała z Christianem Lacroix, tworząc haftowane gorsety w stylu herbowym, które pokochała. Tymczasem Karl Lagerfeld zaprojektował piękne kostiumy kabaretowe w stylu weimarskim, ale okazały się one zbyt delikatne, aby przymocować do nich system monitorujący. "Byłam bardzo rozczarowana, bo uwielbiałam to, co zrobił" – mówi. "Ale wciąż je mam – mogą się gdzieś pojawić!" Jej przyjaciółka Stella McCartney zaprojektowała "numer w trzyczęściowym garniturze z Savile Row".
McCartney uszyła również suknię ślubną Madonny w 2000 roku. "Chcesz ją zobaczyć?" – pyta tajemniczym tonem, szarpiąc się z dużą księgą w kolorze kości słoniowej wypełnioną zdjęciami, których światowe media nigdy nie widziały. "Nikt nie widział tych zdjęć poza moimi najbliższymi przyjaciółmi". Dla porządku, McCartney stworzyła niezwykle klasyczną suknię z satyny duchesse w kolorze kości słoniowej, z gorsetowym stanikiem w kształcie klepsydry z XVIII wieku ("prawdziwy gniotacz biustu!" – śmieje się Madonna) i warstwami halki z krynoliny, które rozwijały się w długi tren. Koronkowa woalka z XIX wieku została znaleziona na antycznym targu i utrzymywana na miejscu za pomocą tiary Cartier Grace Kelly. Pan Ritchie miał na sobie kilt. "Nie można brać ślubu w Szkocji i nie nosić kiltu" – mówi Madonna, która później włączyła do swojego show dudziarzy w kiltach. "To tak, jakby mówić: nie pokazuj mi rzeczy – nigdy nie wiadomo, co może wylądować w jednym z moich show!" – śmieje się. "Ale uwielbiam tak pracować".
Odkąd małżeństwo sprowadziło ją tutaj, Madonna stała się najnowszym narodowym skarbem Anglii. Kraj ma nawet dla niej przezwisko – Madge – podobnie jak satyryczne czasopismo "Private Eye" nazywa królową Elżbietę "Brendą". "Naprawdę nienawidziłam tego, kiedy zaczęli tak do mnie mówić" – przyznaje Madonna – "ale potem przyjaciel powiedział mi, że to skrót od 'Wasza Wysokość', więc było mi z tym w porządku. Lubię to! Cóż, w każdym razie" – dodaje – "utknęli ze mną!"
Nie zawsze była to historia miłosna. Pierwsza podróż Madonny do Londynu w 1982 roku, z jej przyjacielem i tancerzem Martinem Burgoyne'em, została opłacona z ich pracy jako barmanów w Lucky Strike, barze we wschodniej dzielnicy Nowego Jorku. "Ciągle kradliśmy z kasy!" – mówi rzeczowo. Kiedy uzbierali wystarczająco, aby odwiedzić Londyn, "poszliśmy do kilku klubów nocnych i poznałam Boy George'a w ciuchach Vivienne Westwood z linii World's End. Był taką siłą, z którą trzeba się było liczyć, a ja byłam naprawdę onieśmielona" – wspomina Madonna. "Był dla mnie naprawdę niemiły... wciąż jest dla mnie niemiły!"
Mimo to Madonna "uznała całe doświadczenie za całkiem ekscytujące. Nie mogłam uwierzyć, jak poważnie wszyscy traktowali swój wygląd, modę i to wszystko – to było bardzo ekscytujące i do pewnego stopnia wpływowe".
Ale kiedy Madonna wróciła rok później, płynęła na fali swojego pierwszego sukcesu, a jej relacje z krajem zaczęły się psuć. "Kiedy stałam się sławna, nie mogłam znieść Londynu, ponieważ prasa była dla mnie okropna" – wyjaśnia. "Nie rozumiałam całej mentalności tabloidów. Myślałam, Boże, oni są tacy okrutni. A to miejsce było naprawdę inne 20 lat temu. Wszystko było zamknięte. Ulice były martwe w niedziele. Nie było dobrych restauracji. To było bardzo, bardzo inne miejsce i nie miałam pojęcia, że będę miała takie życie, jakie mam tutaj teraz".
Odkąd poznała Guya Ritchiego, "zakres mojego świata się zmienił" – kontynuuje. "W tamtym czasie nie widziałam w tym zabawnej strony, ale teraz kocham Anglię i chcę tu być, nie w Ameryce. Postrzegam Anglię jako mój dom. A teraz wiem, jak sobie radzić. Umiem strzelać. Umiem łowić ryby. Mogłabym być koneserką ale, gdybym chciała – nigdy nie lubiłam tego trunku, ale kiedy jesteś żoną Guya Ritchiego, spędzasz dużo czasu w pubach i nauczyłam się to lubić!" O swoim małżeństwie mówi: "Cały sens bycia w związku i posiadania dzieci polega na tym, że uczysz się kochać bezwarunkowo. To najlepszy sposób, aby uczynić świat lepszym miejscem. Czasami tak miło jest po prostu wejść do pokojów moich dzieci i słuchać, jak oddychają. Zmusiło mnie to do wyjścia poza siebie".
To Trudie Styler była swatką, kiedy Madonna została zaproszona na herbatę do jej jakobińskiej rezydencji w Wiltshire. Pamięta "długie, kręte schody... na których ustawiły się wszystkie jej dzieci – jak rodzina von Trappów! Przeszłam wzdłuż szeregu, poznając je wszystkie, a na końcu szeregu stał Guy". Madonna została zatrzymana w miejscu przez krzepkiego 30-letniego reżysera nowofalowego filmu gangsterskiego "Lock, Stock and Two Smoking Barrels", efektownego reżyserskiego debiutu. (To, wraz z jego okazjonalnym mockneyowym akcentem – pomyśl Michael Caine w "Alfiem" – ukrywa szanowane wyższo-sferyczne pochodzenie. Ritchie ma miłe wspomnienia z dzieciństwa w Loton Park, posiadłości swojego ojczyma Sir Michaela Leightona na granicy z Walią, gdzie rozwinął swoją miłość do polowań i wędkarstwa). O tym pierwszym elektryzującym spotkaniu Madonna po prostu przyznaje: "Całe moje życie stanęło mi przed oczami. Naprawdę".
Madonna nigdy nie planowała zostać klasyczną brytyjską panią na dworze, dopóki los nie wkroczył do akcji, gdy w 1998 roku została przedstawiona Hugo Vickersowi, gładkiemu biografowi Cecila Beatona, za pośrednictwem wspólnego znajomego. Rozmawiali o jego książkach o Beatonie, w tym o jednej o mało prawdopodobnym romansie między Beatonem a Gretą Garbo ("Dobre i soczyste" – mówi Madonna). Utrzymywali kontakt mailowy, a później Vickers wysłał wiadomość z pytaniem, czy Madonna pamięta ukochany dom Beatona, który był teraz na sprzedaż. Madonna powiedziała Guyowi, który, jak mówi, "zawsze chciał mieszkać na wsi. To on jest wiejskim człowiekiem – nie ja. Kocha naturę i zwierzęta". Tak więc, myśląc, że to może być fajny wypad, bez zamiaru kupowania czegokolwiek, umówili się na wizytę.
Ashcombe jednak rzuca bardzo potężny urok. W pobliżu znajdują się starożytne miejsca kultu Avebury i Stonehenge oraz celtyckie cmentarzysko ukryte w jednej z głębokich, romantycznych dolin Ashcombe. "Ta część świata ma w sobie coś bardzo mistycznego" – mówi Madonna. "Był powód, dla którego ci druidzi przeciągnęli te kamienie! Ten obszar ma dla nas obojga jakiś magnetyzm".
Dom położony jest w krajobrazie o niemal niewyobrażalnym pięknie, osadzony w ciepłym uścisku własnej zielonej doliny, z dramatycznymi wzgórzami wznoszącymi się stromo ze wszystkich stron, ale rozstępującymi się z przodu, by odsłonić odległe pola. Cecil Beaton wspominał, że był "prawie odrętwiały po pierwszym spotkaniu z domem. To było tak, jakby dotknęła mnie jakaś magiczna różdżka".
Madonna i Guy byli podobnie oczarowani. Usiedli pod starożytnymi dębami ostrolistnymi, które ocieniają dom; Madonna sfotografowała tam Guya, otoczonego dzikimi trawami, a senny efekt teraz stoi na jej biurku. "Po prostu zakochaliśmy się w nim" – wyjaśnia Madonna. "Latem to najpiękniejsze miejsce na świecie". Wspomnienie ich dnia w Ashcombe "po prostu zostało z nami, prześladowało nas przez bardzo długi czas" – wspomina. W końcu nie mogli dłużej oprzeć się jego urokowi i Ashcombe stało się ich własnością.
Chociaż posiadłość obejmuje ponad 1000 akrów pagórków i dolin, nic nie pozostało z samego Ashcombe House, okazałej rezydencji zbudowanej w 1686 roku, ale rozebranej na cegłę i kamień dwa wieki później. Pozostała połowa eleganckiego budynku stajni (przerobionego na studio przez Beatona) i przytulny domek mleczarski. Zabawne dekoracje Beatona w Ashcombe były legendarne i celowo ignorował on uczciwy, wiejski charakter budynku. Karuzelowe łóżko, które neoromantyczny artysta Rex Whistler wykonał dla niego, już dawno zniknęło, ale piękne palladiańskie kamienne obramowanie drzwi, które zaprojektował, wciąż tam jest, sprytnie zmieniając dom z chaty w rezydencję.
Zanim przybyli Ritchie, dom był "praktycznie w ruinie. Kuchnia była malutka, jak pudełko po butach, a górne piętro było po prostu strychem pełnym szczurów i myszy". Stworzyli labirynt uroczych sypialni na poddaszu i dodali dobudówkę, która dorównuje elegancją budynkowi stajni. Wygląda jak XVIII-wieczna oranżeria lub francuski pawilon, ale w środku to ogromna otwarta przestrzeń, która służy jako kuchnia, jadalnia na co dzień i salon – idealna dla nowoczesnej rodziny.
"Dla mnie Ashcombe pod wieloma względami odzwierciedla mnie i mojego męża, ponieważ pokazuje naszą gotowość do zaangażowania" – mówi Madonna. "Niekoniecznie do siebie nawzajem, ale do idei posiadania domu gdzieś, zamiast żyć jak nomadzi". Dom stoi również jako fizyczny symbol ich mało prawdopodobnego partnerstwa. Tutaj klasyczna Anglia spotyka się z rozpieszczonym Hollywood – miejsce, gdzie przytulne sofy pokryte kilimami, rodzinne srebra i myśliwskie grafiki sąsiadują z jedwabistymi dywanami w kolorze ostryg, najwyższej klasy systemami nagłośnienia i bujnymi kwiatami z cieplarni. Genialnie zaprojektowane pamiętniki Cecila Beatona dzielą półkę z 22 tomami Zoharu, lektury kabalistycznej pary.
Cecil Beaton kochał to miejsce z "ślepym oddaniem". Kiedy jego 15-letnia dzierżawa dobiegła końca i został zmuszony do opuszczenia go, aby zrobić miejsce dla syna właściciela, napisał pełną uczuć książkę, aby złagodzić swoją stratę – powojenną hołd dla beztroskich, dzikich lat trzydziestych, czasu przebieranek, maskarady i udawania. "Graliśmy; dużo się śmialiśmy; zakochiwaliśmy się" – napisał. Dla Beatona dom był "zasadniczo domem artysty" i zapraszał wielkie umysły twórcze i ikony stylu tamtych czasów, aby dzielili z nim jego raj: pisarza H.G. Wellsa, artystów Salvadora Dalí, Augustusa Johna, Christiana Bérarda i Grahama Sutherlanda. Dołączyli do nich ekstrawaganccy trendsetterzy epoki, tacy jak marchesa Casati, lady Ottoline Morrell, Mona Harrison Williams i Diana Vreeland.
Kiedy Madonna tam przebywa, gra "dużo na gitarze; chodzę na długie spacery, jeżdżę na rowerze. To bardzo fizyczne miejsce, miejsce do przygód. Możesz wybrać, aby pojechać tam, aby pracować bez rozpraszania uwagi, w bardzo przemyślany sposób, albo możesz pojechać tam i po prostu zagubić się w otoczeniu. Zawsze czuję się naprawdę smutna, kiedy odjeżdżam. Myślę, że jeśli jesteś fotografem, malarzem lub pisarzem, to idealne miejsce" – mówi Madonna. "Czujesz się chroniony, ponieważ jesteś schowany w tej dolinie i jak okiem sięgnąć, nie ma innego domu. To jak tarcza przed światem". W tej chwili Madonna jest zajęta pracą nad swoim nowym albumem ("głównie muzyka taneczna") ze współpracownikiem Stuartem Price'em, który ma nadzieję wydać do końca roku. Planuje również trasę koncertową na lato 2006 roku i pisze moralne historie dla dzieci. Jej najnowsza książka dla dzieci, "Lotsa de Casha" (Callaway), opowiada o najbogatszym człowieku na świecie, który traci wszystko, ale zyskuje przyjaciela ("W życiu chodzi o coś więcej niż sławę i fortunę – o coś znacznie głębszego i bardziej znaczącego" – mówi Madonna). Jest to kontynuacja "The English Roses", jej pierwszej książki dla dzieci, która jest pierwszą z ośmiu zaplanowanych części. "The English Roses podbiją świat!" – mówi Madonna ze śmiechem. Urocze dzieci Madonny – Lourdes (Lola), osiem lat, która ma naturalną grację i opanowanie dziewczynki, która bardzo poważnie traktuje swoje lekcje baletu, i Rocco, cztery lata, psotna mini-wersja swojego taty – "nigdy nie oglądały telewizji" – mówi stanowczo ich mama. "Są w porządku. Nie sądzę, żeby za tym tęskniły... moja córka jest namiętną czytelniczką i bardzo się z tego cieszę".
"Czy naprawdę czytasz tutaj gazety?" – później, zapytana o to, co czyta, mówi: "Co tu czytasz? Nie czytam gazet. Nie czytamy magazynów... i żadnej telewizji. Pod koniec dnia to wszystko tylko hałas".
Ritchie wolą tworzyć własną zabawę. Aby uczcić czwartą rocznicę ślubu, Madonna postanowiła "odtworzyć weekend w stylu Cecila Beatona pełen zabawnego chaosu. Zaprosiłam wszystkich moich przyjaciół i wszyscy musieliśmy dać show, w zasadzie. To było takie zabawne – przestawiliśmy wszystkie meble w Studio, zbudowaliśmy scenę i powiesiliśmy czerwone aksamitne zasłony. Gwyneth, Stella i Chris napisali razem piosenkę, która była genialna – parodię 'American Life' zatytułowaną 'American Wife'. Gwyneth zrobiła niesamowity rap, Stella śpiewała w chórkach, a Chris grał na pianinie. Tracey Emin [anarchistyczna brytyjska artystka] i Zoë Manzi [piękna konsultantka artystyczna] napisały wiersz i czytały go na zmianę. Sting grał na lutni, a Trudie przeczytała sonet. David Collins [dowcipny projektant wnętrz] zaśpiewał 'Don't Put Your Daughter on the Stage, Mrs. Ritchie' [wariacja na temat 'Mrs. Worthington' Noëla Cowarda, ostrego ostrzeżenia dla natrętnej matki scenicznej i jej utalentowanego dziecka] – a moja córka też w tym wystąpiła, grając małą dziewczynkę!"
Jeśli chodzi o wkład Guya Ritchiego, Madonna znalazła kopię farsowej sztuki z okresu Restauracji "The Town Wench or Chastity Rewarded", którą brytyjski producent filmowy John Sutro napisał na słynne przyjęcie ogrodowe Beatona w 1937 roku, i wykonała z niej scenę. "To naprawdę zabawne – i takie sprośne" – śmieje się Madonna. Dla Madonny Ashcombe jest "jednym z tych miejsc, które naprawdę zbliżają grupę ludzi. Chciałabym robić to częściej, ale niesamowicie trudno jest zebrać wszystkich moich przyjaciół wolnych tego samego weekendu!"
Według Aleka Keshishiana, reżysera "Truth or Dare", to, co Madonna "naprawdę ma, to pewność siebie, by udźwignąć wszystko, co zdecyduje się nosić – to dziecięca pewność siebie, jak zabawa w przebieranie na strychu".
Choć wciąż figlarna, relacja Madonny z modą dojrzała. "Łączę się z modą, kiedy muszę z kimś współpracować przy projekcie. Naprawdę podziwiam ludzi takich jak Galliano, Gaultier i Olivier [Theyskens]. Myślę, że to prawdziwi artyści. Poszłabym do nich. Widać różnicę między rzemiosłem, kunsztem a tylko fasadą. Żyjemy w kulturze obsesyjnie skupionej na powierzchownym wyglądzie. Pracowałam ze wszystkimi tymi fotografami – wiem, jak bardzo uwielbiają retuszować!"
W dzisiejszych czasach zainteresowanie Madonny jej ubraniami i kostiumami bardziej przypomina zainteresowanie kuratora. Zespół ekspertów pracuje nad katalogowaniem i konserwacją jej ogromnej kolekcji, obecnie przechowywanej w magazynie w Los Angeles. "Zachowałam wszystko" – mówi Madonna. "Suknię 'Like a Virgin'. Elementy, które Gaultier zrobił na trasę 'Blonde Ambition'. Wszystkie kostiumy ze wszystkich moich show, kostiumy tancerzy, kostiumy wszystkich." Bezlitośnie zniszczyła wszystkie duplikaty i triplikaty ("Ponieważ nie chcieliśmy, żeby cokolwiek trafiło do Internetu. Kiedy nie chcesz, żeby ktokolwiek inny to miał... palisz to"). "Moim celem jest wystawa objazdowa, taka jak wystawa Jackie Kennedy" – mówi. "Nie tylko kostiumy, ale także obrazy wideo, filmy, wywiady i nagrania koncertowe – tak, aby była to multimedialna podróż, w którą się wyruszasz".
Dziś jej liczne szafy są wypełnione wiejskimi ubraniami, a nie ekstrawaganckimi kreacjami projektantów z przeszłości. Nawet jej miejska garderoba, w której dominuje Prada, Miu Miu i McCartney, często ma rustykalny akcent. "Mnóstwo tweedów, mnóstwo czapek i porządne buty do chodzenia – beznadziejnie jest chodzić po tej posiadłości na obcasach!" – mówi Madonna. "Już nie strzelam, ale kazałam uszyć do tego wiele garniturów". Posiadłość jest prowadzona jako bardzo udane tereny do strzelania – jeden z pięciu najlepszych w Wielkiej Brytanii. Bażanty i kuropatwy wychodzą z każdego zagajnika i gęstwiny, leniwie przechadzając się obok; śmiały kogut bażanta może nawet dołączyć do Madonny na śniadanie. Ukochane kury grzebią w poszukiwaniu ziarna rozrzuconego po bruku na dziedzińcu stajni. Po chaosie jej życia publicznego Ashcombe oferuje idealną ucieczkę. "To jak wielki wir; wsysa mnie" – mówi Madonna, która obawia się momentu, "kiedy opuszczasz tę misę komfortu i wracasz do wielkiego, złego świata. A jest tak pełne życia" – dodaje. "Jest gołąb, który ciągle przylatuje – od lat, jak gołąb pocztowy. Ciągle pojawia się na naszym podwórku". Madonna myślała o tym stęsknionym za domem ptaku, ponieważ później w naszej rozmowie mówi: "Może to Cecil Beaton? Muszę przyznać, że pojawił się akurat na czas sesji do Vogue! Jestem pewna, że Cecil byłby bardzo szczęśliwy, wiedząc, że mieszkam w jego domu. Prawdopodobnie wie".
