Dawno temu awangardowy filmowiec postanowił nakręcić swój trzeci komercyjny film, który – jak sądził – mógł być jego ostatnim. Jego pierwszy film, dystopijne fantasy, okazał się porażką. Drugi, nostalgiczne spojrzenie na nastolatków z północnej Kalifornii opowiedziane w powiązanych ze sobą scenkach, był niespodziewanym hitem. Zyski i dobra wola płynące z tego sukcesu dały mu szansę na kolejną próbę, mimo że czuł, iż ta trzecia może łatwo przepaść. Mając to na uwadze, postawił wszystko na eksperymentalny film studyjny – taki, który mógł mieć znaczenie tylko dla niego. Gdyby się nie udał, pomyślał, mógłby wrócić do domu i dalej robić małe, pozbawione fabuły, „czyste kino”, które kochał.
Przez lata filmowiec fascynował się tym, jak pewne mity pojawiają się w różnych kulturach. Na studiach, na zajęciach z antropologii, dowiedział się, że niektóre historie powtarzają się w różnych formach na całym świecie. A gdyby tak wziąć te historie, odrzeć je z tego, co zbędne, i zamienić w film? Był dzieckiem powojennego rejonu Zatoki San Francisco, żyjącym w czasach społecznych wstrząsów lat 60. Czuł się rozdarty między buntem przeciwko autorytetom a tęsknotą za historiami, które spajały społeczeństwo, gdy był młody. Do swojego filmu wplótł opowieści o dobru i złu na polu bitwy, zwykłych ludziach w tawernach wyruszających na przygody oraz duchowych siłach życia w jedną fabułę. Napisał o młodym mężczyźnie bez ojca, wychowanym przez życzliwego rolnika, marzącym o świecie poza swoim małym miasteczkiem. A by dopasować się do tego miksu mitów znikąd i zewsząd, umieścił swój film w uniwersalnym otoczeniu: w kosmosie.
Projekt był wysoko koncepcyjny, ale on wypełnił szczegóły – wyobrażając sobie kosmiczne stworzenia, wymyślając nazwy – i złamał zasady box office'u. Pierwsze 17 minut skupiało się na dwóch wolno poruszających się, pozbawionych wyrazu robotach. Postacie komunikowały się piskami lub warknięciami, a wiele z nich wyglądało i ubierało się jak Bee Gees. Kiedy ludzie zobaczyli film, niektórzy mieli nadzieje, ale nikt nie przewidział, jaki odniesie sukces. W ciągu roku Gwiezdne wojny, bo tak się nazywały, stały się najbardziej dochodowym filmem w historii na całym świecie.
Dla filmowca, George'a Lucasa, ten poziom sukcesu był szokujący i zmusił go do przemyślenia swojej drogi. Nigdy nie stracił miłości do tego, co nazywał „filmami bez fabuły i postaci”, ale też nigdy nie wrócił do robienia czystego kina. Jego kosmiczno-mityczny projekt pokazał mu coś dziwnego i interesującego: jak popularne historie – narracja – mogą organizować doświadczenia w czasie i kulturach oraz jak potężne może to być, jeśli się to wykorzysta. W kolejnych dekadach rozbudował własne studio i nakręcił więcej filmów, niektóre ogromnie udane. Ale tajemnica tego, jak historie dotykają różnych ludzi i kształtują społeczeństwo, nigdy nie przestała być, w jego mniemaniu, jego głównym celem: projektem jego życia.
Spotykam Lucasa, obecnie 81-letniego, i jego żonę, Mellody Hobson – dyrektor generalną firmy inwestycyjnej i byłą przewodniczącą Starbucks – w okolicy południowego Los Angeles, otoczonej szeregowcami i nasłonecznionym stadionem USC. Jest pogodny marcowy poranek z wiatrem ze wschodu; Hobson i Lucas mrużą oczy, wychodząc na pas trawnika. Odwiedzają, po raz setny, plac budowy, który był ich twórczym celem przez ostatnią dekadę – właściwie od czasu, gdy Lucas sprzedał swoją firmę Lucasfilm Disneyowi w 2012 roku. 11-akrowe Lucas Museum of Narrative Art, prezentujące setki ilustracji z kolekcji Lucasa i Hobson, które otwiera się we wrześniu po hojnych opóźnieniach w czasie i budżecie, to najbardziej ambitny projekt pary, której życie jest ich pełne. Ale dla Lucasa to także zwieńczenie jego życiowych badań – odpowiedź na pytanie, które zadał sobie około 50 lat temu. Nie czekamy długo, gdy podjeżdża otwarty pojazd, niczym landspeeder z Gwiezdnych wojen. (To właściwie wózek golfowy.)
„Jesteśmy jak Disney – 'Zdejmijcie szyny!'” – mówi Hobson, gdy wsiadamy. „Niech nikt nie wypadnie!”
Ruszamy w krajobraz pagórkowatych trawiastych wzgórz i dobrze przyciętych drzew. Idąc w stronę czegoś, co wygląda jak gigantyczny obcy statek kosmiczny. Każdy szczegół sprawia, że chce się spojrzeć dwa razy. Rozległy park, zaprojektowany przez Mię Lehrer ze studia MLA, pełni jednocześnie funkcję dachu dla dwóch parkingów ukrytych pod ziemią. A pięciopiętrowy budynek, stworzony przez architekta Ma Yansonga z MAD, to niezwykły dom dla muzeum pełnego eklektycznej sztuki.
„George chciał, aby artyści i sztuka znajdowali się w ważnym budynku” – mówi Hobson. „Jeśli budynek wygląda na ważny, ludzie zrozumieją, że sztuka też musi być ważna.”
Jeśli chodzi o styl, Hobson i Lucas – którzy poznali się na konferencji w 2006 roku i pobrali siedem lat później – wydają się pochodzić z różnych planet. Ona ma na sobie dopasowaną marynarkę Sacai z krótkimi, puszystymi rękawami, pod spodem nieskazitelną białą bluzkę i eleganckie czarne loafersy. Lucas ma na sobie czarne spodnie dresowe i czarną koszulkę z nadrukiem samochodu Formuły 1 – strój, który, poza białymi tenisówkami, dziecko mogłoby założyć do łóżka z grypą. Gdy wózek golfowy szumi i podskakuje na krętej ścieżce pod pieszych mostem porośniętym winoroślą, szepczą do siebie – o podróżach, swojej córce w wieku gimnazjalnym, Everest, i napiętym harmonogramie na ten dzień. Potem nagle jesteśmy przy głównym budynku, patrząc na jego spód, który wygląda jak brzuch gigantycznego żółwia. W pobliżu bulgocze duża fontanna, element dekoracyjny, który podobnie jak zielony dach jest częścią rozbudowanego systemu kontroli klimatu muzeum. Hobson i Lucas wyskakują z wózka golfowego i prowadzą mnie przez wysoki szklany wjazd do holu recepcyjnego.
Przestrzeń, do której wchodzimy, jest wysoka, z bogatymi drewnianymi panelami i prawie bez kątów prostych. Sufit opada w dół; wielkie schody wiją się. Zestaw centralnych wind biegnie przez szklane rury. Zewnętrzna powłoka muzeum – właściwie jego pancerz – została zaprojektowana przy użyciu procesu zwanego modelowaniem parametrycznym, który pozwala kształtować ją jak Play-Doh. Została zbudowana wokół wewnętrznego szkieletu z 1500 paneli z włókna szklanego, każdy wielkości szkolnego autobusu, dopasowanych na miejscu jak trójwymiarowe elementy układanki przez ludzkie ekipy. „To kawał nowoczesnej architektury tak bardzo swojej epoki, że nie można by go było zbudować 15 lat temu” – mówi mi Michael Siegel, dyrektor w Stantec architecture i lider projektu na miejscu. Jednak efekt jest klasycznie kalifornijski, balansując technologiczny futuryzm z organicznymi kształtami, przypominając mi projekty z czasów świetności Apple: otwarte i kompaktowe, chłodne i ciepłe jednocześnie. Budynek wygląda, jakby mógł w każdej chwili się rozciągnąć i odmaszerować, jak jeden z fantastycznych stworów Lucasa.
W prasie muzeum opisywano jako prezent dla miasta Los Angeles – uprzejmy sposób na powiedzenie, że Lucas i Hobson nie tylko je projektują, ale także za nie płacą, kosztem około miliarda dolarów. Ich przyjaciele mówią, że pieniądze to najmniejsze z ich zaangażowania. „Znam wielu ludzi, którzy tworzą – chyba większość mojego życia spędziłam wśród ludzi, którzy tworzą – ale nigdy nie pracowałam z ludźmi, którzy stworzyli coś na taką skalę” – mówi projektantka Stella McCartney, która zna zarówno Hobson, jak i Lucasa od lat. „Nie nazwałabym tego nawet projektem, bo to słowo jest za małe. To dla nich jak kolejna kończyna.”
Lucas porównuje muzeum do robienia filmu. „To jak robienie filmu – dokładnie to samo” – mówi. Sir Lewis Hamilton, kierowca Formuły 1, który dobrze zna parę – Lucas jest jego towarzyszem jedzenia naleśników i oglądania filmów niektóre poranki, gdy nie ściga się – opisuje eleganckie, nieregularne wnętrze muzeum jako „jak spacerowanie po mózgu George'a”.
W drodze do pierwszej galerii zatrzymujemy się przy sklepie z pamiątkami, nieodpartej przestrzeni ze świecącymi półkami i rurowymi szklanymi gablotami. Będzie sprzedawał koszulki, książki i zabawki związane z kolekcją. (Lucas, który może być bardziej w kontakcie z wymagającym ośmiolatkiem w sobie niż większość z nas, mówi mi: „Będziemy robić tylko rzeczy, które są dobre – chcę na to spojrzeć i powiedzieć: 'To świetna zabawka!'” Większość muzealnych sklepów z pamiątkami, jak ze zdziwieniem odkryli, przynosi straty. Lucas pomyślał, że może zrobić to lepiej. „Wiem coś o licencjonowaniu i merchandisingu” – mówi mi cichym, niemal tajemniczym tonem. Oprócz przedmiotów związanych z kolekcją muzeum, sklep będzie również sprzedawał gadżety z Gwiezdnych wojen. Podejście muzeum do słynnej franczyzy można nazwać praktycznym: zdecydowanie nie jest to muzeum Gwiezdnych wojen, ale nie stroni od używania go, by przyciągnąć ludzi, aby mogli odkryć kogoś takiego jak XX-wieczny ilustrator Maxfield Parrish. Jedna z galerii będzie prezentować pojazdy i modele z filmów. („Mówię: to ta sekcja, w której spędzę cały swój czas” – mówi Hamilton, który w wieku 41 lat buduje Lego Sokoła Millennium i ma nadzieję wkrótce zbudować Lego Gwiazdę Śmierci.) Sklep jest zaprojektowany tak, by mieć coś dla dzieci ze wszystkich środowisk – priorytet dla Hobson, która dorastała jako jedno z sześciorga dzieci z samotnie walczącą matką w Chicago, zanim dostała się do Princeton i ostatecznie stanęła na czele Ariel Investments, najbardziej znanej amerykańskiej firmy inwestycyjnej typu value investing należącej do mniejszości.
„Pomyślałam: gdybym poszła do muzeum z innymi ludźmi, którzy mieli pieniądze, a ja nie miałam nic, czy musiałabym patrzeć, jak kupują rzeczy, podczas gdy ja nic nie dostaję?” – mówi. Mając na uwadze swoje dziecięce ja, Hobson, obecnie 57-letnia, nalegała, by sklep z pamiątkami sprzedawał coś pożądanego za jedyne 25 centów. (Zdecydowała się na ołówek z napisem „Pierwsza wersja”, „Druga wersja” i „Trzecia wersja” wzdłuż trzonka.) W eleganckiej kafeterii naprzeciwko wejścia, z zakrzywionymi ławkami-plantatorami i siedziskami wychodzącymi na zewnątrz, kierowała menu w stronę podobnego celu.
„Mówili: 'Oto nasza kanapka z grillowanym serem. Jest na zakwasie, z gruyère i pesto!' A ja na to: Nie, jest na białym chlebie, z plastrami Kraft American i masłem” – mówi Hobson. Ku jej rozbawieniu, Lucas upierał się, że muzeum powinno serwować naleśniki. „Mówię: 'George! Czy ty rozumiesz, co to jest śniadanie?'” – mówi Hobson. „Czy ty rozumiesz, o której godzinie musielibyśmy otwierać muzeum?”
Naleśniki czy nie, w promieniu 10 mil od muzeum znajduje się ponad sto szkół. Ta rzeczywistość, wraz z kształtowaniem preferencji serowych, zainspirowała jego program edukacyjny. „Chciałem, żeby muzeum było w miejscu, gdzie dzieci, które nie mają wielu przywilejów bogatszych dzieci, mogą zobaczyć rzeczy, z którymi mogą się utożsamić i zrozumieć, że te rzeczy są możliwe dzięki wspólnemu systemowi wierzeń” – mówi Lucas. Z kuratorskiego punktu widzenia muzeum jest skonfigurowane tak, by odzwierciedlać pogląd jego założycieli na to, czym sztuka w społeczeństwie powinna być. „Wierzymy, że sztuka jest w oku patrzącego” – mówi. „Nikt ci nie powie, że musisz to lubić. 'Ale to nie ma dla mnie sensu!' 'Na tym polega sztuka.'” Krzywi się z niesmakiem. „Moje odczucie jest takie, że sztuka jest emocjonalna; nie jest intelektualna” – mówi. „Czy jesteś z nią emocjonalnie związany? Jeśli jesteś związany, to jest sztuka. A jeśli nie, to nie jest sztuka.”
Nietypowo jak na kolekcję muzealną, kolekcja Lucasa i Hobson koncentruje się na ilustracji: 1200 dzieł sztuki narracyjnej, które Lucas sam wybrał z puli 40 000 obiektów. Są tam znane dzieła olejne, jak te Parrisha i Normana Rockwella, tworzone dla magazynów i reklamodawców. Ale są też komiksy, manga, sztuka filmowa i fantastyczne sceny ze smokami i królami. Wyjątkowy zakres odzwierciedla specyficzny gust właścicieli. Lucas zaczął kolekcjonować na studiach, gdy odkrył, że stać go na oryginalne rysunki do komiksów, które kochał. „To było podziemne – żadne domy aukcyjne nie zajmowały się takimi rzeczami” – mówi. „To byli fani, a ja mogłem dostać małego Alley Oopa za 35 dolarów.”
Jego ilość materiału (i budżety) rosła stamtąd. „Skończyło się na tym, że mieliśmy to wszystko w magazynach i naszych domach, i pomyślałem: Musimy coś z tym zrobić” – mówi Lucas. „Pracowałem z setkami ilustratorów i nigdy nie dostają uznania za nic. Nie trafią do muzeów, bo świat sztuki jest elitarny, a ilustratorzy są postrzegani jako gorsi.” Pomysł zaczął nabierać kształtu, ostatecznie obejmując bardziej tradycyjne, godne muzeum dzieła z kolekcji Lucasa i Hobson – jak pierwsze zdjęcie JR-a czy George Washington Carver Crossing the Delaware Roberta Colescotta. Stella McCartney mówi: „Mam na myśli, że tam po prostu stoi Frida Kahlo, a Mellody i George mówią: 'O, tak, to było w naszej sypialni.' A ja na to: 'Jesteście szaleni, że nie budzicie się z tą Fridą Kahlo każdego dnia – co z wami nie tak, Mellody?'”
Mimo to kolekcja Lucas Museum jako całość pozostaje niekonwencjonalna. Każdy kawałek, który widziałem na wystawie, był figuratywny: obrazy ludzi, stworzeń i rzeczy. (Lucas i Hobson posiadają sztukę abstrakcyjną, ale to były dzieła, które trzymali w domu.) Ponieważ większość relacji o sztuce XX wieku postępuje przez i przeciwko dziełom niefiguratywnym, skupienie się na tym, co Hobson i Lucas opisują jako sztukę opowiadającą historię, już wywołało kontrowersje. Krytyk Christopher Knight, pisząc w Los Angeles Times, nazwał przesłankę „sztuki narracyjnej” Lucas Museum „wymyśloną” – kategorią bez powszechnie rozumianej definicji lub dyskusji wokół niej. „Za każdym razem, gdy pytam artystów, co myślą o Muzeum Sztuki Narracyjnej, odpowiedź jest jakąś odmianą 'Co to takiego?'” – napisał.
Stwierdzenie, że Lucas wzrusza ramionami na taką krytykę, nie jest do końca trafne. Właściwie to napędza jego postrzeganie siebie jako kogoś, kto broni legitymacji sztuki popularnej przed ciemnymi siłami historycznego establishmentu artystycznego. „Chcą robić to tak, jak ich nauczono na uniwersytecie, gdzie zdobyli doktorat” – mówi mi. „Mówię, że to nie ma nic wspólnego ze sztuką. Nie jestem za mówieniem ludziom, co mają lubić.” Może być zaskakujące, że założyciel jednego z największych, odnoszących największe sukcesy imperiów twórczości popularnej w kraju angażuje się w to, co postrzega jako walkę słabszego z grupą humanistycznych akademików. (Trudno sobie wyobrazić, by Oprah czy Taylor Swift traciły sen z powodu naukowej krytyki.) Ale Lucas zawsze pozostawał niezwykle praktyczny w swojej pracy. Długo po tym, jak mógł wycofać się do roli menedżerskiej, otaczał się papierem i ołówkami i wciąż obsesyjnie zajmował się szczegółami projektowymi swoich produkcji. Długo po tym, jak założył ogromne, dobrze prosperujące firmy w firmach – produkcja, efekty, dźwięk, merchandising, gry, edukacja – siedział przy biurku, jak zawsze, by samemu pisać szkice scenariuszy do swoich filmów. Jego nawyki nie różniły się w przypadku Lucas Museum. Jeśli już, to się nasiliły.
„Jest w tym ponadczasowość” – mówi Hobson. „Nie mówimy ci, w co masz wierzyć, tylko pokazujemy, jakie wierzenia i mity istniały.”
„George codziennie haruje w swoich 80. latach” – mówi Lewis Hamilton. „Wstaje wcześnie, robi ćwiczenia i zajmuje się muzeum, przeglądając absolutnie wszystko.”
„Spędził lata, robiąc to na dużych arkuszach papieru na stole w jadalni” – mówi mi teraz Hobson, z widocznym opanowaniem. „Na stole w jadalni – latami.”
„Tak, były plany pięter, elewacje…” – Lucas marzycielsko urywa. Wgłębiał się w projekty – a potem, gdy były gotowe, wgłębiał się w nie ponownie, decydując, gdzie powinno trafić każde dzieło sztuki.
Efektem jest muzeum, które znacznie bardziej niż większość podąża za jedną wizją, jednolitym punktem widzenia. Przechodzimy obok dwóch kin na 299 miejsc, które same w sobie należą do najlepszych sal projekcyjnych w Ameryce. Ekrany są ogromne. Oświetlenie otoczenia można ustawić na dowolny kolor. Każde kino jest oddzielną konstrukcją akustyczną, zawieszoną na ogromnych sprężynach i gumowych izolatorach, tak by huk sceny akcji w jednym nie był słyszany przez publiczność cieszącą się cichą chwilą obok. Lucas nazywa kina „galeriami”, by postawić je na równi z innymi pomieszczeniami; przez cały typowy dzień jeden ekran będzie pokazywał dokumenty o artystach i filmowcach, podczas gdy drugi będzie wyświetlał filmy krótkometrażowe, niektóre trwające zaledwie kilka minut.
„Jaka jest różnica między sztuką w innych galeriach a filmem?” – pyta. „Film się porusza. A ten ruch tworzy emocje.” Często nawiązuje do twórczości wczesnego radzieckiego filmowca Lwa Kuleszowa, który zademonstrował, że postrzeganie emocji na neutralnej twarzy przez widzów zmienia się w zależności od materiału filmowego zmontowanego wokół niej – lekcja, którą Lucas przeniósł do własnej pracy. („Jedną z rzeczy, które zrobiłem w Gwiezdnych wojnach, było nadanie C-3PO bardzo neutralnej twarzy” – mówi.)
Lucas, który wciąż prawie każdej nocy ma żywe sny, ma zwyczaj dokonywania nagłych połączeń między swoimi wieloma zainteresowaniami a różnymi częściami swojej pracy. Współpracownik mówi mi: „Patrzysz, jak tworzy coś, co według niego jest całkowicie normalne” – nawet jeśli nie wydaje się to takie dla innych. Kiedy Lucas zdecydował się zbudować muzeum o micie w społeczeństwie, na przykład, wydawało mu się oczywiste, że powinno zaczynać się od malowideł jaskiniowych.
„George nazywa je pierwszym graffiti” – mówi Hobson. „Rysowali zwierzęta figuratywnie, nie dosłownie. Mówili do nich mistycznie, mówiąc: 'Wróć do nas, żebyśmy mieli jedzenie.'”
„Ludzie na początku pytali: 'Dlaczego robi się ciemno?'” – wyjaśnia Lucas. „Zwierzęta zjadają nas w nocy – dlaczego tak się dzieje?' Więc powiedzieli: 'Opowiem ci historię.'”
Pierwsza galeria w Lucas Museum, wprowadzająca jego główną ideę, otwiera się reprodukcją w skali malowideł jaskiniowych z Altamiry w Hiszpanii, datowanych na co najmniej 14 000 lat. Zostały one sfotografowane ultrawysokiej rozdzielczości kamerą i wyświetlone w szczegółowym zbliżeniu na ścianach galerii.
„Jeden z przyjaciół George'a, Caleb Deschanel” – znany operator filmowy – „pomagał, ponieważ oświetlenie jest bardzo ważne dla tego, jak widzowie wizualnie to odbierają” – mówi Hobson. „George powiedział: 'Chcę, żebyś czuł się, jakbyś wyglądał przez okno.'” Z tego okna na malowidła z Altamiry widzowie przejdą do reprodukcji sufitu Kaplicy Sykstyńskiej. „George nazywa to 'komiksem Boga', ponieważ panele opowiadają historię” – mówi Hobson.
„Kościół i państwo używali ilustracji, by tworzyć mity, w które chcieli, by ludzie wierzyli, ponieważ większość ludzi nie umiała czytać” – kontynuuje. Watykan udzielił zespołowi Lucasa specjalnego pozwolenia na sfotografowanie sufitu kaplicy kamerami wysokiej rozdzielczości. „Nie każdy może pojechać do Watykanu” – mówi. „A nawet gdy jesteś w Kaplicy Sykstyńskiej, obrazy są tak daleko. Nie możesz zobaczyć niektórych szczegółów tych historii. My przybliżamy je.”
Wkrótce idą przez ponad 30 dużych galerii muzeum, z których większość została „obwieszona papierem” wydrukami w skali dzieł sztuki, aby Lucas mógł dostosować ich położenie i kolejność. Hobson – która zarządza harmonogramem pary – porusza się szybko do przodu, notując szczegóły, chcąc zdążyć na następne spotkanie. Lucas porusza się powoli i w zamyśleniu, ponownie oglądając prawie każdy kawałek, zatrzymując się, by omówić jego cechy, i wydając ciche odgłosy frustracji, gdy zauważa – najwyraźniej z pamięci – że jeden z setek elementów został przesunięty. Galerie są zorganizowane według mitów. Galeria Dzieciństwa prezentuje dzieła sztuki, które zdaniem Lucasa budują mity pomagające dzieciom zrozumieć ich miejsce w świecie. Galeria Pracy robi to samo dla idei pracy. Są galerie Macierzyństwa, Romansu, Fantazji, Zabawy, Sportu i inne. Niektórzy artyści, fotografowie i ilustratorzy mają własne przestrzenie. „Publiczność tworzy historię, ale są pewne rzeczy, które można umieścić obok siebie” – mówi Lucas. W jego opinii – która mogłaby ucieszyć zarówno George'a Herrimana, jak i Rolanda Barthes'a – galerie są dokumentalne: przykłady tego, jak ludzie przekazywali historie swoich społeczeństw.
„Czym jest ilustracja?” – kontynuuje. „Musisz mieć historię – a historia jest mitologią społeczeństwa. Nie musi być prawdziwa. W rzeczywistości wszyscy wiedzą, że nie jest prawdziwa, ale jest emocjonalna. Zapada w pamięć. Staje się ważna dla społeczeństwa, by je spajać. Ludzie są trochę dysfunkcyjni.” Podnosi wzrok. „Potrzebujesz czegoś, by sprawić, że będą współpracować.”
Lucas Museum otwiera się w samą porę. Los Angeles, które płonęło niecałe dwa lata temu, teraz zaczyna się odbudowywać. W 2028 roku miasto będzie gospodarzem Letnich Igrzysk Olimpijskich. Ogromne nowe David Geffen Galleries w Los Angeles County Museum of Art otworzyły się tej wiosny, z dużą ilością sztuki niefiguratywnej. Lucas Museum, z bujnymi terenami i programami edukacyjnymi, wypełnia inną rolę: miejsce, gdzie cała rodzina może spędzić popołudnie. (Odwiedzający poniżej 18 roku życia wchodzą za darmo.) Jego skrzydło edukacyjne obejmuje piękną bibliotekę z zamkniętym księgozbiorem, z oknem na całą długość, uroczymi stołami do czytania i rzędami półek na książki – oczywiście zakrzywionych – wznoszących się na podwójny balkon. Kolekcja obejmuje książki o każdym prezentowanym artyście, archiwa projektowe studiów filmowych, które Lucas przez lata ratował przed wyrzuceniem, oraz 2000 książek o sztuce z kolekcji przyjaciela Hobson i Lucasa, Steve'a Martina. Bibliotekę można odwiedzić bez biletu do muzeum, a dzieci powyżej 12 roku życia mogą przychodzić same. „Dorastając, mieszkałam w bibliotece, bo mój dom był bardzo chaotyczny” – mówi Hobson. Robi pauzę, po czym dodaje cicho: „Walczyłam o 12.”
Podstawowy pomysł na muzeum sięga 25 lat wstecz, kiedy Lucas negocjował prawa do zagospodarowania około 20 akrów w San Francisco Presidio, niedawno zamkniętej bazie wojskowej, gdzie chciał zgromadzić rosnące biura swoich firm. „Powiedzieli: 'Czy byłbyś zainteresowany pomocą w budowie tutaj muzeum?'” – wspomina. Nie myślał o tym, ale poczuł, jak jego wyobraźnia się ożywia. „Powiedziałem: 'Tak, pomogę wam zbudować muzeum'” – mówi. Wpłacił 10 milionów dolarów na konto escrow na znak dobrej woli.
Ale w połowie 2000 roku, kiedy Lucas skończył swoje biura i zajął się muzeum, zarząd Presidio mianowany przez prezydenta zmienił się, a entuzjazm dla jego muzeum osłabł. Lucas spędził kolejne kilka lat na szukaniu lokalizacji. Przez jakiś czas rozważał inną zamkniętą lokalizację w rejonie Zatoki, Wyspę Skarbów. Zaprojektowano budynek – organiczny kształt jak mgła nad wodą – ale jedynym sposobem dotarcia na wyspę był prom lub most, co czyniło ją niepraktyczną dla muzeum mającego nadzieję przyciągnąć 1,5 miliona odwiedzających rocznie. Miasto Chicago, rodzinne miasto Hobson, zaoferowało ziemię nad jeziorem Michigan i powstał nowy projekt. Ale pojawił się pozew od Friends of the Parks, a niektórzy uważali, że dziwne jest, iż najlepszy widok na muzeum będzie z łodzi. Exposition Park w Los Angeles wydawał się odpowiedni. Doradca projektu zauważa: „Jesteśmy bardzo blisko USC, gdzie George chodził do szkoły.”
W swojej obecnej lokalizacji muzeum dołącza do rosnącej grupy instytucji: w pobliżu znajduje się California African American Museum, a także USC Fisher Museum of Art. Z okien dużej sali eventowej w Lucas Museum Hobson i Lucas obserwowali budowę błyszczącego leja Samuel Oschin Air and Space Center, nowego skrzydła California Science Center. Hobson, która wciąż kieruje Ariel w Chicago, odwiedzała plac budowy z Lucasem prawie w każdy weekend, oprowadzając przyjaciół i członków społeczności.
„Chcę, żeby czuli się związani” – mówi z uśmiechem. „Chcę, żeby to było nie nasze, ale ich.” A niektóre związki pozostawiły swój ślad. Windę serwisową ustawioną do podróży między niedokończonymi piętrami podpisano, jak szkolny rocznik, wiadomościami od życzliwych:
Moc żyje w każdym nie-kącie!
Oprah Winfrey
Nancy Pelosi
Wiara, Nadzieja + Miłość
Narrate!
W czasach, gdy wiele w amerykańskim społeczeństwie wydaje się rozpadać, kuszące jest – przynajmniej ja byłem kuszony – by dostrzec łagodną misję społeczną w skupieniu Lucas Museum: Oto historie pomogły nadać społeczeństwu jedność i strukturę – wskazówki, których naprawdę teraz potrzebujemy. „Z tymi ideami 'pracy', 'macierzyństwa', 'miłości', 'domu' i 'społeczności'” – pytam Lucasa – „czy postrzegasz siebie jako kogoś, kto próbuje odbudować pewną historię?” Lucasowi nie podoba się ten pomysł. Hobson też nie. „Nie chodzi o obecną chwilę – jest w tym coś ponadczasowego” – mówi. „Nie mówimy ci, co masz myśleć, tylko pokazujemy, jakie wierzenia i mity istniały.” Dodaje: „Nie naginaliśmy tego do naszego programu.”
W tym momencie Hobson i Lucas poruszają się z bardzo różnymi prędkościami, dwie pełne galerie od siebie, a ja biegam między nimi. Lucas wciąż studiuje sztukę, zauważając małe szczegóły; Hobson
