Rozciągam się na leżaku, próbując pokonać upał pod jedną z białych pergoli na balkonie Lo Scalo w Apulii. Zamiast jednak podziwiać widok na Morze Adriatyckie przede mną, przyłapuję się na obserwowaniu starszego mężczyzny po mojej prawej stronie. Ma około 60 lat, nosi okulary przeciwsłoneczne i właśnie skończył palić papierosa. Teraz swobodnie je oliwki, wrzucając je jedną po drugiej i popijając każdy słony kęs łykiem białego wina. Wygląda, jakby przeżył pełne życie – trochę zbyt opalony, kilka wątpliwych tatuaży i miękki brzuch sugerujący, że cieszy się życiem bez zahamowań. To, co naprawdę przykuwa moją uwagę, to jak bardzo wolny się wydaje. Jest całkowicie zrelaksowany we własnym ciele, jakby nie zauważał ani nie obchodziło go, co dzieje się wokół.
I to nie tylko on – to prawie wszyscy wokół mnie, głównie starsi ludzie. Mają w sobie pewną swobodę, która prawie zniknęła wśród moich rówieśników z pokolenia milenialsów, a tym bardziej wśród młodszych pokoleń. Żadne z nich nie ma wyciągniętych telefonów. Nikt nie robi sobie niekończących się zdjęć siebie ani widoku. Nie ma w zasięgu wzroku żadnego selfie sticka. Nie mogę przestać myśleć, że może ich swoboda bierze się z bycia naprawdę obecnym, tu i teraz, zamiast wyobrażania sobie przyszłości, w której wrzucają europejskie letnie zdjęcia na Instagram i patrzą, jak lajki się sypią.
To prawie zabawne myśleć o tym, jak bardzo wymknęło się to spod kontroli i jak podróżowanie stało się tak związane z wizerunkiem. Kiedyś chodziło przede wszystkim o kulturę, a podróżnik był na drugim planie – jechało się gdzieś, aby zostać przez to zmienionym. Teraz wydaje się, że jest odwrotnie: podróżnik jest głównym punktem, a kultura to tylko tło. Kto potrzebuje Morza Adriatyckiego w ostrości, skoro twoja wąska talia i jędrne pośladki są gwiazdami show? I kogo obchodzi, czy musisz użyć FaceTune, aby uzyskać idealne proporcje, prawda?
Ale to wszystko wcale nie jest takie zabawne. Przy wszystkich błogosławieństwach bycia milenialsem – dzieciństwie bez telefonów komórkowych i mediów społecznościowych, ale także dorastaniu z tymi platformami i wiedzą, którą nam dały – pułapka porównywania się w mediach społecznościowych wydaje się być jednym z naszych przekleństw. Wpływa to na codzienne życie, oczywiście, ale także na podróżowanie.
Okazuje się, że już w ogóle nie podróżujemy; podróżujemy wewnątrz obrazu nas samych.
To, co kiedyś uważałam za normalne, swobodne komentarze ode mnie i moich przyjaciół – o uczuciu wzdęcia, opuszczonych treningach czy martwieniu się o zjedzenie zbyt dużej ilości cukru podczas podróży – stało się częstsze i intensywniejsze. Zauważyłam to podczas tej podróży do Włoch, która składała się z kilku dziewczęcych wyjazdów połączonych w całość, pozwalając mi zobaczyć wielu przyjaciół w różnych miejscach. Zatrzymywanie się w wymarzonych miejscach, takich jak Borgo Egnazia w Savelletri di Fasano, Don Totu w San Cassiano i Palazzo Daniele w Gagliano del Capo, z pewnością ukształtowało dużą część doświadczenia, ale na prawie każdym przystanku działo się to samo: ja lub jedna z moich przyjaciółek wpadałyśmy w stan wyzwalający i wyrywałyśmy się z cieszenia się podróżą, i prawie za każdym razem chodziło o nasze ciała.
Według Mayo Clinic, tego rodzaju rozmowy graniczą z zaburzeniem dysmorficznym ciała, stanem zdrowia psychicznego, w którym ktoś nie może przestać myśleć o jednej lub więcej postrzeganych wadach swojego wyglądu – często o czymś tak drobnym, że inni nawet tego nie zauważają. Badania pokazują, że dysmorfia ciała dotyka aż 1 na 50 osób, a kultura wakacyjna napędzana przez media społecznościowe może ją pogłębiać. Ankieta Forbes Health–OnePoll przeprowadzona wśród 2000 dorosłych Amerykanów wykazała, że 51% pokolenia Z i 42% milenialsów czuje presję, aby wyglądać w określony sposób przed podróżą, a 56% unikało wakacji z powodu obaw związanych z wyglądem ciała.
Nigdy nie odwołałam podróży z powodu tego, jak czuję się ze swoim ciałem, ale ta myśl przychodzi mi do głowy prawie za każdym razem, gdy podróżuję. Moja walka nie polega na tym, że koniecznie czuję się brzydka. Chodzi o to, że nigdy nie mogę całkowicie pozbyć się uczucia, że moje ciało nie jest całkiem w porządku. Nie do końca pasuję do wersji siebie, którą myślę, że powinnam być – gorącej dziewczyny na wakacjach, bez wysiłku doskonałej na tle zalanej słońcem scenerii. Czuję się piękna, ale nigdy wystarczająco piękna. Przynajmniej nie na tyle, żeby to udostępnić, zwłaszcza w surowej i niefiltrowanej formie.
Wygląda na to, że nie jestem sama. Psychiatra Ashwini Nadkarni, MD, która leczy pacjentów w Brigham and Women's Hospital stowarzyszonym z Harvard Medical School, widzi jeszcze bardziej szkodliwy związek między filtrami w mediach społecznościowych a tym, jak ludzie tworzą i udostępniają wyidealizowane wersje siebie. „Nie porównujemy się już tylko do innych – porównujemy się do naszych wyidealizowanych ja, dzięki filtrom w mediach społecznościowych” – mówi dr Nadkarni w niedawnym poście. Uważa, że to porównanie może być szczególnie szkodliwe dla osób z dysmorfią ciała, które mogą postrzegać swoje przefiltrowane zdjęcie jako to, jak powinny wyglądać. W rezultacie ich prawdziwy wygląd może wydawać się jeszcze bardziej wadliwy.
Co więc się dzieje, gdy czyjaś starannie zaplanowana rutyna zostaje zakłócona podczas podróży? Pojawia się potwór dysmorfii ciała. Zwykłe bariery, które go powstrzymują – harmonogramy treningów, przygotowywanie posiłków i codzienne struktury chroniące obraz siebie – znikają. A kiedy dodasz tę wrażliwość do kultury mocno przefiltrowanych, skrupulatnie edytowanych treści podróżniczych, które zniekształcają rzeczywistość, wynik jest prawie przewidywalny. W najlepszym razie filtry i narzędzia do edycji rujnują nasze podróże; w najgorszym – rujnują nasze życie.
Podczas mojej podróży po Włoszech zagłębiłam się w ten temat z grupą przyjaciółek w willi, którą wynajęliśmy na Sycylii. Po tym, jak poszliśmy na całość w tej kwestii i zrobiliśmy około tysiąca półnagich zdjęć sylwetek o zachodzie słońca, odbyliśmy otwartą i szczerą rozmowę. To było tak, jakby bańka dysmorfii ciała w końcu pękła. Maski całkowicie opadły i rozmawialiśmy o wszystkim. Każda z nas czuła się tak w pewnym momencie. Niektóre z nas nawet poddały się zabiegom i operacjom w pogoni za niemożliwym standardem – wszystkie próby naprawienia tej samej rany. I jedliśmy i piliśmy swobodnie podczas rozmowy. Osiągnęliśmy coś rzadkiego: wspólne zrozumienie, jak głęboko zostałyśmy uwarunkowane, by wierzyć, że coś jest z nami z natury nie tak.
Ale moment pełnego koła nastąpił na moim następnym przystanku, San Montano na Ischii. Próbowałam cieszyć się leczniczymi basenami termalnymi w bikini, walcząc z pragnieniem mentalnego liczenia każdej porcji spaghetti alle vongole i pistacjowego gelato, które z radością zjadłam – mój miękki brzuch był tego dowodem. Ostatniego dnia, mimo tego, jak się czułam, moja przyjaciółka i ja wybrałyśmy się na rejs łodzią wokół wyspy z Ascanio Charter Boat and Yachts i poczułam się niespodziewanie wolna. Tej nocy stałam na balkonie naszego Lighthouse Suite na klifie – oszałamiającego kompleksu dwóch willi z przeszklonym salonem oferującym panoramiczne widoki na Morze Tyrreńskie – oglądając jeden z najlepszych pokazów fajerwerków w moim życiu, podczas gdy moja przyjaciółka i ja czekałyśmy, aby wyjść z dwoma mężczyznami, których poznałyśmy kilka dni wcześniej. Moje ciało wydawało się pulchne i byłam pewna, że przytyłam (nie przytyłam), ale i tak się pojawiłam – i przeżyłam jedną z najbardziej pamiętnych nocy mojej podróży.
Po tej podróży postanowiłam raz na zawsze to zakończyć. To było tak, jakbym w końcu dotarła do dna – a kiedy osiągnęłam prawdziwą głębię tego uczucia, straciło ono nade mną władzę. Przestałam obwiniać się za to, co ta postrzegana słabość mówiła o mnie. Moje ciało nigdy nie było problemem do naprawienia. To kultura wokół niego musi się zmienić – niemożliwe standardy, wychudzone Ozempikiem ciała wyznaczające nową podstawę tego, co „zdrowe” wygląda na wakacjach, i filtry w mediach społecznościowych siejące spustoszenie w naszych umysłach.
Niedawno przetestowałam swoją teorię, pozostając poza Instagramem przez około cztery miesiące. Po raz pierwszy w dorosłym życiu byłam w pełni obecna. Nie odgrywałam obecności, ale naprawdę żyłam wewnątrz swojego życia. Przestałam fotografować swoje podróże – posiłki, widoki, starannie ustawioną wersję siebie w tych scenach. I coś się przez to zmieniło: odzyskałam to dziecięce poczucie życia, które myślałam, że zniknęło, i zaczęłam kochać siebie bardziej. Nie dlatego, że cokolwiek w sobie zmieniłam, ale dlatego, że przestałam porównywać się do wersji mnie, która nie istnieje. Przypomniałam sobie, jak naprawdę czuło się podróżowanie, zanim zamieniłam je w treść – jak miejsce może naprawdę wniknąć pod skórę, gdy nie jesteś zajęty próbą jego uchwycenia.
Kilka tygodni temu, na plaży w Baja California Sur, pijąc margaritę z jedną z moich najlepszych przyjaciółek, w końcu zdałam sobie sprawę, że dałam sobie tę samą wolność co ten starszy mężczyzna w Apulii: radość bycia w pełni obecnym gdzieś, nie należąc do niczyjego feedu – nawet własnego.
Często zadawane pytania
Oto lista często zadawanych pytań na temat tego, jak podróżowanie może pogłębiać dysmorfię ciała i jak wyrwać się z tego cyklu
Pytania dla początkujących
1 Czym jest dysmorfia ciała
Dysmorfia ciała to stan zdrowia psychicznego, w którym nie możesz przestać myśleć o jednej lub więcej postrzeganych wadach lub defektach swojego wyglądu. Te wady są często niezauważalne dla innych.
2 Jak podróżowanie może pogłębiać dysmorfię ciała
Podróżowanie zakłóca twoją rutynę, wystawia cię na nowe lustra i oświetlenie, a często wiąże się z robieniem większej liczby zdjęć. Możesz także porównywać się do miejscowych lub innych turystów, co może nasilać negatywne skupienie na sobie.
3 Czuję niepokój związany z pakowaniem ubrań na wyjazd. Czy to normalne
Tak, bardzo normalne. Pakowanie może wywołać myśli „a co jeśli” dotyczące tego, czy twoje ciało zmieści się w ubrania, lub martwienie się o to, jak będziesz wyglądać w różnych klimatach. To częsty objaw dysmorfii ciała.
4 Dlaczego czuję się gorzej ze swoim ciałem w lustrze w hotelowej łazience
Oświetlenie hotelowe jest często ostre, jasne i fluorescencyjne. Ten rodzaj oświetlenia może rzucać niekorzystne cienie i podkreślać szczegóły, które normalnie ignorujesz w domu. To klasyczny wyzwalacz BDD.
5 Czy można cieszyć się podróżowaniem, zmagając się z obrazem własnego ciała
Absolutnie. Wymaga to wysiłku i planowania, ale wiele osób uczy się oddzielać doświadczenie podróży od doświadczenia swojego ciała. Celem jest przesunięcie uwagi z tego, jak wyglądasz, na to, co widzisz i robisz.
Pytania dla średniozaawansowanych i zaawansowanych
6 Jak przestać porównywać swoje ciało do miejscowych lub innych turystów
Praktykuj uważność porównań. Kiedy przyłapiesz się na porównywaniu, powiedz w myślach: „To myśl porównawcza, a nie fakt”. Następnie natychmiast przenieś uwagę na coś zmysłowego – zapach jedzenia, fakturę budynku lub dźwięk ulicy. Celem jest przerwanie mentalnej pętli.
7 Jakie konkretne kroki mogę podjąć przed podróżą, aby przygotować swój umysł
