Płaczę w majestatycznej Sali Czytelni Różanej nowojorskiej biblioteki publicznej.
To pracowite popołudnie w dzień powszedni, a potężny brodaty mężczyzna śpiewa donośnym głosem: "ludzie, którzy potrzebują ludzi, są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie". Jego głos odbija się od zdobionych, pozłacanych sufitów 16 metrów nad nami, niosąc echem przez oszałamiającą salę rozciągającą się na długość dwóch przecznic. Każda twarz w niemal wypełnionej sali jest zwrócona w jego stronę, a jednak nikt nie ucisza go ani gorączkowo nie wzywa ochrony. To piosenka, która do tej chwili nic dla mnie nie znaczyła – dla samozwańczej mizantropki – a teraz nie mogę przestać płakać.
To część **Lunch Dances**, niezwykłego występu na żywo w choreografii Moniki Bill Barnes i ze scenariuszem Robbiego Saenza de Viteri. Przedstawienie przemieszcza się po dostojnym budynku Stephena A. Schwarzmana nowojorskiej biblioteki publicznej, przekształcając go w miejsce nieoczekiwanych połączeń. Po entuzjastycznie przyjętym, wyprzedanym sezonie w zeszłym roku, darmowy, godzinny spektakl w porze lunchu – realizujący misję Monica Bill Barnes & Company od 2013 roku, by "przynosić taniec tam, gdzie nie pasuje" – powrócił na zaledwie kilka tygodni w tym i przyszłym miesiącu. (Występy w marcu są wyprzedane, ale bilety na kwiecień zostaną udostępnione w nadchodzących tygodniach; polecam zapisać się na listę mailingową zespołu, aby otrzymywać aktualizacje. Warto również zauważyć: dwóm szczęśliwym osobom z listy rezerwowej pozwolono dołączyć do grupy).
Czerpiąc tytuł z **Lunch Poems** Franka O'Hary, zbioru z 1964 roku słynnie pisanego podczas przerw lunchowych poety w Museum of Modern Art, występ ukazuje szerokość zbiorów badawczych biblioteki. Wplata materiały z jej ogromnych zasobów i opowieści o budynku w głęboko poruszającą godzinę historii o fikcyjnych bywalcach biblioteki. To nic innego jak odrobina magii w samym sercu Midtown w środku dnia pracy.
Oto jak to działa: około 15 z nas podąża za zwinną, uśmiechniętą, milczącą Barnes – która gra bibliotekarkę dostarczającą materiały badaczom – nosząc bezprzewodowe słuchawki, które pozwalają nam słyszeć narratora i muzykę. (Pomyśl o cichej dyskotece, ale z innymi wykonującymi cały taniec). Narrator, elegancki Saenz de Viteri, opowiada historię i wydaje wskazówki, popychając wózek z małą konsolą pokręteł i przycisków. Wszyscy przemykamy wśród prawdziwych odwiedzających bibliotekę, w tym wielu turystów (którzy wydają się, zrozumiale, bardziej zdezorientowani niż ktokolwiek inny). Tabliczki w każdej sali informują bywalców o możliwych zakłóceniach w określonych godzinach występów, a personel dba, aby ruch pieszy nie przeszkadzał w spektaklu – ale gdy tylko ludzie zobaczą taniec, szybko odsuwają się na bok i sami zaczynają obserwować.
Występy rozważają miłość, radość, smutek, żałobę i rozczarowanie, odsłaniając głęboki nurt tęsknoty w często izolującym zajęciu, jakim jest badania. Ponieważ, jak pyta spektakl, gdzie indziej w Nowym Jorku można znaleźć tak wielu ludzi cicho poszukujących czegoś w jednym budynku? Jak ujmuje to narrator: "Ludzie przychodzą do biblioteki, ponieważ mają pytanie".
W sali map poznajemy Nell, pochyloną nad mapą Greenwich Village z 1961 roku. Palcami wodzi po ulicach; słyszymy, jak ożywają one w jej wspomnieniach. Tutaj wciąż może przejść obok sklepów, wśród których dorastała, mimo że dawno ich nie ma, a choroba uniemożliwiła jej chodzenie. "Ręce w górę, jeśli wiecie, jak to jest, gdy wasze życie zostaje przecięte na pół" – mówi narrator.
Barnes porusza się z przebiegłą, sprężystą precyzją – w połowie wydajnością bibliotekarki, w połowie wodewilowym przymrużeniem oka – sunąc między stołami, poruszając nadgarstkami i pozwalając, by małe, sprężyste kroki nagle rozkwitły w pełne, szerokie ruchy. Tancerze jej zespołu odzwierciedlają ten zabawowy, ale wymagający styl, wybuchając tańcem często w bardzo ciasnych przestrzeniach. W połączeniu z ironiczną, wzruszającą narracją, w zwykłych chwilach proste gesty stają się cicho potężnym teatrem. Publiczność również staje się częścią przedstawienia. W pewnym momencie idziemy szybko głównym korytarzem na parterze, z rękami uniesionymi, wzbudzając ciekawe spojrzenia przechodniów – mała grupka nas, w słuchawkach, pędząca przez nowojorską bibliotekę publiczną z rozradowanymi, radosnymi twarzami. (Pełna jawność: dziesięć lat temu pracowałam na pół etatu jako copywriterka marketingowa dla biblioteki; podczas spektaklu możecie minąć tablice informacyjne, które napisałam do każdej sali zbiorów).
Reakcje tych, którzy przypadkowo natkną się na występ, również wzbogacają doświadczenie. Na długim korytarzu dwie osoby pogrążone w ożywionej rozmowie zauważają taniec, po czym szybko zbierają swoje rzeczy i śpieszą do bocznego pomieszczenia. Inni, którzy niechcący stają się częścią sceny, stoją niezręcznie, obserwując, jak my ich obserwujemy. Wielu – obytych, niewzruszonych, zajętych nowojorczyków – celowo nie patrzy lub udaje, że nie patrzy, wytrzymując tak długo, jak mogą, zanim w końcu sięgną po telefon. (Nam, publiczności, grzecznie jednak prosi się o schowanie telefonów).
Wszystkie te niespodzianki i zacieranie granicy między występem a rzeczywistością zaczynają zmieniać sposób, w jaki postrzegasz wszystko. W jednej sali utwierdzam się w przekonaniu, że cały stolik ludzi – co wydaje mi się idealnie dobraną grupką typowych nowojorczyków – jest częścią spektaklu. Kobieta pomagająca dziecku w lekcjach, inni patrzący na czytniki e-booków, oglądający filmy, robiący notatki, piszący na laptopach, ze słuchawkami w uszach. Jestem pewna, że w pewnym momencie wszyscy wstaną i dołączą do przedstawienia.
Okazuje się, że nie są częścią przedstawienia. Ale z drugiej strony – czy my wszyscy nią nie jesteśmy? I czy nie powinniśmy dołączyć?
Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań na temat serii wydarzeń Lunch Dances w nowojorskiej bibliotece publicznej, zaprojektowana tak, aby brzmiała jak pytania od prawdziwych uczestników
Informacje ogólne
P: Czym dokładnie są Lunch Dances w NYPL?
O: To darmowe południowe wydarzenia taneczne odbywające się w ikonicznych przestrzeniach biblioteki. DJ puszcza muzykę, a ludzie są zaproszeni do tańca, ruchu lub po prostu cieszenia się atmosferą podczas przerwy lunchowej.
P: Czy to występ, który oglądam, czy faktycznie tańczę?
O: Ty tańczysz. To wydarzenie uczestniczące, a nie wystawiony spektakl. Biblioteka staje się sceną dla ciebie.
P: Gdzie w bibliotece to się odbywa?
O: Zazwyczaj odbywa się to w olśniewającej Głównej Sali Czytelni Różanej lub majestatycznej Astor Hall, przekształcając te zazwyczaj ciche przestrzenie.
P: Kiedy odbywają się te tańce?
O: Są zazwyczaj zaplanowane w wybrane dni powszednie w okolicach lunchu. Sprawdź stronę internetową NYPL lub kalendarz wydarzeń, aby poznać konkretne daty.
Szczegóły praktyczne
P: Czy to naprawdę darmowe? Czy potrzebuję biletu?
O: Tak, jest darmowe i otwarte dla publiczności. Niektóre wydarzenia mogą wymagać darmowego biletu w celu zarządzania tłumem, który można zarezerwować online z wyprzedzeniem.
P: Co powinienem/powinnam założyć?
O: Załóż to, w czym czujesz się komfortowo, poruszając się. Większość ludzi przychodzi w swoich roboczych lub codziennych ubraniach. Chodzi o zabawę, nie o modę.
P: Czy muszę przyprowadzić partnera lub umieć tańczyć?
O: Wcale nie. Możesz przyjść sam/sama, z przyjaciółmi lub ze współpracownikami. Nie ma kroków do nauki – po prostu poruszaj się do muzyki, jak tylko chcesz.
P: Czy mogę przynieść swój lunch?
O: Nie możesz jeść na obszarach tanecznych, ale możesz cieszyć się lunchem w innym miejscu w bibliotece przed tańcem lub po nim.
Doświadczenie i atmosfera
P: Jestem nieśmiały/nieśmiała. Czy to w porządku, jeśli tylko popatrzę?
O: Oczywiście. Wielu ludzi stoi na uboczu i chłonie niesamowity widok biblioteki zamienionej w parkiet taneczny. Zapraszamy do uczestnictwa na poziomie, na którym czujesz się komfortowo.
P: Jaką muzykę puszczają?
O: Różni się w zależności od wydarzenia, ale zazwyczaj jest to energetyczna, przystępna muzyka z różnych epok i gatunków.
