Harry Styles po raz pierwszy zagrał w Madison Square Garden w wieku 18 lat, jako idol nastolatek w małym popowym zespole o nazwie One Direction. W 2012 roku dopiero co wyszedł z brytyjskiego The X Factor, a niedługo wcześniej pracował za ladą w W Mandeville Bakery w swoim rodzinnym Holmes Chapel. Miał nazwisko—i bezczelny uśmiech—stworzone do sławy, a do tego miłość do rurek. Kiedy dotarł na miejsce, pocałował podłogę i powiedział z podziwem: „Dotarłem do Madison Square Garden."

W środowy wieczór Styles rozpoczął wyprzedaną, 30-koncertową rezydencję w MSG, podwajając 15 koncertów z trasy Love on Tour, która przyniosła mu w 2022 roku baner rzadko spotykany dla muzyków (stawiając go w jednej lidze z Billem Joelem i Phishem). Ta rezydencja to jedyny amerykański przystanek na jego światowej trasie Together, Together, promującej czwarty album, Kiss All the Time. Disco, Occasionally., pełen pulsujących tanecznych beatów. Czternaście lat po tym, jak szalał na punkcie swojego debiutu w MSG, Styles—teraz 32-letni—przejął legendarną arenę z nową pewnością siebie, elektryzującą energią i olśniewającą produkcją, która przewyższyła wszystkie sześć jego koncertów, które wcześniej widziałem. Zamienił swoje obcisłe jeansy z wczesnych lat 2000. na szyte na miarę garnitury Toma Forda w drobne białe kropki („Krawaty zastąpiły boa," powiedziała mi Liz Brown, fotografka zajmująca się street stylem podczas Together, Together. „Pracownicy sanitarni są pewnie zachwyceni"), ale wciąż zachował coś cenniejszego niż jakikolwiek Grammy: dziecięcą ciekawość świata.

W tych dniach „nie dałbym się przyłapać na całowaniu podłogi z moim żałosnym układem odpornościowym," powiedział Styles publiczności. „Ale nie umyka mi, co znaczy grać tutaj."

Oczywiście Harry (bo jesteśmy na ty, dzięki pasożytniczej więzi) nie tylko gra w MSG. On włada tą areną, na scenie i poza nią, przez „Harryween" (jego kiczowaty halloweenowy show) i przyciąga amerykańskie dziewczyny w cekinach i sambach z całego kraju, z wytatuowanymi na skórze śladami pocałunków. Jeśli chodzi o jego własny styl, Styles przeszedł od błyskotek z Love on Tour do garniturów Chanel i Celine, które łączą American Psycho, Davida Byrne'a i Dicka Tracy'ego. Po środowej nocy widzę styl Stylesa w duchu private equity jako przedłużenie jego muzycznego rozwoju. Niektóre bezwstydnie spragnione fanki uważają, że Styles jest zbyt zakryty („musi zdjąć jakieś ubrania," napisała wczoraj wieczorem moja zafiksowana przyjaciółka, i rzeczywiście—pisk rozległ się, gdy zdjął marynarkę), ale Styles jest już dorosły i ubiera się do pracy, jaką chce mieć: mniej seksowny symbol z gołą klatą, bardziej dojrzała obecność electropopowa. Zniknęły zabawne rozmowy z publicznością z poprzednich koncertów (poza szybkim pogratulowaniem fance, która pomalowała swój ciążowy brzuch na wzór dyskotekowej kuli), zastąpione intensywnymi sesjami przy syntezatorze.

Jego nowy, dźwiękowo odważny album, nazywany „Kissco," dominuje na liście utworów i iskrzy na żywo. Jedną z niespodzianek jest przerobiony „Kiwi" z debiutanckiego albumu Stylesa, zfunkowiony house'owymi bitami z „Daft Punk Is Playing at My House" LCD Soundsystem. Przy stroboskopowych białych światłach, Styles artystycznie tłumiący głos na ręcznym mikrofonie jak techno-Elvis, lider zespołu Pauli Lovejoy wysoko kopiący, a tancerze podskakujący jak pogo—scena na środku areny zamieniła się w kinetyczną, zaraźliwą potańcówkę i ponadczasowy, większy niż życie teatr: ekstatyczny rave, klub przed zamknięciem i charakterystyczne disco Stylesa, wszystko zlewające się razem, razem.

Zdjęcie: Anthony Pham

Trasa zaczęła się w maju na amsterdamskim Johan Cruyff Arena, stadionie mieszczącym do 72 000 osób, ale Styles—pole magnetyczne uroku—nadal sprawił, że było kameralnie, gdy spędziłem weekend z okazji Memorial Day w strefie przy scenie z trójką bliskich przyjaciół. Jak cała brytyjska rodzina królewska, Stylesa trzeba zobaczyć, by uwierzyć. Popisał się wytrzymałością maratończyka, okrążając stadionową scenę z łukowatymi mostami przypominającymi tor Hot Wheels (po skargach na zasłonięte widoki podczas pierwszych koncertów w Amsterdamie projekt zmieniono). W MSG show zmniejszyło się rozmiarem, ale zyskało na intensywności. Zaadaptowana do 20-tysięcznego Garden, scena Stylesa to prostszy półokrąg, który wciąż sięga do tłumu, z nutą finezji. Migające tęczowe światła w synkopowanych wzorach sprawiają, że całość wygląda jak gigantyczna gra Simon.

W erze wielkich produkcji jak Eras Tour czy występ Beyoncé w przerwie meczu, występy Harry'ego są okrojone i czyste. Bez fajerwerków, bez tancerzy rezerwowych, bez niespodziewanych gości. Trzymał holenderską arenę w zachwycie samym brzdąkaniem na gitarze przez rozdzierająco piękne „Fine Line," piosenkę, której zabrakło mi na otwarciu rezydencji. „On jest show," powiedziała mi Candela Gonzalez, 26-letnia au pair z Buenos Aires (choć wolę jej rodzimy hiszpański akcent, nazywając go „el espectáculo"). To jego naturalna charyzma—ta słodka, nietoksyczna męskość i uwielbienie fanek, które wypełniają jego piosenki i tworzą więź między jego wyznawcami. Brown, fotografka street style'u, powiedziała, że fotografowanie Love on Tour i Together, Together—„widzenie tej gościnnej kobiecej energii"—„uleczyło internalizowaną mizoginię, o której nawet nie wiedziałam, że ją mam." Szczerze, nikt nie jest bardziej chętny niż Harrie, żeby zrobić ci 25 zdjęć przed areną (z powtórkami, jeśli trzeba), zanim zacznie się zachwycać brokatem we włosach. „Nikt tu nie jest pijany," powiedziała mi Julie, Harrie z Long Island w pasujących niebieskich koszulkach KATTDO i czerwonych boa (one nie wyginęły!) ze swoją najlepszą przyjaciółką z Cornell. „Wszyscy są po prostu szczęśliwi."

Nadal uważam, że Styles nie potrzebuje dodatkowego szlifu, ale ulepszona produkcja pierwszej nocy w Nowym Jorku wzmocniła go, nie przytłaczając. Od wielkiego halo światła, które odbija kopułę MSG i rzuca głęboki, nastrojowy czerwony blask podczas „Are You Listening Yet?" po bas wibrujący w klatce piersiowej i neonowe grafiki na wielkim ekranie, które przyjemnie przypominały mi logo MTV z dawnych lat, Styles wykorzystał pełną moc areny, którą będzie nazywał domem przez kolejne 29 nocy.

Po śmierci Dolly Parton Styles nie próbował coverować jednej z niewielu artystek godnych miana ikony. Pozwolił, by głos Parton mówił sam za siebie, puszczając nagranie „I Will Always Love You," podczas gdy fani kołysali się w rytm świateł telefonów. Czy to przypadek, że utwór wybrzmiał tuż po tym, jak Parton—której dziedzictwo okazuje się być równie związane z jej hojnym duchem, co z hitami—zaśpiewała: „I hope life treats you kind"? Na przełomowym koncercie artysty, którego motto brzmi „treat people with kindness"? Nie sądzę. Jak Parton, Styles goni tęcze od czasu, gdy jako nastolatek po raz pierwszy wkroczył na scenę MSG.

Mówił o głębokiej więzi, jaką poczuł z publicznością na koncercie Radiohead w Berlinie w 2025 roku, i o pragnieniu stworzenia tego samego uczucia swoim fanom dzięki „Kissco." „Miałem bardzo wyraźny moment: 'Po to wychodzę na scenę,'" powiedział Styles w rozmowie z Zane'em Lowe z Apple Music. W środowy wieczór spełnił tę misję. To był koncert wart tego, by spać tylko pięć godzin przed pierwszym dniem szkoły moich dzieci; wart nawet mojego podwójnego „Madison Mule" za 50 dolarów. Sam mógłbym ucałować ziemię.

Często zadawane pytania
Oto lista najczęstszych pytań o to, jak rozwija się show Harry'ego Stylesa w Madison Square Garden, obejmująca wszystko, od listy utworów po doświadczenia fanów.







Ogólna koncepcja



P: Co oznacza, że show Harry'ego Stylesa w MSG się rozwija?

O: To znaczy, że koncert nie jest statyczny. Ewoluuje w trakcie wieczoru pod względem energii, obecności scenicznej i spektaklu. Zaczyna się od energicznych hitów, buduje napięcie i kulminuje w emocjonalnych balladach oraz wielkim, celebracyjnym finale. Myśl o tym jak o historii z początkiem, środkiem i końcem.



P: Czy show jest inne każdej nocy, czy wzorzec rozwoju jest ten sam?

O: Ogólny łuk jest ten sam—zawsze buduje się do szczytu. Ale szczegóły się zmieniają. Rotuje piosenki, zmienia przemowy i reaguje na konkretną publiczność, więc podróż wydaje się wyjątkowa każdej nocy.



P: Czy „rozwój" to tylko wymyślne określenie na to, że show staje się lepszy?

O: Nie do końca. „Lepszy" jest subiektywne. „Rozwój" oznacza, że się intensyfikuje. Produkcja, energia tłumu i emocjonalny ciężar występu—wszystko rośnie w miarę postępu show.







Występ i lista utworów



P: Jak lista utworów pomaga show się rozwijać?

O: Lista utworów jest zbudowana jak fala. Otwiera się energicznymi, tanecznymi kawałkami, by podnieść energię. Potem schodzi w głębsze utwory i wolniejsze piosenki, by stworzyć intymność. Na koniec wraca z największymi hitami na finał, tworząc uczucie uwolnienia i euforii.



P: Jaka część show jest szczytem lub kulminacją?

O: Kulminacja to zwykle ostatni odcinek głównego setu prowadzący do bisu. Piosenki takie jak „As It Was" i „Kiwi" są często oszczędzane na ten moment, by stworzyć masywny, chaotyczny i radosny szczyt.



P: Czy scenografia zmienia się w trakcie show?

O: Tak. Oświetlenie, wizualizacje, a nawet układ sceny są używane do budowania atmosfery. Często zaczyna się od jasnych, kolorowych i chaotycznych świateł, a potem stopniowo przechodzi w bardziej intymne momenty z pojedynczym reflektorem, zanim eksploduje pełnym pokazem świateł na finał.



P: Jak zmienia się energia samego Harry'ego?