„Uwielbiam vintage, uwielbiam antyki, uwielbiam wszystko, co stare” – mówi Lizzie Nelson Vogue. Nic więc dziwnego, że wybierając garderobę na swój ślub z Samuelem Coxem w New Hampshire, postanowiła na swój wielki dzień założyć trzy vintage’owe stroje ślubne. Dwa z nich to pamiątki rodzinne noszone przez członków rodziny na ich własnych ślubach, a trzeci został starannie wybrany w vintage’owym salonie ślubnym.
Lizzie dorastała w otoczeniu mody – jej matka projektowała odzież męską dla Timberland, a ciotka pracowała w Ralph Lauren Purple Label. „Zabawa w przebieranie była dla mnie i mojej siostry regularną aktywnością” – mówi. „Ale to były prawdziwe ubrania, w których się bawiliśmy – nie kostiumy z Party City”. Wspomina, jak jako dziecko biegała w próbkach z pokazów Ralph Laurena, szalach z norek i perukach swojej babci, a także obserwowała, jak jej matka szkicuje projekty.
Mając już ten zmysł mody, była gotowa podjąć wyzwanie, jakim było dobieranie i przerabianie vintage’owych elementów na swój ślub. Ceremonia i przyjęcie odbyły się w klubie w jej nadmorskim rodzinnym mieście w New Hampshire. „To było jak prywatny dom z bardzo kamiennym namiotem wychodzącym na ocean” – opisuje Lizzie. „Oboje lubimy się stroić i dobrze bawić, ale jesteśmy też dość skromni, więc miejsce wydawało się idealnym połączeniem obu tych cech”.
Lizzie znalazła swoją główną suknię ślubną w Cha Cha Linda, vintage’owym sklepie z Brooklynu specjalizującym się w odrestaurowanych, unikatowych egzemplarzach. Przed pierwszą wizytą zaprosiła swoją niedawno zaręczoną druhnę, aby dołączyła i poświęciła połowę czasu na poszukiwania dla siebie. Podczas gdy jej druhna znalazła tego dnia suknię, Lizzie musiała szukać dalej. Odwiedziła kolejny vintage’owy salon ślubny, Happy Isles, a także przymierzała nowe suknie znanych projektantów ślubnych. „Przymierzyłam prawdopodobnie co najmniej 50 różnych sukien, ale po prostu nie przeżyłam z żadną z nich tego wyjątkowego momentu” – dzieli się. Pewnego dnia jej druhna wysłała jej prywatną wiadomość z suknią opublikowaną na stronie Cha Cha Linda, a Lizzie wiedziała, że musi ją przymierzyć. Napisała do właścicielki sklepu, Evy Lopez, która zdołała ją wcisnąć przed swoimi spotkaniami następnego dnia.
Suknia była autorstwa Caroline Herrery, z pierwszej kolekcji ślubnej projektantki z 1987 roku. Głęboko kość słoniowa suknia z delikatnym kwiatowym printem miała dekolt serduszko, obniżoną talię i zdejmowany szal z rozetą z przodu. Lizzie nie była pewna, czy ją pokocha, gdy przyjechała i zobaczyła ją na wieszaku u Lopez. Jednak wspomina: „Założyłyśmy ją, spojrzałyśmy na siebie, trochę się zaśmiałyśmy i powiedziałyśmy: 'Chwila, jest naprawdę dobra’”.
Eksperymentowały z wyglądem i odkryły, że uwielbiają go, gdy szal jest odwrócony do tyłu, zwisa z ramion, a rozeta znajduje się z tyłu. „Miałam bardzo mało czasu, żeby o tym pomyśleć i wiedziałam, że nie znajdę niczego podobnego” – wspomina Lizzie. „Więc po prostu się na to zdecydowałam i nie żałuję”.
Jednym z aspektów wizji jej sukni ślubnej, na który Lizzie nie chciała iść na kompromis, był długi tren. Skierowano ją do Ann Hamilton, nowojorskiej krawcowej specjalizującej się w odtwarzaniu vintage’owych stylizacji ślubnych, aby stworzyła zdejmowany tren, który idealnie pasowałby do sukni. Najtrudniejsze było znalezienie odpowiedniej tkaniny pasującej do kremowej sukni z lat 80. „Ann przerobiła dziesiątki i dziesiątki różnych tkanin i nie mogła jej znaleźć” – mówi Lizzie. Na trzy tygodnie przed ślubem Hamilton znalazła idealne dopasowanie i skonstruowała tren na czas na uroczystość. „Ma fantastyczne oko, jest bardzo kreatywna i świetnie rozwiązuje problemy” – mówi panna młoda. Aby dokończyć stylizację, Hamilton dodała guziki z tyłu stanika i stworzyła welon, który Lizzie miała na sobie podczas przejścia przez alejkę.
Po godzinie koktajlowej Lizzie zdjęła zarówno tren, jak i szal z rozetą, aby dać sobie więcej swobody do tańca. Ostatnim sentymentalnym akcentem, który dodała Lizzie… Co nadało jej stylizacji tę unikalną mieszankę starego i nowego? Para spersonalizowanych kolczyków autorstwa Larkspur & Hawk, zawierająca kawałek koronki z sukni ślubnej jej babci. „Właścicielka jest przyjaciółką rodziny Sama i właśnie zaczęła zajmować się pracami ślubnymi” – wyjaśnia Lizzie. Kolczyki wykorzystują XVIII-wieczną technikę foliowania, która dodaje tkaninie blasku. Nie tylko włączyła koronkę swojej babci, ale także dodała trochę niebieskiej wstążki dla akcentu „coś niebieskiego” w swojej stylizacji. Lizzie była zachwycona, że może założyć kolczyki w dzień swojego ślubu i nadal będzie je pielęgnować jako nostalgiczną pamiątkę przez nadchodzące lata. „To był naprawdę wyjątkowy sposób na uhonorowanie jej dziedzictwa i zachowanie jej cząstki przy sobie na zawsze” – mówi.
Koronka pochodziła z pierwszej stylizacji, o której Lizzie wiedziała, że ją założy – sukni ślubnej jej babci od Priscilla of Boston z 1958 roku. Jedwabna suknia miała ręczne beadwork, długie rękawy i dekolt łódkę. „To był taki rodzinny żart, że zawsze mieliśmy suknię babci na wypadek, gdybyś któregoś dnia wyszła za mąż” – dzieli się Lizzie. Jej matka również założyła tę suknię jako swoje „coś starego” w dzień swojego ślubu, podobnie jak kilka ciotek w ciągu czterech lat.
Początkowo Lizzie nie była pewna, czy też chce założyć tę suknię. „Kiedy się zaręczyłam, po raz pierwszy pojechałam do domu, żeby zobaczyć się z rodzicami, a moja mama ją wyciągnęła” – wspomina. „Pamiętam, jak ją zakładałam i myślałam, że jest całkiem niesamowita. Nie mogłam uwierzyć, że coś z tak dawnych czasów jest nadal w nienaruszonym stanie”.
Na przestrzeni lat suknia przeszła pewne zmiany. Jedna ciotka ją wypuściła, a inna usunęła długie rękawy. Po tym, jak Lizzie przymierzyła suknię, jej kuzynka postanowiła założyć ją na swój ślub w 2023 roku i – za zgodą Lizzie – nadała spódnicy asymetryczny krój. Lizzie mówi, że zdecydowała: „Idziemy tylko w górę”. Ponownie zwróciła się do Hamilton jako swojej specjalistki od przeróbek. Z jej pomocą Lizzie przekształciła suknię w dwuczęściowy zestaw – top i mini spódniczkę bubble – do założenia na przyjęcie.
„Zachowałyśmy całą tę samą strukturę topu, więc wygląda jak suknia w rzeczywistości” – dodaje. Pomysł na spódniczkę bubble wyszedł z wewnętrznej struktury asymetrycznej wersji sukni. Podobało jej się również, jak bubble nada stylizacji lekko nowoczesny sznyt. „Ciągle żartujemy, że moja siostra zrobi z tego top, bo będzie ostatnią kobietą w rodzinie, która potencjalnie będzie chciała ją założyć” – mówi.
Kiedy poszła założyć stylizację do środka ze swoją siostrą, jej siedmiomiesięczna ciężarna kuzynka Cass – która wcześniej ją nosiła – przypadkowo na nie wpadła. „Złapałyśmy ją i powiedziałyśmy: 'Musisz przyjść. Zakładamy suknię babci’” – wspomina Lizzie. Kiedy wróciły do namiotu, Lizzie poprosiła Cass, aby dołączyła do niej na scenie, aby wyjaśnić znaczenie sukni i ich babci. „Była naszą matriarchinią i była dla nas bardzo wyjątkowa. Wszystkie miałyśmy tę bardzo łzawą chwilę na scenie, kiedy czułyśmy, że ona tam jest” – wspomina. „To było po prostu takie miłe”.
Kolejną pamiątką rodzinną, która trafiła na jej ślubne afterparty? Dwuczęściowy zestaw Donny Karan, który jej matka nosiła jako swoją drugą stylizację w latach 90. Kremowy jedwabny zestaw składał się z długiej koszuli zapinanej na guziki i jedwabnych spodni na sznurku. Lizzie zabrała swoją matkę do pracowni Hamilton, aby uzyskać jej zgodę na nowy pomysł – przekształcenie spodni w bardziej ustrukturyzowany, dopasowany styl i skrócenie topu, aby pasował do jej wzrostu. „Chciałam jej aprobaty, ponieważ pracowała w projektowaniu i miała świetne oko do tych rzeczy” – zauważa Lizzie. „Jest wiele opinii” – mówi Lizzie.
Matka Lizzie pierwotnie nosiła zestaw Donny Karan w latach 90.
Dzięki uprzejmości Lizzie Nelson
Adaptacja zestawu przez Lizzie na jej ślub.
Zdjęcie: Parker Selman
Na szczęście Lizzie otrzymała zgodę na zmianę sylwetki. Postanowiła również nosić koszulę luźno i rozpiętą, tak jak jej matka, łącząc ją z jedwabnym topem i perłową obrożą. Aby to osiągnąć, potrzebowała nowej warstwy. „Top został wykonany na zamówienie przez Ann Hamilton przy użyciu istniejącej tkaniny z zestawu i jedwabiu, który pozyskaliśmy, aby pasował” – wyjaśnia. Lizzie zauważa również, że nie opuszczała parkietu przez całą noc: „Właściwie myślę, że stroje idealnie się do tego nadawały. Mogłam tańczyć cały czas i czułam się bardzo komfortowo”.
Zdjęcie: Parker Selman
Reflektując nad całą swoją ślubną garderobą, Lizzie mówi: „Nie chciałam, żeby to wyglądało, jakbym robiła vintage tylko dla samego vintage. Chciałam, żeby to było odtworzenie czegoś z mojej rodziny, czegoś z historią – ale co również czuło się jak ja”.
Często zadawane pytania
Oczywiście Oto lista często zadawanych pytań dotyczących panny młodej wybierającej vintage’owe suknie ślubne z lat 50., 80. i 90. na swoją uroczystość w New Hampshire
Ogólne pytania dla początkujących
P: Co właściwie oznacza vintage’owa suknia ślubna?
O: Zazwyczaj odnosi się to do sukni, która ma co najmniej 20-30 lat i pochodzi z konkretnej minionej epoki. W tym przypadku suknie są oryginalnymi egzemplarzami z lat 50., 80. i 90.
P: Dlaczego ktoś wybrałby wiele vintage’owych sukien?
O: Wiele panien młodych robi to, aby mieć inny look na różne części dnia lub aby uhonorować różne epoki, które kochają. To sposób na pokazanie osobistego stylu i historii.
P: Czy noszenie starej sukni nie jest ryzykowne? Co jeśli się rozpadnie?
O: Może to być problem, ale renomowany sprzedawca vintage lub wykwalifikowana krawcowa specjalizująca się w odzieży vintage może ocenić wytrzymałość tkaniny, wzmocnić szwy i dokonać niezbędnych napraw przed ślubem.
P: Gdzie w ogóle znaleźć vintage’owe suknie ślubne?
O: Typowe źródła to specjalistyczne butiki z vintage’owymi strojami ślubnymi, rynki internetowe, wyprzedaże pośmiertne, pamiątki rodzinne i sklepy z odzieżą używaną.
Szczegóły dotyczące epok
P: Jakie są zazwyczaj suknie ślubne z lat 50.?
O: Często mają dopasowany stanik, ściągniętą w talii i pełniejsze spódnice, czasem z warstwami tiulu lub krynoliny. Pomyśl o eleganckim i ustrukturyzowanym wyglądzie, przypominającym Grace Kelly.
P: Co charakteryzuje suknię ślubną z lat 80.?
O: Lata 80. znane są z odważnego dramatu, bufkowych rękawów, dużych kokard, dużej ilości koronki, wymyślnego beadworku i obszernych spódnic. To estetyka „więcej znaczy więcej”.
P: A co ze stylami z lat 90.?
O: Suknie z lat 90. często zmierzały w kierunku prostoty i gładkości. Zobaczysz sukienki slip, minimalistyczne sheathy, cięcia bias i prostsze tkaniny satynowe lub krepa, pod wpływem stylów takich jak słynna suknia Carolyn Bessette-Kennedy.
P: Jak sprawiła, że suknie z tak różnych dekad wyglądały spójnie?
O: Prawdopodobnie powiązała je
