Jest popularne powiedzenie wśród milenialsów, że zawsze powinno się robić rzeczy „dla beki”. Moją „beką” pewnego dnia zeszłej jesieni była czysta złośliwość. Znajomy nie przestawał opowiadać o swojej przygodzie z fitnessem w późnych latach dwudziestych, co oczywiście obejmowało bieganie w zawodach. Żeby go zdenerwować, zapisałam się do loterii na nowojorski półmaraton United Half 2026. Chyba dokładnie tak brzmiały moje słowa: „Co, jakby to było trudne?”. Prawie rok i dwa półmaratony później—w dwóch różnych krajach, nie mniej—mogę odwołać ten żart i powiedzieć: to naprawdę trudne. Warte tego, ale trudne.

Tamtego dnia na początku listopada otworzyłam stronę, założyłam konto w New York Road Runners, wpisałam dane karty kredytowej, żeby autoryzować opłatę startową na wypadek, gdyby mój los w loterii przeszedł, dodałam kontakt alarmowy i zamknęłam stronę, zadowolona, że przynajmniej na chwilę weszłam znajomemu pod skórę. Aż do pewnego ranka, trzy tygodnie później, kiedy zobaczyłam obciążenie 160 dolarów na karcie kredytowej, szybko po którym przyszła wiadomość „Gratulacje!” od organizacji. Natychmiast napisałam do znajomego z tą nowiną. On podzielił się swoją: nie dostał się. Właściwie napisałam do wszystkich moich poważnych biegających znajomych, z których większość biegła w prawdziwym nowojorskim maratonie i też brała udział w losowaniu. Zabawnie, karmicznie, tragicznie—to ja jedyna się dostałam.

Nie jestem całkowicie niesportowa. Tańczyłam przez całe dzieciństwo i wiosłowałam w szkole średniej. Na studiach czasami wstawałam bardzo wcześnie, żeby pobiegać wolne kilometry o wschodzie słońca na plaży i cieszyć się kawą za dolara z Pret na moich schodkach. W czasie COVID, utknąwszy w Connecticut po przylocie do domu na wizytę u dentysty prosto z ogarniętego paniką Paryża, biegałam w górę i w dół po polnej drodze za domem rodziców. Sprężystość w kroku w końcu zniknęła, ale teraz musiałam ją przywrócić, sapiąc po kamienistych ulicach Seaport.

Szczerze mówiąc, ten proces był mieszanką miłości i nienawiści. Nie mogłam znieść wstawania w ciemnościach, żeby biegać kilometry w temperaturze poniżej minus siedmiu stopni. Byłam zachwycona, mogąc wspominać, ile już tego dnia osiągnęłam, sunąc przez biuro do swojego biurka. Mniej podekscytowana byłam, gdy zrobiło się tak zimno, że musiałam przenieść długie biegi na bieżnię. W pewnym momencie, pięć mil z siedmiu na maszynie, dostałam przypadkowej choroby lokomocyjnej, patrząc na kołyszący się kucyk biegaczki przede mną, słuchając „4 Raws” EsDeeKid odbijającego się między moimi AirPodsami. (Po tym żenującym momencie szybko przeszłam na audiobooki.) Ale co najważniejsze, uwielbiałam to szybkie poczucie kontroli, które rutyna—którą musiałam albo ukończyć, albo rzucić—dawała mi podczas pracy w zawodzie tak społecznym i nieprzewidywalnym jak moda. Moje własne cele stały się jaśniejsze; właściwie dostałam telefon z HR w sprawie tej właśnie pracy w Vogue podczas biegu.

To bezcenne poczucie rutyny—kiedy mogłam oczyścić głowę, odłączyć się i cieszyć hobby w pełni sama—było powodem, dla którego powiedziałam tak na zaproszenie Lululemon na półmaraton Seawheeze 2026 w Vancouver. Nie tylko tak, ale tak z entuzjazmem, gotowa zacząć kolejne dwanaście tygodni przeciągania liny.

Czy nagle stałam się biegaczką drogową, która lata za granicę, żeby startować w zawodach? Przy moim tempie na milę nie jestem pewna, czy to, co robię, można nazwać rywalizacją, ale w te cieplejsze letnie miesiące wspaniale było biegać dziesięć mil w słoneczny niedzielny poranek, zanim spotkałam się ze znajomymi na mrożone margarity, żeby oglądać mecze mistrzostw świata—nie mówiąc już o tym, że moja podstawowa kondycja pozwala mi teraz przebiec dziesięć mil z podekscytowaniem zamiast strachu.

Podobnie brak rutyny w dwa tygodnie po zawodach zostawił mnie zarówno z ulgą, jak i niepokojem. Po prawie roku wstawania o 5:30 spanie do siódmej jest takie, takie dobre. A jednak byłam też w zawieszeniu, jakby czegoś istotnego brakowało w moich dniach. Zamiast przedłużać przerwę od hobby, wymieniłam buty do biegania, które osiągnęły 400 mil w Vancouver (to butowe mówić tymi półoficjalnymi biegowymi terminami—i nie mogę się doczekać, żeby wrócić na trasę.

Ciekawi Cię trend w urodzie lub wellness? Chętnie poznamy Twoją opinię! Napisz do starszej redaktorki ds. urody i wellness Vogue na adres beauty@vogue.com.



Często zadawane pytania
Oto lista często zadawanych pytań o zaskakująco pozytywnym wpływie biegania napisana naturalnym, konwersacyjnym tonem







Często zadawane pytania Dlaczego życie stało się lepsze, gdy zaczęłam biegać



1 Co masz na myśli, mówiąc, że życie się poprawiło Czy bieganie nie jest po prostu bolesne i męczące

Brzmi to nieintuicyjnie, ale ból podczas biegu jest tymczasowy, a efekty są niesamowite Nie chodzi tylko o kondycję Chodzi o jasność umysłu poczucie osiągnięcia i redukcję stresu które przenikają do każdej innej części dnia Wymieniasz 30 minut dyskomfortu na 23 godziny poczucia większej zdolności i spokoju



2 W ogóle nie jestem wysportowana Czy naprawdę mogę to robić czy to tylko dla sportowców

Absolutnie możesz to zrobić Sekret polega na tym żeby zacząć zawstydzająco wolno Bieg może być na początku po prostu szybkim marszem przez pierwszy tydzień potem minutą truchtu i dwiema minutami chodzenia Są darmowe aplikacje takie jak Couch to 5K zaprojektowane specjalnie dla ludzi którzy nigdy nie biegali Nie ścigasz się z nikim poza sobą



3 Jak bieganie właściwie redukuje stres Czy to nie jest po prostu kolejna rzecz na mojej liście obowiązków

Pomyśl o stresie jak o fizycznej energii Kiedy biegasz spalasz tę nerwową energię Twoje ciało uwalnia endorfiny i obniża kortyzol To też czas dla siebie—przerwa od ekranów maili i obowiązków Wracasz do domu z cichszym umysłem nie bardziej wyczerpanym



4 Jestem zapracowaną osobą Jak wcisnąć bieganie w harmonogram bez przejmowania go

Nie musisz biegać godzinę dziennie Magia poprawiająca życie zaczyna się już od 20–30 minut trzy razy w tygodniu Traktuj to jak niepodlegający negocjacjom termin jak spotkanie z szefem Wiele osób odkrywa że bieganie pierwsze rzeczy rano daje im więcej energii na resztę dnia czyniąc ich bardziej produktywnymi nie mniej



5 Zawsze łapię kolki lub czuję że nie mogę oddychać Co robię źle

To najczęstszy błąd początkujących—biegnięcie za szybko Powinnaś być w stanie prowadzić rozmowę podczas biegu Jeśli nie możesz zwolnij Na kolki spróbuj oddychania