Zaledwie kilka tygodni temu Gucci obsadził Jannika Sinnera w roli „The Original Sinner” w kampanii, która bawiła się biblijną symboliką i przedstawiała piłkę tenisową jako zakazany owoc. Była to kampania pełna humoru, samoświadomości i odejście od starannie kontrolowanego wizerunku, który od dawna definiował jednego z najbardziej prywatnych gwiazdorów tenisa. „To jedna z moich ulubionych kampanii – nie trzeba traktować siebie zbyt poważnie” – powiedział Sinner magazynowi Vogue.

Teraz, gdy zbliża się Wimbledon, Gucci bawi się kolejnym pomysłem z udziałem lidera światowego rankingu. Najnowsza kampania „Made In Italy” umieszcza Sinnera – ubranego w ostrą białą stylizację i pasujące do niej loafersy – w centrum włoskiej flagi. Obraz ten nawiązuje nie tylko do jego statusu jednego z najbardziej rozpoznawalnych włoskich sportowców, ale także do pytań o tożsamość, które towarzyszyły mu podczas jego wzlotu. Wychowany w Południowym Tyrolu, górzystym regionie przy granicy Włoch z Austrią, Sinner często ścierał się ze stereotypami dotyczącymi tego, jak Włoch powinien wyglądać, brzmieć czy się zachowywać. Z rudymi włosami, bladą skórą i spokojną osobowością nie pasuje do filmowych klisz włoskości, które od dawna dominują w kulturze popularnej. Kampania sprytnie odwraca to napięcie, celebrując bardziej zniuansowaną wersję włoskiej tożsamości, w której jest miejsce dla cichego narciarza z Alp.

Zdjęcie: Dzięki uprzejmości Gucci

Kampania będzie trudna do przeoczenia, gdy Sinner wróci na Wimbledon, by bronić tytułu. Gucci przejmuje londyński Piccadilly Circus, pokrywa miejskie meble w całym mieście i zamienia front swojego flagowego sklepu przy New Bond Street w hołd dla swojego wieloletniego ambasadora. Nadchodzi to w interesującym momencie jego sezonu. Po skróconej kampanii Roland-Garros Sinner spędził więcej czasu z dala od rywalizacji niż zwykle przed rozpoczęciem sezonu na trawie, co pozostawia pytania o to, jak czuje się fizycznie przed Wimbledonem.

Tutaj Sinner opowiada magazynowi Vogue o swoim zdrowiu, wyzwaniu obrony tytułu na Wimbledonie i o tym, co znaczy reprezentować Włochy, mimo że nie pasuje do wielu najbardziej znanych klisz.

Vogue: Ostatnie kampanie Gucci były dość zabawne. Ta bawi się ideą tego, co znaczy być Włochem, tematem, który towarzyszył ci przez całą karierę. Więc co dla ciebie znaczy bycie Włochem?

Jannik Sinner: Jestem bardzo dumny, że jestem Włochem. Zawsze czułem się szczęśliwy, że urodziłem się w tak pięknym kraju. Dorastałem w górach, ale kocham też jeziora, morze, wyspy i malownicze miasta, które mamy. Sport jest bardzo ważny w naszej kulturze i zawsze cieszę się z entuzjazmu Włochów, ilekroć gram u siebie.

Mówiłeś o dorastaniu w Południowym Tyrolu, który dość różni się od wersji Włoch, jaką niektórzy sobie wyobrażają. Jak dorastanie tam ukształtowało osobę, którą jesteś dzisiaj?

To bardzo prosty styl życia. Jest tak wiele małych miasteczek i jesteśmy otoczeni dużą ilością natury. Wszyscy mają tych samych przyjaciół, a kiedy coś się dzieje, wszyscy w okolicy o tym wiedzą [śmiech]. Jestem bardzo szczęśliwy, że wciąż mam tam swoją najlepszą grupę przyjaciół. Teraz, po tylu podróżach, wiem, jak różne jest życie w dużych miastach, ale bardzo się cieszę, że dorastałem tam, gdzie dorastałem, ponieważ miałem dużo wolności, dużo czasu na zewnątrz i dużo bezpieczeństwa. Mogliśmy sami chodzić do szkoły, a potem wszyscy się przebieraliśmy i uprawialiśmy różne sporty – to było bardzo aktywne miejsce. To było niesamowite dzieciństwo i za każdym razem, gdy wracam, by zobaczyć rodziców i przyjaciół, czuję się świetnie.

Czy masz teraz preferencje co do życia w mieście czy na wsi?

Myślę, że chodzi bardziej o równowagę. Dużo podróżuję, więc jestem bardzo szczęśliwy, gdy wracam do domu w Monako, gdzie teraz mieszkam. Ale ilekroć mam czas, chcę jechać do domu, ponieważ moi dziadkowie wciąż żyją i bardzo ważne jest dla mnie spędzanie z nimi jak najwięcej czasu. Od 13 roku życia zawsze byłem daleko od domu, więc ilekroć mam okazję wrócić, lubię z niej korzystać. Wszystko zależy od tego, jak się czuję w danym momencie. Ostatnio coraz bardziej ciągnie mnie do spokojnych miejsc – czuję się tam o wiele bardziej komfortowo niż w ruchliwym otoczeniu.

To ma sens. Miałeś więc trochę dodatkowego wolnego czasu od Roland-Garros [gdzie Sinner niespodziewanie przegrał w drugiej rundzie z Argentyńczykiem Juanem Manuelem Cerundolo]. Co robiłeś podczas tej przerwy?

Wziąłem tydzień wolnego i spędziłem czas z przyjaciółmi i rodziną, co było dla mnie bardzo ważne. Potem od razu wróciliśmy do treningów, ponieważ nadchodzi ważny okres – Wimbledon, oczywiście, ale też dużo pracowaliśmy nad przygotowaniami do amerykańskiej części sezonu, która nastąpi później. Zwykle nie mamy dużo czasu na przygotowania do tego. Zawsze staram się patrzeć na jasną stronę, a pozytywem wczesnego odpadnięcia z Roland-Garros – mimo że chciałbym zajść dalej – jest dodatkowy czas. Staramy się wykorzystać każdy dzień, więc było wiele długich sesji treningowych i jestem bardzo zadowolony ze swojej kondycji fizycznej i stanu psychicznego w tej chwili.

Wiem, że po Roland-Garros były pewne obawy o twoje zdrowie. Jak czujesz się fizycznie przed turniejem?

Czuję się dobrze. Włożyliśmy dużo pracy w ciągu ostatnich kilku tygodni, więc fizycznie jestem w świetnej formie. Dużo grałem w ostatnich miesiącach, więc solidny blok treningowy był dokładnie tym, czego potrzebowało moje ciało, by znów stać się silniejsze, i dobrze się zregenerowałem. Ale najważniejsze dla mnie jest być w dobrej kondycji psychicznej i bardzo się cieszę, że jestem w Londynie. Mam nadzieję, że będę mógł rywalizować na najwyższym poziomie.

Ty i Carlos Alcaraz naciskaliście na siebie nawzajem przez ostatnie kilka lat, wymieniając się wielkimi tytułami i razem kształtując nową erę męskiego tenisa. Z nim nieobecnym na Roland-Garros i teraz na Wimbledonie [Alcaraz pauzuje z powodu kontuzji prawego nadgarstka], jak to jest nie mieć swojego największego rywala w pobliżu?

Jak już mówiłem wcześniej, tenis potrzebuje Carlosa. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje i wiem, że ma wokół siebie świetny zespół, który go wspiera i pomaga mu wrócić.

Wracasz więc na Wimbledon jako obrońca tytułu. Czy to zmienia coś mentalnie, czy traktujesz go jak każdy inny turniej?

Podchodzę do tego tak samo. Zawsze mówię, że nie bronimy – zawsze staramy się po to sięgać i mam nadzieję, że nam się uda. Wiem, że to długi turniej. To, jak zacznę, będzie bardzo ważne. Nie grałem jeszcze żadnych meczów na trawie, więc pierwszy mecz – lub pierwsze kilka – będzie trudny. Ale jeśli uda mi się przez nie przejść, wiem, że pewność siebie i dobre odczucia na trawie mogą wrócić. Teraz po prostu staramy się znaleźć dobry rytm na trawie, a potem zobaczymy, jak potoczy się turniej.

Mówiłeś, że Wimbledon był turniejem, o którym marzyłeś jako dziecko. Co sprawia, że różni się od innych turniejów wielkoszlemowych?

Tak, naprawdę czujesz historię i prestiż gry tutaj. Wszystko w tym turnieju wydaje się inne niż w innych wydarzeniach i to jedyny duży turniej, jaki mamy na tej nawierzchni. Więc bardzo miło jest tu wrócić i dzielić ten moment z moim zespołem. Mojej rodziny jeszcze tu nie ma – może przyjadą, jeśli zajdę daleko w turnieju, ale zobaczymy.

Jak twoja rodzina decyduje, czy przyjechać, czy nie? Czy masz jakieś przesądy co do tego, że są tu zbyt wcześnie?

Nie, wcale nie. Myślę, że po prostu pozwalają mi skupić się na tym, co muszę robić. Ja mam swoją pracę, a oni swoją, wiesz. Wiem, co jest dla mnie najlepsze i co muszę robić. Oni oczywiście znają tenis, ale nie tak dobrze jak ja, bo nigdy w niego nie grali [śmiech]. Tacy jesteśmy jako rodzina. Lubimy się wspierać, ale też dajemy sobie przestrzeń. A kiedy jesteśmy w domu, nigdy nie rozmawiamy o tenisie – zawsze rozmawiamy o innych rzeczach.

Więc kiedy jesteś w Londynie, jesteś oczywiście bardzo skupiony na treningach, ale czy jest coś, co lubisz robić w wolnym czasie? Wiem, że wspominałeś o ustawianiu budzików podczas turniejów, by oglądać Formułę 1. Kiedy tu jestem, mój harmonogram wygląda mniej więcej tak: tenis, powrót do domu, sen, powtórka. Ale myślę, że bardzo ważne jest, by dać umysłowi odpocząć, więc kiedy mam czas, gram w golfa, buduję z klocków Lego lub oglądam Formułę 1. Teraz trwa też piłka nożna z Mistrzostwami Świata, więc będę to śledził. Tenis jest oczywiście ważny, ale równie ważne jest oderwanie od niego myśli.

Wracając do Gucci – jesteś z tą marką od pięciu lat, co pod wieloma względami pokrywa się z twoim wzlotem w tourze i przejściem w dorosłość. Jak zmieniła się twoja relacja z modą i twój osobisty styl w tym czasie?

W ciągu ostatnich pięciu lat wiele nauczyłem się o modzie. Lepiej teraz rozumiem świat mody i to, ile pracy kryje się za kulisami. Oczywiście mój styl trochę się zmienił po drodze i miałem ogromne szczęście nosić wiele ładnych strojów. Powiedziałbym, że mój styl jest bardzo prosty i elegancki. Wolę ciemniejsze kolory i lubię wyglądać swobodnie – nie zamierzam nosić największego logo Gucci, wiesz? Ale oni pracują ze mną tak długo i wiedzą, co lubię, więc dają mi sugestie i to była świetna współpraca.

Ta rozmowa została zredagowana i skrócona.

**Często zadawane pytania**
Poniżej znajduje się lista często zadawanych pytań dotyczących powrotu Jannika Sinnera na Wimbledon po nieoczekiwanej przerwie, obejmująca perspektywy dla początkujących i zaawansowanych.

**Pytania dla początkujących**

1. Dlaczego Jannik Sinner był nieobecny w tenisie przed Wimbledonem?
Musiał wziąć wolne z powodu zapalenia migdałków. Opuścił także French Open z powodu kontuzji biodra.

2. Czy jest już w pełni zdrowy?
Mówi, że czuje się znacznie lepiej. Znów trenuje i jest pewien, że jego ciało jest gotowe na trawiaste korty, choć przyznaje, że wciąż odbudowuje pełną formę meczową.

3. Czy rozegrał jakieś turnieje rozgrzewkowe przed Wimbledonem?
Nie. Ze względu na rekonwalescencję zdecydował się nie grać w żadnych oficjalnych turniejach rozgrzewkowych na trawie. Wimbledon będzie jego pierwszym turniejem po powrocie.

4. Czy jest faworytem do wygrania Wimbledonu?
Wielu ekspertów uważa go za głównego kandydata, ale nie za wyraźnego faworyta. Brak ostatniej praktyki meczowej stanowi wyzwanie, ale jego talent i ranking utrzymują go w gronie pretendentów.

5. Jak się czuje z powrotem?
Powiedział, że jest bardzo szczęśliwy i podekscytowany, że wrócił. Tęsknił za rywalizacją i jest wdzięczny, że jest wystarczająco zdrowy, by znów grać na Wimbledonie.

**Pytania dla zaawansowanych**

6. Jaki jest jego bilans na kortach trawiastych?
Statystycznie jest to jego najsłabsza nawierzchnia, ale poczynił postępy. Dotarł do półfinału Wimbledonu w 2023 roku, co było jego najlepszym wynikiem. Swój pierwszy tytuł na trawie zdobył w Halle w 2024 roku.

7. Jak jego nieobecność wpływa na rozstawienie i drabinkę?
Ponieważ jest numerem 1 na świecie, jest rozstawiony z numerem 1. Oznacza to, że unika innych najlepiej rozstawionych graczy aż do późniejszych rund, co jest znaczącą przewagą.

8. Z jakimi konkretnymi wyzwaniami mierzy się, wracając „z zimna” do turnieju wielkoszlemowego?
Największym ryzykiem jest brak ostrości meczowej. Trawa to szybka nawierzchnia o niskim odbiciu, wymagająca precyzyjnej pracy nóg i szybkich refleksów. Bez ostatnich meczów o stawkę jego wyczucie czasu i podejmowanie decyzji pod presją mogą być gorsze we wczesnych rundach.

9. Jak jego zespół dostosował treningi do powrotu?
Jego zespół skupił się na treningach o niskim wpływie, wysokiej intensywności, aby zminimalizować ryzyko kontuzji, jednocześnie odbudowując wytrzymałość i ostrość.