Naomi Scott zawsze miała być muzykiem. Dorastając na przedmieściach wschodniego Londynu, śpiewała po południu w lokalnym chórze kościelnym, a wieczorami eksplorowała playlisty z Windows Media Playera swojego taty, odkrywając Janet Jackson i Kate Bush. W wieku 14 lat została zauważona przez Kéllé Bryan, byłą członkinię Eternal, i spędziła połowę swoich nastoletnich lat, pisząc muzykę w domu, dążąc do tego, by zostać piosenkarką na własnych prawach. Chodziła nawet na sesje pisania piosenek z potężnym brytyjskim zespołem popowym Xenomania.

Jest tylko jeden haczyk? Po kilku przesłuchaniach aktorskich, głównie dla zabawy, jakoś skończyła z karierą filmową. (Jeśli Scott wygląda znajomo – a potrafisz spojrzeć poza jej obecną potarganą fryzurę bob farbowaną na spalony róż – wiesz, że ta objazdowa droga doprowadziła ją do roli księżniczki Dżasminy w hicie kinowym z 2019 roku, aktorskim filmie **Aladyn**, oraz do roli zmartwionej gwiazdy pop w horrorze z 2024 roku, **Uśmiech 2**.) Potem, kilka lat temu, przeszła przez coś, co nazywa „kryzysem tożsamości wieku około trzydziestki”, co popchnęło ją do pozostania w domu w Londynie i ponownego pisania piosenek na swoim pianinie.

„Naprawdę czułam się jak dziewczyna w trakcie tworzenia – nadal tak się czuję – i to stało się moim mottem dla tego projektu, zarówno filozoficznie, jak i praktycznie” – mówi Scott, rozmawiając z Los Angeles, gdzie zaczyna swoją pierwszą solową trasę koncertową jako headliner. „Chcę, żeby ludzie zobaczyli ten proces”.

Efektem jest jej imponujący pierwszy pełnowymiarowy album, **F.I.G**, wydany w marcu. Jeśli potrzebujesz więcej dowodów na to, że Scott zawsze miała być muzykiem, po prostu go posłuchaj. Ma cechy dźwiękowe debiutanckiego albumu, mieszając gatunki takie jak R&B, alternatywny pop, soul, funk i mnóstwo beatów z lat 80. Ale to brzmienie pokazuje jej świetny gust: odrobinę Janet Jackson w grzechoczącym rytmie „Rhythm” i słodkie, warstwowe wokale (oraz zmysłowe szeptane wstawki) w „Cherry”; nuty Prince’a w mocnych riffach gitarowych i nabrzmiewających syntezatorach w „Losing You” i „Gracie”; ślad Solange w trzepoczących wokalizach w tęsknym „Bliss” i jazzowym „Best Kind”. (Były współpracownik Solange, Dev Hynes, jest bliskim przyjacielem i mentorem Scott, i dzieli się z nią produkcją w „Cut Me Loose”.)

To także niezwykle spójne (i, trwające 29 minut, zwięzłe) oświadczenie intencji, natychmiast ustanawiające własną, odrębną tożsamość muzyczną Scott. Dla samozwańczej „dziewczyny w trakcie tworzenia” wydaje się w pełni ukształtowane. (Tytuł oznacza „upaść w łaskę”, odnosząc się do jej podróży ku samoakceptacji, gdy ponownie zanurzyła się w muzyce, i nawiązuje do metafory Sylvii Plath z **Szklanego klosza**, gdzie drzewo figowe reprezentuje wiele możliwych przyszłości – miejmy nadzieję, że kariera muzyczna jest owocem, który wybiera.)

I chociaż **F.I.G** nie zrobił od razu ogromnej furory, w ciągu miesięcy od premiery publiczność Scott szybko rosła dzięki poczcie pantoflowej, gdy fani chwalą go w mediach społecznościowych.

„To po prostu wspaniałe uczucie” – mówi Scott o reakcji. „Szczerze mówiąc, jestem związana z niezależną wytwórnią, więc nie ma dużego zastrzyku gotówki ani mnóstwa pieniędzy na marketing. Ale byłam tak pewna, że muzyka przemówi sama za siebie i że właściwi ludzie ją znajdą, że nie martwiłam się zbytnio o wypychanie wszystkiego na pierwszy plan czy próbę kapitalizowania jednego wielkiego momentu. Naprawdę wierzę, że gdy już trafi do świata, pozostanie tam na zawsze, by być odkrywaną”.

Zdjęcie: Eloise Parry

Albumowi pomogło również imponująco podejście DIY Scott do budowania wokół niego wizualnego świata. Teledyski – stworzone z jej dyrektorką kreatywną, Kathariną Korbjuhn – oddają bardzo specyficzne, niepolerowane, wycinkowe z życia uczucie. „Jest coś pięknego w pracy z ograniczonymi zasobami” – mówi Scott. „Nie sądzę, żeby pieniądze równały się kreatywności. Po prostu nie”.

Weźmy na przykład zabawny, samodzielnie zrobiony teledysk do „Cherry”. W nim Scott tańczy na boisku piłkarskim z drużyną kobiet, nosząc vintage’ową zapinaną na guziki bluzę z kapturem Vivienne Westwood, szare dresy i kilka naklejanych kryształków na powiekach. Oddaje to jej unikalny, wyrafinowany styl. „Chciałam, żeby było naturalnie, seksownie, brytyjsko, dziewczęco, inkluzywnie i zabawnie” – mówi, dodając, że było to częściowo zainspirowane jej miłością do **Podkręć jak Beckham**. A co do energicznych ruchów tanecznych w teledysku? „Nie mogę teraz wydać 50 czy 100 tysięcy na teledysk, ale nadal chciałam tej energii gwiazdy pop” – mówi ze śmiechem.

Tę energię gwiazdy pop można poczuć także w teledysku do „Gracie”, który wyreżyserowała razem ze swoim mężem, byłym zawodowym piłkarzem Jordanem Spence’em. W nim przechadza się ulicą we wschodnim Londynie w skórzanym trenczu i różowych rękawiczkach, tańcząc swobodnie, podczas gdy rozbawieni przechodnie patrzą. „Nie mieliśmy budżetu, żeby zamknąć ulicę, więc ludzie patrzyli, ale to dodaje energii” – mówi radośnie Scott. „Uwielbiam te niedoskonałości, a zdarzają się one tylko wtedy, gdy płyniesz z prądem”.

To nastawienie przeniesie się na jej występy na żywo. Po siedmiomiejskiej, siedmiodatowej trasie po USA, zagra tego lata na europejskich festiwalach, a następnie dołączy do Jessie Ware – kolejnej przyjaciółki i mentorki – jako support podczas jej arenowej trasy po Wielkiej Brytanii. Scott utrzymuje prosty setup na żywo: jeden muzyk wspierający na gitarze, drugi na basie i syntezatorach. „Na tym etapie, na którym jestem teraz, czuję, że te dwie części są odpowiednie” – mówi. Nie będzie robić wyszukanych nowych aranżacji ani odświeżać piosenek z **F.I.G** – w końcu to jej pierwsza trasa. „To pierwszy raz, kiedy zaśpiewam ten album na żywo, więc nie chcę zbytnio od niego odbiegać” – wyjaśnia. „Chcę po prostu dać ludziom uczucie słuchania albumu, ale na żywo”. Włączy też cover klasyka R&B New Edition „Can You Stand the Rain” oraz mash-up swojej piosenki „Bound” z „Sweet Love” Anity Baker. (Mówiłam, że ma świetny gust.)

Tam, gdzie będzie bardziej figlarna, to w prezentacji wizualnej. „Słuchaj, nie zdradzając zbyt wiele… będzie kilka małych niespodzianek” – mówi, znów się śmiejąc. Będzie jedna lub dwie przerwy taneczne – „nie super choreograficzne, ale ruch jest naprawdę ważny” – zauważa – oraz stojaki na ubrania po obu stronach sceny do szybkich zmian strojów podczas występu. (Pamiętaj, jest w trakcie tworzenia.)

„Nadal będę w swoim podstawowym stroju: dresie, nakolannikach, szpilkach i staniku” – wyjaśnia, ale z dodatkowymi akcentami, takimi jak trencz i rękawiczki z teledysku do „Gracie”. Miesza elementy z własnej garderoby z designerskimi lookami pożyczonymi od marek, które ona i jej stali styliści, Taylor Thoroski i Hamish Wirgman, pokochali, jak dziwaczny londyński faworyt Talia Byre. „Wiesz, jak ludzie mówią, że w dniu ślubu nadal chcą wyglądać jak oni sami? To trochę tak” – mówi o swoim podejściu do strojów scenicznych.

Scott na planie teledysku do „Call For Me”, nakręconego w sali parafialnej kościoła jej rodziców.
Zdjęcie: Dzięki uprzejmości Naomi Scott

Naprawdę, to jest sedno atrakcyjności Scott jako artystki – otwarcie nosi swoje inspiracje, ale wie, jak połączyć je w coś, co wydaje się naprawdę jej własne. Więc ma sens, że najbardziej ekscytującą częścią jej dotychczasowej podróży było uświadomienie sobie, że jej instynkt był słuszny: naprawdę istnieją odbiorcy, którzy podzielają jej gust i w pełni rozumieją, co próbowała osiągnąć z albumem.

„To po prostu niesamowite, kiedy widzisz, że inni ludzie czują to samo co ty w związku z twoją pracą” – mówi, wyraźnie zachwycona. „I jaki to piękny sposób, by zobaczyć, kto naprawdę się z tym łączy – kiedy to oni mówią o tym innym. Dla mnie to o wiele potężniejsze niż gra w liczby. To nigdy nie było tym, co mnie napędza”.

Zamiast tego, to, co ją napędza – przynajmniej na razie – to po prostu dalsze eksperymentowanie; pozostanie, przez to wszystko, „dziewczyną w trakcie tworzenia”, nawet jeśli z zewnątrz wygląda, jakby dokładnie wiedziała, co robi. „Nadal jestem tą dziewczyną” – mówi z uśmiechem. „Nadal próbuję różnych rzeczy. Nadal w dużej mierze to rozgryzam”.

**Często zadawane pytania**
Oto lista często zadawanych pytań dotyczących albumu i trasy Naomi Scott, napisana naturalnym tonem, z jasnymi i zwięzłymi odpowiedziami.

**Ogólne pytania o album**

P: O co chodzi z tym nowym albumem, o którym wszyscy mówią?
O: To najnowszy album Naomi Scott, który krytycy nazywają najbardziej stylowym wydawnictwem roku. Łączy pop z retro wpływami i ma bardzo wyraźny, modowy i przyszłościowy motyw wizualny.

P: Co sprawia, że album jest stylowy? Czy chodzi tylko o ubrania?
O: To coś więcej niż tylko moda. Styl odnosi się do całego klimatu – okładki albumu, teledysków, pisania piosenek i ogólnej estetyki. Sprawia wrażenie kompletnego, spójnego dzieła sztuki.

P: Jaka to muzyka na albumie?
O: To mieszanka synthpopu, nowoczesnego R&B i tanecznych beatów. Myśl o tym jako o nastrojowym, kinowym popie z dużą energią.

P: Czy to jej pierwszy album?
O: Nie, ale to jej najbardziej udany i doceniony przez krytyków projekt do tej pory. Jest postrzegany jako ogromny artystyczny skok naprzód.

P: Gdzie mogę posłuchać albumu?
O: Jest dostępny na wszystkich głównych platformach streamingowych, takich jak Spotify, Apple Music i Amazon Music, a także do kupienia na CD i winylu.

**Trasa i bilety**

P: Czy ona naprawdę jedzie w trasę z tym albumem?
O: Tak. Ogłosiła trasę, aby przynieść unikalny styl i energię albumu publiczności na żywo.

P: Gdzie mogę kupić bilety?
O: Bilety są dostępne na jej oficjalnej stronie internetowej oraz u głównych sprzedawców biletów, takich jak Ticketmaster. Sprawdź jej media społecznościowe po bezpośrednie linki.

P: Ile kosztują bilety?
O: Ceny różnią się w zależności od miasta i miejsca, ale spodziewaj się zakresu od około 40 dolarów za wejściówki ogólne do 150 dolarów za pakiety VIP lub miejsca premium.

P: Kiedy bilety trafią do sprzedaży?
O: Będzie przedsprzedaż dla członków fanklubu i subskrybentów newslettera, a następnie ogólna sprzedaż publiczna. Sprawdź jej oficjalne kanały po dokładne daty.

P: Czy trasa będzie miała ten sam stylowy klimat co album?